FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  Galeria AvatarówGaleria Avatarów  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5 ... 12, 13, 14  Następny
  Lunar & Lila quest
Wersja do druku
LunarBird Płeć:Mężczyzna
Chaos Master & WSZ


Dołączył: 30 Maj 2005
Skąd: Hellzone
Status: offline

Grupy:
Lisia Federacja
PostWysłany: 28-11-2006, 17:21   

Lunar uśmiechnął się smutno. Kucnął przy niej.

- Zostań z nami - powiedział. - Lilę może znowu spotkać coś niedobrego, a nie dorównuje mi odpornością na ciosy. Będę spokojniejszy wiedząc, że jesteś w pobliżu. Jeśli będziesz miała kłopoty, pomogę ci. Tak jak ty pomogłaś nam.

_________________
Cytat:
- Mulder... To jest... to chyba żółć...
- Powiesz mi jak to z siebie zdjąć zanim stracę kamienną twarz?
"The X-Files", #4 "Squeeze"


Autor posta: rip LunarBird CLH
Przejdź na dół Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
5146592
 
Numer ICQ
Lila Płeć:Kobieta
BAKA Ranger


Dołączyła: 19 Wrz 2006
Skąd: [CENSORED]
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
Fanklub Lacus Clyne
Lisia Federacja
Omertà
PostWysłany: 11-12-2006, 13:31   

Dziewczyna sie zarumienila...

Lila podczolgala sie do nich...
- zostan, wiele ci zawdzieczam.... - podlala jej reke... - porsze zostan z nami...

( ona raczej nie odpisze :P wiec ok - powiedzmy, ze zostala i poszla spac :P )

_________________
" Twas brillig, and the slithy toves, did gyre and gimble in the wabe;
All mimsy were the borogoves, and the mome raths outgrabe.~ "

Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
LunarBird Płeć:Mężczyzna
Chaos Master & WSZ


Dołączył: 30 Maj 2005
Skąd: Hellzone
Status: offline

Grupy:
Lisia Federacja
PostWysłany: 11-12-2006, 13:58   

Lunar skrzywił się lekko, widząc Lilę. Powinna odpoczywać!

- Uparciuchu... - powiedział niespodziewanie miękkim tonem, biorąc ją w ramiona. - Czy to nie oczywiste, że powinnaś odpoczywać? Niepokoiłem się o ciebie i nadal się niepokoję.

Przytulił ją do siebie. Mocno. Jakby się bał, że znowu coś się jej stanie, że znowu będzie musiał z nią walczyć.

- Dlaczego nie wypiłaś wszystkiego, głuptasie? - zapytał z lekkim wyrzutem. - Miałabyś teraz więcej sił, a ja i tak zregenerowałbym się do tej pory. Mówiłem, że to mnie nie zabija, nie wierzysz mi?

_________________
Cytat:
- Mulder... To jest... to chyba żółć...
- Powiesz mi jak to z siebie zdjąć zanim stracę kamienną twarz?
"The X-Files", #4 "Squeeze"


Autor posta: rip LunarBird CLH
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
5146592
 
Numer ICQ
Lila Płeć:Kobieta
BAKA Ranger


Dołączyła: 19 Wrz 2006
Skąd: [CENSORED]
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
Fanklub Lacus Clyne
Lisia Federacja
Omertà
PostWysłany: 12-12-2006, 09:11   

- To ty jesteś głupcem, myśląc, że będę piła twoją krew… - czuła w głębi duszy, że coś jej na to nie pozwala…

Mrok ogarniał polane… ognisko zaczynało się dopalać… Luna delikatnie skulona i owinięta własną peleryną spała blisko zarośli… Pod jednym z okazalszych drzew, oparci o pień siedzieli – a raczej on siedział, a ona leżała opierając się o niego…

- Już nie będę… przepraszam… ja naprawdę nie chciałam. – wtuliła się mu w ramię. Gdyby on wiedział co naprawdę kryło się za jej maską, gdzieś w niej. Tliło się uczucie, ale bała się to pokazać światu. Lepiej dla niej… nie… lepiej dla nich obojga, by nie wiedzieli. Ale ona wiedziała, a ten ciężar był ogromny. Bała się, że sama go nie udźwignie.
- Idź spać kocie, jutro spróbujemy ruszyć dalej. – w jego głosie było coś dziwnego, bał się kontynuować podróż ?
- Ale chce też mieć swoje zdanie… - spojrzała mu w oczy – jeśli nic tam nie znajdziemy, w tych ruinach. Następnym przystankiem będzie Zakon 9-ciu Mieczy. Wiem, że to daleko. Nie zdołamy udać się tam na piechotę. Będziemy musieli znaleźć jakiś ( samolot? ) środek transportu.
- Ale wiesz, że tam zawsze pada śnieg…
- Wiem to doskonale, a ja chce go pierwszy raz zobaczyć... – zerwała kontakt wzrokowy… ziewnęła ukazując w mroku małe kły wilkołaka. Czuła się zmęczona, nadal nie odzyskała pełni sił. – słyszałam, że jest biały i zimny…
- Tak to prawda. Jest nieskazitelnie biały, czasem ludzie mówią, że to puch który anioły zimą strzepują z piór w darze dla ludzi. Jest zimny, a każdy płatek jest niepowtarzalny… taka mała gwiazdka. Zobaczysz jeszcze go wiele… a wiesz co jest najmilsze? – spytał i spojrzał na Lilę. Niestety ta już spała. Zamilkł… pozostał sam na sam ze swoimi myślami… także zmęczonym wzrokiem spoglądał w niebo na gwiazdy… ani jednej chmurki… Przyniesie im to szczęście… W końcu kurde, przydało by się im go trochę. Miał już dość tych dziwnych przypadków. Oczy same odmówiły posłuszeństwa…

***
Nie wstał by tak wcześnie, nawet upierdliwe słońce świecące w twarz dały by się znieść gdyby nie zapach jedzenia… Otworzył jedno oko by się rozejrzeć

Przy ognisku Lila i Luna w najlepsze rozmawiały o panującej modzie i plotkach na-czasie; Zajadając jajecznice!! Lunar już bardziej przytomny dosłownie przeteleportował się koło paleniska.
- Są dwie wiadomości Dobra i Zła – dziwnie zaczęła Lila.
- To ja poproszę najpierw tą dobrą; z rana nie lubię tych złych…
- Luna miała jajka i zrobiłyśmy jajecznice…
- To wspaniale – Lunar uśmiechał się nie tylko na twarzy ale także i w duszy coś mu się śmiało… aż ciekła mu ślinka od zapachu… Luna opychała się ostatnim swoim kęsem… popijając herbatą by móc przełknąć, tyle napakowała do ust.
- No właśnie, dla ciebie nie tak wspaniale – Lunar troszkę się skrzywił… - bo już nie ma… przepraszamy… ale… no nie starczyło dla ciebie… - Luna szybko odbiegła gdzieś w krzaki by się nie posikać ze śmiechu… Lila spuściła głowę i czarną płachtą zakrywała twarz, by nie pokazywać uśmiechniętych kłów… Lunar miał taką minę, jakby dostał kowadłem…

*Nie starczyło dla mnie…*

- Nie martw się, zostały nam sucharki… - Lila przygryzając język, by nie zaśmiać się w głos, palcem pokazała metalową puszkę… - możesz zjeść… - Lecz gdy z pobliskich zarośli dobiegł szyderczy rozpaczliwy śmiech Luny która dłużej już nie mogła, Lila też się nie powstrzymała… zwinęła się stamtąd w przeciwnym kierunku niż Luna w pobliskie krzaki… ale ich śmiech dało się słyszeć pewnie z mile dalej…

Biedny Lunar musiał zadowolić się sucharami… Usiadł pod drzewem, z puszką w rękach. Oblizał się, na myśl, ze chociaż coś zje…
- Nie starczyło dla mnie… szczyt wszystkiego… jak mogło dla mnie nie starczyć! – powtarzał pod nosem… Otworzył puszkę, by zajrzeć o środka… < oczy wyszły mu z oczodołów… > JEDEN SUCHAR!!!

Luna wyszła z krzaków zakrywając twarz, bo ledwo co się opanowała… Wystarczyło, że spojrzała na Lunara i z powrotem z prędkością światła znikła w zaroślach i po chwili znowu było słychać śmiech…
Biedny Biedny Lunar zadowolił się tym co miał… powoli delektował się smakiem sucharka…
- Lepsze to niż nic nic…

Lila tak się uśmiała, że aż na czarnej płachcie w którą była ubrana było widać, że się opluła… ( jak ktoś nie pamięta, koszula jej się rozdarła )
- Skąd masz takie ciuchy?
- Powiedzmy, że Luna mi pożyczyła… - płachta wyglądała trochę jak meksykańskie panczo, lecz na czarnym płótnie widniały wyszyte srebrną nicią runy ochronne. Luna wiedziała, co jej daje… może wcale nie jest taką złą adeptką magii? Jeśli w ogóle nią była…

_________________
" Twas brillig, and the slithy toves, did gyre and gimble in the wabe;
All mimsy were the borogoves, and the mome raths outgrabe.~ "

Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
LunarBird Płeć:Mężczyzna
Chaos Master & WSZ


Dołączył: 30 Maj 2005
Skąd: Hellzone
Status: offline

Grupy:
Lisia Federacja
PostWysłany: 12-12-2006, 17:27   

Lunar słysząc śmiech Luny i Lili skrzywił się, jakby ktoś go spoliczkował. Jego twarz przybrała kamienny wyraz, zaś on sam po skończeniu suchara zajął się obserwacją chmur na niebie tak pilnie, jakby od tego zależało jego życie. Zastanawiał się, czy powinien pójść na polowanie, ryzykując pozostawienie Lili z Luną. Zastanawiał się też, na co właściwie polować.

Po chwili wachania wstał. Jego grobowy nastrój wziął w nim górę nad zdrowym rozsądkiem. Ignorując zdumione spojrzenia Lili i Luny rozwinął skrzydła i jednym uderzeniem wzbił się wysoko w błękit nieba. Gdyby któraś z dziewczyn pochwyciła jego spojrzenie, zapewne pożałowałaby niedawnego śmiechu. Oczy Lunara błyszczały złocistymi żrenicami Shinma. Ktokolwiek wejdzie mu teraz w drogę, zapłaci bardzo, bardzo wysoką cenę. Cenę krwi. Cenę życia.

Powrócił po jakiejś godzinie. Zwinął skrzydła, usiadł pod drzewem i zamknął oczy. Lila i Luna spojrzały po sobie niepewnie. Lila natychmiast wyczuła, że Lunar pił krew. Zabił kogoś. A miał taką minę, jakby miał ochotę zabijać dalej. Nie znosił, kiedy robiono sobie z niego żarty. Nie był do końca pewien, czy to co wyczuł od Lili nie było tylko jego własnym wymysłem. Ale myśl, że to własnie ona sobie z niego zakpiła zdecydowanie nie poprawiała mu nastroju.

- No co? - mruknął niechętnie, bardziej wyczuwając niż dostrzegając zaszokowane spojrzenia dziewczyn. - Każdy ma własne sposoby na zaspokajanie głodu - dodał tonem zimnym niczym góra lodowa.

_________________
Cytat:
- Mulder... To jest... to chyba żółć...
- Powiesz mi jak to z siebie zdjąć zanim stracę kamienną twarz?
"The X-Files", #4 "Squeeze"


Autor posta: rip LunarBird CLH
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
5146592
 
Numer ICQ
Luna Płeć:Kobieta
Gdzieś tam...


Dołączyła: 25 Lis 2006
Skąd: dom mój tam, gdzie serce me
Status: offline

Grupy:
WIP
PostWysłany: 12-12-2006, 20:07   

- Czy… czy, to na twoich ustach… to… to jest… krew… - Luna wytknęła Lunara palcem. Skazując na czerwoną plamkę w kąciku ust. Lekko się wzdrygnęła i przesunęła do tyłu i bliżej Lily.

- Hmm… - Lunar wyciągnął z kieszeni lusterko i chusteczkę – A to. Tak, a czemu ? – stwierdził spokojnie wycierając krew z twarzy.

( widzieliście kiedyś scenę w slayerach jak dzieje się cos dziwnego i główna bohaterka odwraca się tyłem i z dziwnymi twarzami rozmawiają za czyimiś plecami… )

Luna i Lila siedziały do Lunara tyłem. Luna przesłaniając usta ręką szeptała do Lily…
- Wiesz co? Trzeba my było zostawić tej jajecznicy…
- Chyba masz racje, wiesz?



Gdy po chwili się obejrzały Lunar siedział z nieprzytomnymi oczami i z otwartą buzią na ten widok…
- Można wiedzieć o co chodzi? – dźwięk wydobył się z jego ust chociaż nawet ich nie zamknął… ( widziałeś kiedyś Azumange Daioh? – tam jest taki nauczyciel zboczony – to właśnie taką miałeś minę )

Luna nie wytrzymała… rozkraczone nogi nagle się złączyły, ale nie udało jej się powstrzymać… zaczęła tak się śmiać, że aż popuszczała… Lila niestety widząc tą sytuacje, choć przeważnie zachowywała się poważnie ( przeważnie zachowuje się poważnie – Paktofonika ) potykając, czmychała ku zaroślom by Lunar nie widział jej w tym stanie…
Lego zdziwiona mina powiększyła swój wyraz zdziwienia… do takiego stopnia, że nawet wiewiórki siedzące na pobliskim drzewie pospadały z gałęzi nie mogąc utrzymać równowagi ze śmiechu…

_________________
Leżę i czekam aż zło przeminie, jak nie przeminie... Poleżę jeszcze...
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Lila Płeć:Kobieta
BAKA Ranger


Dołączyła: 19 Wrz 2006
Skąd: [CENSORED]
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
Fanklub Lacus Clyne
Lisia Federacja
Omertà
PostWysłany: 12-12-2006, 20:08   

Gdy obie dziewczyny się pozbierały. Luna umyła i przeprała w świeże, nie osikane ciuchy… Grupa ruszyła w podróż… Luna od czasu do czasu używała zaklęcia Flash Back by jeszcze raz z pamięci przypomnieć sobie minę Lunara… i biegała po krzakach szukając miejsca, gdzie by nie było słychać jej rechotu… Lila starała się powstrzymać.

Po kilku ładnych godzinach marszu doszli do okazałego muru… Był ogromny…

- Zapomniane miasto… - stwierdziła Luna.
- Co to za miejsce? – Lila chyba naprawdę nie wiedziała, gdzie jest…
- Ludzie uważają to miasto za stolice świata… największe i najwspanialsze miasto w tej krainie. Perłą miasta jest stary ratusz, zamek, katedra oraz wielki pchli targ… - Lunar spojrzał na dziewczyny… spostrzegł, że ich nie ma… przechodziły już obok strażników w bramie miasta… dogonił je w milczeniu.

- Witam panienki. Skąd tak piękne przybywają. – strażnik starał się być aż zbyt miły…
- Z daleka i tylko na chwile… przejazdem…
- Zapraszamy serdecznie, wieczorem odbędzie się festiwal Ognistego Lisa… Miło by było, gdyby panienki pozostały w mieście chociaż jedną noc…
- Chyba skorzystamy… - Dziewczęta przeszły przez bramę kiwając już strażnikowi… Lunar dopiero do niej dobiegł…

- A ty dokąd? Obcym wstęp wzbroniony do miasta w czasie Festiwalu…
- Ale ja…
- Nie wchodzisz…

Lila wróciła się pod bramę…
- Ten pan z nami, to służący…
- A to panienkę przepraszam – powiedział strażnik wpuszczając lunara do miasta…

Lunar wszedł, ale jego mina nie była zbyt miła…

_________________
" Twas brillig, and the slithy toves, did gyre and gimble in the wabe;
All mimsy were the borogoves, and the mome raths outgrabe.~ "

Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
LunarBird Płeć:Mężczyzna
Chaos Master & WSZ


Dołączył: 30 Maj 2005
Skąd: Hellzone
Status: offline

Grupy:
Lisia Federacja
PostWysłany: 12-12-2006, 21:11   

"Ciekawe jak szybko by zwiewał, gdyby wiedział, kto obok niego przeszedł?" - szyderczo pomyślał Shinmazok. - "Pewnie pobiłby rekord świata."

Lila i Luna oczywiście natychmiast zajęły się buszowaniem po mieście w poszukiwaniu wszelakich drobiazgów niezbędnych każdej kobiecie. Lunar żadnych drobiazgów niezbędnych każdemu mężczyźnie nie znalazł, więc zadowolił się obserwowaniem obu dziewczyn z odpowiedniej odległości. I z odpowiednim wyrazem twarzy.

_________________
Cytat:
- Mulder... To jest... to chyba żółć...
- Powiesz mi jak to z siebie zdjąć zanim stracę kamienną twarz?
"The X-Files", #4 "Squeeze"


Autor posta: rip LunarBird CLH
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
5146592
 
Numer ICQ
Lila Płeć:Kobieta
BAKA Ranger


Dołączyła: 19 Wrz 2006
Skąd: [CENSORED]
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
Fanklub Lacus Clyne
Lisia Federacja
Omertà
PostWysłany: 12-12-2006, 21:49   

Dziewczęta znikły z zasięgu wzroku Lunara... Chodził i czukał ich po całym mieście... ale ani śladu...

Gdy już się zapadał zmrok... lunar stwierdził, że może czegoś się napije... Knajpa była pełna... usiadł gdzieś w rogu i zamówił piwo... Po chwili do knajpy weszła Luna i już od drzwi machała ręką do chłopaka w koncie. Nagle zaczęła pokazywać palcami drzwi wejściowe...

Przez próg Pubu przeszła młoda dziewczyna... Ubrana w błękitną pelerynę z pod której widać było pomarańczową koszulkę. Spódniczka przed kolana - również błękitna... pomarańczowe podkolanówki z białym paskiem przebiegającym pod kolanami ślicznie zgrały się z błękitnymi adidasami... Na uszkach widniały dwie błękitne kokardki... wyglądała jak bezbronna dziewczynka...
Lila stanęła na jednej nodze, drugą podniosła lekko do góry. Przymrużyła jedno oko i puściła całuska do Lunara... Wszyscy mężczyźni którzy do teraz siedzieli ze szczenami do podłogi z wyrazem czystej nienawiści spojrzeli na chłopaka w koncie...
Lunar się skrzywił...

- Na mnie nie patrzeć! - wymachiwał rękoma... w geście z zobojętnienia...

Lila usiadła koło niego i wtuliła się w ramię...
- Jak wyglądam? - zapytała mrucząco jak kotka...

Na dworze dało się słyszeć wystrzały... Luna przylgnęła nosem do szyby...
- Fa... Fa... FAJERWERKI!!!!!!!!

* No tak... jest już wieczór... Zaczyna się festiwal... *

- Lunar, możemy pójść na festiwal? - Luna zrobiła wielkie, maślane oczka do Lunara...

_________________
" Twas brillig, and the slithy toves, did gyre and gimble in the wabe;
All mimsy were the borogoves, and the mome raths outgrabe.~ "

Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
LunarBird Płeć:Mężczyzna
Chaos Master & WSZ


Dołączył: 30 Maj 2005
Skąd: Hellzone
Status: offline

Grupy:
Lisia Federacja
PostWysłany: 13-12-2006, 02:22   

Lunar zignorował spojrzenia klientów lokalu. Nie wiedział, czemu tak lubił, jak Lila wtula się w jego ramię i w sumie mało go to obchodziło. Objął ją ramieniem.

- Wyglądasz olśniewająco - powiedział, po czym zmierzył kilku już się podnoszących z miejsc facetów takim spojrzeniem, że natychmiast klapnęli spowrotem na miejsca.

- A co do festiwalu - zwrócił się do Luny z krzywym uśmiechem - to przecież i tak już zdecydowałyście za mnie, prawda? No dobra, bo mi następnym razem nawet suchara nie zostawicie...

Wyszedł z lokalu z Lilą demonstracyjnie przytuloną do jego ramienia. To dziwne uczucie wyższości było dla niego zupełnie nowe, nie omieszkał się jednak nim cieszyć, dopóki mógł. Za każdym razem, gdy tylko ktoś skrzyżował z nim spojrzenia, natychmiast cofał się, najwyraźniej zniechęcony do jakiejkolwiek konfrontacji. Jego oczy wyraźnie mówiły, co zostanie z ewentualnego śmiałka. Nikt nie był dostatecznie głupi, by to sprawdzić w praktyce.

We trójkę udali się na teren festynu. Z jakiegoś powodu tuliła się do niego tym bardziej, im więcej mężczyzn na nich patrzyło. Ale Lunarowi to ani trochę nie przeszkadzało. Posyłał nazbyt ciekawskim swoje firmowe spojrzenie. Wystarczyło.

Na wieczornym niebie strzelały wesoło jaskrawe pióropusze sztucznych ogni. Trzeba było przyznać, że było na co popatrzeć. Układały się w najrozmaitsze kształty, wirowały, tańczyły, rozsypywały się i na powrót składały w całość. Luna podstakiwała, klaskała w dłonie i piszczała z uciechy. Lila również śledziła pokaz z zapartym tchem, ani na chwilę jednak nie odkleiła się od ramienia Lunara. Co prawda wiązało się to z dodatkową porcją wścibskich spojrzeń, z tym jednak Shinmazok potrafił radzić sobie nie od dzisiaj. I chyba obserwowanie tego bawiło Lilę. Nie miał jednak nic przeciwko temu. Potrafil to do pewnego stopnia zrozumieć.

Była już noc, kiedy pokaz się skończył. Plac jednak nie opustoszał. Luna gdzieś zniknęła, w zwiążku z czym Lunar i Lila zostali sam na sam na ławeczce, otoczeni przez rozmawiające szeptem zakochane pary. Lila jeszcze bardziej przytuliła się do ramienia Shinmazoka. Jakby chciała mu coś przekazać tym uściskiem.

Powolnym ruchem odgarnął jej kosmyk włosów z czoła. Nie poprzestał jednak na tym. Zaczął się bawić jej kosmykami włosów, przeczesując je delikatnie palcami. W sumie nie wiedział, dlaczego to robi. Po prostu taki go naszedł nastrój. Dziewczyna z zamkniętymi oczami wsłuchiwała się w nocną ciszę.

_________________
Cytat:
- Mulder... To jest... to chyba żółć...
- Powiesz mi jak to z siebie zdjąć zanim stracę kamienną twarz?
"The X-Files", #4 "Squeeze"


Autor posta: rip LunarBird CLH
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
5146592
 
Numer ICQ
Lila Płeć:Kobieta
BAKA Ranger


Dołączyła: 19 Wrz 2006
Skąd: [CENSORED]
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
Fanklub Lacus Clyne
Lisia Federacja
Omertà
PostWysłany: 13-12-2006, 10:28   

Lila delikatnie przybliżyła się do jego twarzy... Otworzyła oczy i jej wzrok spotkał się jego... jej oczy błyszczały błękitem... zamknęła je... nachyliła się bardziej... i jej usta zetknęły się z jego ustami... Nagle się poderwała... potrząsnęła głową i uciekła płacząc... znikła gdzieś w mroku za rogiem budynku...

_________________
" Twas brillig, and the slithy toves, did gyre and gimble in the wabe;
All mimsy were the borogoves, and the mome raths outgrabe.~ "

Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
LunarBird Płeć:Mężczyzna
Chaos Master & WSZ


Dołączył: 30 Maj 2005
Skąd: Hellzone
Status: offline

Grupy:
Lisia Federacja
PostWysłany: 13-12-2006, 16:15   

Lunar zamrugał. To było zupełnie jak sen. Najpierw niespodziewany dotyk jej miękkich ust na jego ustach, a potem nagle bez powodu rozpłakała się i uciekła. Domyślał się, co to oznacza. Czuł się dziwnie, wybuchowa mieszanka szczęścia, zdumienia, zaniepokojenia i poczucia winy. Po przecież płakała i wyglądało to tak, jakby płakala przez niego. Z niedowierzaniem dotknął swoich ust. Zastanawiał się, czy jej poszukać, czy zostawić ją samą sobie. Nie, nie mógł jej zostawić.

Podniósł się i ruszył w ślad za nią. Mrok nocy nie był dla niego przeszkodą, w końcu który Kanshisha czy Mazoku ma problemy z widzeniem w ciemnościach. Ale szedł powoli. Zapewne mogła go i tak usłyszeć. Nie chciał ryzykować, że ją przestraszy. Jeśli będzie chciała, to pozwoli mu się odszukać. Ale nie chciał jej zakłócać spokoju, jeśli nie chciała go z jakiegoś powodu oglądać na oczy.

_________________
Cytat:
- Mulder... To jest... to chyba żółć...
- Powiesz mi jak to z siebie zdjąć zanim stracę kamienną twarz?
"The X-Files", #4 "Squeeze"


Autor posta: rip LunarBird CLH
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
5146592
 
Numer ICQ
Lila Płeć:Kobieta
BAKA Ranger


Dołączyła: 19 Wrz 2006
Skąd: [CENSORED]
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
Fanklub Lacus Clyne
Lisia Federacja
Omertà
PostWysłany: 13-12-2006, 16:45   

Lila otarła łzy... czemu uciekła... czemu... teraz gdy mogła mu powiedzieć... przestraszyła się... po prostu... nie potrafiła...

Siedziała na daszku pod gołym niebem... spoglądała na gwiazdy... Poczuła krople spadające jej na twarz... deszcz zaczął padać nagle... jak nagle zaczęły jej lecieć z oczu łzy... deszcze jej nie przeszkadzał... czekala...

_________________
" Twas brillig, and the slithy toves, did gyre and gimble in the wabe;
All mimsy were the borogoves, and the mome raths outgrabe.~ "

Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
LunarBird Płeć:Mężczyzna
Chaos Master & WSZ


Dołączył: 30 Maj 2005
Skąd: Hellzone
Status: offline

Grupy:
Lisia Federacja
PostWysłany: 13-12-2006, 17:41   

Nie wiedział, skąd mu przyszło do głowy, gdzie jej szukać. Może to dlatego, że to on ją przemienił. Dość, że wylądował cicho na dachu za jej plecami. Nachylił się i objął ją ramionami, osłonił ogromnymi skrzydłami. Płakała. Nie chciał, by płakała.

- Już dobrze... - szepnął jej do samego ucha. - Jestem przy tobie...

Z płaczem rzuciła mu się w ramiona, wtuliła się w nie. Milczał. Pozwalał jej się wypłakać. Wiedział, że coś burzy jej spokój i podejrzewał, co to jest. Bo i sam też od jakiegoś czasu był trochę inny, niż wcześniej. Ale nie poganiał jej.

Krople deszczu cichutko wystukiwały o powierzchnię dachu swoją tajemniczą melodię. Lunar wiedział, co Lila mu prawdopodobnie powie. I wiedział, co on powie jej. Ale pozwalał jej się wziąść w garść. Zapewne chciała to powiedzieć sama, bez wyręczania.

_________________
Cytat:
- Mulder... To jest... to chyba żółć...
- Powiesz mi jak to z siebie zdjąć zanim stracę kamienną twarz?
"The X-Files", #4 "Squeeze"


Autor posta: rip LunarBird CLH
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
5146592
 
Numer ICQ
Lila Płeć:Kobieta
BAKA Ranger


Dołączyła: 19 Wrz 2006
Skąd: [CENSORED]
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
Fanklub Lacus Clyne
Lisia Federacja
Omertà
PostWysłany: 14-12-2006, 09:33   

Lila wtuliła się w Lunara… choć wcale tego teraz nie chciała… poczuła w koło siebie skrzydła… jak ją otulają… Jej oczy rozbłysły czerwienią Berserka… Odepchnęła Lunara z taką siłą, że prawie spadł z dachu i zaczęła uciekać. Przeskakując z budynku na budynek…
Lunar ruszył za nią w pogoń. Miał do niej coraz większy odstęp aż w końcu zgubił ją za rogiem jakiegoś budynku… deszcz zaczął padać tak mocno, że tworzył wręcz nieprzeniknioną kurtynę… Chłopak stanął w miejscu… rozejrzał się w koło by znaleźć jakieś miejsce schronienia przed deszczem…

Nieopodal zauważył pewne zadaszenie… natychmiast się tam udał. Schował okazałe skrzydła… nieprzytomnie spoglądał przed siebie na deszcze… Co takie zrobił? Czemu ona uciekła…

- Nie uciekłam… - zza rogu pod daszek weszła cała mokra dziewczyna… - po prostu… bałam ci się przyznać, że cię… - podeszła do Lunara… przyłożyła mu dłoń do twarzy… - bo ja cię… kocham… wiesz?

_________________
" Twas brillig, and the slithy toves, did gyre and gimble in the wabe;
All mimsy were the borogoves, and the mome raths outgrabe.~ "

Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Wyświetl posty z ostatnich:   
Strona 4 z 14 Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5 ... 12, 13, 14  Następny
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików
Nie możesz ściągać załączników
Dodaj temat do Ulubionych


Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group