FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  Galeria AvatarówGaleria Avatarów  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 43, 44, 45 ... 53, 54, 55  Następny
  Mroczny Bóg (quest)
Wersja do druku
Kai Płeć:Mężczyzna
the abominable one


Dołączył: 02 Paź 2004
Skąd: Z najgłębszych zakamarków podświadomości
Status: offline
PostWysłany: 03-02-2005, 11:15   

Tymczasem Kai leżał sobie spokojnie w lesie...no dobra, wcale nie tak spokojnie... Właśnie odzyskiwał pełną świadomość, po paru próbach wstał. W którymśmomencie zauważył pewien ciekawy fakt... i dość niepokojący. Przez dłuższą chwilę przyglądał się skrawkowi ubrania, na którym widniał jeden srebrno-biały symbol, a raczej pustemu fragmentowi tuż obok tego symbolu.
-... braciszku?... gdzieś ty się podział^^'
Postanowił, że jednak lepiej będzie, jeżeli wróci. Po następnych paru próbach przeniósł się do grupki, w pobliże Vhriza i Chimerii

_________________

Zetrzyj uśmiech z twarzy...
Poddaj się uczuciu bezsilności...
Przestań walczyć...
Zrezygnuj...
Przejdź na dół
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
 
Numer Gadu-Gadu
5826822
Ysengrinn Płeć:Mężczyzna
Alan Tudyk Droid


Dołączył: 11 Maj 2003
Skąd: дикая охота
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
Tajna Loża Knujów
WOM
PostWysłany: 03-02-2005, 12:45   

- To mu pomoże? - spytał beznamiętnie Ysen, czyszcząc ostrze. Resztki wampira dygotały gdzieś w pobliżu, powoli się rozkładając.
- Mam nadzieję, tylko tyle mogłam zrobić.
- Witajcie przyjaciele^^ - Kai postanowił dla odmiany się ujawnić. - Coś się diało jak mnie nie było?
- Nie wiem czemu, ale czuję jakiś niesmak gdy nazywasz mnie przyjacielem-_-.
- Wybacz^^. No więc?
- Tamten wampir, który tam stoi i ta nieprzyjemnie sie na ciebie patrzy, coś od nas chciał. A raczej od Ysena.
- Wyjaśniliśmy to i owo - mruknął jakby do siebie rycerz.
- Macie rację, strasznie nieprzyjemnie patrzy, ciekawe czemu^^.

Drakuul czuł żądzę krwi. Miał ochotę rozerwać Kaia na strzępy, obedrzeć ze skóry albo wbić na pal. Nie zdawał sobie jednak sprawy, że te wrażenia były częściowo sprawką tego samego, co wcześniej wywołało u niego migrenę.

_________________
I can survive in the vacuum of Space
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź galerię autora
Sm00k
-Usunięty-
Gość
PostWysłany: 03-02-2005, 13:11   

A w podziemiach zamku..
-O, skarbiec.
-....
- Dobra, siedz cicho, ale trzymaj te pijawki zdala odemnie. I daj mi minutke..
Zamiast opdowiedzi rozlegl sie nieartykulowany skrzek wampira rozcinanego na kosteczke. Skrzek skutecznie zagluszyl zlodzieja rozpracowujacego pierwszy z wielu zamkow, chroniacych skarbiec Drakuula.
Lezacy sporo ponizej tego, co kiedys bylo zamkiem,ktory to teraz dziarsko wedrowal w dol.
Powrót do góry
Ch4os Płeć:Mężczyzna


Dołączył: 30 Gru 2003
Skąd: Kiełczów
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
PostWysłany: 04-02-2005, 00:22   

Teanah zobaczył z pobliskiego wzgurza jak Vhriz ,wilczyca i chodząca konserwa wylatują przez okno , a dosłownie chwile po tym duza część zamku wyleciała w powietrze, a to co zostało próbowało się do nich zbliżyć... "makabra" pomyślał elf... i zaczął iść w stone Vhriza i reszty.

_________________
"The vengeance of heaven is slow but sure!"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
9417262
Ysengrinn Płeć:Mężczyzna
Alan Tudyk Droid


Dołączył: 11 Maj 2003
Skąd: дикая охота
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
Tajna Loża Knujów
WOM
PostWysłany: 04-02-2005, 19:42   

- I polecieli. A chałupa, bogom dzięki, wróciła na swoje miejsce.
- Co teraz robimy? Przecież nie będziemy czekać, aż Kai i wampir wrócą>.<! Chodźmy stąd!
- Racja. Lepiej się oddalić, korzystając z okazji, że pozostałe wampiry się jakoś nie pojawiły - Ysen schował miecz i rozejrzał się, po czym oboje ruszyli przed siebie. - W sumie to normalne, że ich nie ma, pewnie mają zajęcie. Jest w koncu wojna, było nie było. Długo ten skurczybyk będzie lewitował?
- Myślę, że kilka godzin, to chyba wystarczająco długo - dziewczyna otarła pot z czoła. - Jestem skonana, musimy znaleźć jakieś miejsce na odpoczynek, najlepiej blisko źródła wody i jedzenia==.
- Zgadzam się. Może już czas zamienić wampira i demona z powrotem w ich ludzkie... powszednie formy?
- Później. Nie mam dla nich odtrutek, więc i tak musielibyśmy je nieść.
- ... No tak.

Przez następne kilka godzin nie mówili nic, zbyt zajęci przedzieraniem się przez krzaki.
Czasem tylko wymykało im się jakieś przekleństwo, względnie westchnienie, starali sie jednak oszczędzać energię.
Gdy wreszcie dotarli do miejsca, które nadawałoby się na obóz byli już ledwie żywi, poza tym się ściemniało. Ostatnim wysiłkiem uzbierali chrustu na ognisko i runęli na swoje płaszcze. Vhriz, jako najmniej zmęczony, dostał pierwszą wartę czuwania.

* * *

Tymczasem Drakuul ścigał Kaia z pianą na ustachz wymiaru do wymiaru. Sługa LoN był trochę zdziwiony, wcześniej z taką łatwością śledził go tylko Żelazny Wilk, a i on nie wydawał się aż tak dobrze przewidywać jego posunięć. Wyglkądało na to, że ktoś Drakuulowi pomagał. Nietrudno było wydedukować KTO. A to oznaczało, że coś trzeba zrobić. Coś bardzo ryzykownego, ale w tej sytuacji koniecznego.

- Brawo braciszku, wiedziałem, że jesteś pomysłowy^^ - to mówiąc Kai się zatrzymał i przyjął cios wampira.
- O czym ty gadasz kanalio!? - Drakuul chwycił go za kołnierz i zbliżył do swojej twarzy.
- Ależ ksiażę, nie zauważyłeś^^? Mój brat bliźniak ci przecież pomaga. Szepcze ci do uszu cały czas, stąd ta twoja furia.
- ... Jak... skąd... Aaa... - wampir puścił go i chwycił się za głowę. - Co do...
- Coś nie tak, książę?
- AAAAARGH!!! WON Z MEJ GŁOWY!!!!

_________________
I can survive in the vacuum of Space
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź galerię autora
Chimeria Płeć:Kobieta
Wiedźma co nie wygląda


Dołączyła: 12 Lut 2004
Skąd: z grzbietu smoka
Status: offline
PostWysłany: 04-02-2005, 22:12   

Chimeria przewróciła się na drugi bok. Nie mogła spać. Dręczyły ją dziwne koszmary. Usiadła i przeciągnęła się patrząc w przygasające ognisko. Na przeciwko siedział oparty o drzewo Vhriz, którego świadomość nie opuszczała mimo rwącego bólu ran. Na jego twarzy, prócz wyrazu niezadowolenia i bólu widniał szelmowski uśmiech. Po drugiej stronie drzewa dojrzała włosy Teanaha. Nie wiedziała czy drzemał, czy też stróżował razem z drowem.
-Która godzina może być?-mruknęła przecierając oczy. Vhriz lekko poruszył się pod płaszczem co zaowocowało dodatkowym bólem.
-Dość dawno była północ.- wyszczerzył się krzywo.
-Hm...-dorzuciła resztki uzbieranego opały do ogniska i zaczęła grzebać w nim kijem. Oparła się o drzewo i spojrzała na rycerza. Spał. Chimeria znów przeciągnęła się i szerzej otworzyła oczy.
-Idź spać.-powiedziała patrząc na drowa ze współczuciem i pewnego rodzaju wyrzutem.
-Nie >P
-Idź. >< -warknęła.
Vhriz popatrzył bezczelnie na Chimerię. Ta wyciągnęła z kieszeni miniaturkę Akcjum...i z żalem popatrzyła na wielki młot, który był teraz pluszowy.
-Mniejsza...-warknęła. Uniosła dłoń, w której zaświeciła błękitna kuleczka. Wilkołak uśmiechnął się perfidnie.
-Dziękujemy za pomoc.-mruknęła jakby się bała, że ktoś może usłyszeć, po czym dodała głośniej - Dobranoc Vhriz ^^
Mała kuleczka wystrzeliła w kierunku drowa. Rozprysła się wokół niego na setki iskierek, które otoczyły Vhriza. Po chwili, chcąc nie chcąc drow zapadł w sen.
Chimeria uśmiechnęła się szeroko i z zaciekawieniem spojrzała na wystające włosy elfa.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
5342274
Ysengrinn Płeć:Mężczyzna
Alan Tudyk Droid


Dołączył: 11 Maj 2003
Skąd: дикая охота
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
Tajna Loża Knujów
WOM
PostWysłany: 04-02-2005, 22:53   

Tymczasem grupka wampirów wyszła z zamku Drakuula. Niedawno wrócili z jednego z wysuniętych posterunków i nmie spodobało im się to, co ujrzeli. Ich przywódcy nie było w pobliżu, bez trudu jednak zauważyli ślady, prowadzące od zamku gdzieś w las. Postanowili ruszyć w poszukiwaniu potencjalnych przeciwników.

_________________
I can survive in the vacuum of Space
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź galerię autora
Sm00k
-Usunięty-
Gość
PostWysłany: 05-02-2005, 00:56   

Utrata przytomnosci byla drowowi nie na reke. Po pierwsze, nie mogl juz szczerzyc sie do Chimerii, co samo w sobie bylo straszna kara.
Drugi powod byl nie mniej powazny- wiszac na granicy zycia i smierci dal sygnal jednemu ze zleceniodawcow. Tego najmniej milego.
Przeklinajac swoj los uwolnil swiadomosc, przekraczajac granice swiatow. Zrobil to mimowolnie, tamci mieli wieloletnia praktyke w lowieniu dusz.
Blyskawicznie mijaj surrealistyczne krajobrazy swiata snow. Wolal sie nie przygladac mijanym obrazom- sny mialy brzydki zwyczaj materializowania sie w tej rzeczywistosci i wciagania nieostroznego podroznika.
Zatrzymal sie gwaltownie. STal, z braku lepszego okreslenia, w powietrzu. Przed nim, nie podparte niczym, wisialy stylizowane, dwuskrzydlowe drzwi. Stylizacja, choc kunsztowna, byla raczej ponura i przedstawiala sceny z udzialem ludzkich (i nie tylko) dusz zajetych tym, co zwyklo sie robic w Valhalli*.
Vhriz westchnal ciezko i zebrawszy cala pewnosc siebie zapukal. Raz.
Nim uderzyl ponownie, wrota otworzyly sie, ukazujac piekny krajobraz i grupe pieciu istot, siedzacych za dlugim stole, ustawionym wprost na lace.
Siedzacy u szczytu stolu mezczyzna odezwal sie pierwszy.
-Nie spieszyles sie. Od twojej "smierci" minelo juz sporo czasu.
-Najmocniej przepraszam, wystapily pewne komplikacje...

Krotko mowiac, Vhriza wezwano na dywanik...




* posrod zawilych wzorow dalo sie nawet zauwazyc poringa
Powrót do góry
Chimeria Płeć:Kobieta
Wiedźma co nie wygląda


Dołączyła: 12 Lut 2004
Skąd: z grzbietu smoka
Status: offline
PostWysłany: 05-02-2005, 23:58   

Chimeria wyciągnęła laleczki i ustawiła je obok ogniska, po czym odczyniła kilka czarów. Zamiast laleczek pojawiły się zupełnie materialne Xellas i Akcjum, które przeciąnęły się jakby zostaływ wyrwane ze snu. Mii wskoczyła na kolana Akcjum i spojrzała wilgotnymi oczami. Niespodziewanie zaczęła rosnąć i zmieniać kształty.
Ch:Mii!^^
M:Wreszcie...-mruknęła odruchowo poruszając nosem.-Ma ktoś marchewkę?
Rozsiadły się wygodnie przy ognisku i Chimeria streściła im ostatnie wydarzenia, które przegapiły. Niebo lekko się różowiło, gdy Mii dorzuciła do ognia. Nagle ucho Chimerii gwałtownie drgnęło.
X:Słyszysz?-mruknęła patrząc w las.
Wilkołak kiwnął głową.
X:Mii...popilnuj ogniska i Vhriza.-powiedziała cicho i wraz z Chimerią oraz Akcjum wstały. Ich uszy wychwytywały zbliżające się osobniki. Podejrzewały, że są to wampiry. Chwilowo były bez broni. Chimeria warknęła pod nosem, przeklinając wizytę w onsenie.
X:Wampiry...-wysyczała z zadowoleniem i rządzą mordu w oczach.
Chimeria szybko rozejrzała się. Potrzebowały broni. Znów brak płaszczy dał się we znaki. W czasie gdy Akcjum nerwowo zerkała na energiczną Xellas, Chimeria podbiegła do śpiącego drowa i zdjęła okrywający go płaszcz. Przy pasie miał długi nóż, z butów wystawały sztylety.
Ch:Tak lepiej. Chyba się nie obrazi^^ -wyciągnęła sztylety i wzieła nóż. Gdy wstała dostrzegła włócznię opartą o drzewo.
CH:To chyba też jego :3 -capnęła broń i podbiegła do Xellas ledwo wytrzymującej by nie wystrzelić do przodu. -Łap! -rzuciła miecz jej kierunku. Xellas, mimo że stała tyłem chwyciła go z łatwością. Wilkołak podał sztylety Akcjum, a sam przywłaszczył sobie włócznię. Dziewczyny rozbiegły się po lesie.
Wampiry zorientowały sie, że ich wrogowie przygotowują się do walki.
Pierwszy atak nastąpił z boku.

Xellas wcześniej usłyszała lecącego na nią przeciwnika. Cisnęła ku niemu fireballa. Zrobił prosty unik, który chciała wykorzystać. Wampir nie był jednak z gatunku tych lepszych wojowników i łatwo uniknął ostrza miecza. Zaatakował swoją bronią. Xellas cofnęła się i zaatakowała pazurami. Przeciwnik znów uniknął ataku.


Na Chimerię uderzył inny wamp. Cios jego broni zablokowała włócznią, która ledwo wytrzymała napór. Wilkołak umknął, gdy wampir wykazał większą siłę fizyczną. Kucając cisnęła czarem w okolice jego nóg, lecz ten uskoczył. Wilkołak zastanawiał się czy w tym miejscu da radę przywołać swój łuk, którym mogłaby się pozbyć natrętnego przeciwnika.

Sama Akcjum niemal nie walczyła. Nie chcąc uszkodzić ciała, które nie miało żadnych specjalnych właściwości regeneracyjnych stosowała same uniki, lub blokowanie ataków.
A:Hyo ^^ -uśmiechnięta jak zwykle przeskoczyła po plecach wampira na drzewo.

Rycerz zbudził się ze snu, idealnie w momencie gdy spadał na niego wampir. Sparował atak mieczem. Wampir był silny i przygwoździł Ysena do ziemi. Rycerz zamachnął się nogą niemal trafiając wampira w twarz.

Reszta wrogów jeśli nie czatowała na czubkach drzew, to zbliżyła się do śpiącego drowa i siedzącego obok niego elfa.


Ostatnio zmieniony przez Chimeria dnia 07-02-2005, 08:59, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
5342274
Ch4os Płeć:Mężczyzna


Dołączył: 30 Gru 2003
Skąd: Kiełczów
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
PostWysłany: 06-02-2005, 01:33   

Teanach ujżał jak kilka wampirów zaczyna się do niego zbliżać, więc szybko zbudował sobie dookoła siebie i Vhriza ładny i solidny mur z lodu , z dodatkiem składającym się z dwuch wampirów, po chwili rozkazał okolicznej florze utrudnić poruszanie się atakującym wampirom, rośliny posłuchały druida , i starały się jak mogły , drzewa atakowały gałęziami, krzewy starały się unieruchomić nogi wampirów. Kiedy już to zrobił , w jedo ręku zmaterializował się stwożony z lodu długi miecz , równie wytrzymały jak najlepsza stal.

W tym momencie wampiry zdołały rozbić powstrzymujący je lód, nie zważąc na to że rozbiły też na kawałki swoich towarzyszy, atakowały go "tylko" trzy wampiry, Teanah przyjął postawe obronną koło Vhriza, na jego szczęście drzewa były dość blisko by mu pomagać w walce, pierwsza z kreatur rzuciła się do ataku a dwie pozostałe niewiele później...

_________________
"The vengeance of heaven is slow but sure!"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
9417262
Chimeria Płeć:Kobieta
Wiedźma co nie wygląda


Dołączyła: 12 Lut 2004
Skąd: z grzbietu smoka
Status: offline
PostWysłany: 06-02-2005, 10:48   

Fauna, którą obudził driud chwytała nie tylko wampiry. Akcjum, która przeskoczyła na drzewo, zachwiała się gdy gałąź pod jej stopami zaczęła się ruszać.
A:O żesz!-warknęła gdy drzewo zrzuciło ją, po czym złapało za kostkę i przytrzymało w powietrzu do góry nogami. Wampir nie omieszkał wykorzystać sytuacji i zaatakował mieczem. Akcjum skrzyżowała sztylety i sparowała cios. Ostrze niemal musnęło jej policzek. Dziewczyna kopnęła wampira w czoło i posłała go na ziemię. Korzystając z czasu, w którym wampir spadał by potem odbić się od podłoża, sukkub przeciął sztyletem miękką lianę, która trzymała jej nogę. Leciała na dół krzyżując wzrok z rozwścieczonym wampirem.

Ostrze mignęło koło twarzy Chimerii i wbiło się w korę drzewa. Wilkołak zaatakował włócznią zaledwie lekko raniąc przeciwnika w bok. Te wampiry były porządnymi wojownikami. Chimeria wyciągnęła dłoń i posłała ku wampirowi pierwszy lepszy czar. Przeciwnik uchylił się, ale czar nie minął go i nie rozbił się o pierwszą lepszą przeszkodę, lecz zakręcił celując w głowę wampira. Chimeria wysłała jeszcze dwa czary tego typu i sama ruszyła w włócznią. Wampir szybko zdecydował. O dziwo zdążył przed jej błyskawicznym atakiem włócznią, perfidnie odbić rzucone czary rękoma. Jednak nie obyło się to bez szkody dla niego. Dymiące i niesamowicie piekące ręce wampira zdołały mocniej chwycić miecz i sparować cios wilkołaka. Chimeria postanowiła inaczej to rozegrać. Błyszcząca kula światła powędrowała z jej dłoni ku przeciwnikowi. Ten spodziewając się podobnego ataku od razu przygotował się do odbicia czaru. Kuleczka jednak rozprysła się nad jego głową. Chimeria zacisnęła oczy i odwróciła się. Porażające światło rozjaśniło las. Wampir krzyknął i zacisnął bolące oczy. Wilkołak skorzystał z sytuacji i zasłaniając lekko oczy biegł przywołując po drodze swój łuk.

Teanach poczuł nagle falę gorąca. Stojący niedaleko wampir ledwo utrzymywał ogromną płonącą kulę.
-Co ty na to...elfie?-wycedził zadowolony. Inne wampiry widząc nadtapiający się lód, poszły w ślady towarzysza, zdobiąc twarze mściwymi uśmiechami.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
5342274
Daerian Płeć:Mężczyzna
Wędrowiec Astralny


Dołączył: 25 Lut 2004
Skąd: Przestrzeń Astralna (Warszawa)
Status: offline

Grupy:
Tajna Loża Knujów
PostWysłany: 06-02-2005, 10:53   

Daerian i Holophagus unosili sie w powietrzu... a walka trwała. Jakie obaj mieli szanse?
W kwestii fizycznej przewaga mocy tkwiła po stronie Holophagusa... był masywniejszy i silniejszy, a jego skrzydla maiły większą siłe, więc ich cios mógł byc druzgoczący... z drugiej strony Daerian był zwinniejzy i szybszy... a jego szpony i kły twardsze.
Jesli chodzi o słynny smoczy oddech, to przewaga była po stronoe Daeriana... on mógl razic przeciwnika tą bronią, podczas gdy na niego ogień Holophagusa nie działał...
Ostatnia rzeczą, ktora mogła przechylic szale pojedynku była magia... i tutaj także walka była mniej więcej wyrównana... obaj przecwinicy poslugiwali się bowiem poteżną magia mroku i nekromancją, choć Holophagus nie znał zaklęc ognia i nie posiadal mocy Wędrowców, zaś Daerian - potężnych zaklęc przyzywających, dzięki którym Holophagusa wzpomagalo kilka niewielkich Drakoliczy...
A jak wygladalo samo starcie? Dwa olbrzymie, 50 metrowe gady unosily się w powietrzu, zblizając sie i oddalając się od siebie, rążąc się wszelkimi mocami jakimi dysponowały. Wokół nich kolowały zaś Drakolicze, próbujące dopaść Daeriana... ktory unikał ich atakow dzieki stalemu przenoszeniu się w przestrzeni...i znów wracając by nękać Holophagusa... walka trwała juz kilka godzin i wydawalo się, że daleko jej do końca...

Tymczasem Draakul przestał się trzymać za glowę i usmiechnąl się. Po czym bez wiekszego trudu przyparl Kaia do stworzonej przez siebie bariery... i rozpoczął metodyczne masakrowanie. Kai nie był w stanie nic zrobić... Draakul przewidywal jego ruchy...
Wiesz... twoj brat jest nawet przydatny... - Draakul usmiechnąl sie zlośliwie - jego pomoc jest bardzo korzystna... ale wiesz...
Kai osunąl się pod ścianę, która znikła... więc upadl na plecy...
Draakul stal nad nim, a jego prawa ręka zaczęła dziwnie drgać... po chwili przyjęła postać dziwnej cielistej bulwy.. a po chwili pękła... i wylał sie z niej przezroczysty bąbel w korym znajdowało się... lustrzane odbicie Kaia...
Bąble pękł, a bliźniak podniósł się...
Doskonale - Draakul uśmiechnąl się w zadowoleniu... - nie chcialbym przeszkadzać w rodzinnym spotkaniu... więc wybaczcie, że sobie pójdę...
Sylwetka Draakula zbledła, po czm znikł... i pojawił się na pewnej polanie...
Rycerza żywcem, a co najwyżej w stanie dozwalającym na transformację! Resztę dowolnie!

_________________
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
3291361
Ch4os Płeć:Mężczyzna


Dołączył: 30 Gru 2003
Skąd: Kiełczów
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
PostWysłany: 06-02-2005, 12:27   

Teanah widząc trzymaną przez wampira kule ognia, chwycił Vhriza z kark i wszedł razem z nim w drzewo, wyszedł dośc blisko Akcium zaskakując walczącego z nią wampira cięciem miecza, nie było ono silne lecz natychmiast wampir został unieruchomiony... zamarzły w nim wszelkie płyny, atak Akcium rozbił go na kawałki. Wampiry z którymi walczył chwile wczesniej nie wiedziały gdzie podział się ich przeciwnik, dowiedziały się chwile później gdy spadł na nich grad lodowych pocisków , dzięki swemu wytrenowaniu zdołały uniknąć większości obrażen , lecz musieli rozwiać swoje ogniste kule, lub rzucić je sobie pod nogi . Śnieżynka znów zwrócił się do roślin tym razem z prośbą o nie atakowanie tych któży są po jego stronie, a także wyciągnął Vhriza z drzewa... Wampiry doszły już do siebie po ataku więc Tea i Akcium mieli tylko kilka chwil na przygotowanie się na atak...

_________________
"The vengeance of heaven is slow but sure!"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
9417262
Kai Płeć:Mężczyzna
the abominable one


Dołączył: 02 Paź 2004
Skąd: Z najgłębszych zakamarków podświadomości
Status: offline
PostWysłany: 06-02-2005, 13:28   

- Braciszku, jak miło cię znowu widzieć...
- Wzajemnie. Wiesz, chyba będę musiał podziękować temu Draakulowi.
- Jak? Mieczem wbitym w plecy?
- Jak ty mnie dobrze znasz. Ale dosyć już tych pogaduszek. Zbyt długo czekałem.
Po czym stojący chwycił wciąż leżącego na ziemi Kaia, nieco go unosząc. Już sam ubytek energii był kłopotliwy, nie wspomonając o zabiegach Drakuula. Nie wyglądało to ciekawie.
- Zabijesz mnie teraz? Bezbronnego?
- Ciebie to wtedy nie powstrzymywało.
- Rozkazy, przecież wie...
- Oczywiście. Ja przecież też je wypełniałem. I co mi z tego przyszło?
- Zdradziłeś.
- Zostałem zdradzony, tylko z powodu drobnego nieporozumienia.
Bliźniak wyraźnie tracił spokój... i czujność. Wypuścił Kaia, gdy białe pasmo jak ostrze miecza przebiło mu bark. Kai natychmiast przeniósł się parokrotnie w losowe miejsca w astralu. Liczył, że brat nie będzie wiedział gdzie, skoro sam tego nie wie. Przekonał się jednak, że się przeliczył, gdy poczuł uścisk na szyi.
- Widzę, że wcale nie jesteś taki bezbronny.
- Cóż... znalazłeś mnie... wciąż jesteśmy połączeni?
Odpowiedział mu jedynie uśmiech odbicia. Tak wredny uśmiech, jak to tylko możliwe. Po chwili pasek materiału, przed chwilą broń, teraz wiszący już bezwładnie z rękawa został wyrwany. Dosyć boleśnie, w końcu to fragment jego osoby. Sam Kai zaś został dosyć mocno rzucony, rozbijając się o jakąś ścianę. Jednak to nie wystarczyło. Po chwili ponownie znalazł się w stalowym uścisku.

_________________

Zetrzyj uśmiech z twarzy...
Poddaj się uczuciu bezsilności...
Przestań walczyć...
Zrezygnuj...


Ostatnio zmieniony przez Kai dnia 06-02-2005, 17:41, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
 
Numer Gadu-Gadu
5826822
Sm00k
-Usunięty-
Gość
PostWysłany: 06-02-2005, 14:29   

Czego odemnie chcecie? Wysylacie mnie, trzy dni po zakonczeniu ostatniego zlecenia, nieprzygotowanego, bez wsparcia i sprzetu, do swiata ktorego nie znam, i wy chyba zreszta tez nie. I oczekujecie postepow?`
-Przyznaje, operacja zostala zorganizowana nieco chaotycznie- jedyna kobieta za stolem przemowila cichym glosem- niemniej po tobie mozna sie bylo wiecej spodziewac.
-Tym bardziej, iz miales wsparcie..moje- trzeci rozmowca, mezczyzna o twarzy ukrytej za maska, mial wyjatkowo szyderczy ton- czyzby moje blogoslawienstwo nie wystarczylo?
-O, przydalo sie. Tylko na niewiele zda sie, gdy wariat konserwowy probuje ci uciac glowe mieczem.
-Jesli to zrobi, bedziesz musial doliczyc kolejne dziesiec lat do umowy, smiertelniku.
-...Czego oczekujecie?
-Zdecydowanych dzialan. Szybkiego rozwiazania sprawy.
- Lokalnych trunkow- dodal zamaskowany.
-Da sie zrobic. Ale poki co moje cialo nadaje sie co najwyzej do roli kotwicy.
-O to sie nie martw, moj drogi- kobiety usmiechnela sie zyczliwie po raz pierwszy od rozpoczecia rozmowy- do tej chwili powinienes byc 'naprawiony'
-Nie bede sie z toba, Pani, sprzeczal.
Rozmowa przeciagnela sie jeszcze. Po pol godzinie Vhriz z poszarzala twarza (co u drowow bylo odpowiednikiem smiertelnej bladosci) opuscil sale zawieszona posrod chaosu.
Bogowie. Jakze on nie cierpial z nimi rozmawiac.
Powrót do góry
Wyświetl posty z ostatnich:   
Strona 44 z 55 Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 43, 44, 45 ... 53, 54, 55  Następny
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików
Nie możesz ściągać załączników
Dodaj temat do Ulubionych


Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group