FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  Galeria AvatarówGaleria Avatarów  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 18, 19, 20 ... 53, 54, 55  Następny
  Mroczny Bóg (quest)
Wersja do druku
Daerian Płeć:Mężczyzna
Wędrowiec Astralny


Dołączył: 25 Lut 2004
Skąd: Przestrzeń Astralna (Warszawa)
Status: offline

Grupy:
Tajna Loża Knujów
PostWysłany: 01-12-2004, 09:51   

Tymczasem biedny Daer spokojnie siedział w biblotece i spokojnie czytał książki i przeglądał mapy... z racji niebecności biblotekarza (który poleciał obstawiać wyścigi ^^) nawet popijał herbatę ^^
Taaak... panował taki błogi spokój i cisza... nie licząc dzikich wrzasków Ysena dobiegających aż z drugiego końca klasztoru, że znalazł drugiego drowa... i co on mu zrobi jak go dopadnie ^^'
W związku z tym Daerian spokojnie zapakował zapas książek do torby, zostawił pokwitowanie i czekał na Ysena... w dość dużej odległości od drzwi, aby jesli argumenty zawiodą uciec się do prostej ucieczki ^^

Podczas gdy drużyna bawiła się w dwa ognie/berka ^^', Alarcha knuł wyjątkowo niemiłe plany pozbycia się ich... ale na pierwswzy ogień miał iść jego znienawidzony oponet, Drakuul...

_________________
Przejdź na dół Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
3291361
Zegis Black Priest Płeć:Mężczyzna
Szary Wędrowiec


Dołączył: 04 Lut 2003
Skąd: z swoich opowiadań...
Status: offline
PostWysłany: 01-12-2004, 19:37   

-Ty hobbicie! - wrzasnął trafiony Copy, wyskakując w górę by uniknąć następnych noży.
Wylądował tuż za nią i przeorał jej ostrzem po plecach, zostawiając poważne poparzenie.
Dosyć... w głowie usłyszał znajomy głos...
Ej no... człowiek zaczyna sie dobrze bawić a ty co odwalasz? spytał błyskawicznie przeskakując na odległość kilku metrów. Jednak nie odskoczył dostarecznie szybko. Ostre pazurki Xopy przecharatały mu ubranie, ukazując w kilku miejscach jego brzuszek.
-To już jest kpina... - westchnął, przybierając postać czerwonoskórego potwora, z rogami wyrastającymi z policzków.
It's show time! usłyszeli w głowach, w chwili gdy Sigez wystrzelił do przodu prosto w Xellas.
Zanim jednak dotarł do niej, został zmuszony do zmiany kierunku, dzięki pociską wystrzelonym przez tą dziwną parkę.
Gdy wycelowali w niego następne, zniknął.
*
Po chwili pojawił się tuż przed Zegisem, już w zwykłej chłopięj postaci, ramie nadal krwawiło.
-Już, już... - powiedział, po czym "wszedł" w archonta.
-Echhh... ciekaw jestem co on znów zmalował... - mruknął pod nosem Zegis ignorując głęboką ranę, która pojawiła się jak tylko złączył się z Copy...
-Co teraz Ysen? - spytał po dłuższej ciszy...

*

-Siostrzyczko... kto to był? - spytała Miitlieh, podchodząc do Xellas...

_________________
Wróciłem, nie cieszycie się? :]

"Do not fear in the face of your enemies, speak the truth always, even if it leads to your death, save helpless and do no wrong..."
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
3314312
Ysengrinn Płeć:Mężczyzna
Alan Tudyk Droid


Dołączył: 11 Maj 2003
Skąd: дикая охота
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
Tajna Loża Knujów
WOM
PostWysłany: 02-12-2004, 12:27   

Ysengrinn rozejrzał się, krzywiąc z niesmakiem na widok zaciętych min wokoło. Nie bał się oczywiście uchodźców i mnichów, overkill nie wydawał mu się jednak wyjściem z sytuacji. Ganiać też mu się nie chciało, pozostawało więc tylko jedno. Dobył miecza.

- Zmienimy nieco zasady zakładu. Co ty na to, Wgryz?
KLING! drow złożył swą halabardę. - Jestem za>].
- Dobra. Zegis, ty poczekaj chwilę, to nie potrwa długo.
- Nie lekceważ przeciwnika-_-".
- Ja nigdy go nie lekceważę.

* * *

Wilk od dłuższej chwili obserwował bohaterów, wmieszawszy się w tłum. Gdy miał postawić, stawiałby na rycerza, bo co nieco wiedział o ich umiejętnościach. Ale miał powody, dla których nie chciał mieć cokolwiek wspólnego z Zakonem Sześciorga. Dlatego po prostu obserwował.

Podobnie obserwował, choć z większej odległości, wampir Tzimisce, szukający okazji do ponowego ataku. Wilk wiedział o nim i zastanawiał się, czy by się z nim nie zabawić trochę. Coś mu się w końcu od życia należy.

* * *

Daerian tymczasem nudził się, czekając na rycerza i pijąc już trzecią herbatę. Co jakiś czas pościg przebiegał tuż pod drzwiami i podrywał go na nogi, nigdy jednak nie biegli do środka. Nie było już nic do roboty. Półdrow zaczął nawet ziewać.

- Nudzi ci się?

* * *

Ysen był w swoim żywiole. Od samego początku miał kompletną przewagę nad przeciwnikiem, wzrostu, siły i doświadczenia. Vhriz był co prawda dużo szybszy, ale jego broń, długa i ciężka, niwelowała tę przewagę. Rycerz mógł spokojnie grać na czas, czekając, aż ofiara się zmęczy, wiedząc, że wytrzyma znacznie dłużej. Tylko i wyłącznie dlatego drow był jeszcze w stanie parować ciosy. W pewnym momencie, gdy zwarli sie po raz kolejny, Ysen nagle skrócił dystans po czym odepchnął całą siłą przeciwnika. Mroczny elf poturlał sie do tyłu, a on uśmiechnął się jeszcze szerzej i ruszył wolno w jego stronę.

Nagle przed nim otwarła się przepaść. Z gatunku tych bez dna. Klasztor zniknął, znalazł się w jakichś górach, na wiąziutkiej półce skalnej. Krew odpłynęła mu z twarzy, zawróciło mu się w głowie. Czym prędzej przypadł do ściany.

* * *

- Co on wyprawia==?
- Stoi pod ściana i dyszy.
- To widzę-_-'. Pytam się, czemu on to robi? Ma jakiś napad?
- Może. Pierwszy raz to u niego widzę.
- Who cares-_-" - Vhriz podniósł halabardę. - Jego strata>] - wtedy broń zamieniła się w olbrzymiego węża. - o_O... KYAAAAAAAA!!!!!!

Ponownie padł na ziemię, ta już jednak nie była chłodną posadzką. Spojrzał w dół. Siedział w niewyobrażalnie wielkim rojowisku węży, małych i dużych. Część zaczęła go obłazić, on sam zaczął zaś tonąć w nich jak w ruchomych piaskach.

- AAAAAAAAAAA!!!! NA POMOC!!! WĘŻEWĘŻEWĘŻEWĘŻEWĘŻEWĘŻE!!!!!!!

Oczywiście oprócz krzyków zaczął się panicznie trząść, podskakiwać i zgarniać z siebie gady.

* * *

Zegis patrzył z boku i nic nie rozumiał. Uchodźcy też, ale nie przeszkadzało im to rechotać. Na ich szczęście drow i rycerz ich nie słyszeli.

* * *

- A, to ty Kai^^ - uspokoił się Daerian. - Mógłbyś mnie tak nie straszyć?
- Nie, nie mógłbym>]. Widzisz, jednak mi przeszkadzacie. Zwłaszcza ty.
- Ja? - Daer zrobił zdziwioną minę. Dopiero teraz zauważył dziwny, demoniczny uśmiech srebrnookiego. - Nie bardzo rozumiem.
- Ależ rozumiesz, rozumiesz aż za dobrze. Dlatego musisz zniknąć.
- Nie wiem o czym... - jakimś cudem na myśl od razu przyszła mu Serika. - To niemożliwe... - wymamrotał pod nosem.
- Ależ możliwe>]. Widzisz, ona ma już dość udawania. Ciebie zresztą też. Dlatego poprosiła mnie, bym zakonczył tę farsę.
- To kłamstwo! - warknął Daerian, próbując przyzwać swą moc. Na próżno.
- Myślisz, że się nie ubezpieczyłem>]? Bez trudu zneutralizowałem twoje moce, gdy odwróciłeś uwagę. Teraz jest już po wszystkim w zasadzie.
- Nie tak szybko - drow wyszarpnął miecz. O dziwo, Pustka się nie odzywała. - Zabiję cię, łgarzu><.

Ruszył do przodu z mieczem gotowym do ciosu, gdy nagle przed nim coś się zmaterializowało. A raczej ktoś. Miecz wypadł mu z ręki.

- Mnie też zabijesz?
- ... Se... Serika!
- Zdziwiony?
- Ale co... Jak... Dlaczego???
- Czy to ważne? - w jej oczach widział niechęć i znudzenie. podeszła do Kaia i objęła go za szyję. - To już jest koniec, nie ma już nic.
- Jesteśmy wolni - dodał mazoku.
- Możesz już iść.

Zamiast biblioteki Daer ujrzał wokół siebie błękitne niebo i bezkresne morze od stopami. Kai i Serika zawiśli w powietrzu. Daerian nie.

- Żegnaj, kochasiu.

Z pluskiem wpadł do lodowatej, słonej wody. Zaczął rozpaczliwie wymachiwac rękoma, ale czuł, jakby miał stopy z ołowiu i zaczął się zanurzać. Łykał coraz wiecej wody, nie nadążał jej wypluwać, wreszcie znalazł się od powierzchnią. Dalej jednak wpatrywał się w unoszącą się nad nim parę.

_________________
I can survive in the vacuum of Space
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź galerię autora
Sm00k
-Usunięty-
Gość
PostWysłany: 02-12-2004, 13:25   

-Kyah!! Zabierzcie je!! AA!!!!- Drow miotal sie po podlodze, ku uciesze nadpalonych uchodzcow. Nie wiedzieli, co przytrafilo sie Vhrizowi i Ysenowi, ale nie narzekali - takiego widowiska nie oglada sie na codzien.
- Argh! Apertio porta ventum! - Drow przeszedl do bardziej bezposrednich sposobow pozbycia sie gadzin, niz strzepywanie ich z siebie.
Z jego perspektywy zaklecie nie przynioslo zadnych efektow.
Z obiektywnej perspektywy obserwatorow, pomieszczenie wypelnilo tornado.
Powrót do góry
Kai Płeć:Mężczyzna
the abominable one


Dołączył: 02 Paź 2004
Skąd: Z najgłębszych zakamarków podświadomości
Status: offline
PostWysłany: 02-12-2004, 14:20   

Nagłe zniknięcie przeciwnika było dla Kaia nie lada zaskoczeniem. Spodziewał się już ataku - wymierzonego w kogokolwiek z nich. Dlatego też przez chwilę jeszcze zachował czujność. ale przeciwnik naprawdę zniknął.
-Siostrzyczko... kto to był?
To bardzo dobre pytanie. I dlaczego tak nagle odszedł. Czyżby...
I o czymś sobie przypomniał. Drowy i rycerz. Zostawił ich na wystarczająco długo, żeby zdążyli coś zawalić, a przeciwnik mógł się udać właśnie do nich. Szybko postarał się odnaleźć ich aurę, po czym natychmiast się przeniósł w tamtą stronę.

_________________

Zetrzyj uśmiech z twarzy...
Poddaj się uczuciu bezsilności...
Przestań walczyć...
Zrezygnuj...
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
 
Numer Gadu-Gadu
5826822
Aori Takera Płeć:Kobieta
Shonenai maniac^^


Dołączyła: 06 Paź 2004
Skąd: Z samego serca chaosu- czyli Warszawy..
Status: offline
PostWysłany: 02-12-2004, 19:01   

Mii podeszła do Xellas.
-Siostrzyczko.. nic ci nie jest..? Tak.. trochę cię zdzielił po pleca..- w ostatniej chwili uskoczyła, pociągnięta przez Skrzydlaka. Xopy szykowała się do ataku. Dzięki Meraviglioso pocięła tylko ubranie Mii.
-Uważaj głuptasieT_T Nią jeszcze kieruje Xepy.. czy jak jej tamT_T- powiedział Skrzydlak.
-Master.. Dziękuję że mnie obroniłeś*_*To była XopyT_T
Tymczasem Xellas dochodziła do siebie.
Spojrzała na Mii i jej poszarpane ubranie
-Albo nie uważałaś na mnie.. albo nie wiem jeszcze czegoś o tobie i Skrzydlaku >]
Mii<rumieniec>
S: Oj tak.. nie wiesz nawet bardzo dużo>]
X&M: @_@?
M: Naprawdę?..
X: _^_
S:_^_
Na nogach została jedynie ogłupiona Mii.
X: Jej.. Ona tak zawsze?.
S: Czasami jest gorzej:P
X: XDD
M: ><
S:^^
Wesołe< no tez bez przesady> dziewczyny< i wampir:P> nie miały pojęcia, co się dzieje w pewnym przybytku bożym..

Tymczasem Chimercia szykowała się do wielkiego powrotu >]

_________________
Nigdy nie poddawaj się przeznaczeniu,
nawet wśród płaczu i złości
jest cos tak potężnego, że nie zdołasz sie oprzeć.
Takie jest prawo miłości.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
3010037
Ysengrinn Płeć:Mężczyzna
Alan Tudyk Droid


Dołączył: 11 Maj 2003
Skąd: дикая охота
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
Tajna Loża Knujów
WOM
PostWysłany: 02-12-2004, 19:25   

Tymczasem Ysen w dalszym ciągu przywierał do ściany. Starał się wydostać, więc powoli się wycofywał od przepaści, miał jednak wrażenie, jakby się nie poruszał. Żeby było ciekawiej rozpętała sie straszna wichura i omal go nie zdmuchnęła. Z trudem się utrzymał. Nagle coś w niego uderzyło. Odbił się od ściany i poszybował w dół. Gdy tylko spojrzał w dół przepaści zrobiło mu się niedobrze, więc postanowił coś z tym zrobić. I zemdlał.

* * *

"Żałosne==" pomyślała Mara. "Rycerz z lękiem wysokości, ech. No nic, jemu mogę dać spokój. Pora na tego młodego>]."

* * *

_ Uspokój się wariacie, w tej chwili><!!! - Zegis trzymał Vhriza, żeby ten nie mógł rzucać już czarów. Po chwili zauważył, że drow się jakby uspokoił.
- Co?! Gdzie ja jestem o_O?
- Baka==... Pomóż mi podnieś Ysena, bo padł tam w kącie i się nie rusza.
- Uff... To było obrzydliweT_T...
- Daj już spo... spo... O_O...
- Zegis? Co ci jest?

Archont dziwnie zesztywniał i patrzył w przestrzeń. W oczach miał taki sam strach jak wcześniej on i Ysen.

_________________
I can survive in the vacuum of Space
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź galerię autora
Zegis Black Priest Płeć:Mężczyzna
Szary Wędrowiec


Dołączył: 04 Lut 2003
Skąd: z swoich opowiadań...
Status: offline
PostWysłany: 02-12-2004, 19:32   

Nagle uchodźcy przestali się śmiać i zaczęli otaczać zdziwionego archonta, zadając mu coraz więcej i więcej pytań.
Zegis poczuł jak nogi uginają się pod ciężarem jego lekkiego, wątłego ciałka, zrobił się jeszcze bielszy niż zwykle, po czym szybko przybrał barwę szkarłatu, patrząc z lękiem w oczach po wszystkich.
Minęły może ze trzy sekundy, albo i jedna, gdy upadł i zaczął cofać się do ściany nawet nie wstając...
Z wszystkich stron otaczały go obce twarze... coraz więcej i więcej, w głowie dudniły mu pytanie, brzmiące jakby wydobywały się z jednej wieloustnej istoty... czuł że serce zaczyna bić coraz mocniej i mocniej...
Wcisnął się w kąt, w miejscu w którym korytarz zakręcał... po czym poczuł jak odpływa jego świadomość...
*
Znów zawiodłeś, przegrańcu...
nie odpowiedział, był zbyt przerażony...
Chyba czas skończyć z tobą... a przynajmniej z twoim zachowaniem... wystarczająco długo zwlekasz z zadaniami... a teraz po tym epizodzie z wasalką LoN twoja wolna wola mnie nie obchodzi...
Od dziś wszystko co będziesz robił, moim będzie czynem...


*
Zegis otworzył oczy... teraz puste, jak gdyby wyprane z uczuć, otaczający go tłum przestał przerażać go. Wręcz wydawał się taki nierzeczywisty. Wytrzeszczył oczy, wtedy zobaczył że osoby które zasypywały go pytaniami zupełnie go ignorowały...
Gdyby nie to że był lalką odczuł by ulgę...
Tańcz... tańcz moja marionetko... i śledź ich...
Acha… I zadbaj o siebie bo wyglądasz jak kacap :]
Usłyszał polecenia, i mechanicznym ruchem przyczesał sobie włosy… zupełnie ignorując czaro-białego psa który podbiegł do niego radośnie machając ogonem…

*
Jak on to zrobił? przeleciało Marze przez głowę... Chwilka zastanowienia, po czym jeszcze jeden atak...

*
Przed oczami archonta znów pojawił się ogromny tłum, cofnął się... i zaczął lekko trząść... ta wizja była nierealna... wiedział to dzięki Elderowi z którym przed chwilą połączył się...
Nierealna a jednocześnie taka straszna...
Upadł, na kolana...
Wizja znów zaniknęła...
Po czym pojawiła się raz jeszcze... i znów zniknęła... i pojawiła się... i znów, i jeszcze raz...
Jakby tańcząc jakiś przerażający taniec, mający przyprawić widza o szaleństwo...

_________________
Wróciłem, nie cieszycie się? :]

"Do not fear in the face of your enemies, speak the truth always, even if it leads to your death, save helpless and do no wrong..."
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
3314312
Chimeria Płeć:Kobieta
Wiedźma co nie wygląda


Dołączyła: 12 Lut 2004
Skąd: z grzbietu smoka
Status: offline
PostWysłany: 02-12-2004, 19:34   

Oczywiście wielki powrót nastąpi gdy pozbędzie się wszystkich pająków.
Ch:O boże...-jęczała patrząc na stosik spalonych, włochatych potworów. Była cała biała ze strachu.
Ch:Nienawidzę was...niech was niebo pochłonie!><- odwróciła się i czym prędzej oddaliła się z cmentarza pająków. Biegła szybko chcąc odnaleźć towarzyszy.
Przedzierała się przez 'niby' las (czytaj "badyle w pionie") gdy mocno uderzyła w coś czołem. Ziemia pod jej nogą osunęła się i dziewczyna wpadła do dziury. Zaparła się nogami i rękoma o brzegi i gdy się zatrzymała spojrzała w dół.
Ch:Oż wy...><* Co za primitywny sposób na łapanie wilków...- warknęła patrząc na powbijane w dno dołu pale(nie trzeba chyba dodawać że zaostrzone). Wdrapała się na górę i już miała iść dalej gdy jej wzrok przykuł ciekawy widok. Ślepia zaświeciły jej się. Chwyciła w łapki znalezisko i ruszyła pędęm przed siebie.
Ch:Bwachachacha!!!!!!!!!!!XDDDDDDDDDDDDD
Dobiegła do jaskini. Zobaczyła Xellas i Aoriss.
Ch:Czyżby ta Mii?^.^ -podeszła bliżej.
M:Czyżby ta Chimi?^^-również podeszła.
Ch&M:Siostrzyczka!!!!XD -uściskały się.
(All Mazoku: Bleeeeeeeeeee....<torsje>)
Ch:Co się stało Xellas?O___O
<po krótkim wyjaśnieniu>
Ch:Zamordować!!!!>.<**** Biedna Xellaś T_____T Ale mam coś co ją pociesz, wiesz Aoriss?^____^
Mii: >.<********************* <ogon wyskoczył>
Ch:Wybacz Mii ^^ Xellas...-zbliżyła się do wampirzycy- Posłuchaj mnie^^ Ząbki ci odrosną a my poznęcamy się nad tamtym ścierwem dobrze?^____^
X...T_______________________T
Ch:T____T Wiesz co mam?^_^ -wyciągnęła coś spod płaszcza.-Daerowi coś musiało się stać, że to tak spokojnie leżało.^^
X:T________________________________T
Ch:Trzymaj^_^ Wręcza jej w łapki.
X:T______________T
Ch: Xellaś... >3 LECIIIIII!!!!!
Xellas otworzyła szerzej oczy, a twarz wykrzywił uśmiech.
X:Leci? >D
Ch:LECI!!!! XD
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
5342274
Kai Płeć:Mężczyzna
the abominable one


Dołączył: 02 Paź 2004
Skąd: Z najgłębszych zakamarków podświadomości
Status: offline
PostWysłany: 02-12-2004, 19:49   

Pojawił się w jednym z pustych korytarzy klasztoru. Nikt go chyba nie dostrzegł. Powoli zaczął przemieszczać się w głąb budowli, poszukując drowów, rycerza, a może także i przeciwnika. Było to dosyć łatwe - wystarczyło kierować się tam gdzie tłum. W krótce trafił. I miał rację - ten chłopak tu był, nieopodal leżał rycerz. Nieprzytomny, ale żywy. Niedaleko znajdował się także jeden z drowów, wyglądający jakby nie całkiem wiedział co się wokół niego dzieje. Podszedł jeszcze bliżej, już uzbrojony stanął oko w oko z przeciwnikiem, gotowy do walki.

_________________

Zetrzyj uśmiech z twarzy...
Poddaj się uczuciu bezsilności...
Przestań walczyć...
Zrezygnuj...
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
 
Numer Gadu-Gadu
5826822
Ysengrinn Płeć:Mężczyzna
Alan Tudyk Droid


Dołączył: 11 Maj 2003
Skąd: дикая охота
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
Tajna Loża Knujów
WOM
PostWysłany: 02-12-2004, 20:11   

Galvaira nie wystrzeliła. Nagle zmieniła strukturę, zaczęła przypominać coś jakby bezkształtne stworzenie z mięsa. Xellas zdążyła odrzucić, zresztą odrzuciła w stronę Skrzydlaka. Dziwna struktura zaczęła go opętywać mackami i najwyraźniej zamierzałą pożreć.

- MasterT__T!!!
- Ups, to jednak nie jest Galvaira^^.
- CHIMI!!! No nic, po prostu to rozwalimy><!

Wszystkie trzy zaczęły miotać fireballami w napastliwe mięcho, aż nie zostało z niego zbyt wiele. Ze Skrzydlaka zresztą też.

Za pobliskim drzewem schował się, klnąc, inny wampir Tzimisce. Czas się kończył, słyszał już, że Kamaryla coś szykuje, choć nikt nie wiedział jeszcze co. A Drakuul żądał wyników. Trzeba było wypróbować czegoś innego.

_________________
I can survive in the vacuum of Space
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź galerię autora
Kai Płeć:Mężczyzna
the abominable one


Dołączył: 02 Paź 2004
Skąd: Z najgłębszych zakamarków podświadomości
Status: offline
PostWysłany: 02-12-2004, 20:35   

Zauważył, że jego przeciwnik ma jakieś problemy - chwilami stał spokojnie, bez wyrazu. Innym razem zaś rzucał się, po czym padał na kolana, trzymając się za głowe. Z pewnością coś było nie tak. Może wyczerpała go walka. To by ułatwiło mu sprawę - doskonała okazja, której nie mógł nie wykorzystać. Rzucił się do przodu, tnąc ostrzami przez brzuch, starając się wbić je najbłębiej jak potrafił.

_________________

Zetrzyj uśmiech z twarzy...
Poddaj się uczuciu bezsilności...
Przestań walczyć...
Zrezygnuj...
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
 
Numer Gadu-Gadu
5826822
Zegis Black Priest Płeć:Mężczyzna
Szary Wędrowiec


Dołączył: 04 Lut 2003
Skąd: z swoich opowiadań...
Status: offline
PostWysłany: 02-12-2004, 21:31   

Nic nie poczuł... w końcu marionetka bólu nie czuje... a nawet jeśli, to i tak zabiegi Mary sprawiały że kontakt z rzeczywistością miałby zerowy, gdyby nie moc Eldera. Oczywiście te kilku sekundowe przebudzenia nic mu nie dawały, mimo że odczuwał wtedy pojedyńcze silne ukłucia bólu, nie był w stanie nawet zidentyfikować co go boli...
Jedyne co zrobił to cudem uniknął kolejnego ciosu Kaia, przewracając się na plecy by uniknąć kolejnej wyimaginowajen fali...
Kolejny cud uratował mu życie, gdy Kai chciał go dobić... Symbiotyczna broń, Yami samoczynnie wyszło z jego ręki i zablokowało rękawice Kaia...
Na pokrwawioną posadzkę spłynęła następna fala krwi.
Srebrnooki wsetchnął ciężko, i chciał kopnąć leżącego, jednak macka Yami zatrzymała jego nogę, jednak po chwili puściła go, poddając się i wracając do ciała Zegisa...
Rękawica jeszcze raz przecharatała archonta, dramatycznie zmniejszając ilość niebieskiej cieczy płynącej w jego żyłach.
Jeszcze kilka ciosów, i archont rozpłynął się w lazurowej eksplozji...
Co to ma być przeleciało mu przez głowę...
*

I znów zawiodłeś, śmieciu...
marionetka leżała powyginana w najgłębszych czeluściach wymiaru Spektralnego...
nie mogąc wydobyć z siebie słowa... nie będąc w stanie poruszyć choćby jednym palcem czy powieką...
A może ty nie chciałeś wygrać? spytał delikatnie Elder, kładąc nacisk na przedostatnie słowo...
Archont wstał mimowolnie, jak marionetka poruszająca sie dzięki wprawnemu lalkarzowi...
A teraz wypróbujemy twoją wierność... powiedział kpiącym głosem po czym dodał... Daj mi ogon tej swojej chimerzastej służki Arcy, ale oczywiście nie teraz... teraz odpocznij.
Zegis znów opadł, składając się jak kukła...

_________________
Wróciłem, nie cieszycie się? :]

"Do not fear in the face of your enemies, speak the truth always, even if it leads to your death, save helpless and do no wrong..."
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
3314312
Sm00k
-Usunięty-
Gość
PostWysłany: 03-12-2004, 08:41   

- >< No dobra, kto sie bawi z nami?- Vhriz spojrzal po sponiewieranym tlumie. Zastanawial sie wlasnie, czemu ci ludzie sa tak poobijani, gdy przyszedl mu do glowy pewien pomysl.
Z pewnym wysilkiem podniol Ysengrina i wyruszyl na poszukiwanie kaplicy. Na szczescie znalezienie jej nie bylo zbyt trudne.
Tam dopiero zrzucil bezceremonialnie rycerza na wypolerowana posadzke. Po czym usiadl niedaleko i czekal.
-Jesli bog mu nie pomoze, to nic mu nie pomoze. No, konserwo, zbieraj sie. Nikomu nie zycze przezywania wlasnych lekow. Nawet tobie.
No, obudz sie, zarazo! - Po czym solidnie kopnal nieprzytomnego po zebrach - much better ^^
Powrót do góry
Ysengrinn Płeć:Mężczyzna
Alan Tudyk Droid


Dołączył: 11 Maj 2003
Skąd: дикая охота
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
Tajna Loża Knujów
WOM
PostWysłany: 03-12-2004, 10:40   

- Uważasz, że to skuteczna metoda?
- Podobno, nigdy jej nie stosowałem. Zresztą tobie już powinno być wszystko jedno>].
- Taa== - drow leżał przywiązany do wbitych w posadzkę metalowych kołków, a Ysen stał w pobliżu i ostrzył osełką wielki nóż ofiarny. - Może jednak spróbujemy innej prośby o potekcję?
- Trzeba był pamiętać, że miałem połamane żebra i nie kopać><. A teraz leż spokojnie>].
- Przepraszam== - podszedł do nich opat. - Jesteśmy bardzo tolerancyjni religijnie i nie mamy nic przeciwko praktykom religijnym, ale czy mógłby pan to robić na zewnątrz? Nie tylko niszczy pan posadzkę, ale także narusza uczucia religijne tutejszych ludzi.
- W sumie na jedno wychodzi^^.

_________________
I can survive in the vacuum of Space


Ostatnio zmieniony przez Ysengrinn dnia 03-12-2004, 11:24, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź galerię autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Strona 19 z 55 Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 18, 19, 20 ... 53, 54, 55  Następny
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików
Nie możesz ściągać załączników
Dodaj temat do Ulubionych


Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group