FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  Galeria AvatarówGaleria Avatarów  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 8, 9, 10 ... 53, 54, 55  Następny
  Mroczny Bóg (quest)
Wersja do druku
Daerian Płeć:Mężczyzna
Wędrowiec Astralny


Dołączył: 25 Lut 2004
Skąd: Przestrzeń Astralna (Warszawa)
Status: offline

Grupy:
Tajna Loża Knujów
PostWysłany: 12-11-2004, 23:06   

Tymczasem Daerian faktycznie o mało nie został pokonany... w przeciwieństwie do Kai'a on musiał oddychać XD
Nawet po zakończeniu spektaklu długo nie mógł utrzymać powagi i koncentracji do rozmowy z zabójcą... ale w końcu mu się udało...
Nie - stwierdził spokojnie - może ci pomogę w polowaniu... może. Może nie. Może zapoluję na niego sam. Ale ci są moi i nie ruszaj ich, albo pomogę twojemu wrogowi >< Nie traktuj tego jako groźby... ja po prostu jestem samotnikiem... i nie chcę pomocy innych. W końcu na tym polega zabawa ^^
Słowa tamtego utonęły w dziwnym bulgocie...
Oj, chyba się zdenerwował XD Ale mam nadzieję że mu przejdzie... w końcu ja tylko chcę ich złapać sam ^^ Pora zacząć tworzenie pułapki... tylko jednak od kogo zacząć... ech, nie. Straciłem cierpliwość. Rycerz idzie na pierwszy ogień ^^ oby nie dosłownie... będzie mi potrzebny zdolny do mówienia i najlepiej przynajmniej ograniczonego poruszania ^^

_________________
Przejdź na dół Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
3291361
Kai Płeć:Mężczyzna
the abominable one


Dołączył: 02 Paź 2004
Skąd: Z najgłębszych zakamarków podświadomości
Status: offline
PostWysłany: 12-11-2004, 23:21   

Srebrnooki nie zdawał sobie sprawy z tego, że ktośwłaśnie stara się go namierzyć. Nie, już go namierzył. Głos odezwał się nieoczekiwanie.
"Tym razem chyba jednak jesteś prawdziwy."
"Co? ach, Weles. A raczej Czarnobóg."
"Nie wybacze ci takiej zniewagi."
"Ależ ja tylko stwierdzałem fakty."
"I miałeś rację: to spotkanie będzie nieprzyjemne - dla ciebie."
Nagle na srebrnookiego spadły dziwne stwory. Znał je już, to słudzy Czarnoboga. A więc jednak chce otwartej walki. W ostatniej chwili odskoczył. Stwory twardo uderzyły w ziemię, tworząc niwielkie wgłębienia, po czym skoczyły za nim. Były silne, nawet bardzo, a do tego znacznie szybsze, niż na to wyglądały.Ale nie dość. Sytuacja powtarzała się jeszcze kilka razy: stwory zaciekle go atakowały, lecz on zręcznie uchylał się przed ich atakami, nawet nie próbując kontratakować. Chyba go to bawiło. W końcu srebrnooki oparł się plecami o skałę. Czas było już to zakończyć. Przy kolejnym ataku uniósł się w powietrze. Stwory uderzyły w skałę, przebijając się do wnętrza jaskini, gdzie przebywała grupka.
- Och, Welesie. Naprawdę myślałeś, że to coś da.
Spojrzał w kierunku jaskini.
- Niech oni pomęczą się z tymi natrętnym stworami.
Po czym się oddalił.

_________________

Zetrzyj uśmiech z twarzy...
Poddaj się uczuciu bezsilności...
Przestań walczyć...
Zrezygnuj...
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
 
Numer Gadu-Gadu
5826822
Sm00k
-Usunięty-
Gość
PostWysłany: 12-11-2004, 23:33   

-Ysen, nie znasz dnia ni godziny- drow zdolal pozbierac sie do kupy. Potarmoszone gatki w ponetne drowki jakims cudem zakrywaly wciaz to, co powinny, a nie dajmy na to, glowe.
Swedzenie chwilowo ustalo. Drow wykorzystal ten moment na skompletowanie ubrania. Po czym szybko podszedl do zalatujacej spalenizna mumii.
V- Probowala sie leczyc po swojemu?- Drow odwrocil sie do rycerza
Y- Jak widac na zalaczinym obrazku.
V- Wiesz, patrzac na nia nie czuje sie juz tak glupio jak przed chwila ^^
Powrót do góry
Ysengrinn Płeć:Mężczyzna
Alan Tudyk Droid


Dołączył: 11 Maj 2003
Skąd: дикая охота
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
Tajna Loża Knujów
WOM
PostWysłany: 13-11-2004, 00:07   

- O w mordę - sapnął Ysen na widok stworów. Natychmiast się zatrzymał i wyrwał miecz z pochwy. - Gotować się do bitwy, drużyna!!!

Chimi i Vhriz stanęli w gotowości bojowej, Xellas próbowała, ale niespecjalnie jej wychodziło. Stwory trochę zdziwiły się na ich widok, ale ostatecznie również przyjęły groźne postawy. Wyglądali jak satyry, tyle, że mieli koźle głowy z czerwonymi, płonącymi oczyma i byli zieloni i jakby pokryci wodorostami.

- Co to za kolesie>[? - spytał Vhriz, składając swą halabardę i modląc się by swędzenie nie wróciło.
- Słudzy Czarnoboga. I to nie byle jacy, strażnicy świętych jezior z Rodiny. Nie wiem czy damy im radę. Przyda się każdy miecz.
- Uciekajmy stąd nim ta jaskinia się zawali! - pisnęła Chimi.
- Wgryz, łap mumię! - krzyknął rycerz. - Ja osłaniam odwrót!

Wszyscy pozostali wybiegli, a on powoli się wycofywał się wodząc ostrzem od jednego koźlogłowego do drugiego. Zdarzało mu się już walczyć z takimi typami, od czasu gdy przepędzono ich z ojczyzny zawsze służyły jako gwardia Czarnoboga. Wiedział, że należy się z nimi liczyć, na szczęście oni wiedzieli, że należy się liczyć z jego mieczem. Póki co nie atakowali więc jego, a on ich. Nagle jeden z nich wpadł na genialny pomysł. Zaczął tupać, wierzgać i skakać po ścianach, skutkiem czego jaskinia zaczęła drżeć. Nie było sensu ryzykować, włączył wsteczny i popędził na zewnątrz jaskini. Gdy był już o krok od wyjścia jeden z przeciwników zaatakował kopytemw plecy. Zdążył się odwrócić i zasłonić karwaszem, ale siła ciosu rzuciła go do tyłu gdzie fiknął kilka, nomen omen, koziołków i padł na twarz.

- Żyjesz?
- Tak mi się wydaje.
- Możesz walczyć?
- Pytanie retoryczne>] - powiedział wstając. Gwardziści Czarnoboga póki co byli zajęci rozwalaniem jaskini, co setnie ich ubawiło, mieli więc czas na przygotowanie. - Nakopmy tym koziołkom do rzyci!
- Mają jakieś specjalne właściwości?
- Tak, ale potem wam powiem^^.

_________________
I can survive in the vacuum of Space
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź galerię autora
Zegis Black Priest Płeć:Mężczyzna
Szary Wędrowiec


Dołączył: 04 Lut 2003
Skąd: z swoich opowiadań...
Status: offline
PostWysłany: 13-11-2004, 10:06   

...Poczuł ze w jego rękę wbijają się ciepłe miękkie macki i pomału dochodzą do kości...
Nagłe dłuższe ukłucie bólu i lekki skurcz wszystkich mięśni przylegających do kości przedramienia... po chwili wszystko ustało na jego ręce nie było nawet śladu... Usłyszał w głowie cichy szept...
Po chwili jego dłoń otworzyła się i wypłynęło z niego ostrze stworzone z dziwnej organicznej substancji... Z ciała istoty którą wchłonął...
A teraz jesteśmy... jednością... w głowie przepłynął cytat z jednej z bardziej znanych gier...
Po chwili z ostrza zaczęły wypływać cieniutkie acz długie macki, poczuł że coś wyrywa mu z pleców klejnot...
Odgłosy pękającego kryształu odbiły się echem po świątyni...
Archont uśmiechnął się i wrócił do towarzyszy...

*

Zatrzymał się niedaleko pola bitwy, zaś to co ujrzał zdziwiło go...

_________________
Wróciłem, nie cieszycie się? :]

"Do not fear in the face of your enemies, speak the truth always, even if it leads to your death, save helpless and do no wrong..."
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
3314312
xellas Płeć:Kobieta
Kolekcjonerka Wampirzyca


Dołączyła: 09 Lut 2004
Skąd: Gdańsk-tu smoki chodzą koło Fontanny Neptuna
Status: offline
PostWysłany: 13-11-2004, 10:08   

Xellas jakoś stanęła w pozycji potrzebnej do rzucenia czaru. Wyciągnęła ręce przed siebie, na tyle na ile pozwalały bandaże. Dłonie trzymała pionowo(jak do klaskania^^') szeptała jakieś słowa, między dłońmi pojawiła się niebieska kuleczka. Kuleczka opadła na ziemię i zaczęła się rozpłaszczać, Xellas ustawiała dłonie poziomo palce, rozłączyła palce, niebieski placek rósł tak długo jak wampirzyca odsuwała od siebie dłonie
-ANGUIS!!- placek zaczął się zmieniać, przybierał jakiś nieokreślony kształ po chwili można było poznać, głowę, jakby łapy, ogon i skrzydła- ANGUIS ALGOR!!
Przed wampirzycą wyrósł niebieski jakby z lodu, smok
-Wow ale wielki>]- zakpił drow patrząc na smoka wielkości konia
-Siedź cicho>.< nie mam siły stworzyć większego>.< Uważajcie jak coś dotknie to zamraża...<ciszej>...na jakieś 1,5 min^^'''
Kiedy Ysen, Vhriz, Chimi i smok walczyli z potworami, Xellas z Axe dzielnie osłaniały ich tyły^^
-Głupio mi tu stać kiedy oni walczą^^'
-Przyzwyczaisz się, ja tak często robię>]
-^^'''
Wtem usłyszały coś za sobą, odwróciły się i zobaczyły kolejną poczwarę Axe widząc, że tamci są raczej zajęci skoczyła do przodu. Jeden cios łapą i Axe wylądowała pod drzewem, stwór ruszył w kierunku wampirzycy
-To nie fair jak mam walczyćT__T HEEEELP!!!!!!

_________________
Wampiry stworzenia nocy, przeklęte przez Boga za grzechy ojca, wyklęte przez ludzi za grzechy własne. Jam jedną z nich, z cienia zrodzona, na rękach mych krew, na ustach śmierć, w spojrzeniu zagłada.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Chimeria Płeć:Kobieta
Wiedźma co nie wygląda


Dołączyła: 12 Lut 2004
Skąd: z grzbietu smoka
Status: offline
PostWysłany: 13-11-2004, 10:42   

Zanim się spostrzegła stwór leżał na ziemi z przebitą mackowatym ostrzem stworzonym z jakiejś dziwnej szarej substancji wyglądającej na żywą istotę.
Gdy zdziwiona wodziła oczami po broni spostrzegła że ma ona długość co najmniej 10 metrów i zaczyna się gdzieś w koronie jednego z pobliskich drzew.
Napastnik złapał za oręż który go przebił... i to był błąd...
Nieludzki* krzyk doszedł do ich uszu, jednak mało kto zwrócił uwagę na poczwarę...
Ten kto zwrócił zobaczył że jakieś dziwne macki, wyszły z ostrza zmieniły napastnika w sitko.
*
-Czemu to zrobiłeś? Kazałem Ci? - zachrypnięty zmęczony głos chłopaczka rozległ się niedaleko, jednakże był tak cichy że słyszeli go tylko Srebrnooki i Daerianowe Oko nagrywające całe zajście.
-Rozkazy... rozkazy... pamiętaj że dziele z tobą myśli, i częściowo uczucia - głos wydobył się z okolic nadgarstka w których jeszcze niedawno tkwiło niebieskie oko z źrenicą w kształcie wąskiej ósemki.
*
Macki wróciły z powrotem do ostrza, które zaraz po tym z nieludzką prędkością zaczęło się skracać, by zniknąć po chwili w konarach drzew...
Ciało ofiary nowej broni Zegisa rozpadło się, zostawiając niezbyt przyjemny widok, nie często widziany po tej stronie piekła...
X:Hę?- Xellas zaczęła się rozglądać w na tyle, na ile pozwalał jej ból skóry.
Niespodziewanie jednak, druga maszkara pojawiła się tuż przed Xellas.
*
Odgłos Axe (teraz w większym rozmiarze) doszło do uszu wszystkich. Szczególnie moment gdy łamała drzewo swym ciałem.
Ch:Szlag by cię trafił poczwaro...-rzuciła ostatni ofensywny czar w stronę wrogów i podbiegła do Xellas, która straciła lewą linię obrony. Wyciągnęła rękę przed siebie i wyszeptała kilka słów. Niespodziewanie, w jej dłoni zmaterializował się złoty łuk, a na jej plecach pojawił się kołaczan wypchany strzałami. Sięgnęła po jedną strzałę i napięła łuk. Nad złotą strzałą, pojawiła się druga i zaświeciła blado. Chimi puściła ją i dwa ostrza popłynęły ku przeciwnikowi. Złota strzała wniknęła w ciało potwora, ale ten chyba nawet nie poczuł. Natomiast gdy srebrna uderzyła go w głowę stanął jak wryty i nie poruszał się.
Ch:Mamy 15 minut, zanim przestanie działać.- nagle świecąca strzała odkleiła się od potwora i upadła cała czarna.- Kurdę...potężny...10 minut...- złapała za strzałę i schowała.
X:Auu...-Xellas zachwiała się pod wpływem nagłej fali bólu.
Chimi spojrzała niepewnie na maszkarę, której wzrok jarzył się światłem.
Ch:Spokojnie! Usiądź! Ja zaraz wrócę!...Nie wiem kto ci pomógł, ale to było bardzo na miejscu...i przydałoby się jeszcze raz.-Ostatnie słowa wypowiedziała z naciskiem, po czym założyła łuk na ramię i popędziła do Axe, przygniecioną drzewem. Usunęła przeszkodę czarem i złapała za pysk wilka.
Ch:Żyjesz?
A:AAAAAAAAU!!!!
Ch:^^' Chyba wszystko w porządku...
A:Nie w porządku! T_T To drzewo połamało mi żebra!
Ch:Nie mam czasu cię teraz leczyć! >.<
A:Bardzo boleję nad tym faktem. T_T
Ch:Agr...zaraz wrócę. Poleż, może uda ci się samej uzdrowić.- wstała widząc napływ nowych wrogów.
A:Też się cieszę, że się o mnie martwisz T_T Pamiętaj, że nie może mi się nic stać! Obiecałaś Shi!
Ch:Ależ oczywiście ^^""""" Zaraz wrócę!-pobiegła do reszty.
Tymczasem Zegis nadal stał w tym samym miejscu i zastanawiał się nad wykorzystaniem innej formy jego broni.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
5342274
Kai Płeć:Mężczyzna
the abominable one


Dołączył: 02 Paź 2004
Skąd: Z najgłębszych zakamarków podświadomości
Status: offline
PostWysłany: 13-11-2004, 15:55   

"Chyba ich tak nie zostawisz?"
"Poradzą sobie."
"Nie są w pełni sił. Szczególnie Xellas."
"Ach, oczywiście - Xellas."
"Ona jest dla mie ważna."
" Dobrze więc, niech i tak będzie."
Pod jednym ze stworów otworzyła się niewielka czarna dzuira, wciągnęła go. Po chwili ani po nim, ani po dziurze nie było śladu. Powtórzyło się to jeszcze kilka razy, koncentrując się głównia na stworach otaczających Xellas.Po wciągnięciu paru stworów dziury przestały jednak się pojawiać.
Na twarzy srebrnookiego, ukrytego wśród pobliskich drzew, pojawiło się zmęczenie.
"Tyle chyba wystarczy."
"Już skończyłeś?"
"Tak jest zabawniej. Pozatym... pozatym to bardzo męczące."
"To Czarnobóg używa swioch sztuczek. Wiedział, że same stwory nie wystarczą."
"Muszę zregenerować siły. Ale nie tutaj."
Ponownie zniknął.

_________________

Zetrzyj uśmiech z twarzy...
Poddaj się uczuciu bezsilności...
Przestań walczyć...
Zrezygnuj...
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
 
Numer Gadu-Gadu
5826822
Ysengrinn Płeć:Mężczyzna
Alan Tudyk Droid


Dołączył: 11 Maj 2003
Skąd: дикая охота
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
Tajna Loża Knujów
WOM
PostWysłany: 14-11-2004, 15:53   

Gdzieś bardzo daleko, w olbrzymim, zapuszczonym zamku, odbywałą się narada. Na tronie pośrodku sali reprezentacyjnej siedział starszy mężczyzna o jednym oku, trzymający włócznię. No dobra, trudno nazwać mężczyzną gościa z koźlimi rogami na głowie i o dziczych kłach, ale bądźmy wyrozumiali. U jego stóp leżały dwa wilki, a na oparciu tronu siedziały dwa kruki. Przed nim stało kilka osób: bardzo chudy, zasuszony staruszek, potężny grubas o twarzy ropuchy i łysej głowie, blady, deczko pedziowaty blond młodzieniec, ubrany w strój rodem z XVIII w. i jeszcze bardziej blada, wręcz żółtawa, chuda kobieta o przerażającym spojrzeniu.
Wszyscy stali spokojnie w oczekiwaniu, aż rogacz coś powie. Wszyscy oprócz grubasa.

- Holophagus, musisz żreć nawet na zebraniach><!
- Odchep się Mała, łestem głodmy.
- Nie mówi się z pełną gębą przy damie==.
- Dłamie, łakiej dłamie? - zaczął się rozglądać, trzesąc podbródkiem w obrzydliwy sposób.
- Panie, mogę go zabić-_-?
- Co wam mówiłem na ten temat? - warknął staruch. - Zarówno obżarstwo, jak i arystokratyczne zachowanie jest zgubnym wymysłem, dekadenckim przejawem korupcji zarówno ludzi, jak i istot wyższych. Nasz pan naucza, że...
- Zamknij się Kościej, znamy to na pamięć - warknęła Mara. - Panie czemu milczysz, czekamy, aż podasz nam cel tego zebrania?
- Ech... - mężczyzna na tronie sprawiał wrażenie zmęczonego. - Wybaczcie, sługus Władczyni Koszmarów mnie bardzo zdenerwował, zachowuje się jakby miał prawo mi rozkazywać. Póki co wysłałem przeciw niemu kilku Strażników, ale się nie postarali, więc czuję, że muszę wysłąć kogoś silniejszego, może nawet któregoś z was. Ale to później. Nie to jest dziś naszym celem.
- Co więc jest?
- Strażnicy natknęli się na psa Sześciorga.
- Ach - blady młodzieniec uśmiechnął się, jednocześnie machnąwszy w powietrzu rękawicą tak zniewieściałym ruchem jak się tylko dało. - Nareszcie poznam tych waszych legendarnych adwersarzy moi panowie i panie. Do tej pory tylko o nich słyszałem z opowiadań waszych i moich braci.
- Będziesz miał niejedną okazję ich spotkać, książę Alarcho - powiedział Czarnobóg. - I nawalczyć się z nimi po dziurki w nosie. Bo skoro już wysłali szpiegów, to znaczy to, że wkrótce przeprowadzą inwazję. Do której to inwazji musimy sie przygotować.
- Człekłamy nła łozkłazy panie!
- Holophag, Mara ma rację, to jest obrzydliwe.
- Tfu! - grubas wypluł mięso pod nogi kobiecie. - Czekamy na rozkazy panie!
- Dobrze. Ty razem z plemionami koczowniczymi i własnymi ziomakmi masz kontynuować najazdy. Obróćcie ziemię w perzynę, żeby ich wojska nie miały co jeść. Spalcie uprawy, zabijcie ludzi, zniszczcie budynki.
- Tak jest!
- Kościej, czy nawiązałeś już kontakt z dawnymi sługami Darkstara?
- Nie panie. Wygląda nato, że nie chcą współpracować, co było do przewidzenia, gdyż tak jest w każdym świecie LoN.
- Rozumiem. Książę, czy wszyscy kainici z twojej domeny już przybyli?
- Tak. Oprócz tego Wewnętrzny Krąg Kamaryli oddał pod moją komendę znaczne siły ochotnicze z wielu innych. W sumie mam do dyspozycji około 6000 wampirów różnych klanów.
- To dobrze, rozpocznijcie przygotowania do obrony. Dostaniecie ode mnie wszystkie miasta, w których zdołacie się utrzymać. Mara, jak tam oblężenie Pentapolis?
- Adma i Zeboim już padły, ich bronie są już w naszym ręku. Zoar padnie lada dzień, ale Sedom i Gomora mogą się jeszcze długo utrzymać. Podejrzewam zresztą, że tamtejsze bronie zostały już wywiezione, więc oblężenie nie ma sensu.
- Rozumiem, osobiście przygotuję grupę pościgową i znajdę te bronie. Ty dla ciebie zaś mam specjalne zadanie.
- Tak panie?
- Pójdziesz śladem psa Sześciorga i jego towarzyszy. Masz zbadać cel ich wędrówki i trochę im podokuczać. Na razie nie zabijaj ich, mogą się przydać, przynajmniej niektórzy>].
- Niby jak?
- Dwoje z nich zachorowało na Złotą Zarazę. Gdy choroba da im się we znaki bez trudu przeciągnę ich na swoją stronę. Będzie to pożyteczne zwłaszcza dlatego, że jedna z tych dwojga to sługa LoN.
- To wspaniale panie. Moge zaproponować coś, co właśnie przyszło mi do głowy?
- Mów.
- Ten sługa LoN. Może Wij powinien się nim zająć?
- Hmm, niegłupie. Pomyślę o tym. To koniec zebrania. Rozejdźcie się do swoich zadań.

_________________
I can survive in the vacuum of Space
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź galerię autora
Sm00k
-Usunięty-
Gość
PostWysłany: 14-11-2004, 22:18   

Drow odcial kolejnemu nachalnemu potworkowi raczki, gdy ten probowal czule objac drowa.
V- To do niczego nie prowadzi.
Y- Masz lepszy pomysl? - zolnierz znojnie robil mieczem. Krew tryskala po kazdym uderzeniu wysoko i daleko.
V- Coz. Tak. Pa.
I ponownie, swoim zwyczajem, zniknal. Ysengrin stal przez chwile, gapiac sie na puste miejsce, po czym zaczal przeklinac zdradzieckie drowy. Zamiast sie cieszyc, ze zdradziecki drow nie wbil mu czegos dlugiego, a ostrego w plecy.
Vhriz tymczasem unosil sie ponad polem bitwy. Nie niepokojony spokojnie rzucal czar- ostatni ofensywny czar, jaki mu pozostal.
Skonczyl, a na walczacych spadlo kilka kul ognistych.
I wybuchlo.
Powrót do góry
xellas Płeć:Kobieta
Kolekcjonerka Wampirzyca


Dołączyła: 09 Lut 2004
Skąd: Gdańsk-tu smoki chodzą koło Fontanny Neptuna
Status: offline
PostWysłany: 14-11-2004, 22:36   

Udało się^^ potwory zostały pokonane,a nasi dzielni bohaterowie.....znokatowani:P
Ysen:@______@
Chimi:@_______@
Vhriz wylądował na ziemi: Zwycięstwo!! >D
Xellas z Axe przyczłapały się po chwili.
X: Vhriz...
V: >D
X: ...mogłeś ich ostrzec...
V: Mogłem^^
X&A: =='''
Po doprowadzeniu kontuzjowanych do stanu używalności
X: Możemy już wracać do miasta?
Y: Po co?
X: Zgubiłam medalion
Y: Buhahahahahaha!!! I uważasz, że będzie nadal leżał na ziemi?
X: Nie...zamierzam przeszukać domy, Vhriz mi pomoże^^
V: Co? Ja?
Ysen i Chimi spojrzeli na niego morderczo.
V: ^^''
X: Od razu się dowiemy gdzie on jest, jak myslisz ile osób w takim mieście będzie stać na taką błyskotkę^^ Idziemy!! -nie czekając na resztę zaczęła kuśtykać w stronę mieściny.

_________________
Wampiry stworzenia nocy, przeklęte przez Boga za grzechy ojca, wyklęte przez ludzi za grzechy własne. Jam jedną z nich, z cienia zrodzona, na rękach mych krew, na ustach śmierć, w spojrzeniu zagłada.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Kai Płeć:Mężczyzna
the abominable one


Dołączył: 02 Paź 2004
Skąd: Z najgłębszych zakamarków podświadomości
Status: offline
PostWysłany: 14-11-2004, 22:41   

Srebrnooki tymczasem znajdował się w pobliskiej wiosce, korzystając z gościnności miejscowych, by zregenerować siły. Dosyć szybko stwierdził, że tutejsi mieszkańcy sa bardzo zabobonni, nie mówiąc już o tym, że strachliwi. Wystarczyło jedynie parę prostych sztuczek, by zapewnić sobie syty posiłek.
Mieszkańcy nie prędko odnajdą ciała zaginionych sąsiadów, a później i tak pewnie zwalą winę na tych swoich heretyków. Jakie to wygodne. Co prawda nie musiał ich zabijać, by się najeść. Ale nie chciał, by ktoś wszczął alarm zbyt wcześnie.
"Odzyskałeś siły."
"Pani."
"Przydadzą ci się. Czarnobóg szykuje się do wojny."
"Wojny. Otwartej?"
"Zgromadził dosyć duże siły. I zdobył już dwie bronie."
"Szykuje potężną ofensywę... I działa wbrew twoim planom."
"Adma i Zeboim już padły, Zoar nie utrzyma się długo. Nie możemy dopuścić, by zdobył wszystkie bronie."
"A co z Sedom i Gomorą?"
"Te bronie są chwilowo poza jego zasięgiem. "
"A więc muszę udać się do Zoar i pokrzyżować mu plany."
"Zgadza się. Ale zrób to potajemnie. Inni mogą być niezadowoleni."
"Rozumiem. Ruszam."
Posłusznie udał się do wskazanego miasta.

_________________

Zetrzyj uśmiech z twarzy...
Poddaj się uczuciu bezsilności...
Przestań walczyć...
Zrezygnuj...
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
 
Numer Gadu-Gadu
5826822
Chimeria Płeć:Kobieta
Wiedźma co nie wygląda


Dołączyła: 12 Lut 2004
Skąd: z grzbietu smoka
Status: offline
PostWysłany: 14-11-2004, 23:00   

Ch:Mo...momencik ^^"""Ktoś musi wziąć Axe na ręce lub plecy...
X:Po co?
Ch:Ma połamane żebra _-_ Ja jej w tym stanie nie uniosę.
X:To ją wylecz...T_T
Ch:W pięć sekund się nie da T_T
X:T_T
Y:Same kłopoty z takimi pomiotami...T_T
Ch:Ech...dobra...idźcie...dogonię was za jakiś czas.T_T
Oczywiście, bardzo troskliwi towarzysze podróży przystali na tę propozycję i nie tracąc czasu zostawili Chimi samą w lesie.
Ch:Niegodziwcy T_T- zaczęła leczyć Axe.

Tymczasem reszta dotarła do miasta.
X:Vhriz, pomożesz mi szukać *_* -zarzuciła mu łapki na szyję.
V:Mam coś przez to rozumieć?
X:Szukaj T_T
Nagle zza budynku dało się słyszeć odgłos kroków.
X:Chimi? Tak szybko? Ale...o.O -zdziwiła się patrząc jak ku nim idzie sztywnym krokiem Raya z urwaną ręką i rozdartym ciałem. Oczy wypełniał mrok.
Podeszła do Xellas i złapała ją ręką za szyję.
X:KYA! Zostaw mnie!!!!- wyrwała do tyłu, a na jej szyi została...ręka Rayi.
X:O___O KYA!!!!!!!- zrzuciła z siebie rękę i schowała się za Vhriza.-Zabierz to...
V:...
Po chwili zza zniszczonych domów zaczęły wychodzić podobni -martwi już ludzie. Poruszali się niczym ghule i odpadały im kawałki ciał.
X:Ble...>< -jęknęła patrząc jak jednemu odpadła szczęka, a język zawisł obrzydliwie.- Dobrze, że Chimi z nami nie poszła...
Xellas nagle wyprostowała się i rozejrzała. Czuła nosem znany jej zapach. Tymczasem na dachu siedział biały kot z rozdojonym ogonem. Miał dziki pysk i wyjątkowo długie kły. Dwa ogony poruszały mu się delikatnie...

Tymczasem Chimi powoli kończyła leczenie wilka.
Ch:I teraz gonimy ich...
A:Najpierw załatwisz naszego gościa ^.^
Ch:Co?-poderwała głowę. Ku niej zmierzał ohydny zombie, któremu oko wypływało z oczodołu.
Ch:Ble....;_; Ale...ja tego nie pokonam...moim łukiem...
A:Masz miecze w płaszczu?><
Chimi wyciągnęła miecz i stanęła na przeciw potwora.
Ch:Jesteś ohydny...;_; Więc muszę ci coś zrobić. ><
Zaatakowała z obrzydzeniem i odcięła mu głowę. Był za wolny żeby konkurować. Jednak po chwili podniósł głowę i przytwierdził ją na dawne miejsce.
Ch:Kya!o.O
Ruszył na nią z wyciągniętymi łapami.
Ch:Zbol. >< -przecięła go mieczem w pół. Górna część upadła, ale po chwili, nieznaną siłą wróciła na poprzenie miejsce.
Ch:Co za szarlatan >< -zaczęła się rozglądać w poszukiwaniu pomocy.
Axe zaśmiała się.
A:Heh...tylko tu podejdź...KOCIE...-wysyczała i wstała.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
5342274
Sm00k
-Usunięty-
Gość
PostWysłany: 14-11-2004, 23:09   

V- Kurcze, Resident.
X- Mowiles cos, moj drogi?
V- Siedz cicho. Ciezka jestes.
Drow lewitowal ponad dachami z Xellas na rekach. Xellas oczywiscie wykorzystywala sytuacje.
V- Korzystajac z chwili przerwy, mozesz siegnac mi do kieszeni. DO KIESZENI, NIE TAM!
X- OH, gomen... ale.. to przeciez...
V- Cieszysz sie? TO czesc
X- Kyaa
Xellas zaczela spadac, gdy wredny i okrutny i...ladniutki >P drow wypuscil ja z rak. Radosc z odzyskania naszyjnika byla krotka.
Przynajmniej ladowanie zlagodzil bialy kot. Mial pecha znalezc sie pomiedzy Xellas a dachem.
Tymczasem Vhriz spokojnie zdjal sponiewierany plaszcz, wciaz wiszac dobre sto metrow nad ziemia. Ze smutkiem pokrecil glowa nad nowymi dziurami, po czym wlozyl okrycie do sakiewki. Po czym wyjal inny plaszcz, krwistoczerwony. Lekko rozroznialny wzor odznaczal sie zlotym sciegiem. Plaszcz wygladal, jak skora gada.
I w gruncie rzeczy byl to podstawowy budulec dla niego.
Drow wypil jeszcze zawartosc niewielkiego flakonika - chronila go przed chorobami przenoszonymi przez trupy- po czym rozwial moc. Gwaltownie opadajac, siegnal do pasa po trzy niewielkie szklane kule.
Plaszcz przemienil sie, stal sie para smoczych skrzydel. Drow wychamowal opadanie, zmienil kierunek i zygzakujac zrzucil trzy bomby w najwieksze glebowiska zombie. Po czym zaczal krazyc nad miastem, wypatrujac.
Czego, wiedzial tylko on sam.


Albo udawal, ze wie.
Powrót do góry
Ysengrinn Płeć:Mężczyzna
Alan Tudyk Droid


Dołączył: 11 Maj 2003
Skąd: дикая охота
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
Tajna Loża Knujów
WOM
PostWysłany: 14-11-2004, 23:28   

- PRECZ!!! - warknął Ysen, przecinając na pół zombiaka. Ten nim zdążył opaść na ziemię zmienił się w popiół. - Przepraszam, że zostawiłem panienkę samą, musiałem coś załatwić.
- O... To nie poszedłeś z Xellas?
- Niby po co mam za nią łazić==? Szukałem antidotum na to coś co mnie ukąsiło.
- Ech... I co, znalazłeś?
- NieT_T. Ręka zaczyna mi puchnąć. Dobrze, że to lewa, ale i tak mi sie to nie podobaT_T.
- Niedobrze... Eee, coś masz na twarzy...
- Hmm? - dotknął dziwnych zgrubień na policzku. - A to^^. Te koziołki to roznoszą, ale mam na to lekarstwo.
- O_o... TO MNIE TEŻ ZSYPIE!?!
- Hehehe, niestety^^. Tak już jest jak się walczy z Czarnobogiem^^. Tylko Xellas nic nie będzie, bo ona nie ma skóry:P. Ale bez obaw to nic groźnego, tylko trochę denerwuje. Grunt to nie dotykać.

* * *

- JAAAAUUUĆ!!! - jęknęli unisono, choć oddaleni o setki kilometrów, Kai i Vhriz.

* * *

- Ysen, gadaj, masz coś na te syfy==?
- oczywiście, proszę iść za mną do mojego konia.
- IHAHAHA!!! - zarżał konik, który właśnie uciekał w siną dal przed jakimś zombim.
- Hmm, mogą wyniknąć komplikacje:P.
- Zabiję cię_-_. Goń tą chodzącą padlinę!!!

_________________
I can survive in the vacuum of Space
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź galerię autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Strona 9 z 55 Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 8, 9, 10 ... 53, 54, 55  Następny
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików
Nie możesz ściągać załączników
Dodaj temat do Ulubionych


Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group