FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  Galeria AvatarówGaleria Avatarów  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 20, 21, 22 ... 53, 54, 55  Następny
  Mroczny Bóg (quest)
Wersja do druku
Daerian Płeć:Mężczyzna
Wędrowiec Astralny


Dołączył: 25 Lut 2004
Skąd: Przestrzeń Astralna (Warszawa)
Status: offline

Grupy:
Tajna Loża Knujów
PostWysłany: 09-12-2004, 20:44   

Po zniknięciu wpływu Mary Daerian powoli wracał do siebie... nie było to jednak przyjemne przebudzenie... przede wszystkim był ranny... wiele małych ranek z których żadna nie była śmiertelna, ale razem były bardzo poważne... a do tego stał przed nim Kai... z czymś co było pokryte krwią... jego krwią.
Po przebyciu wizji z Seriką, mimo że bez wątpienia sporo z niej było tylko iluzją Daerian nie był w nastroju do żartów. Co gorsze dla Kaia. Daerian nie mial pojęcia że to nie on odpowiada za jego cierpienia... a w aktyalnym stanie Daerian nie miał ochoty roztrząsać dokładnie jakie jest tego prawdopodobieństwo - a i tak wyglądało na dość duże.
Dragon Breath! - subtelnośc także w danej chwili nie należała do jego mocnych punktów... stopieniu uległ spory kawałek ściany i część podłogi, w które Kai został wtopiony... jednak daer nie do końca stracił panowanie, bo nie uszkodził żadnej książki ^^

Tymczasem w wizji Kaia jego uroczy braciszek właśnie robił sobie z niego kiełbaskę... pieczona na ognisku.

Daer upadł na kolana... był ciężko ranny, zaklęcie zużywało dużo mocy... nie miał już siły by dobić wroga... jeśli Dragon Breath nie starczył, czary zdolne do tego wykończyłyby jego, nie Kaia...
Nie miał innego wyjścia...
D: Pustko!
P: Ekhem... jakieś podziękowania?
D: Wielkie ^^ Ale potrzebuję twojej pomocy... jeszcze raz.
P: Szybko. Domyślam się że mam osłabić tego tu?
D: Tak...
Odpowiedzi nie było. Zamiast tego rubin na ostrzu rozjarzył się się ponownie czerwonym światłem... miecz pomknął w kierunku Kaia.. i zgłębił sie w jego klatke piersiową...
P: Niewiele moge zrobić... jest zbyt silny... jedynie lekko zabiorę mu energię.
D: Dobrze...
Nagłe wyładowanie uderzyło w Pustkę... po cyzm miecz wysunął się z piersi Kaia i wrócił do Daera...
D: Na jak długo to starczy? - zapytał Daerian patrząc na znikające ciało Kaia...
P: Będzie wygnany na jakieś 2 dni... jeśli nie pomoże mu silniejszy demon...
D: Trudno o takich...
P: Fakt. Ale..
D: Tak... tak potęzny demon zazwyczaj nie działa sma chyba że jest sługa kogoś potężniejszego... musimy się spieszyć.
Daerian zniknął w portalu... i pojawił się w swoim wymiarze... długa drzemka obrze mi zrobi - pomyślał przyjmując postać smoka... i zasnął... połknąwszy uprzednio dawkę magicznych lekarstw jakie zwaliłyby z nóg konia... Po czym zasnął.

Tymczasem Draakul był wyjątkowo zajęty... studia nad mieczem wymagały uwagi aby mógł to przetrzymać... i udawało mu się... przede wszystkim dlatego, że używał go do prób przełamania blokady pamięci, a nie chciał zapanować nad bronią... i pamięc po mały wracała... pamiętał coraz więcej bitew... walk... pojedynków... w których używał tego miecza... jedyny problem tkwił w tym że było to zanim został wampirem.
A miecz był świętym reliktem Swaroga...

_________________
Przejdź na dół Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
3291361
Sm00k
-Usunięty-
Gość
PostWysłany: 09-12-2004, 21:19   

Huk eksplozji zwabil do biblioteki Vhriza. Co prawda idac tam zastanawial sie, co oznaczaja wyladowania w kaplicy...ale to nie jego sprawa w koncu byla, prawda.
Gdy dotarl do biblioteki, pieknie stopiono kamienna sciane, wpasowanego w nie Kaia (a ten, to kto, hmm? EE, szczegoly >)). Nie przejmowal sie jednak dokladnymi ogledzinami - ani budynek, ani jego organiczne elementy nie poruszaly sie. O wiele bardziej interesujace byly woluminy, porozrzucane po podlodze. Drow przejrzal kilka ksiazek, lecz jezyk, jakiego uzyto do zapisania wiekszosci z nich nie byl mu znany.
Nie odnajdujac ostatecznie nic ciekawego w bibilotece postanowil wrocic do zakutej paly, by sprawdzic, czy ten jeszcze zyje.
Jesli tak, przyspamazy go.
Jesli nie, w koncu wyprobuje ten zwoj z wezwaniem umarlych >)


Ostatnio zmieniony przez Daerian dnia 13-12-2004, 01:27, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Kai Płeć:Mężczyzna
the abominable one


Dołączył: 02 Paź 2004
Skąd: Z najgłębszych zakamarków podświadomości
Status: offline
PostWysłany: 09-12-2004, 22:04   

Taktyka Daera była niezwykle skuteczna. Udało mu się pozbyć na jakiś czas Kaia. Lecz nie przewidział pewnych skutków ubocznych. Umysł mazoku, wciąż pogrążony w wizji, pozbawiony swego normalnego fizycznego ciała - zaczął podświadomie tworzyć nową projekcję - jedynie w połowie materialną, ale wystarczająco potężną...
Na jednym z dachów pojawił się Kai. W każdym razie tak się mogło zdawać.
- No braciszku, tym razem to ja zostałem. Może się ciebie pozbęde - ale to później. Najpierw zabawimy się odrobinę z tymi twoimi znajomymi...

_________________

Zetrzyj uśmiech z twarzy...
Poddaj się uczuciu bezsilności...
Przestań walczyć...
Zrezygnuj...
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
 
Numer Gadu-Gadu
5826822
Ysengrinn Płeć:Mężczyzna
Alan Tudyk Droid


Dołączył: 11 Maj 2003
Skąd: дикая охота
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
Tajna Loża Knujów
WOM
PostWysłany: 12-12-2004, 23:33   

Sobowtór Kaia usłyszał dziwny hałas. Spojrzał w górę i zobaczył spadającą gwiazdę. Nie była duża, ale za to była bardzo blisko. Walnęła w klasztor, robiąc sporą dziurę.

* * *

- No nie, tu też niebo się wali==?
- Na to wygląda. Czarne charaktery są coraz mniej oryginalne.
- Witaj ponownie panienko - niewiadomo skąd pojawił się za nimi Ysen. - Pomyślała panienka życzenie?
- O, Ysen. Poznaj Mi, naszą siostręX3.
- ...
- Jeśli masz powiedzieć coś głupiego to lepiej siedź cicho==...
- Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem, panienko - ukłonił się jej i ruszył w stronę leżącej gwiazdy, całkowicie ignorując istnienie Xellas i Aori.
- Ysen, jak śmiesz ignorować moją siostrę><!!! - warknęła Xellas. - Jak śmiesz ignorować MNIE?!

Rycerz jakby nie słyszał. Ukląkł przed wciąż czerwonym od gorąca meteorytem. Tak jak się spodziewał, miał on kształt kuli i w różnych miejscach posiadał przyciski. Wyciągnął sztylet i wcisnął tajny kod(1,2,3, 4 jakby ktoś chciał wiedzieć). Na kuli pokazała się klapa, przez którą wysypał się jakiś złom. Ostatni wyleciał list.

Wyrodny Synu,

Ysen westchnął. Spodziewał się tego.

Ponieważ po raz nie wiem sam który mnie rozczarowałeś, przysyłam ci oto pomoc. Składa się ona z nowiutkiej zbroi którą sam dla ciebie zrobiłem oraz miecza, w robieniu którego trochę pomógł wujek Woland. Zbroję wykułem z piór feniksa, a miecz ze skondensowanego cienia...

- Uuufff... - odetchnął z ulgą. Ostatnim razem jak się wzięli do roboty z "wujkiem" Wolandem próbowali wykuć miecz z czarnej dziury, a zbroję z krzyku banshee. Tak to jest, gdy spotka się dwóch boskich kowali-pasjonatów.

Miejmy nadzieję, że z takim wyposażeniem nie skrewisz. Masz odzyskać ten miecz za wszelką cenę, jeśli tego nie zrobisz będziesz musiał znaleźć któryś z zaginionych czterech.

"O <cenzura>" pomyślał Ysengrinn.

Wampirami i demonami staraj się nie przejmować, wiem, że ich nie cierpisz, ale jakoś tak one lgną do ciebie. Skoro więc...

- Co to znaczy lgniemy==?
- Nie czytaj mi przez ramię, jaszczurkooka.
- O_o... Zabijęzabijęzabijęzabiję><!!! - ciąg dalszy Ysen musiał czytać trzymając jej głowę.

Skoro więc nie masz innych sojuszników, to ciesz się tym co masz i nie uprzedzaj ich do siebie. Za bardzo. Staraj się nie stwarzać sytuacji konfliktowych ze sługami LoN, jednocześnie jednak spróbuj odkryć, co oni kombinują. Bo mam prawo podejrzewać, że coś przed nami ukrywają i to coś ma związek z Czernobogiem. Innymi słowy - chyba chcą nas przerobić. Twoja głowa w tym, aby im się nie udało. Chcę wiedzieć wszystko o jej planach.

"Łatwo mu mówić, kurna".

Shi się nie ma co przejmować, Mokosz co sobotę spotyka się z nią na herbatce i obrabiają nam razem tyłki. Elderem nie przejmuj się tym bardziej, Shi i Mokosz postanowiły, że za ten numer z ogonem jemu też wyrwą jakiś ważny ważny organ, jak tylko znajdą u niego jakikolwiek narząd nie będący okiem.

To by było na tyle. Mam nadzieję, że tym razem się postarasz.

Twój Rozczarowany Tobą Ojciec, Swarog


Ysen westchnął, podniósł zbroję, zarzucił ją sobie na ramię i ruszył ją założyć.

* * *

"Widzę coraz, więcej" myślał niezbyt przytomnie Drakuul. Całą twarz i większość reszty powierzchni ciała miał spalone. "Ale coraz mniej rozumiem. Jeśli to naprawdę dawny ja, to jakim cudem znalazłem się w szeregach Czernoboga?"
"Wtedy jeszcze Welesa" usłyszał nagle.
"Kto to powiedział!?"
"To ja, durniu, nie pamiętasz? Nazywałeś mnie kiedyś ramieniem."
"Ty jesteś... duchem miecza?"
"Można to tak nazwać. Ty byłeś jednym z niewielu, którzy potrafili się ze mną kontaktować i korzystać z pełni mojej mocy. Ale byłeś tylko człowiekiem..."
"Jak to?! Co ma bycie człowiekiem do zdrady?"
"To proste głupolu. Jeśli tego się nie domyślasz, to jesteś zwyczajnie ciemny. Zastanawiam się, czy nie powinienem cię spopielić tak jak tu siedzisz."
"Czemu tego nie zrobisz?"
"Już od dawna nie miałem z kim gadać, więc równie dobrze mogę poświęcić ci trochę czasu. Spalić cię zawsze zdążę, a ty nic mi nie zdołasz zrobić."
"Nie boisz się, że Swarog oskarży cię o zdradę?"
"Nie bój się o mnie. Żeby zdradzić, muszę chcieć zdradzić. A pojęcie "chcieć" jest mi całkowicie obce."
"No tak. Jesteś tylko bezwolnym narzędziem, które przypadkowo zyskało osobowość."
"Coś w tym guście. Ale ty to co innego, masz wolną wolę, więc możesz stanąć przeciwko swemu panu."
"Chyba się opiłeś. Niby czemu miałbym to robić?"
"By odkupić dawne grzechy?"
"..."

* * *

Tymczasem Ysen wyszedł z jakiejś komórki, okryty nową zbroją. Była płytowa, czarna i miała dziwne wzorki. W ręce trzymał nowy miecz, tym razem dwuręczny. Wszystko by było fajnie gdyby nie hełm: jego bóg miał bowiem manię na punkcie byczych rogów. Wielkich byczych rogów.

- Buahahahaha!!! Patrzcie go, diabeł z piekła wyszedł>]!
- Xellas, daruj sobie==...
- Wiedziałem, że będę tego żałował - Ysen ściągnął hełm. - Dobra, co teraz?
- Musimy odzyskać SkrzydlakaT__T!
- Musimy odzyskać mój ogon>.<!
- Musimy zemśić się za moje kiełki><!!!
- Ech... To może wyjaśnijcie o co chodzi...

_________________
I can survive in the vacuum of Space
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź galerię autora
xellas Płeć:Kobieta
Kolekcjonerka Wampirzyca


Dołączyła: 09 Lut 2004
Skąd: Gdańsk-tu smoki chodzą koło Fontanny Neptuna
Status: offline
PostWysłany: 12-12-2004, 23:48   

Szli po Vhriza, w między czasie opowiedziały rycerzowi co i jak, oczywiście stwierdził, że ma gdzieś kły wampirzycy, i Skrzydlaka też, w końcu to jeden wampir z głowy mniej...
X<szeptem>: Pheh...rogacz...
A&Ch: XDDD
Y: =='

_________________
Wampiry stworzenia nocy, przeklęte przez Boga za grzechy ojca, wyklęte przez ludzi za grzechy własne. Jam jedną z nich, z cienia zrodzona, na rękach mych krew, na ustach śmierć, w spojrzeniu zagłada.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Kai Płeć:Mężczyzna
the abominable one


Dołączył: 02 Paź 2004
Skąd: Z najgłębszych zakamarków podświadomości
Status: offline
PostWysłany: 13-12-2004, 00:14   

No no, wszytko się im zwala na głowę
Po dokładnym obejrzeniu przedstawienia z gwiazdką sobowtór postanowił się włączyć. Przez jakiś jeszcze czas obserwował grupkę poruszającą się korytarzami. Jego aura - identyczna z aurą Kaia - była słaba, a jednocześnie tak rozproszona, że nie możnabyło dokładnie go zlokalizować. W końcu podleciał do nich, zatrzymując się parę metrów od nich. Ani przez chwilę nie dotknął podłogi, unosząc się pare centymetrów nad nią.
- Ciekawa z was banda, nieprawdaż? Takie rzeczy to u was norma.
- Czego chcesz?
- Rozrywkowi jesteście. To mi się podoba.
- O czym ty gadasz.
- I chętnie dostarczę wam jeszczę trochę atrakcji.
Powoli płynął w powietrzu w ich kierunku.

_________________

Zetrzyj uśmiech z twarzy...
Poddaj się uczuciu bezsilności...
Przestań walczyć...
Zrezygnuj...
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
 
Numer Gadu-Gadu
5826822
Sm00k
-Usunięty-
Gość
PostWysłany: 13-12-2004, 01:21   

Kai napisał/a:
Komu jak komu >D

Powoli płynął w powietrzu w ich kierunku.

A piec beltow, jeden po drugim, trafily go, nim dolecial do celu.
Vhriz przelecial szybko ponad dziwnym osobnikiem. Ten tu byl dziwnie podobny do tej rzezby awangardowej w bibliotece, choc wydawal sie rozplywac nieco na krawedziach.
Robiac nawrot, drow uwazniej przyjrzal sie temu czemus, co ponizej wlasnie z pogarda wyciagalo male pociski, nic sobie nie robiac z trucizny, ktora byly nasaczone
- Nie dobrze. Bardzo niedobrze.
Smoczy skrzydla uderzyly powietrze, a drow pomknal do kolejnego ataku.
Tym razem przelecial tuz obok, a halabarda zahaczyla ramie Kaia.
Nie napotkawszy oporu
-X.X
Vhriz, nie spodziewajac sie takiego obrotu sprawy, stracil rownowage i w efektowny sposob przekoziolkowal ponad znajoma skadinad grupka, by zakonczyc lot niemniej efektownym rozwaleniem jakiegos okna.
Ysen- O, netoperek.
Powrót do góry
Kai Płeć:Mężczyzna
the abominable one


Dołączył: 02 Paź 2004
Skąd: Z najgłębszych zakamarków podświadomości
Status: offline
PostWysłany: 13-12-2004, 02:27   

Sobowtór podleciał do okna, przez które przed chwilą wyleciał napastnik.
- Chyba się pomyliłem.To raczej wy mi dostarczycie rozrywki. To nawet lepiej.
Beztrosko wystawił przez okno ręke, po chwili w stronę przeciwnika poleciało jakieś czarne pociski. Nie uderzały one w jego ciało, nie powodowały bólu, zamiast tego miękko przenikały przez skórę, pozornie nie wyrządzając żadnych szkód. Dopiero po chwili Vhriz zaczął odczuwać ból. Ogromny ból wewnątrz ciała, jakby coś miażdżyło i wykręcało jego organy. Nie mógł się poruszyć.
Sobowtór jedynie patrzył przez okno, uśmiechając się, wystrzeliwując nowe pociski w przeciwnika.

_________________

Zetrzyj uśmiech z twarzy...
Poddaj się uczuciu bezsilności...
Przestań walczyć...
Zrezygnuj...
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
 
Numer Gadu-Gadu
5826822
Sm00k
-Usunięty-
Gość
PostWysłany: 13-12-2004, 03:26   

Na swoje nieszczescie sobowtor wybral ajko swoja pierwsza ofiare czlonka rasy od wiekow przywyklej do fizycznych tortur.
Vhriz, krzywiac sie niemilosiernie, wyciagnal ostatni atut, jaki mu pozostal. Przeklinajac w duchu brak niezawodnej sakiewki rozkrecil koncowke halabardy. Wyciagniecie ukrytego tam sztyletu bylo juz drobnostka, mimo, ze boll stawal sie coraz bardziej dokuczliwy.
Drow nie zamierzal sie poddac. W ciszy, powoli, zaczal czolgac sie w kierunku okna. Gdy wywindowal swoje cialo w gore, Kai majestatycznie opadal na ziemie.
Gdy jego stopy dotknely ziemi, samoladujaca sie kula ognista wybuchla dokladnie w tym miejscu.
Przedostatni prezent od drowa.
Powrót do góry
Kai Płeć:Mężczyzna
the abominable one


Dołączył: 02 Paź 2004
Skąd: Z najgłębszych zakamarków podświadomości
Status: offline
PostWysłany: 13-12-2004, 09:33   

Sobowtór bez żadnych śladów wylądował na ziemi, tuż obok drowa.
- Kula ognista? Naprawdę myślałeś, że to coś da? Taka drobnostka. A może to poprostu miało mnie rozbawić?
Jeszcze bardziej przysunął się do oponenta, patrząc mu prosto w oczy.
- Musisz wymyśleć coś znacznie lepszego.

_________________

Zetrzyj uśmiech z twarzy...
Poddaj się uczuciu bezsilności...
Przestań walczyć...
Zrezygnuj...
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
 
Numer Gadu-Gadu
5826822
Sm00k
-Usunięty-
Gość
PostWysłany: 13-12-2004, 11:23   

(skoro stoimy na ziemi[a drow sie z drugiego pietra teleportowal w dol, taa])

-Ja nie. Ale on tak. Obejrzyj sie.
- Nie dam sie nabrac na ta sztuczke. Gin.
- O, juz nie musisz..
Istotnie. Ciezka klinga dwurecznego miecza Ysengrina gladko weszla pomiedzy lopatki Kaia, wychodzac przodem. O cal mijajac glowe Vhriza.
-Co? Jak smiesz...
Nie bylo dane demonowi skonczyc zdania. Drow okrecil sie. Dlugi lancuch, z ciezkim ostrzem na koncu wiernie powtorzyl ten ruch, ofijajac sie wokol mazoku. Zelezce halabardy, omal nie urywajac Ysenowi glowy, zatoczyly piekny luk i wbily sie Kaiowi w plecy.
Bedac ciasno ofiniety lancuchem, z mieczem wciaz sterczacym na wylot, wygladal lekko mowiac, idiotycznie.
- Szach mat- Dobieglo gdzies z okolic ziemi.
Vhriz upadl. Nie kontrolowal juz niemalze swoich ruchow. Swiat stal sie czerwony, ruchy powolne... ale zdolal jeszcze wbic krysztalowy sztylet w stope Kaia.
Powrót do góry
Kai Płeć:Mężczyzna
the abominable one


Dołączył: 02 Paź 2004
Skąd: Z najgłębszych zakamarków podświadomości
Status: offline
PostWysłany: 13-12-2004, 12:39   

Gdy został wbity sztylet, sobowtór sam także zaczął odczuwać ból z powodu otrzymanych przed chwilą ran. Lecz samo uczucie bólu ustępowało uczuciu zdziwienia zaistniałą sytuacją. Oraz rosnącej irytaji. Wciąż obwiązany upadł na ziemię, lecz nie pozostał tam długo. Po chwili napięte łańcuchy zaczynały ustępować pod wpływem powiększającej się formy. Był coraz bardziej zirytowany i przestawał nad sobą panować. Po chwili zamiast srebrnowłosego humanoida Ysengrin i Vhriz mieli przed sobą wysoką na 5 metrów istotę przypominającą wyglądem śnieżnobiałego tygrysa.mocno umięśnione, przednie kończyny zakończone były długimi, podobnymi do ptasich, szponami. Na głowie i karku miał grzywę, stworzoną ze srebrnego płomienia. Podobne płomienie miał na końcówkach łap. Na plecach zaś kości skrzydeł, również płonące. Ogon zakończony był stalową maczugą wyposażoną w kolce. W niektórych miejscach na korpusie i kończynach występował stalowy pancerz w srebrnym kolorze.
Istota spojrzała wściekle na wojowników dwiema parami srebrnych oczu pozbawionych białek.

_________________

Zetrzyj uśmiech z twarzy...
Poddaj się uczuciu bezsilności...
Przestań walczyć...
Zrezygnuj...


Ostatnio zmieniony przez Kai dnia 07-01-2005, 21:46, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
 
Numer Gadu-Gadu
5826822
Sm00k
-Usunięty-
Gość
PostWysłany: 13-12-2004, 16:08   

-Ysen, jest caly twoj- co rzeklwszy, Vhriz stracil przytomnosc.
Powrót do góry
Daerian Płeć:Mężczyzna
Wędrowiec Astralny


Dołączył: 25 Lut 2004
Skąd: Przestrzeń Astralna (Warszawa)
Status: offline

Grupy:
Tajna Loża Knujów
PostWysłany: 14-12-2004, 16:58   

Walka trwała w najlepsze... a Daerian tymczasem... spał. Mocnym, smoczym snem, wspomożonym napojami regeneracyjnymi... cóż, nawet smoki muszą czasem odpocząć ^^

Inaczej wyglądała sprawa w komnacie Drakuula... ten był wyjątkowo zajęty próbami zrozumienia ostrza... gdy wtem usłyszał stukanie do drzwi...
Kto tam? Kazałem mi nie przeszkadzać!
To ja – Drakuul rozpozna ł głos zaufanego dowódcy... byłego przywódcy Tzimisce... aż do jego nadejścia.
Wejdź.

Wladkovitz wszedł... bariery ustawione przez Drakuula przepuściły go... i zaraz po wejściu rzucił się do gardła Drakuula... tylko po to aby poczuć jego pazury zagłębiające się w swoim sercu.
Zbyt prosta pułapka – Drakuul uśmiechnął się złośliwie – choć tym razem nie będzie można im nic udowodnić...
Oczy Wladkovitza rozszerzyły się ze strachu... gdy ten odzyskał przytomność... zaklęcie kontroli ustąpiło wobec wszechogarniającego chłodu śmierci...
Jeśli tak łatwo dałeś się podejść nie jesteś mi na nic potrzebny... może poza jedną rzeczą... – Drakuul uśmiechnął się brzydko i wysunął kły z dziąseł...
To co nastąpiło zaskoczyło nawet jego... nagłe, gdy tylko wypił pierwszy łyk w jego
świadomości coś pękło... jakby opadły niewidzialne bariery... pamiętał! Pamiętał!
Krew... krew wampira który pamiętał go z dawnych czasów... jego zogniskowane wspomnienia przełamały barierę...
Wspomnienia powróciły... jego własne wspomnienia... pamiętał swoją chwałę... wielkie dni... a potem... błąd. Niesprawiedliwość jaką mu wyrządzono... odrzucenie przez bogów... został opuszczony... porzucony... przeklęty... wampiryzm... Swarog ukarał go wampiryzmem... gdy ośmielił się zaprotestować PRZECIWKO ZŁU JAKIE MU WYRZĄDZONO!
Odrzucony przez bogów... Weles przyjął go na sługę... ale ukrył przed nim wspomnienia... czemu? Nie rozumiał. Jedno było pewne – tym razem, wzmocniony wiedzą zdobytą podczas tysięcy lat istnienia, mocą własną i Wladkovitza nie da ich sobie wyrwać... ale także nie zdradzi Welesa... mimo sposobu w jaki go traktowano, tylko tu miał swoje miejsce... tak więc pozostanie mu wierny...
Uśmiechnął się... fałszywe myśli zmyliły Marę... był bezpieczny... i ukryty za zasłoną zaczął rozmyślać jak uwolnić się od Welesa... ale także od innych bogów... nie zamierzał wracać na służbę Swaroga... pamięć o krzywdzie była prawdziwa, w przeciwieństwie do reszty tego nie wymyślił...
Cóż – skrzywił się – działania mogę równie dobrze rozpocząć od pozbycia się ciebie... stwierdził patrząc na miecz.

Gdzieś daleko przez niewielką bramę wypadł miecz... i spadał kilka kilometrów zanim wbił się z impetem w ciało potwora... a za nim leciał list chroniony przed magicznym ogniem... zawierający tylko kilka słów:
„Zwracam ci ten złom... ale nie tak od razu... to tu to taka mała podróbka... prawdziwy schowałem na Szklanej Górze... jeśli chesz wiedzieć, gdzie to jest to zapytaj się pewnego pana, który tak niegrzecznie przerwał nam dyskusję... a tak poza tymto jest między nami więcej wspólnego niż możesz sobie wyobrazić... nie myśl jednak że mam cię za przyjaciela
D.”

_________________


Ostatnio zmieniony przez Daerian dnia 15-12-2004, 07:28, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
3291361
Ysengrinn Płeć:Mężczyzna
Alan Tudyk Droid


Dołączył: 11 Maj 2003
Skąd: дикая охота
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
Tajna Loża Knujów
WOM
PostWysłany: 14-12-2004, 23:36   

Ysen jak zwykle zastosował swą ulubioną, jakże finezyjną taktykę. Po kilku sekundach leciał wysoko nad ziemią, myśląc o dwóch sprawach: primo, miecz dwuręczny nie jest tak poręczny. Duo, nie da się nim zabić mazoku jednym ciosem. Na swoje szczęście trafił na jakąś drewnianą przybudówkę, która zamortyzowała jego upadek. W pewnym sensie. Tymczasem potwór ruszył w stronę dziewczyn.

- Z tego idioty nigdy nie ma pożytku, gdy trzeba== - sapnęła Xellas, przyzywając jakiś czar - <dwuczłonowe słowo łacińskie napisane dużymi literami, którego nie chce mi się szukać>!!!
- FIREBALL!!! - krzyknęła Chimi.
- BLACK BALL!!! - dołożyła swoje trzy grosze Aori.

Potwór oberwał pociskami, na chwilę się zatrzymał... i ruszył dalej. Obie wampirzyce warknęły i skoczyły do ataku, jedna z biczem, druga z pazurami. Mi chlasnęła go w twarz, ale on zasłonił się ramieniem, dookoła którego owinął się bicz. Następnie pociągnął ją i rzucił nią o ścianę. Tymczasem Xellas uderzyła go pazurami przez pierś, znacząć wielkie ślady, po to tylko, by w ciągu sekundy zostać wbita w ziemię u jego stóp. Chwilowo obie siostry zostały wyłączone, na placu boju została tylko Chimeria. A Chimeria... nie mogła nawet utrzymać się na nogach...

- Do diaska jak ja mam się obronićT____T!?!
- Zaklnij miecz! - powiedziała Axe, pojawiając się na sekundkę, po czym znowu zniknęła. Dopiero teraz Chimi uświadomiła sobie, że demonka zniknęła, jak tylko pojawiło się pierwsze zagrożenie i do teraz się nie pojawiła.
- Cała ona==... Ale ma rację.

Szybko wyjęła z jedne z płaszczy długi i cienki miecz. Ułożyła go płasko przed sobą i wykonała lewą ręką dwa kółka nad jego rękojeścią, po czym przekreśliła je kantem dłoni. Bandaż lekko zafalował na dłoni, a miecz przybrał barwę rozpalonego zelaza.
Uniosła go nad głowę cisnęła nim w łeb potwora. Miecz wbił się, ale niezbyt głęboko, w nos. Bestia zaryczała, po czym wyciągnęła go sobie i odrzuciła w bok.

- T____T... NA POMOC!!!
- GROOOAAAARRR!!! - potwór zamierzył się i z całej siły uderzył w miejsce, gdzie leżała.

Trafił w ziemię. Dziewczyna wyparowała, tak to przynajmniej wyglądało. Kątem oka zobaczył ruch z boku. Spojrzał tam i ujrzał jakiegoś facetaw stroju kapłańskim, który delikatnie kładł ją na ziemi. Ona patrzyła na niego z przerażeniem, gdy tylko znalazła się na ziemi zaczęła się odczołgiwać. Tymczasem człowiek spojrzał na potwora zimnymi oczyma, podszedł bliżej.

- To złe miejsce na walkę - powiedział. - Przenieśmy się.

To mówiąc pstryknął palcmi i obaj zniknęli. Xellas, z wielkim trudem się poruszając i trzymając za ramię(to trochę bez sensu, ale w anime zawsze jak są ranni to się tak trzymają;P) podeszła do Chimi.

- Kto... kto to był?
- Chyba... Chyba ojciec O_O...
- O_o...

* * *

Zmaterializowali się na stepie kilka mil od klasztoru. Niby kapłan złożył ręce jak do modlitwy, po chwili otoczyło go światło. W błekitnym blasku zmienił się. Stał się ogromnym wilkiem, dorównującym wielkością bestii. Jego sierść wyglądała, jakby była z drutu i takaż zresztą była. Na czole miał błyszczący, zakrzywiony róg. Wzniósł pysk do nieba i zawył, a brzmiało to, jakby wyło sto wilków. Następnie spojrzał morderczym wzrokiem na demona.

- No dobra, kotku. Poganiamy się? Ostrzegam, że chowanie na drzewach niewiele ci pomoże.

Sobowtór Kaia czuł, że wilk nie rzuca słów na wiatr. Jego aura była olbrzymia. Nie czekając na ciąg dalszy, wyciągnął sztylet i zniknął w astralu. To znaczy chciał zniknąć. Gdy znalazł się po drugiej stronie, Wilk dalej stał przed nim. To nie wróżyło dobrze.

_________________
I can survive in the vacuum of Space
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź galerię autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Strona 21 z 55 Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 20, 21, 22 ... 53, 54, 55  Następny
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików
Nie możesz ściągać załączników
Dodaj temat do Ulubionych


Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group