FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  Galeria AvatarówGaleria Avatarów  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 7, 8, 9 ... 34, 35, 36  Następny
  Forgotten Realms
Wersja do druku
Karel Płeć:Mężczyzna
Latveria Ruler


Dołączył: 16 Kwi 2009
Skąd: Who cares?
Status: offline

Grupy:
Syndykat
WOM
PostWysłany: 04-09-2009, 22:25   

Karel odczytał wiadomość od Velga. Cóż ta opcja może się przydać w razie czego.
- Jak tam ruchy wojsk nieprzyjaciela?
- Spokojnie sir ale przez powalone mury łatwo dostaną się do środka.
- Nie obawiajcie się żołnierzu.....mam plan.
-Sir! - wparował inny podwładny otwierając z rozmachem drzwi....
-Mówiłem żeby mi nie przeszkadzać.
- Ale sir to bardzo ważne! - Karel wstał i ruszył ku żołnierzowi.
- Lepiej żebym JA uznał to za ważne w przeciwnym, wypadku osobiście obetnę ci to i owo. Prowadź.... - pośpieszyli korytarzem. Po drodze Karel zgarnął Kitkarę i dalej podążyli już we trójkę. W pokoju czekała na nich Sasayaki. Doktor kostuch kręcił się wokół niej i mierzył ją różnymi przyrządami. W tej chwili akurat szerokość źrenicy. Gdy podeszli bez odwracania się mruknął by sobie poszli. Gdy jego prśba została zignorowana odwrócił się tylko po to by zadrzeć głowę do góry by spotkać się z gniewnym wzrokiem Karela. Kostuch tylko przełknął ślinę po czym wymamrotał coś o toalecie i wyszedł z pokoju. Szermierz to zignorował, Kitkara wydawała się rozbawiona a Sas zkonfundowana reakcją lekarza.
- Najwyższy czas. Nie wiem dlaczego przybyłaś akurat teraz ale masz dobre wyczucie czasu nawet jeżeli mimowolne. Twoja pomoc może się przydać. Mam nadzieję że masz jakieś doświadczenie w walnych bitwach bo na moje oko tą halabardą machasz dość sprawnie - pułkownik nie czekał na odpowiedź, zamiast tego wyjął zza pazuchy mapę i rozwinął ją na stole - To jest mapa okolicy. Wojska wroga usytuowały się tu - pokazywał odpowiednie punkty na mapie - Możemy rozegrać to z minimalnymi stratami ale potrzebuję waszej pomocy dziewczęta. Mój plan wygląda tak.......

_________________
"So come forth, Avenger. It is time to put our lingering dispute... to an end!"
Przejdź na dół
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Kitkara666 Płeć:Kobieta
Ave Demonius!


Dołączyła: 17 Lis 2008
Skąd: From Hell
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
Syndykat
PostWysłany: 04-09-2009, 23:29   

- Wybacz Karelu - zwróciła się do niego dziewczyna - bardzo bym chciała w tym uczestniczyć ale otrzymałam już inne rozkazy od Velga. Jeśli będziesz mnie szukał ide przygotować się do wymarszu z wojskiem.

Opuściła ich nie czekając aż ktoś zada pytania. Udała się najpierw do żołnierzy głównego oddziału. Upewniła się że wszystko jest gotowe po czym udała się przebrać w nową zbroję, którą przygotował dla niej Kemi.

- Zrobiono ją z moich łusek, więc nie musisz się obawiać uszkodzenia - zapewnił, - Może i wygląda jak tunika, aby nie sprawiała ci żadnych trudności podczas walki. Poza tym wypolerowałem Sata.

- Jej, Kemi, nie musiałeś tak się trudzić, ale dziękuję ci bardzo - pocałowała go w policzek na co czarnowłosy się lekko zarumienił.

- Może tym razem, dla odmiany będe ci towarzyszył jako koń? Tak, aby ludzie się nie przestraszyli. Jako kobieta na koniu będziesz wyglądać bardziej zaufanie i dostojniej.

- Mój drogi, nie ważne w jakiej formie będziesz, ważne że nie będe tam sama - pogładziła go po włosach. - Ale masz racje, koń to miła odmiana. Jednak, czy Kirina można nazwać koniem? W końcu nie jesteś byle pospolitym zwierzem.

- Tak, masz racje, ale dla mnie to bez różnicy.

- Ale dla mnie nie - rzekła surowo - przygotuj wszystko dla mnie jeśli możesz. Pójdę się zrelaksować trochę.

- Dobrze.

Poszła na pustynię nie daleko obozu. Oparła się o jedną z wydm i patrzyła w niebo, na płynące spokojnie obłoki.

_________________
Don't let them ever tell you that you're too small
'Cause your fate comes from within
You are strong forever, you heard the call
In the night the crimson light is bleeding
A new life shall start with a freedom heart
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź blog autora
 
Numer Gadu-Gadu
28180514+-+jak+coś+dać+znać+jeśli+ktoś+chce+pisać+zemną+na+gg+najpierw+mailem+albo+na+pw
Karel Płeć:Mężczyzna
Latveria Ruler


Dołączył: 16 Kwi 2009
Skąd: Who cares?
Status: offline

Grupy:
Syndykat
WOM
PostWysłany: 04-09-2009, 23:57   

- Nie pojechałaś więc jeszcze? - stwierdził Karel zbliżając się ku niej. Wiatr się zmagał i majtał jego włosami i płaszczem na wszystkie strony.
- Nie mogę długo zostać ale proszę nie rób nic nierozważnego ja.....ja nie chciałbym by coś ci się stało - sięgnął do kieszeni na piersi i wyjął małą rzecz.....Kitaka ujrzała że to mała rzeźba wyrzeźbiona z obsydianu. Przedstawiała lotos.
- Próbowałam znaleźć prawdziwy ale więdły zbyt szybko. Weź go proszę na....szczęście....do zobaczenia jak wrócisz - odwrócił się szybko by nie zobaczyła jak się rumieni. Wracając do miasta szedł powoli by się uspokoić. Odetchnął raz czy dwa i wszedł do pokoju by porozmawiać z Sasayaki tylko że.....tej tam nie było. Jego zaskoczenie zamieniło się w zirytowanie a następnie w furię chwycił przechodzącego właśnie korytarzem żołnierza ( przy czym przekonał się że również jest to kobieta) po czym przycisnął ją do ściany.
- Gdzie jest Sasayaki?! - był tak zdenerwowany że zapomniał o Lady.
- N-nie wiem sir....stwierdziła że ma coś do załatwienia po czym zniknęła. Doktor również wyszedł.
- Ghraah! - warknął Karel i puścił podwładną. Zdenerwowanie dosłownie wyciekało z niego.
- Czy ja wszystko muszę robić sam?! Kit dostała rozkazy rozumiem - mruczał gniewnie do siebie - Sasayaki w sumie mogła również - chłodne rozumowanie pokonywało powoli gniew - tylko że zostałem tutaj sam z tym Spartakusem....właśnie Spartakus.
Pułkownik zwrócił się do jednego z żołnierzy pełniącego wartę przy któryś tam drzwiach.
- Ty tam! Przyślij Spartakusa do mojego gabinetu.....mam do niego prośbę. -
Po czym nie czekając nawet na salut ruszył dalej zamiatając korytarz płaszczem. Zdenerwowanie przeszło mu jak ręką odjął. Jego plan ruszy a jak dobrze pójdzie to ten mięśniak nie będzie go więcej trapił. Szermierz wyszczerzył zęby w uśmiechu.

_________________
"So come forth, Avenger. It is time to put our lingering dispute... to an end!"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Sasayaki Płeć:Kobieta
Dżabbersmok


Dołączyła: 22 Maj 2009
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
WOM
PostWysłany: 05-09-2009, 05:52   

Czarodziejka i doktor Kostucha
- I ten mężczyzna wyrwał ci butelkę zanim zdołałaś go ostrzec?
- Tak.- Sasayaki opowiedziała historię swojej rany doktorowi. Łącznie z krótkim epizodem kiedy jej przewodnik zwyczajnie jej ją ukradł krzycząc że należy mu się za pomoc.
- To chyba był imp butelkowy. Każde życzenie jakie spełnia skraca życie a pozbyć się go można tylko sprzedając taniej niż się kupiło.

Zszył i opatrzył jej ranę i nakazał odpocząć przynajmniej dziś. W międzyczasie przybył do niej Gujin. Powiedział że w wiosce wszystko dobrze a jej uczeń zrobił ogromne postępy ucząc się z książek, które zostawiła. Były to dobre wieści, właściwie nie musieli tam już wracać. Powiedziała Gujinowi by pożegnał od niej wieśniaków i sprowadził tu Kryla i Ryjówkę. Sama zaś udała się do miejsca skąd dochodziły złowieszcze wrzaski Karela.

_________________
Gdy w czarsmutśleniu cichym stał,
Płomiennooki Dżabbersmok
Zagrzmudnił pośród srożnych skał,
Sapgulcząc poprzez mrok!

Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź blog autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
 
Numer Gadu-Gadu
9349483
Kitkara666 Płeć:Kobieta
Ave Demonius!


Dołączyła: 17 Lis 2008
Skąd: From Hell
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
Syndykat
PostWysłany: 05-09-2009, 13:02   

Dziewczyna lekko zaskoczona nie zdążyła nawet podziękować mężczyźnie za prezent. Uśmiechnęła się lekko i schowała go do jednej z licznych kieszeni swojej niezwykłej peleryny, w której znikało wszystko. Powróciła do rozmyślania kładąc się wygodnie na wydmie. Jej spokój niestety nie trwał zbyt długo, bowiem podszedł do niej jakiś wojskowy.

- Wasza Wysokość, już jesteśmy gotowi do wymarszu - poinformował. - Marszałek Rajmund, kłaniam się nisko.

Dziewczyna popatrzyła na niego. Westchnęła i wstała.

- Zatem w drogę, im szybciej wyruszymy tym szybciej powrócimy z kolejnym zwycięstwem - rzekła pogodnie.

Powróciwszy do ustawionych w odpowiednim szyku żołnierzy wskoczyła na grzbiet Kemiego.

- Wojownicy! - Krzyknęła do swoich ludzi - jestem tu by z pomocą Rajmunda poprowadzić was ku zwycięstwu. Jestem świadoma, że wielu z waszych towarzyszy nie zawsze wraca kiedy ja nimi dowodzę... tym razem dam z siebie wszystko, by strat w ludziach było jak najmniej. - Uniosła Sata w górę - to nie ja tu jestem najważniejszą, tylko wy. Liczę na was!

Wszyscy unieśli pięści w górę wspólnie krzycząc. Dziewczyna ruszyła w stronę szlaku prowadzącego do Gheldaneth. Rajmund jechał ramię w ramię z nią zerkając nie pewnie na smocze łapy jej Kirina.

- Czy coś nie tak Rajmundzie?

- Niesamowitego masz wierzchowca, pani.

- To jest Kirin. Normalnie posiada zwykłe kopyta, ale zważywszy na miękkie piaski, te łapy są wygodniejsze. Jak widzisz kopyta koni zapadają się i zwierze szybciej się meczy.

Mężczyzna pokiwał zrozumiale głową. Wiele słyszał o tej kobiecie i w pewien sposób obawiał się jej jak większość ludzi. Ale jej siła i fakt że przecież są po tej samej stronie sprawiał że czół się bezpiecznie, szczególnie po jej przemowie.
Kitkara zerknęła ostatni raz w stronę miasta, gdzieś tam włóczył się Karel i Altek, oraz inni. Była ciekawa czy któreś z nich obserwuje jej wymarsz.

- Bądź czujny Kemi, gdzieś na szlaku są wojownicy Gheldaneth-u. Mogą zastawić na nas pułapkę.

- Spokojnie, na pewno ich wyczuję - rzekł telepatycznie do niej.

Posuwali się ostrożnie. Pomimo że słychać było tupot jej żołnierzy całkowicie skupiła się na otoczeniu. Uważnie obserwowała każde stworzenie po drodze. Kiedy znaleźli się w połowie szlaku ukuło Kemiego uczucie nie pokoju, a w powietrzu dało się wyczuć obcy zapach. Zatrzymał się, to samo uczyniła reszta.

- Po woli zaczyna zapadać zmrok - rzekł Rajmund.

- To najmniejszy jak na razie z naszych problemów.

- Co masz na myśli?

- Prawdopodobnie nie daleko czeka na nas komitet powitalny. Ale nie mogę wyczuć kto to i jak jest silny.

- Zatem wyślę zwiadowcę.

- Poczekaj. Niech pięciu magów przejdzie na tyły i pięciu tu do nas. Niech rzucą tarczę ochronną w razie czego, a ty bądź ostrożny jestem tu przede wszystkim by cię ochronić. Ja rozejrzę się z góry.

Jednym susem Kirin zmienił się w czarnego smoka. Rajmund słyszał pogłoski tylko, nie chciał wierzyć że istnieje takie stworzenie jak zmiennokształtny smok. Teraz przekonał się na własne oczy.
Magowie wykonali jej polecenie. Kitkara szybując nad nimi dostrzegła nie przyjaciela jakieś dwa kilometry przed nimi. Ukryci za wysokimi wydmami szykowali tuzin przerośniętych skorpionów i niesamowitych biało srebrnych wilków. Mogła łatwo ich teraz zaatakować, ale chciała dać się zabawić innym. Zanurkowała w dół podczas gdy Kemi zamienił się na powrót w Kirina lądując miękko w piasku.

- Tak, to zasadzka. Posiadają wielkie skorpiony i wilki.

- Myślisz że damy im rade, pani? - zapytał Rajmund.

- Ja mogę zając się stworami, ale też nie wszystkimi. Ostatnio spotkałam się już ze skorpionami, ale był zemną Karel. Teraz jest ich tam tuzin i wilki.

- W takim razie magowie zajmą się skorpionami razem z łucznikami, a reszta wilkami i ludźmi.

- Dobrze, ja pomogę magom.

Rajmund przekazał odpowiednie rozkazy swoim ludziom. Ci ustawili się w odpowiedni szyk. Czujni ruszyli dalej.
W okolicy panowała niepokojąca cisza. Wszyscy czujni starali się wydawać jak najmniej hałasu. Nagle spod złotej płachty piasku wyłonił się pierwszy skorpion, za nim dwa kolejne, a następnie reszta "komitetu powitalnego".

- Tylko zachowajcie spokój! - Kitkara zeskoczyła z Kemiego - pilnuj marszałka.

Rzuciła się z kosą na pierwszego stwora. Akcja była szybka: najpierw stwór zaatakował kolcem następnie szczypcami, ale niczym nie zdołał trafić dziewczyny. Już chciała odciąć mu kolec przy następnym ataku, kiedy coś silnego rzuciło się jej na plecy powalając na ziemię. Był to jeden z białych wilków. Zdołał drasnął ją kłem w obojczyk, odwróciła się kopiąc go boleśnie między nogi obutymi w glanopodobne buty stopami. Zwierze tylko pisnęło zwijając się w kłębek. Skoczyła w górę na grzbiet skorpiona. Zerknęła na pole bitwy, jej ludzie wygrywali. Najwięcej problemu było z tymi skorpionami. Stracili już jednego maga. Zamachnęła się przepijając pancerz. Skorpion zasyczał i padł po woli. Dziewczyna podbiegła do martwego maga sprawdzając czy jednak da się coś zrobić. Niestety było za późno. Chwyciła jego duszę, którą właśnie wyłoniła się z ciała i pożarła ją dołączając do pozostałych jakie przechowywała w sobie. Nie daleko padł kolejny skorpion. Ludzie i wilki padali jak muchy pod gradem strzał i ostrzy jej ludzi, resztę zakończył Kemi po czym przyłączył się do niej. Jednym oddechem smoczego ognia stopił pancerz i upiekł wnętrzności skorpiona. Razem szybko uporali się z nimi. Nie były jednak tak silne, jak te, które spotkała kiedyś.

- Dobra robota! - zawołała do wojowników kiedy już było po wszystkim. - Rozbijcie obóz i odpocznijcie. Pięćdziesięciu na straż.

Poszła zebrać duszę poległych zanim uciekną.

- Nie jest taka zła co? - zapytał Kemi Rajmunda już w ludzkiej postaci.

- Kim ty jesteś?

- Smokiem.

Mężczyzna otworzył oczy ze zdziwienia na co Kemi wzruszył ramionami.

- Chyba nie jest pan przyzwyczajony do takich "atrakcji".

- Nie, masz rację.

Położył dłoń na ramieniu marszałka.

- Ma pan okazje się przyzwyczaić.

_________________
Don't let them ever tell you that you're too small
'Cause your fate comes from within
You are strong forever, you heard the call
In the night the crimson light is bleeding
A new life shall start with a freedom heart
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź blog autora
 
Numer Gadu-Gadu
28180514+-+jak+coś+dać+znać+jeśli+ktoś+chce+pisać+zemną+na+gg+najpierw+mailem+albo+na+pw
Altruista
-Usunięty-
Gość
PostWysłany: 06-09-2009, 14:11   

A tymczasem w Podmroku trójka ludzi w mundurach MAC przeciskała się ciasnymi korytarzami jednej z wielu jaskiń. Towarzyszyły im magiczne ogniki, a na czele grupy szedł podpułkownik Dewey Novak. Za nim szli jego adiutanci: Romulus i Remus. Byli to bracia bliźniacy, straszliwi zabójcy na usługach Novaka.

- Panie podpułkowniku - odezwał się Remus - Daleko to jeszcze? Bo mam nieodparte wrażenie, że chyba zabłądziliśmy.

- Nie - Novak poprawił czapkę na głowie. - Więcej wiary w ludzi, Remus. Cały czas idziemy zgodnie z mapą Sasayaki. Niedługo powinno nam się ukazać wyjście z tej ciasnej dziury.

No i okazało się, że Novak miał racje. Po dwóch godzinach przeciskania się ciasnymi korytarzami wyszli w końcu z jaskini i znaleźli się na gigantycznym obszarze. Wszędzie wokół panował mrok. Ogniki rozproszyły się po okolicy, starając się oświetlić bohaterom drogę. Novak rozejrzał się uważnie, po czym wskazał dłonią niewielki wzniesienie.

- Idziemy w tamtym kierunku. Nasz cel znajduje się już niedaleko. - Po tych słowach ruszył w stronę, którą wskazał, a bracia ruszyli za nim. Po niecałych piętnastu minutach znaleźli się na szczycie wzniesienia.

- Spójrzcie - Novak wskazał dłonią świecące w dole jaskrawym kolorem liczne budowle, o dziwnych nienaturalnych kształtach. - Oto Podziemny Imaskar.

Reakcje mieszkańców podziemnego miasta na nowo przybyłych była do przewidzenia. Gdy tylko zauważyli zbliżającą się w ich stronę trójkę bohaterów, wezwali straże. Dwudziestu rosłych Imaskarich otoczyła bohaterów i wymierzyła w nich włócznie. Novak mógł się teraz wyraźnie przyjrzeć mieszkańcom. Byli oni nawet trochę podobni do ludzi, mieli tylko strasznie bladą cerę i większe od ludzi oczy. Byli też dobrze zbudowani. Novak zauważył jeszcze, że wszyscy mieszkańcy nosili się na czarno i prawie każdy z nich miał na palcu założony jakiś dziwny pierścień.

Jeden ze strażników wypowiedział kilka slow w stronę Novaka. Podpułkownik pokręcił głową nie rozumiejąc ani słowa. Strażnicy wymienili między sobą jakieś uwagi, po czym ten sam strażnik odezwał się ponownie, ale tym razem w języku drowów.

- Czego chcecie? Po co żeście tu przybyli? - Novak doskonale znał język drowi. Uśmiechnął się pod nosem i odpowiedział w tym samym języku.

- Przybywamy jako posłowie Bractwa Melior Absque Chrisma i chcemy rozmawiać z władcą Podziemnego Imaskari.

- Posłowie? No i co z tego, niby dlaczego mamy cie zaprowadzić do naszego pana? - Strażnik spojrzał podejrzliwe na Novaka.

- Bo mam to - Novak wyjął teraz to co chował pod szatą, Na widok tego, strażnicy aż się cofnęli. Dało się słyszeć też głośne westchniecie. Novak trzymał w dłoni berło. Piątą Imaskarcanę.

Niedługo później, lord Illis Khendarhine wstał ze swojego kamiennego tronu i spojrzał groźnie na Podpułkownika. Novak, wraz ze swoją dwuosobową świtą, znajdował się teraz w kamiennym pałacu władcy Deep Imaskari. Oprócz nich w sali audiencyjnej nie było nikogo. - On musi być naprawdę potężny, skoro nie otacza się żadną ochroną. - pomyślał Novak. Lord Illis Khendarhin wyglądał, jakby był ciosany w kamieniu. Jego ciało było idealnie wyrzeźbione, a jego niebieskie oczy aż kipiały potęgą.

- A więc - Lord zwrócił się do bohaterów. - Czego chcecie ode mnie posiadacze Imaskarcany?

- Niewiele - Novak zrobił krok do przodu. - W zamian za wiedzę - tu Novak złożył owinięte w tkaninę berło pod nogami Lorda - chcemy akcesu twojego miasta do naszego imperium, oczywiście przy zachowaniu autonomii miejskiej. I uznania przez twój lud i ciebie naszego Boga - kica.

- A dlaczego miałbym się na to zgodzić? Nie znam waszego boga...

- Ale wiem, że ci strasznie zależy na dawnej wiedzy. Wiem też doskonale ze bez niej wasze magiczne miasto zniknie. W kościele naszego Boga, są dalsze części tego, co was łączy z przodkami. Jeśli do nas przystaniecie, pozwolimy wam z nich skorzystać. Poza tym mój lud walczy z potomkami dawnych buntowników, którzy strzaskali Imaskar. Na pewno słyszałeś co się dzieje nad tobą. Wątpię by to do ciebie nie dotarło.

- Wiecie o nas dużo, a my o was tak niewiele. Poza tym jakim cudem weszliście w posiadanie Imaskarcany?

- Zabraliśmy ją złodziejom. - Novak zmrużył swoje oczy. - Lordzie, posłuchaj... Mogę ci nawet zaproponować dofinansowanie na renowację miasta, budowę nowej siedziby Rady... Co chcesz. Jesteśmy w stanie dać wam wiele. Wystarczy tylko, że się do nas przyłączycie i przyjmiecie wiarę w kica. To przecież niedużo... A chyba chcecie powrócić do lat świetności?

- Dobrze - Lord usiadł ponownie na swoim tronie, w dłoni trzymał berło. - Musze to wszystko przemyśleć. Jutro dam ci odpowiedz, a do tego czasu skorzystasz z naszej gościny.

- Straże - w pomieszczeniu zmaterializowali się nagle, dwaj rośli Strażnicy.

- Zaprowadźcie naszych gości do ich pokoi, niech sobie odpoczną.

Gdy opuścili salę lord Illis Khendarhine spojrzał uważnie na berło.
- Tego potrzebujemy, no ale oni są tacy... - Postać Novaka Lordowi się bardzo nie spodobała. Sondował go magiczne podczas rozmowy i odkrył w nim straszną ambicję. Ale mimo wszystko ten człowiek mówił prawdę. To dziwne Bractwo było w posiadaniu reszty artefaktów. Władca siedział jeszcze długo na swoim tronie dumając nad tym wszystkim.
Powrót do góry
Daerian Płeć:Mężczyzna
Wędrowiec Astralny


Dołączył: 25 Lut 2004
Skąd: Przestrzeń Astralna (Warszawa)
Status: offline

Grupy:
Tajna Loża Knujów
PostWysłany: 06-09-2009, 20:16   

Silverymoon. Miasto stanowiące centrum Silver Marches, miejsce zamieszkania Lady Alustriel Silverhand, jednej z Siedmiu Sióstr. I miejsce, w którym narodził się najniezwyklejszy sojusz, jaki widziały Krainy. Tu spotkał się Daerian z Siedmioma Siostrami, Khelbenem i Elmisterem, a razem z nimi przesiadywała królowa Amlaruil Moonflower. A także z Gromphem. I z siedmioma spośród ośmiu zulkirów. Razem z nimi obradowali przedstawiciele Najwyższych Harf. Wysłannicy z Neverwinter i Wrót Baldura. Burmistrz z Dziewięciu Miast. I wielu innych.
Ostatnim, choć nie najmniej znaczącym członkiem posiedzenia był Darkspear, książę Untheru, niezwykle zainteresowany w wyniku posiedzenia.

Wszyscy wiemy, po co się tutaj zgromadziliśmy - rozpoczął Daerian - nie traćmy więc czasu i mówmy nie o tym, czy obcy stanowią zagrożenie, lecz o tym jak mu zaradzić.

Obrady trwały jednak długo, a kłótnie wielokrotnie je przerywały. Dawne zaszłości i nienawiści raz po raz odżywały i zbierały żniwo. Jednak ostatecznie sojusz zawarto. Mistyczna pieczęć związała wszystkich (poza Daerianem, Darkspearem (choć o nim nikt nie wiedział) i Wybrańcami Mystry, których szczególny status uniezależniał od Splotu) i decyzje zapadły. Celem stowarzyszenia stała się ochrona Krain przed najazdem tajemniczych obcych przybyszów, obu ich grup - tyle bowiem było już jasne.

Niewiele trzeba pisać o zobowiązaniach elfów, czy krasnoludów, ani miast portowych. Prawdziwym przełomem była natomiast zmiana oblicza Thay - zmiana, która, jak Daerian wiedział, była nie do uniknięcia... ale Czerwonym Magom wydawała się niezwykła. Obalenie Szass Tama oznaczało wielkie zmiany, a sojusz z tyloma potencjalnymi klientami otwierał drogę podboju ekonomicznego... jak przynajmniej sądzili zulkirzy. Thay stawała się kupiecką magokracją, o potędze armii i ekonomii mającej stanowić ważniejszy punkt na mapie świata niż ich niegdyś wielkie imperium zła.
Sam zamach był prosty i krótki... wyśledzenie filakterium plus dość szybka akcja teleportacyjna brygady paladynow i kapłanów Lathandera okazała się wystarczająca. Rozpoczęła się nowa era.

Wielu zastanawiało się, co chciał osiągnąć Gromph... przywiązany do tradycji i wierny swojemu domowi drow. Niewielu wiedziało natomiast, że plany Grompha wykraczały poza zwykłe spojrzenie drowów. Wiedział o szerokich wpływach Bregan D'arthe i o możliwościach, jakie dawała powierzchnia... a tym samym pragnął wywalczyć sobie do niej dostęp. Co więcej, planowana akcja osłabiała wszystkie miasta... ale Menzoberranzan miało na niej utracić najmniej, dzięki jego pośrednictwu. Do tego zaś obawiał się tego, co się może stać. Wieści o działaniach shadovarów z Pomroku, zakusy do Immaskarich... wciągnięcie w walkę beholderów.
Ręce wroga sięgały do Podmroku, a wiedział, że może oznaczać to koniec poróżnionych drowów. Znalazł więc sposób - niezwykły, jednak skuteczny. Zjednoczona siłą i wolą jego i Endariona, dwóch najpotężniejszych domów w całym Podmroku powstała armia, jakiej świat nie wiedział od czasów wojen między rodzinami elfów. Pięć tysięcy drowich żołnierzy, wymieszanych i porozmieszczanych, pozbawionych jedności domów - a tym samym zawiści. Oddziały formowały się w miastach, a potem wyruszały do punktu zbiorczego - armia przygotuje się już wkrótce. Gromph sam zajął się zaś przygotowaniem magów.
Czemu jednak przystąpił do sojuszu? Proste. Zapewnił mu on ochronę przed innymi rasami powierzchni, a także wielkie możliwości na przyszłość. Oraz, czego sam nie chciał przyznać, zwiększenie możliwości realizacji dawnych marzeń...

Nadszedł czas, by Krainy ruszyły do wojny.

Harfiarze wyruszyli. W miastach i Krainach rozległy się pieśni i słowa, ostrzegające przed zdradliwym językiem obcych przybyszów. Kolejne miejsca odwracały się całkowicie od wpływu najeźdźcy. A był to dopiero początek...
Bowiem i dawne łupy najeźdźcy odwróciły się od niego... w Turmishu Elminster osobiście wyrwał władcę spod wpływu mrocznej istoty i przywrócił mu własną wolę, bezwarunkowo zyskując go dla sojuszu. Waterdeep pod potężnym wpływem Moonstars, Khelbena i jego żony zamknęły swe bramy i uszy Lordów na wrogie wpływy.
Jednak prawdziwym cios padł w Cormyrze...
Wymagało to wielu wysiłków i środków, ale ostatecznie uszy Alusair Obarskyrc otworzyły się na prawdę. Pomoc w walce z orkami i odbudowie państwa nie mogła się równać w jej świadomości ze zdradą, jakiej dopuściły się siły Caladana... zawarcie paktu z Shadovar, znienawidzonymi istotami cieni było niemożliwe do wytrzymania przez regentkę. Te istoty, które zalały Auranoch, oraz pogrążyły w cieniach Tilverton, były w nadal w stanie wojny z Cormyrem. Rany były zbyt głębokie i zbyt świeże.
Pewne znaczenie miał również fakt szczodrych darowizn, których nie szczędził Daerian - ale to już inna historia.

Armie w każdym miejscu Krain, będącym członkiem sojuszu formowały się. Gdy będą gotowe, wyruszą do Thay, by tam zając się widocznym wrogiem... lecz równie gotowe były, by walczyć z mniej znanym, choć jeszcze bardziej bezlitosnym i znienawidzonym wrogiem.

_________________
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
3291361
Karel Płeć:Mężczyzna
Latveria Ruler


Dołączył: 16 Kwi 2009
Skąd: Who cares?
Status: offline

Grupy:
Syndykat
WOM
PostWysłany: 06-09-2009, 21:01   

Wojska Gheldaneth wkroczyły do Nelderild. Było cicho.....bardzo. Wiatr hulał po ulicach i trzaskał nie zamkniętymi okiennicami. Jechali główną ulicą, strzeliste budynki strzelały po obu jej stronach. Tylko ona była wystarczająco szeroka by pomieścić całość wojsk.
- Najpierw nie ma wroga a teraz to..... - odezwała się generał. Wyglądał staro a z jego twarzy biło doświadczenie.
- Taka pustka. Jak w mieście duchów. Może powinniśmy się wycofać? A jeśli to zasadzka?
- Rozsądne żołnierzu ale obiecaliśmy Nelderild pomoc. Poza tym cła armia tych najeźdźców z znikąd nie mogła się tu schować.....zobaczylibyśmy ich.
Nagle ciszę przerwał odgłos klaskania połączonego ze zgrzytem metalu. Z zaułka co najmniej 50 metrów przed armią wyszła samotna postać o długich czarnych włosach. Ubrana w czarny napierśnik i takież nagolennice wraz ze rękawicami metalowymi na wierzchu które przywodziły na myśl szpony.
- Doskonała dedukcja generale.....pewnie się wszyscy zastanawiacie się kim jestem.
- Owszem - dopowiedział sędziwy wojownik - co tu się stało? Gdzie są wojska najeźdźców?
- Zostały odesłane a ,,lojalni" mieszkańcy są w drodze do Skuld gdzie zostaną przeszkoleni. Mufufufu proszę się nie dziwić skąd mam te informacje. Nazywam się Karel i to ja zdobyłem to miasto.
- CO?! Ty jesteś dowódcą najeźdźców?
- Ależ skąd jestem tylko dowódcą armii swoją drogą część sił udało się w odwrotnym kierunku niż ten o którym mówiłem wcześniej. Na moje oko w tej chwili szturmują
Gheldaneth...
- Słucham?!
- Jak widzisz generale tak myślałeś o pomocy innym że zapomniałeś o pomocy sobie. Szkoda że to twoja ostatnia lekcja - Karel zaklaskał. Generał obejrzał się za siebie. Daleko za nim i jego wojskami u bram zobaczył sylwetki żołnierzy Kościoła. Niebo również przestało być czyste bo unosiły się nad nimi wojownicy Zakonu Nieba.
- Nie wiem w jakich bogów wierzysz generale ale przekaż im pozdrowienia ode mnie. Być może do nich wpadnę. - Karel uśmiechnął się triumfalno - demonicznie i pstryknął palcami. Na ten sygnał z pod budynków po obu stronach ulicy rozległy się huki eksplozji.
Wyniosłe wierze zatrzęsły się a następnie zawaliły prosto na wojska przeciwników MACu. Większość zginęła pod gruzami. Ci którzy zachowali się przy życiu lub uniknęli pogrzebania żywcem zostali wyeliminowani przez wojska Bractwa. Gdy kurz się rozwiał Karel ujrzał że generał nie żyje. Jego czaszka została zgruchotana przez cegłę. Żołnierz z którym rozmawiał wcześniej leżał obok ze złamaną nogą. Karel podszedł do niego i położył mu dłoń na głowie. Palce solidnie chwyciły czaszkę.
- L-litości...
- Przykro mi...nie mam nastroju - odrzekł szermierz po czym skręcił mu kark.
- To by było na tyle. Teraz może będę miał trochę czasu dla siebie. - po raz kolejny pstryknął a z budynku obok wyłoniła się postać która się skłoniła przed szermierzem.
- Dostarcz mi listę najbliższych smoków w okolicy. Gatunek nie ma znaczenia - ten skłonił się i wyszedł.
- Czas na relaksację na polowaniu - rzekł pułkownik odchodząc od gruzowiska.

_________________
"So come forth, Avenger. It is time to put our lingering dispute... to an end!"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Sasayaki Płeć:Kobieta
Dżabbersmok


Dołączyła: 22 Maj 2009
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
WOM
PostWysłany: 07-09-2009, 07:43   

Gdy Karel się odwrócił zobaczył za sobą dwie znajome postacie. Jedną z nich była Sasayaki a drugą brat Joseph. Po mężczyźnie widać było trudy podróży. Głównodowodzący skrzywił się. Był wściekły na dziewczynę za to że tak nagle znikneła a teraz nagle przychodzi i najwyraźniej ma do niego interes.

-Czego?!- rzucił.
-Cóż... czy mógłbyś pożyczyć mi kilku żołnierzy?- spytała nieśmiało czarodziejka.
-Że co? Potrzebuje ich. Z resztą po co ci oni.
Odpowiedział mu Joseph.
-Z roskazu Pierwszego Sekretarza Bractwa, Sasayaki otrzymała status emisariusza MAC. Chcemy byś przydzielił jej pięciu ludzi by ją eskortowali.
-No wiesz żeby było formalniej- dodała dziewczyna wzruszając ramionami.
Szermierz przewrucił oczami i zastanowił się chwilę, po czym poprosił Joshepha o coś do pisania. Zrobił listę pięciu żołnierzy i wręczył ją dziewczynie.
-Z tych chłystków i tak nie ma pożytku.- rzucił jeszcze na odchodnym.

Nieco później przy kolacji Joseph i Sasayaki zastanawiali się nad najlepszym sposobem spotkania z osobą, do której zostali wysłani. Był to nie byle kto, sam przywódca tajemniczego Bractwa Równowagi- Caladan. Do kogoś takiego nie można po prostu wpaść na herbatę. Ciężko będzie się z nim w ogóle spotkać, a co dopiero nawiązać stosunki dyplomatyczne.

-Myślę- zaczęła dziewczyna- że najlepiej będzie jeśli wyślemy mu wiadomość iż pragnę się z nim spotkać. Niech sam wybierze czas i miejsce.
-Taak... tak chyba będzie najprościej. Dobrze spróbuję jakoś to załatwić.

_________________
Gdy w czarsmutśleniu cichym stał,
Płomiennooki Dżabbersmok
Zagrzmudnił pośród srożnych skał,
Sapgulcząc poprzez mrok!



Ostatnio zmieniony przez Sasayaki dnia 07-09-2009, 19:39, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź blog autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
 
Numer Gadu-Gadu
9349483
Velg Płeć:Mężczyzna


Dołączył: 05 Paź 2008
Status: offline

Grupy:
Tajna Loża Knujów
PostWysłany: 07-09-2009, 17:20   

Danactor, najwyższy rangą kapłan Gonda i emisariusz władców Lantanu, przybył do Untheru wprost przez gnomi portal. Wiele złego słyszał o Untherze – tamtejsi władcy mieli sprzedać duszę za sojusz z drakoliczami, handlować niewolnikami i atakować druidów. Tym jednak sobie głowy nie zaprzątał – zawsze przecież powtarzał, że „prymitywne społeczeństwa mają swe dziwactwa, a i tak są lepsze niż obrzydłe drzewoluby, co im dymek z fabryki przeszkadza.” Otrzymał wezwanie.

Tak czy owak, królewscy siepacze okazali się być zdumiewająco cywilizowani. Nie nastawali na życie kapłana, tylko odeskortowali go do Strefy 51. Tam zaś, wraz z gnomem, który wysłał do niego zaproszenie, znalazł dziwny statek.

Gondzie dobry, toż to ta złota żyła, o którą się całe życie modliłem! – pomyślał rozradowany. Pierwszy raz zobaczył tak skomplikowany mechanizm, który nie potrzebował ani trochę magii do wprawienia w ruch. Do tej pory nie sądził, aby taka sztuka była możliwa – a teraz stanęła przy nim niepowtarzalna szansa rozwinięcia technologii Lantanu do niesłychanego poziomu.

- Badacze! Poświadczam, że odnaleziono latającą fortecę, pewną dziwnych technologii. Cały personel powinien się przygotować do magicznego transportu celem zbadania znaleziska. Z kolei niezwykle dostojnych gości upraszamy o pozostanie w bazie, gdyż poziom tajności jest zbyt wysoki, aby dopuścić do badań kogoś, kto nie jest naszym sojusznikiem...
- Co...?! Ale...!
– wrzasnął kapłan, lecz chwilę później jedną z najszybszych decyzji swego życia – Prowadźcie do najbliższego untherskiego przedstawiciela dyplomatycznego. – dodał.

Dwie godziny później, kościół Gonda i Lantan, skuszone możliwością przeprowadzenia epokowych badań, zawarły sojusz z Untherem.

***


Tymczasem, w Soonenarze wywieszano białą flagę na znak bezwarunkowej kapitulacji. Władcy miasta byli ludźmi dzielnymi, jednakże wiadomość o inkorporowaniu Akanaxu do nowego królestwa Chessentii (z tymczasową stolicą w Mordkulin) była ponad ich siły. Z pomocą króla Hippartesa, sojusz pozostałych miast chessenckich miałby szansę zwycięstwa, jednakże bez niego – znajdował się na pozycji z góry przegranej. Soonenar zaś przegrywało tym bardziej, że nie było widać inne miasta skłonne do udzielenia pomocy.

Wychodziło więc, że dzięki zamachowi stanu dokonanego przez lorda Hippartesa Młodszego (dowódcy armii i syna króla Hippartesa) ku zjednoczeniu kraju dokonał się kolejny krok. Tym bardziej wspaniały, że praktycznie bezkrwawy – bowiem stary monarcha nie był głupcem i pod groźbą mieczy zrzekł się większości władzy na rzecz Rady Stanu, dowodzonej przez swego własnego syna. Z kolei, aby zjednać sobie lud i zapewnić dziedziczność, Hippartes Młodszy zgodził się na inkorporację Akanaxu do Chessentii, w zamian żądając zachowania Rady Stanu, nadania ojcu tytułu książęcego i wprowadzenia dziedziczności urzędów...

***


Króla Rhyalda Darkspeara na kongresie nie było. Niemniej jednak, nim wraz z Daerianem uznał niestosowność uczestniczenia w tych obradach, przygotowywał się do udziału - i odebrał od swych sojuszników odpowiednie przysięgi - mające poświadczyć kompetencje do składania przysiąg w imieniu całego sojuszu. Słowa: „Przeto ślubuję paktu dotrzymać i wierności sprawie dochować. Przysięgi przez Rhyalda składane będą przysięgami moimi, a za sojuszników jego sprawę walczyć będę wiernie." wypowiedziało kilkuset ludzi - w tym Sammaster, Isimud, Furifax, Lareas, Fedor, Morscy Czarodzieje, Malowany Mag, Danactor z radą dwunastu, Xanathar, kilkanaście smoków, gnomie ekipy badawcze, Władca Cieni, ród Judeów, przywódcy mieszczan z Lutcheq, przedstawiciele junty z Akanaxu wraz ze swoim księciem, nowe władze Soonenaru wreszcie... Niektóre istoty przysięgały szczerze wierząc w sprawę, inne - świadome były nietrwałości takich przysiąg. Wszystkich zaś czekało zaskoczenie.

Kiedy tylko przebrzmiały słowa przyrzeczenia, rosły mag stojący koło króla zachichotał. Nie chciał jednak wyjawić, co go tak rozśmieszyło.

_________________
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
Kitkara666 Płeć:Kobieta
Ave Demonius!


Dołączyła: 17 Lis 2008
Skąd: From Hell
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
Syndykat
PostWysłany: 08-09-2009, 11:57   

Na horyzoncie widać już było obronne mury miasta Gheldaneth, a razem z nim majaczącą nie wyraźnie linię rzeki, której nazwy chwilowo Kitkara nie pamiętała. Jadący na swym koniu Rajmund zerkał nie pewnie w stronę Kemiego. Ten jakby czując jego wzrok zastrzygł uszami.
Panował niewyobrażalny upał, a na niebie nie było ani jednej chmurki, która mogła by zapowiadać deszcz, czy chociaż zapewnić odrobinę chłodu.

- Pani, nasi żołnierze ledwo znoszą ten upał. Poza tym, kończy nam się woda.

Dziewczyna odwróciła się by spojrzeć na wojowników. Rzeczywiście nie wyglądali najlepiej, na dodatek te zbroje. Zanim dotrą do celu mogą dostać udaru. Bez słowa odwróciła od nich wzrok myśląc co mogłaby z tym zrobić.

- W powietrzu unosi się słabo wyczuwalna mgiełka magii - poinformował Kemi.

- To pewnie... - nagle ją oświeciło (nie tylko słońce) - Rajmundzie, niech magowie ześlą deszcz. Wyślij też zwiadowcę, coś mi tu nie pasuje.

- Ależ, Wasza Wysokość, przyzywanie deszczu kosztuje ich sporo energii, w walce osłabną.

- Wolisz, aby inni nie dotarli nawet do bram miasta? - zwróciła się do niego.

Mężczyzna zamilkł. Wiedział że to najlepsze rozwiązanie. Za bardzo polegał na ich mocy, a magów jego zdaniem było za mało by jeszcze nadszarpywać ich siły przed walką. Wydał odpowiednie rozkazy. Jeden z piechoty ruszył na przód biegnąc truchtem. Kilka metrów przed nimi, zniknął.

- Co, na bogów?!

- Magia. Widok miasta w dali to tylko iluzja. Teraz, niech magowie przyzwą deszcz!

Wykonano rozkaz. Natychmiast nad ich głowami pojawiły się szare chmury, a następnie spadł deszcz. Krajobraz przed nimi zmienił się jak spływające po szybie krople ukazując kilka palm, trawę porastającą brzeg rzeki i ptaki. Miasto znajdowało się pół kilometra na prawo od szlaku. Kapłani musieli stworzyć iluzję, aby wojsko ominęło miasto. To znaczyło że chcą uniknąć bezpośredniego starcia. Z bramy miasta którą otworzono wyskoczyły te same wilki co wcześnie, towarzyszyły im czarne, większe oraz ponad tysiąc uzbrojonych mężczyzn, z murów dało się dostrzec drugie tyle łuczników.

- Znowu to samo. Formować szyk! - Zawołał Rajmund.

Kitkara zamyśliła się. Kemi przybrał formę nie dużego smoka. Pozwoliła mu nasycić głód, ale ma nie zabijać ludzi, tylko ich ranić, aby nie byli zdolni do walki. Sama stała z boku przyglądając się uważnie. Nie mogła jednak ukryć uśmieszku kiedy polała się pierwsza krew. Najbardziej zainteresowały ją wilki.
Wojownicy walczyli dzielnie. Lecz co było dziwniejsze jej przeciwnicy nawet nie mieli na sobie zbroi, tylko kolczugi i zwykłe miecze. Miasto wydawało się bogate i dzięki wodzie pełne życia i zieleni.
Na plecach Kitkary pojawiły się czarne skrzydła. Szybowała kilka metrów nad walczącymi. Poszybowała nad miasto, gdzie łucznicy, pomimo zafascynowania jej osobą przez owe skrzydła nawet jej nie zaatakowali. Wylądowała na jednym z budynków. Ludzie pochowali się w glinianych domach, lecz ten na którym siedziała był kopułą jakiejś świątyni. Kapłani nie uciekali przed nią, tylko patrzyli w oczekiwaniu. Zmarszczyła brwi. Czy oni pragną śmierci?

- Dlaczego nie bronicie się? - zapytała.

W odpowiedzi ukłonili się nisko. Pośród nich pojawił się mężczyzna z kobietą odziani w złoto.

- Nie możemy bronić się przed bogami - rzekł mężczyzna.

- Więc czemu się nie poddacie?

- Bo to byłaby hańba dla nas. - Odezwała się kobieta.

- Więc duma jest dla was ważniejsza niż życie?

- Nie, o pani - odpowiedział ponownie mężczyzna - nie śmiemy się sprzeciwić naszej bogini. Jeśli ona pragnie nas zgładzić, nie będziemy się poddawać, tylko dumnie przyjmiemy śmierć.

- Wasza bogini? - zdziwiła się.

Wszyscy kapłani padli na twarz, tak jak mężczyzna odziany w złoto. Tylko kobieta stała gotowa odpowiadać na jej pytania.

- Twoje przybycie zostało przepowiedziane o pani. Pokonałaś nasze święte bestie, co mogła uczynić tylko nasza bogini. Nasze życia należą do ciebie.

- Cholewka, troszkę to zagmatwane - podrapała się po policzku. Usłyszała za murami krzyki konających. - Zatem przygotujcie się na moje przyjście. Oczekuje uczty, schronienia oraz, eee.... jakiejś ceremonii poddania się, czy coś takiego.
Rozłożyła skrzydła powracając na pole walki.

- Wojownicy MACu, jaki i Faraona. Walka została zakończona!

Chwilę trwało aż wszyscy przestali i zwrócili się w jej stronę.

- Jako wasza bogini, rozkazuje wam powrócić do miasta wraz z rannymi i oczekiwać naszego przybycia. Nie zabijemy was jeżeli oddacie miasto pod moją władzę. Żołnierze MACu ogłaszam zbiórkę.

Wylądowała obok Rajmunda, który był ranny od strzały. Niebawem pojawił się przy niej też Kemi.

- Wasza Wysokość, co się stało?

- Dziwni są ci ludzie. Powiedzieli że jestem ich boginią i oczekiwali mojego przybycia, a nie poddawali się ponieważ uznali że to była by hańba dla nic i dla mnie... Czy coś takiego. W każdym razie oddali mi pokłon i szykują ceremonię.

- Wierzysz w to? Może to tylko zasadzka.

- Była tam kobieta odziana w złoto, Faraon i kapłani - wzruszyła ramionami - zajrzałam jej do umysłu. Mówiła prawdę. Ale jeżeli nie masz pewności zróbmy tak: magowie znają drogę powrotną, niech otworzą portal i wrócicie. A ja z Kemimi i kilkoma żołnierzami przekonam się o prawdziwości tego.

- Jesteś tego pewna? Walka nie była zbyt długa...

- Powiedź Velgowi i Altkowi, że miasto zostało podbite. Mi nic się nie stanie nawet jeśli to będzie pułapka. Po prostu zabije wszystkich - wzruszyła ramionami.

- Dobrze, skoro tego chcesz.

Dopilnowała by wszyscy bezpiecznie znaleźli się po drugiej stronie portalu po czym dosiadłszy Kemiego udała się do bram miasta, gdzie czekał na nią Faraon.

- Jesteśmy wdzięczni za twoją łaskę, o pani nasza - za nim znajdowali się kapłani a dalej mieszkańcy. - Proszę udaj się za nami do pałacu. Tam odbędzie się uczta na twą cześć.

Kiwnęła głową. Ludzie z zadowoleniem na ustach kłaniali się przed nią. Pałac był zbudowany z białego kamienia, ozdobiony złotymi wzorami błyszczał w świetle słońca. Przekraczając bramę dziedzińca pałacowego dziewczynę uderzyło piękno ogrodu i przyjemny chłód. Ogród był wielki, znajdujący się niemal nad samym brzegiem rzeki co nadawało roślinności odpowiednie nawilżenie gleby i niesamowitą rozmaitość roślin, oraz zwierząt mieszkających tam.

- To wszystko, Bogini, należy do ciebie teraz.

- Po uczcie, chce się tu przejść.

- Pozwól proszę, że najpierw po uczcie, przedstawię ci kogoś - ukłonił się Faraon.

- Dobrze.

_________________
Don't let them ever tell you that you're too small
'Cause your fate comes from within
You are strong forever, you heard the call
In the night the crimson light is bleeding
A new life shall start with a freedom heart
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź blog autora
 
Numer Gadu-Gadu
28180514+-+jak+coś+dać+znać+jeśli+ktoś+chce+pisać+zemną+na+gg+najpierw+mailem+albo+na+pw
Caladan Płeć:Mężczyzna
Chaos is Behind you


Dołączył: 04 Lut 2007
Skąd: Gdynia Smocza Góra
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
Omertà
Syndykat
WOM
PostWysłany: 08-09-2009, 20:08   

Jakiś czas temu

W przeszłości Roar „Niedoszły Ascedent” Lenhrir, był wyśmiewany przez innych Bogów w pewnym świecie jako nieudacznika i wybryk boskości. Nie potrafił usiedzieć boskim świecie dłużej niż kilkanaście dni , a zarazem nie miał żadnej domeny, co stanowiło precedens na skalę niemożliwości. Jego losy po wielu dziesiątkach latach złączyły się z losem Bractwa Równowagi. Szybko stał się jednym głównych przedstawicieli od spraw zewnętrznych ze względu wchodzenia na każdy boski panteon, nie mając domeny. Jednakże największy talentem było odnajdywania zapachu dusz bogów.

Roar był bardzo wkurzony, że musiał wrócić z urlopu. Chciał już zacząć na wszystkich wrzeszczeć, ale szybko jego gniew przygasł ze strachu. Zobaczył Atona, który odprowadził go po bazie, a później do jego leża. Wytłumaczył jak wygląda sytuacja i powiedział, co od nie go chcemy, a wytyczne miał dostać następnego dnia. Roar niepocieszony, zamknął oczy i zasnął. Następnego dnia rozmówił się z Atonem, który powiedział mu cały plan operacji. Dyplomata słuchał uważnie, pytając od czasu do czasu o szczegóły. Zastępca Caladana dał mu instrukcję, z którymi ma rozmówić ze Bóstwami, dając mu przy tym uprawnienia do negocjowania nowych warunków. Dał mu też Pierścień „Strażników Wrót Harmonii” Caladana i kazał mu koniecznie spotkać się z Asgorathem i poinformować go, że ostatni Wojownik Wrót Harmonii nie zginął. Resztę informacji jest w tekście. Po pewnej skontaktowali się Aranem, który poinformował o ataku wrogach i ucieczce z Inghom. Roar już wiedział, gdzie miał się wybrać. Musiał szybko działać. Atak Tsunami, mimo że mógł być pożyteczny w późniejszym czasie, ale bez dobrej opinii u Bogów żadna organizacja obcego świata nie miałaby szans na przeżycie. Jak zwykle musiał sprzątać po Caladanie. Sytuacja była delikatna. Jak Bogowie nie reagują. To znaczy, że nie mogą, a na pewno nie są ślepi. Przecież nie byliby Bogami jakby nie wiedzieli, co się dzieje na ich podwórku. Caladan dobrze przewidział, że po Czasie Kłopotów nie będę za bardzo kwapić, aby od razu reagować na otoczenie, obawiając się Lorda Ao. Trzeba było dobrze to rozegrać. Najpierw wyruszył w poszukiwania Asgoratha. Znalazł go po 3 dniach w jakiejś zapyziałej dziurze w jakimś tam światku boskim. Jego stan był daleki od życzenia. Cieszył się Roar, że nie musi wędrować dalej. Boski Dyplomata poinformował go co i jak. Ten obiecał pomóc, mimo że nie chciał za bardzo mieć nic do czynienia z Bogami Faerunu, ale zgodził się na prośbę Bractwa. Następnie Roar wyruszył do Bogów Natury, aby przeprosić ich za Tsunami, ofiarując im dary i pomysły, które miały w nie dalekiej ochronić naturę od brudów rozrastającej się cywilizacji. Byli wściekli, lecz zgodzili się, ponieważ Bractwo uratowało Druidów od niechybnej śmierci i pomogli w reperacji zniszczeń w Inghomie. Następnie poszedł do reszty Bogów. Trwało to wiele dni. Podczas spotkań Dobrzy Bogowie widzieli, że Caladan nie działał tylko dla swojego interesu, ale dla dobra ludności, mimo że jego praktyki były dalekie od ich ideału, co nieco radowało niektóre złe Bóstwa. Roar oferował warunki współpracy pomiędzy światami Bractwa i Faerunu, mając pod uwagę przeciwwskazania, ale prosząc o dyskrecję. Negocjacje przeciągały się przez kilka dni, a czas nieubłaganie płynął. O dziwo bogowie byli coraz bardziej skłoni do podpisania umowy z niewiadomych powodów, ale bardziej na ich warunkach. Po pewnym czasie została sporządzona umowa, w której obie strony zgodziły się rzucić na siebie Geass.

Bitwa

Ataki sił wroga był szybki i silny. Cała ekipa czekała na znak od Roara. Aton siedział spokojnie i palił swoją fajkę. Patrzył swoim wnikliwym wzrokiem na rozmieszczenie wojsk wroga i mówił wszystkim co mają konkretnie robić. Telamont informował jego z nudów kto kim jest i zastanawiał się w głębi umysłu, kiedy czmychnąć, albo zdradzić, gdyby naprawdę musiał, aczkolwiek za bardzo nie wychylał się z tym, bo przez ten czas poznał dosyć blisko Bractwo i wiedział, że z nimi nie należy za bardzo zadzierać. Zwłaszcza znał stare przysłowie, że ranny smok gryzie mocniej niż żywy. Niektórzy Draxy wraz kilkoma krasnoludami grali kości jakby niby nic. Jedynie Caladan łaził tu i ówdzie, obgryzając paznokcie. Manipulatorzy rozmawiali z Czarodzicielami, obserwując promienie antymagii, wyskakujące od beholderów. Arcyszkukmistrzowie dyskutowali z Arcydruidami na temat ładnych miejsc w Faerunie. Nagle wyskoczyła z portalu paczuszka z nowej bazy. Wyskoczyło z niej fajerwerki i inne dziwne rzeczy. To był znak, że wszystko udało się. Wszyscy z Bractwa zajarzyli się dziwnym światłem.

Wziąłem z kieszeni Phylacter Daurgolotha(komentarz), którego zdobyli moi ludzie z jego siedliska podczas jego nieobecności. Powiedziałem wcześniej mu, żeby nie uczestniczył Włożyłem do swojej wielowymiarowej magicznej kieszeni kamień, do której miałem tylko ja dostęp. Daurgoloth uleciał z pola bitwy i wyruszył do nowej bazy, gdzie spotkał Thazzara i reszte chromatycznych smoków. Możemy wracać do bazy. Plan został wykonany.


Ostatnio zmieniony przez Caladan dnia 09-09-2009, 17:11, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
 
Numer Gadu-Gadu
4934952
Velg Płeć:Mężczyzna


Dołączył: 05 Paź 2008
Status: offline

Grupy:
Tajna Loża Knujów
PostWysłany: 09-09-2009, 16:59   

Bitwa chyliła się ku końcowi – a nieprzyjaciel począł uciekać. Stracił wszystkie smoki dziwnego rodzaju i pewno zostawił ileś istot w cytadeli... Niemniej, Rhyald nie planował ścigać rozbitych wrogów – Isimud był poważnie ranny, a inny Północny Czarodziej postradał życie. Dla Untheru dalsza walka była bezcelowa... Zwłaszcza, że wraz z wrogiem uciekała Pełzająca Zaglada, najwredniejsza i najpotężniejsza bestia tej strony Faerunu.

- Unther! Do mnie! – zakrzyknął, kończąc bitwę ze swej strony. Oczywiście, jeśli jego sojusznik nie zacznie

***
.

Kiedy Loko przechadzał się po Kościele Praworządności, kiedy dostał od brata Josepha, dowódcy Biura Informacji Wojskowej, wezwanie do stawienia się na audiencję.

***


Jakiś czas później, skrytobójca stawił się w gabinecie. Tam już czekał na niego człowiek, po którym było widać, że nie jest już pierwszej młodości. Ów bez słowa wskazał mu kopertę, po czym dodał:

- Zadanie kazał mi przekazać ci osobiście nasz pierwszy sekretarz. Jest świadom, iż zadanie może okazać się problematyczne... Jest jednakże świadom również twych umiejętności, więc ufamy, że wypełnisz, co konieczne.

W środku skórzanej teczki był opis misji „Złoto głupców” – planu pogrążenia Złotego Varu w odmętach wojny domowej. Były tam również wskazówki, jak należy powiązać rzekomych zabójców z Dorparem i Estagundem (czyli np. szczegółowy opis trucizn wyrabianych w obu tych krainach, znaki rozpoznawcze odpowiednich gildii, informacje o stosunkach wewnętrznych..) oraz niezwykle przydatny detal dotyczący władcy. Mianowicie – krol był spoliformowanym smokiem, co potwierdziły magiczne badania.

***


Tymczasem, Dewey Novak powrócił z Podziemnego Imaskaru. Niedługo później przybyły posiłki z nowego miasta Imperium Bractwa Melior Absque Chrisma.

***


Resztki mulhorandzkiej panstwowowości rozwiały się ostatecznie. Maerlar, Rauthil i Sultim skapitulowały przed szybkimi wojskami sojuszników kican. Okupowane przez żołnierzy z Murghom i Sempharu, stanowiły przypomnienie o nędznym końcu wielkiego niegdyś imperium.

_________________
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
Caladan Płeć:Mężczyzna
Chaos is Behind you


Dołączył: 04 Lut 2007
Skąd: Gdynia Smocza Góra
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
Omertà
Syndykat
WOM
PostWysłany: 09-09-2009, 17:47   

Pyłowe Goblinoidy i Smoki chroniły tył, walcząc z wrogami. Każdy z moich ludzi miał magnetyczne deskorolki, które unosiły ich w górę. Daurgoloth spojrzał na mnie z lekką dozą nienawiścią, ale z szacunkiem.
Pyłowce walczyły zaciekle, ale nie miały szans przeciwko sile smoków. Pyłowce zaczęły przegrywać, więc stwierdziły, że zmienią taktykę. Bedą atakowac paladynów na dole, golbliny tez skupiły się swoim atakiem na nich . Ich atak spowodował istną rzeż w szeregach Paladynów . Jednkaże na tym skończyła się ich rola, bo zostali doszczętnie zniszczenii.
Umbrołaki zakopały się w ziemie i uciekały przez mniej zniczcone tunele krasnoludzkie do pierwszego punktu zbiorczego.

Ekipa Caladan udało się uciec i wyruszyła do drugiego punktu zbiorczego, skąd wyruszyła do bazy.

Dawna Baza Caladana przestałą całkowicie istnieć, nie dając żadnego śladu istnienia. (dezintegracja)

W nowej bazie ekipa Rasta zaczęła wstrzykiwać przylatującym smokami specjalny magiczny lek na Dragonrage mythal i Dragongare'a z próbek i artefaktów takich jak bone scepter of Zceryll”the star spawn” i King-Killer Shield. Chromatyczne smoki i Thazzar wraz innymi czekały na powrót Daurgolotha i reszty ekipy Caladana.
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
 
Numer Gadu-Gadu
4934952
Loko Płeć:Mężczyzna
Aspect of Insanity


Dołączył: 28 Gru 2008
Status: offline

Grupy:
Syndykat
WOM
PostWysłany: 09-09-2009, 19:17   

Loko ukrywał się właśnie w cieniu, w jednej z komnat pałacu królewskiego w Var. Odczekał aż patrolujący strażnik wyjdzie z korytarza, gdy tak się stało, rzucił w jego kierunku przygotowany wcześniej sople lodu. Broń bez problemu przebiła pancerz strażnika godząc go prosto w serce, tym samym zabijając na miejscu. Skrytobójca wyszedł z cienia i począł ciągnąć ciało strażnika, pod jedno z pałacowych okien. Po wykonaniu tej czynności wyjął sopel ze zwłok i zastąpił jego miejsce sztyletem, używanym przez członków jednej z wpływowych gildii w Dorpar.
Zabójca ruszył ku drzwiom, za którymi według jego informacji, powinien spoczywać król, pchnął je. Jego oczom ukazała się ogromna komnata, z bogato zdobionymi meblami oraz wielkim łożem z kotarami w rogu. Na nim właśnie spoczywał król, leżąc w fioletowej szacie z rękami wzdłuż ciała. Liść nie tracąc cennego czasu, bezszelestnie stanął nad obliczem wielmoża, wyjmując zza pazuchy przygotowaną wcześniej miksturę. Miała ona zapobiec zamianie króla w smoka, aby uniknąc związanych z tym komplikacji. Gdy odkorkowywał fiolkę wydało mu się że władca Var poruszył się, nie zwrócił na to uwagi. Jednak gdy wystawiał już rękę z fiolką nad twarz wielmoża, ręka króla błyskawicznie wystrzeliła ku jego własnej i z gigantyczną siłą ścisnęła ją w nadgarstku. Jaszczurze ślepia wpatrywały się z triumfem w twarz niedoszłego zabójcy, jednak po chwili ich tryumfajny wyraz zastąpiła panika. Hybryda spostrzegła że jej ramię stało się ciężką bryłą zamarzniętych tkanek. Skrytobójca wyrwał swoje ramię z lodowego uścisku, tym samym krusząc rękę króla na drobne kawałeczki, po czym odskoczył w kierunku drzwi. Tymczasem król o oczach jaszczura podniósł się z łoża i z szaleńczym wyrazem twarzy szykował się do ognistego ziewu w kierunku swego oponenta. Piekielnie gorący ogień wypełnił całe pomieszczenie, niszcząc meble oraz elementy wystroju. Po skończonym wydechu smok rozejrzał się za ciałem skrytobójcy, na jego twarzy znów zagościł strach, gdy spostrzegł że zabójca niewzruszenie stoi tam gdzie stał.

- Czym ty jesteś? - zapytał głosem przywodzącym na myśl samego Asmodeusza.

Liść obawiając się straży, która niewątpliwe już zmierzała do sali zbudzona głosem swego władcy, wyjął z rękawa niewielką magiczną różdżkę. Cisnął ją w kierunku króla, a ten zdezorientowany zionął w nią strumieniem ognia. Wybuch jaki po tym nastąpił, wstrząsnął ścianami całego pałacu. Skrytobójca wielce zirytowany wyjął ze swojego przedramienia metalowy kawałek szafy. Tamując krew lodem podszedł do dychającego jeszcze stworzenia, które teraz z człowieka z wężowymi oczami zmieniło się w sporych rozmiarów zdeformowanego jaszczura. Ogłuszony władca nie mogąc kontynuować przemiany w bestię, łapał szybkie oddechy, a kikut jego prawej ręki obficie krwawił brudząc usmolony dywan. Loko nachylił się nad głową istoty, zaglądając jej głęboko w oczy, smok z przerażeniem zaczął się miotać nieudolnie próbując podjąć dalszą walkę. Liść szybko naciął gadzinę w niektórych miejscach, po czym patrząc z zimną satysfakcją odczekał chwili śmierci króla. Zwłoki zaczęły powoli powracać do pierwotnej postaci smoka. Zabójca świadomy prawdziwych rozmiarów władcy oraz poganiany przez zbliżające się odgłosy straży, ruszył szybkim krokiem do okna, pod którymi leżały przygotowane wcześniej zwłoki członka straży królewskiej. Wyskoczył przez znajdujący się na znacznej wysokości otwór okienny, lądując koło zwłok ze złamanym karkiem. Trup był ubrany w czarne szaty z godłem jednej z dorbarskich gildii. W jego plecaku znajdował się list, w którym członkowie kilkunastu organizacji z Dorbaru oraz Estagundu nakazują mordercy pozbyć się króla, nazywając swoją współpracę "Paktem Smoczej Śmierci", pismo zawierało również podpisy oraz pieczęcie odpowiednich osób. Zwłoki ściskały w rękach zerwaną linę, patrząc pustymi oczodołami w gwieździste niebo. Loko ruszył w ciemny las słysząc za sobą odgłosy walącego się pałacu oraz gwaru podniesionego na dziedzińcu. W tym miejscu niedługo miało zacząć się prawdziwe piekło.

_________________
That is all in your head.

I am and I are all we.
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
Wyświetl posty z ostatnich:   
Strona 8 z 36 Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 7, 8, 9 ... 34, 35, 36  Następny
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików
Nie możesz ściągać załączników
Dodaj temat do Ulubionych


Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group