FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  Galeria AvatarówGaleria Avatarów  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 14, 15, 16 ... 34, 35, 36  Następny
  Forgotten Realms
Wersja do druku
Daerian Płeć:Mężczyzna
Wędrowiec Astralny


Dołączył: 25 Lut 2004
Skąd: Przestrzeń Astralna (Warszawa)
Status: offline

Grupy:
Tajna Loża Knujów
PostWysłany: 04-10-2009, 18:45   

Daerian uśmiechnął się spoza pleców Velga, radośnie machając do Sasayaki.. i wyraźnie sugerując, że wie, jak wyglądali przed chwilą.

Potem jednak odwrócił się do Velga i podał mu zwój.
Tutaj - powiedział - są warunki, o których rozmawialiśmy wówczas. Warunki, które obaj wprowadzaliśmy i ustalaliśmy, lecz ostatecznie nie zostały uzgodnione. Przeczytaj, a dowiesz się co zostało ustalone... nie sądzę, abyś miał sprzeciwy. Nie lękaj się tez o moje pełnomocnictwo czy drugiego Daeriana... dla mnie to naprawdę normalne. On, a raczej ja... już wie.

Tymczasem gdzie indziej...
Więc - westchnął Narthas - zjadło Narthiasa... cóż za naiwność, naprawdę. A zapowiadał się taki zdolny... cóż, jak widać nigdy nie można być pewnym nawet własnych zaufanych ludzi. Ma za swoje, nie trzeba próbować się dobierać do prywatnej poczty przełożonego...
Udam się - uśmiechnął się Narthas do Isimarda - ciekawe, co macie do powiedzenia. Chętnie się nawet dowiem, ale jak zapewne się spodziewasz, nie pójdę bez przygotowania.

_________________
Przejdź na dół Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
3291361
Velg Płeć:Mężczyzna


Dołączył: 05 Paź 2008
Status: offline

Grupy:
Tajna Loża Knujów
PostWysłany: 04-10-2009, 19:18   

Rycerz najpierw kazał przeczytać warunki ugody ściagniętemu z korytarza lokajowi, a potem wpadł w głęboką zadumę. Wreszcie, ozwał się: 

- Kwestię wymiany jeńców rozważymy wkrótce. - stwierdził , czyniąc aluzję do mnogich jeńców z obu stron.  - A jeśli ta umowa jest coś warta... Jestem gotów ją sygnować. Pozwolisz, że wyślę stosowne informacje do... Bractwa Równowagi? czy jak oni się zwali? - Pierwszy Sekretarz zmarszczył brwi, po czym przesłał potrzebne informacje.

Chwilę później, sygnował umowę. Zanotował, że spoczywał już na niej podpis Daeriana - widać ów był całkowicie pewien już jakiś czas temu.

- Zawiadom Sigismunda, że w każdej chwili gotów jestem stanąć z nim we szranki. Zawiadom też Endariona, że Karel gotów jest... „odciąć mu głowę i pokroić go na plasterki”, jak się wyraził. Na koniec - przekaż Grimowi, że niejaki Loko z Vogelsangu... czyli grupki mych osobistych agentów... chciałby widzieć go na końcu sztyletów. I tyle z ustaleń. Wyzwałbym ciebie... Lecz teraz, kiedy taka walka nie mogłaby już nic zmienić, byłoby to daremne.

Po tych słowach Velg schylił się, sięgając pod stół. Był pod nim schowany jeden z najcenniejszych skarbów Costly'ego - prawdziwy wermut gondorski. Ten, który niegdyś miał być nagrodą w pamiętnym pojedynku z Karelem, a później został wykradziony nieuczciwemu Mrocznemu Kapłanowi przez agentów Biura Informacji Wojskowej.

- Wznieśmy toast! Pax et Bonum dla Imperium! I, przez czas, kiedy kic pozwoli, dla Faeriunu!

_________________
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
Karel Płeć:Mężczyzna
Latveria Ruler


Dołączył: 16 Kwi 2009
Skąd: Who cares?
Status: offline

Grupy:
Syndykat
WOM
PostWysłany: 04-10-2009, 22:12   

Kulejący podstarzały mężczyzna wyszedł z baru. Jego krok był nierówny ale z pewnością nie był to wpływ alkoholu. Wynikało to najprawdopodobniej z tego że starcowi brakowało istotnego szczegółu. Konkretnie lewego szczegółu, konkretniej lewego dolnego szczegółu, najkonkretniej lewej nogi. Pomarszczonemu inwalidzie towarzyszył młody a mimo to poważny chłopak. Młodzieniec wyglądał jak poważny ochroniarz pilnujący jakiegoś VIPa. Młodzian był ubrany jak adept jakiejś sztuki magicznej ale na podstawie ubrania niemożliwe było zidentyfikowanie jaką szkołę uprawia. Oboje skręcili w ciemny zaułek....tylko po to by stanąć oko w pierś z dwoma metrami Karela.
- Pan Mar zgadza się? - młodzian zaczął już tkać czar ale kopnięcie od tyłu w czułe miejsce skutecznie powstrzymało inkantację. Pseudo-bodyguard osunął się na ziemię a Kitkara wyraźnie zadowolona z siebie postawiła nogę na jego zadku.
- A teraz - powiedział Karel podnosząc starca z ziemi - porozmawiamy. Czym się zajmujesz.
- Ja...ja jestem wieszczem.
~Więc to o tym mówił barman mówiąc że może wiedzieć.
- Wieszcz świetnie. W takim mąć razie powiesz nam gdzie znaleźć pewną osobę.
- N-nie potrafię. Nie umiem wiele. Tylko to żeby przeżyć. Uczę tego młodzieńca tego co wiem a on w zamian daje mi ochronę. Szukam zagubionych rzeczy czy wykorzystuję to w sztukach ulicznych ale nic ponad to!
- Świetnie....a więc jesteś nieprzydatny.
- Nie m-moment. Znam jednego wieszcza który może tego kogoś dla was znaleźć.
- No więc? Mów! - powiedziała z tyłu Kitkara, szermierz przytaknął jej słowom.
- Król Zalathorn. Król wieszcz! Miesiąc temu pewni ludzie też mnie pytali o wieszczenie i też ich do niego odesłałem. - pułkownik puścił starca a ten osunął się wraz ze stukotem drewnianej nogi na bruk. Karel wraz z Kitkarą zostawili oszołomionego ,,wieszcza".

- Nie zabijesz ich?
- Nie, nie wiedzą o kogo chodzi. A jeżeli to była nasza konkurencja to się spóźniliśmy. Nie ma sensu ich eliminować po fakcie. Co innego gdybyśmy dotarli do nich pierwsi.
- Coś kręcisz - odpowiedziała demonica marszcząc swój zgrabny nosek. Karel zatrzymał się.
- Zabijanie to jedna z tych rzeczy które przychodzą tym łatwiej im więcej tego robisz. W walce bym się nie wahał. Zabijanie kogoś kto nigdy nikogo nie zabił jest niewłaściwe. Nie powinno się zabijać jeżeli nie jest się gotowym by samemu umrzeć.
- A ty jesteś gotowy?
- Jeszcze niedawno tak ale teraz już...nie - powiedział zostawiając ją nieco z tyłu gdy zatrzymała się by przemyśleć jego słowa.

_________________
"So come forth, Avenger. It is time to put our lingering dispute... to an end!"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Loko Płeć:Mężczyzna
Aspect of Insanity


Dołączył: 28 Gru 2008
Status: offline

Grupy:
Syndykat
WOM
PostWysłany: 05-10-2009, 14:35   

Khelben Arunsun Młodszy zamierzał właśnie odwiedzić swego dziadka w jego wieży w Waterdeep. Chciał przedstawić mu materiały zebrane podczas jego podróży po planach, zdecydował się otworzyć portal w Sigil, prowadzić miał on wprost do Faerunu. Utrzymanie przejścia polecił dwóm uczniom ze swojej - ciągle rosnącej - prywatnej eskorty. Składała się ona głównie z osób pragnących kształcić się pod okiem wnuka słynnego Czarnokija, tacy też byli Arsene i Warren wybrani do podtrzymania zaklęcia. Wprawdzie Młodszy nie ufał do końca ich zdolnościom, jednak wyrazy ich ucieszonych twarzy gdy zaproponowano im taki zaszczyt sprawiły że nie miał serca odmówić im teraz.
Portal został otworzony. Mag powolnym krokiem podszedł do lekko falującej, niebieskawej powierzchni przejścia. Zaciągnął się zapachem zaklęcia. Tak, pomyślał będą z nich wspaniali czarodzieje. Już miał wstąpić w jaśniejącą esencję zaklęcia, gdy nagle po powierzchni portalu zaczęły przemykać błyckawice. Wyglądało na to że Arsene zaburzył swą koncentrację, zaklęcie wymknęło się z jego rąk i uderzyło w ciało Warrena. Ten odrzucony do tyłu na znaczną odległość trafił głową w kamień, krew bryznęła na dobre dwa metry. Młodszy podbiegł rozjuszony do Arsene'a, chcąc zbesztać go za jego niekompetencję. Jednak zobaczył że światło w oczach chłopca zgasło. Jego ciało stało ciągle w tej samej pozycji, patrząc pusto w przestrzeń. Khelben dotknął jego ręki, ze zdumieniem odkrył że chłopak został całkowicie zamrożony. Mag spojrzał w tłum jego uczniów, większość z nich rozglądało się niespokojnie.

- Mnie szukasz?

Ledwo słyszalny z dużej odległości szept, dobiegł do uszu maga z wysokości. Spojrzał w tamtym kierunku, na wysokości dziesięciu metrów unosił się biały koszmar, jego jeźdźcem był niebywale wysoki mężczyzna odziany w czerń. Demoniczny rumak wylądował na ziemi, Loko jedną ręką podniósł przerzucone przez konia ciało i rzucił je na ziemię.

- Te twoje sługi, które zostawiasz w każdym planie są bardzo gadatliwe. Ten tutaj dla przykładu zgodził się zaprowadzić mnie do ciebie za kilka marnych kamyków.

- Nie spodziewałem się tego po nim. Patrząc na to co zrobiłeś z moimi uczniami zgaduję, że mnie czeka to samo?

- Ubolewam, lecz nie. Możesz być pewny że z wielką chęcią zabiłbym ciebie, twojego dziadka, Elminstera i całą resztę wybrańców Mystry. Niemniej nie przyszedłem tu tylko gadać, może powiem tak: walnij głową o któryś z tych głazów i ogłusz się. Zaoszczędzisz mi roboty.

Wtem któryś z uczniów Khelbena wyrwał się do przodu i wykrzyczał:

- Nie zapominaj że my też tu jesteśmy!

Okrzyk ten niewątpliwie miał dodać otuchy reszcie, jednak podziałał zupełnie odwrotnie. Loko lekko obrócił głowę, pod jego spojrzeniem większość chłopaków (kobiet nie dostrzegł) zaczęła rozglądać się za drogą ucieczki. Skrytobójca zwrócił się ku swojemu rumakowi.

- Zabaw się.

Z nozdrzy Targaraene buchnął ogień, rumak z radością rzucił się w tłum przerażonych chłopaczków. Khelben widząc rzeź swych uczniów rzucił się na przeciwnika, czerpiącego wyraźną przyjemność z patrzenia na poczynania koszmaru. Ręka czarodzieja ledwo musnęła Loka, jednak ubranie skrytobójcy wyraźnie to odczuło, dziura w rękawie miała wielkość pięści orka. Skrytobójca zamachnął się sztyletem rozcinając bark Khelbenowi. Nagle Liścia ogarnął płomień, Khelben ucieszony odskoczył od płonącego przeciwnika, gdy był jeszcze w locie, płonąca ręka wystrzeliła w jego kierunku i zamroziła jego ramię od krwawiącego barku aż po dłoń. Płomień okalający Liścia zgasł, jego postać podeszła z tryumfalnym uśmiechem do czarodzieja. Khelben zrobił coś, czego Loko nigdy by się nie spodziewał - wyjął z cholewy buta nóż i z dużą siłą wbił go w szyję skrytobójcy. Biały żabot na szyi Loka natychmiast zabarwił się na czerwono, skrytobójca padł na kolana. Po chwili całkowicie osunął się na ziemię. Mag z zadowoleniem patrzył na zwłoki niedoszłego zabójcy, gdy nagle poczuł na swoim drugim ramieniu lodowy uścisk. Teraz obydwie ręce były niezdatne do użytku. Obrócił się ze strachem w oczach.

- To drugi z twoich uczniów, jednak musiałem trochę go przecharakteryzować. Tak na przyszłość, mojego ubrania nie zniszczysz.

Wypowiedziawszy te słowa Liść uderzył Khelbena w głowę lodowym młotem sporych rozmiarów. Skrytobójca schylił się nad ciałem maga i upewnił się czy jego mózg nie wypływa przez jakąś nieplanowaną szczelinę w czaszce. Z jednej z kieszeni maga wypadła się mała kryształowa kula. Loko czuł na sobie ciężar spojrzenia Khelbena "Czarnokija" Arunsuna. Powolnym krokiem podszedł do magicznego globu i zmiażdżył do młotem.

- Targaraene, chodź. Już wystarczająco się dziś najadłeś.

Loko jednym ruchem przerzucił zemdlonego Khelbena przez koszmar, po czym ruszył w kierunku Kościoła Praworządności.
***


Gdy spętany Khelben został w końcu odebrany z rąk skrytobójcy, Loko zaczął przechadzać się korytarzami Kościoła. Nie minęło pół godziny gdy podbiegła do niego białowłosa czarodziejka.

- Mam dla ciebie ciekawą wiadomość - powiedziała Sasayaki.

- Słucham.

- Podobno jakiś zamaskowany człowiek wszędzie wypytuje o białowłosą czarodziejkę i czarnowłosego, wysokiego mężczyznę. Co ty na to?

- Domyślasz się kto to może być?

- Nie, ale pomyślałam że skoro mieszają w to nas oboje, to może będziesz chciał...

- Prowadź

Sasayaki uśmiechnęła się i po chwili ruszyła ku wyjściu z Kościoła. Loko ruszył za nią szybkim krokiem.

_________________
That is all in your head.

I am and I are all we.
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
Kitkara666 Płeć:Kobieta
Ave Demonius!


Dołączyła: 17 Lis 2008
Skąd: From Hell
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
Syndykat
PostWysłany: 05-10-2009, 20:45   

Dziewczyna całą drogę do kościoła zastanawiała się nad słowami Karela. Nie zapytała go jednak o co dokładnie chodzi. Gdyby chciał to sam by powiedział. Wkroczyli do bibliotek połączonej z archiwum. Kitkara lubiła książki, rozluźniały ją.

- Czego właściwie szukamy? - Popatrzyła na Karela który zmarszczył brwi gdy tylko weszli.

- Czegokolwiek na temat Zalathorna.

- Przed kolacja pewnie nie wyjdziemy stąd...

- Jak przez tydzień coś znajdziemy to będzie chyba cud, ale cóż, lepiej zabierzmy się do roboty.

Rozdzielili się. Kitkara szukała w bibliotece, a Karel w archiwum. Dzieliły ich metry i kilkadziesiąt półek z książkami a i tak słyszała jak mężczyzna klnie za każdym razem, kiedy podnosił zakurzoną książkę. Mimowolnie się uśmiechnęła. Nie wiedziała czemu ją to bawiło. W każdym razie nie znaleźli niczego przez najbliższe dwa dni. Karel wściekał się coraz bardziej. W końcu rankiem trzeciego nie przespanego od czasu wejścia tu dnia Kitkara zmęczona usiadła przy stoliku na przeciwko niego, położyła nogi na sąsiednie krzesło i ku wielkiemu zdziwieniu Karela wyjęła z torby zaczętą na drutach robótkę.

- Co ty na bogów robisz? - wyglądał na lekko zdenerwowanego.

- Szalik i przerwę.

Nie skomentował tego. Sam dalej wertował zakurzone dokumenty i stronice starych archiwów. Mijały godziny a demonica miała coraz dłuższy szalik. Zauważył że niemal cały jest czarny, robiony eleganckim zdobionym sposobem. Ma nawet na końcach wydzierganego białego smoka. Szalik nie był szeroki. Wyglądał na taki, który można nosić na co dzień, tak tylko dla ozdoby.

- Nie wiedziałem że to potrafisz.

- Wiele rzeczy o mnie jeszcze nie wiesz.

- Trochę to nie pasuje do mrocznej gotyckiej demonicy - skomentował. Wzdrygnął się na widok jej piorunującego spojrzenia. - N-nie chciałem cię obrazić.

- Lubie robótki ręczne. Tak jak książki relaksują mnie - wzruszyła ramionami.

- Rozumiem, ale mamy tutaj szukać informacji...

Wyjęła z torby dwie książki. Jedną z nich był atlas, drugą historia południowego Fareunu. Zaznaczyła kawałkiem kartki gdzie są poszukiwane przez nich informacje.

- Siedzisz tu od trzydziestu godzin dziergając sobie i nie powiedziałaś że znalazłaś coś! - zdenerwował się.

- Wolałam popatrzeć jak uroczo wyglądasz skupiony nad tą makulaturą - uśmiechnęła się słodko.

_________________
Don't let them ever tell you that you're too small
'Cause your fate comes from within
You are strong forever, you heard the call
In the night the crimson light is bleeding
A new life shall start with a freedom heart
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź blog autora
 
Numer Gadu-Gadu
28180514+-+jak+coś+dać+znać+jeśli+ktoś+chce+pisać+zemną+na+gg+najpierw+mailem+albo+na+pw
Sasayaki Płeć:Kobieta
Dżabbersmok


Dołączyła: 22 Maj 2009
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
WOM
PostWysłany: 06-10-2009, 08:20   

Najlepszym sposobem na schwytanie poszukiwacza przygód jest zastawienie pułapki. Tak też zrobił Ryś. Wynajął jakiegoś wędrownego aktorzynę, by ten nosząc maskę, rozpytywał w knajpach o tajemniczych awanturników. Miał się przedstawiać jako Reyland Zza Gór, i twierdzić, że jest sługą wielkiego czarodzieja Rumcajsa. Tez zaś pragnie spotkać się z nimi w sprawie, którą rozumieją tylko wielcy czarodzieje. Teraz wystarczyło czekać. Był pewien że przybędą.

Loko i Sasayaki rozbili obóz w lesie przy mieście Kurza Nóżka. Byli pewni że nie powinni tam tak po prostu wejść. To by było wyjątkowo lekkomyślne, nie wiadomo czego chciał od nich ten człowiek. Być może wystawił nagrodę za ich głowę, albo ma na pieńku z Bractwem i chce się pozbyć jego dostojników pojedynczo, lub jest jakimś szlachcicem i, o zgrozo, upatrzył ich sobie na doskonałych kandydatów na małżonków dla swoich rozpuszczonych dzieci? Nie, zdecydowanie muszą się najpierw dowiedzieć o co chodzi. Liść zaproponował przebranie.

- Ale jakie?- spytała czarodziejka- Mamy po prostu ufarbować włosy, czy też masz na myli coś bardziej... niepozornego?
-Hm... sądzę że najlepiej będzie jeśli w ogóle nie będziemy przypominać MAC-antów... Może wędrowni kupcy?
-Wybacz ale z wędrownego kupca masz tyle co serwatka z marmolady, jesteś zbyt... przystojny. Musimy to jakoś ukryć. Nie mówiąc o tym że nie mamy towaru... Może mnisi?
-A jak spytają o święte pisma? Nie możemy przecież cytować ksiąg MAc-u jeśli nie chcemy wyjść na członków bractwa, a ja nie znam innych.
-Cóż ja też... A może?- popatrzyła na Liścia ze złowrogim błyskiem w oku- Powiedz... nosiłeś kiedyś sukienkę?

_________________
Gdy w czarsmutśleniu cichym stał,
Płomiennooki Dżabbersmok
Zagrzmudnił pośród srożnych skał,
Sapgulcząc poprzez mrok!

Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź blog autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
 
Numer Gadu-Gadu
9349483
Daerian Płeć:Mężczyzna
Wędrowiec Astralny


Dołączył: 25 Lut 2004
Skąd: Przestrzeń Astralna (Warszawa)
Status: offline

Grupy:
Tajna Loża Knujów
PostWysłany: 06-10-2009, 13:45   

Daerian uśmiechnął się.
- Cóż, zawsze możemy zabawić się w sparring... choć jeśli byłby na miecze, od razu mogę Ci zagwarantować zwycięstwo. Nie wiem zaś, czy Ty z kolei chciałbyś pojedynku na zaklęcia. No, ale nieważne...


Tysiące mil stamtąd...
Więc - stwierdził Narthas - idę z Tobą, I zobaczmy co się stanie...

A spory kawałek dalej:
- Mówicie, że jedna kropka zmieniła się nagle w siedem?! Dajcie zbliżenie, w połączeniu z lokalizacją...
- Nic nie widać nadal...
- Wykrycie niewidzialności gotowe.
- Brak danych.
- Większe zbliżenie. Wzmocnijcie do PW, przez PN. I dołóżcie trochę JW!
- Przybyła kolejna kropka!
- Zbliżenie na maksimum, widzicie coś?
- Robale???
- One się mnożą! Fuj...
- Dzieckiem jesteś? Wysłać ekipy do oczyszczenia!
- Chyba nas zaduszą, jak się dowiedzą na co będą polować... Potzrebna będzie też nasza pomoc.
- Sprytne te dranie, szybko się domyslili, ale wiele im to nie da. Odkażanie raz!
- Dajcie znać "wysokim", niech się zajmą sprawą. Trzeba na wszelki wypadek trochę zmodyfikować zaklęcie.
- Kolejne kropki się mnożą!
- Sprawdzić wszystkie i odkazić. Ruchy, ruchy!

Plan był sprytny, jednak nawet genetycznie modyfikowane karaluchy okazały się wrażliwe na odpowiednie środki. A martwe karaluchy się nie mnożą.

_________________
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
3291361
Loko Płeć:Mężczyzna
Aspect of Insanity


Dołączył: 28 Gru 2008
Status: offline

Grupy:
Syndykat
WOM
PostWysłany: 06-10-2009, 23:01   

Bruno Falsick znany był z niesłychanej urody w swoim rodzinnym mieście, Kurzej Nóżce. Tłumy niewiast padały do jego stóp zawsze gdy tylko znalazł się w pobliżu, nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt że niewiasty te były urody...wątpliwej. Tak więc nonszalancki i zawsze zadbany Bruno nie mógł znaleźć sobie towarzyszki życia, która gotowałaby mu i sprzątała tak jak teraz czyniła jego matka. Nagle go olśniło, nigdy w swoim życiu nie widział dwóch tak pięknych kobiet, jakie weszły właśnie w jedną z alejek pomiędzy domami trzymając się pod łokieć. Natychmiast wygładził koszulę i swobodnym krokiem podbił do dwóch dziewcząt ubranych w luźne, różowe sukienki z motywem spadających płatków róży. Zlustrował wzrokiem obydwie panie, po czym zwrócił się do wyższej, czarnowłosej.

- Witam, czy zechciałyby panie abym oprowadził je po naszym pięknym miasteczku?

Spojrzenie jakie posłała czarnowłosa sprawiło, że Bruno skulił się ze strachu i zwinął się szybko w uliczkę pomiędzy domami.

- Jak ja się w to dałem wrobić... - westchnął Loko

Sasayaki nie wyrobiła i zaczęła chichotać się pod nosem, zasłaniając usta dłonią.

- Który to już był? Trzeci? - rzekła przecierając oczy rękawem - pasuje ci rola kobiety, te czerwone wstążki we włosach dodają ci charakteru.

Czarodziejka znów dostała niekontrolowanego napadu śmiechu. Loko lekkim ruchem pchnął ją do przodu, bohaterowie ruszyli ku jednemu ze strażników miejskich.

- Skąd ty w ogóle wzięłaś te ciuchy? Do tej pory nie wyobrażałem sobie...

Sasayaki uderzyła łokciem w żebra Loka, dotarli właśnie do strażnika gapiącego się na nich od dłuższego czasu. Czarodziejka uśmiechnęła się promiennie do mężczyzny, wywołując na jego twarzy rumieniec.

- Przepraszamy że przeszkadzamy, ale dopiero przyjechałyśmy z siostrą do miasta. Chciałyśmy się dowiedzieć gdzie w tym mieście najlepiej przenocować, poleca pan może jakieś miłe gospody? - uśmiech znów uderzył w otępiałego strażnika.

- Yyy....to może będzie ten...Fikuśne Rozkosze, to taki miły zamtu... ale może nie. Tak lepiej nie, sugerowałbym Dębowy Pałac, o tam.

MAC-anci spojrzeli we wskazanym kierunku. Sasayaki znów uśmiechnęła się do strażnika, Loko wpatrywał się w niego z chęcią mordu w oczach, jednak łokieć czarodziejki zmusił go do miłego uśmiechu. Ruszyli w kierunku karczmy, wszystko wskazywało na to że strażnik wiedział co warte polecenia. Weszli do zadbanego pomieszczenia (drzwi nie wydały najmniejszego skrzypnięcia) i od razu skierowali się do lady.

- Witam, podobno pewien zamaskowany mężczyzna wypytuje tu o dwójkę poszukiwaczy przygód, nie wie pan może czegoś więcej na ten temat?

- Każda informacja kosztuje - barman najwidoczniej był odporny na działanie uśmiechu Sas.

Czarodziejka spojrzała na Loka, ten nie wiadomo skąd wyłożył na ladę worek pełen brzęczących monet. Barman nieufnie zajrzał do środka. Gdy już pozbierał swoją szczękę z podłogi wykrztusił:

- Mają panie szczęście, ten człowiek nocuje w tej karczmie i zdaje mi się... tak siedzi aktualnie w swoim pokoju. Numer 16.

Bohaterowie ruszyli schodami na górę, szybko odnaleźli numer szesnasty i zapukali. Nie czekając na odpowiedź weszli do środka. Faktycznie stał tam dobrze zbudowany mężczyzna, gapiący się w okno. Na twarzy miał wielką niebieską maskę, gdy usłyszał kroki odwrócił się spokojnie do towarzyszy.

- W czym mogę pomóc?

- Bez zbędnych ceregieli - zaczęła Sasayaki - wypytujesz gdzie się da o dwie osoby. Białowłosą kobietę i czarnowłosego mężczyznę, czego od nich chcesz?

Mężczyzna podszedł do niej powolnym krokiem, zbliżył się na niebezpieczną odległość.

- Ależ z chęcią ci powiem maleńka... pod jednym warunkiem - jego ręka powoli zaczęła się zniżać.

Huk uderzenia o ścianę sprawił, że barman podsłuchujący do tej pory pod drzwiami, czmychnął z powrotem za ladę.
Zamaskowany mężczyzna leżał ogłuszony pod ścianą, z rąk Sasayaki unosił się lekki dym.

- Czyli zapominamy o byciu incognito? - szepnął Loko

- Zapominamy.

- Czyli mogę to zdjąć?

- Możesz.

Liść jednym szybkim zaklęciem zmienił różową sukienkę na swój zwyczajowy strój. Odetchnął z ulgą.

- Ale wstążki mogłeś zostawić - czarodziejka znowu zaczynała dostawać napadu - pozwolisz że ja jeszcze chwilę zostanę tak jak jestem.

- Ależ oczywiście, ładnie wyglądasz.

Nagle usłyszeli uderzenie obcasem o drewno, zamaskowany mężczyzna ocknął się i wyskoczył przez otwarte okno. Zanim zdążyli doskoczyć do okiennicy usłyszeli złowrogi huk po którym nastąpił trzask. Ze zdziwieniem na twarzy spostrzegli że niedoszły uciekinier wylądował na dachu stajni, który najwidoczniej nie wytrzymał jego ciężaru. Odgłosy jakie teraz stamtąd dochodziły wskazywały na to że konie nie są zachwycone niezapowiedzianym gościem. Loko i Sasayaki spojrzeli na siebie, identycznym ruchem uderzyli się w czoła otwartymi dłońmi, po czym rzucili się ratować swój cel spod końskich kopyt.

_________________
That is all in your head.

I am and I are all we.


Ostatnio zmieniony przez Loko dnia 07-10-2009, 13:43, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
Karel Płeć:Mężczyzna
Latveria Ruler


Dołączył: 16 Kwi 2009
Skąd: Who cares?
Status: offline

Grupy:
Syndykat
WOM
PostWysłany: 06-10-2009, 23:23   

Szermierz westchnął zrezygnowany i tylko wziął do ręki książki znalezione przez Kit. Przekartkował je błyskawicznie po czym zamknął z rozmachem.
- Idziemy.
- Tak ci się spieszy?
- Wiesz niepotrzebnie się bawimy. Znajdziemy tego króla jakiegoś tam, skrócimy maga o głowę i finito. Acha i nie musisz zostawiać robótek. Myślę że polecimy na Kemim.
- Auuu a myślałam że weźmiesz mnie na ręce.
- Moja droga nie mogę jednocześnie czytać i cię trzymać. - pomógł jej zapakować wszystko do torby.
- Mam na dzieję że ten gość coś nam powie. Mam już dość szukania czegokolwiek.
Wyszli a Karel zamknął za nimi drzwi.

Lucian uśmiechał się wpatrując się w kryształową kulę. W kuli dostrzegał sylwetki Sasayaki i Loka. Nie bawił się tak dobrze od....od bardzo dawana. Zabawa musiała jednak poczekać. Westchnął jak japoński student bez grosza przy duszy. Chwycił więc swoją laskę, wyczyścił okulary o szatę i ruszył....

_________________
"So come forth, Avenger. It is time to put our lingering dispute... to an end!"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Sasayaki Płeć:Kobieta
Dżabbersmok


Dołączyła: 22 Maj 2009
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
WOM
PostWysłany: 07-10-2009, 16:31   

Obolały mężczyzna leżał na stercie siana, związany. Loko trzymał mu przy szyji sopel, gotów by w każdej chwili przeszyć mu gardło.

-A teraz bądź taki miły i odpowiedz na nasze pytania.- szepnął mu do ucha Liść.

-Pamiętasz je jeszcze co? -dodała Sasayaki.- Czego od nas chcesz?

-Eeem... Otóż mój pan, Wielki Czarodziej, Mistrz Sztuk Tajemnych, Taumaturgiczny Mistyk, Ten który pojął wszystkie tajniki Ambiwalencji Transtendencyjnej Rumcajs Kalendarialny, pragnie się z wami spotkać w sprawie...

-Czy ty się z nas nabijasz czy po prostu jesteś idiotą?- przerwała mu czarodziejka- Zlepiłeś razem wszystkie "uczone" słówka jakie znasz i próbujesz nam wmówić że to tytuły.

-Nie mówiąc o twoim tonie.- dodał skrytobójca- Dam głowę że to po prostu wynajęty aktor.

Wtem za plecami usłyszeli cichy śmiech. Odwrócili się natychmiast i dostrzegli mężczyznę w masce rysia. Nim zdążyli zareagować, chwycił on dziewczynę i... przytulił.

-Tak się cieszę.- szepnął przybysz.- Tęskniłem za tobą.

Dziewczyna stała zupełnie zamurowana. Była tak zaskoczona że nie mogła nawet wydusić słowa. Jednak jej towarzysz szybko otrząsnął się i chwycił Rysia za ramię. Szybkim, silnym ruchem odciągnął go od Sasayaki i przyparł do ściany. Natychmiast też stworzył sopel, który przyłożył mu do krtani. Zamaskowany mężczyzna nie stawiał najmniejszego oporu. Lustrował tylko wzrokiem Liścia, po czym rzekł:

-Zafar nie miał racji, byłbyś godnym przeciwnikiem, może nawet byś mnie pokonał. Jeśli pozwolisz, chciałbym poznać twoje imię.

Loko prychnął tylko w odpowiedzi. Tymczasem dziewczyna otrząsnęła się z szoku i podeszła do nich. Zdjęła maskę tajemniczemu przybyszowi. Na widok jego twarzy łzy popłynęły jej do oczu. Ukazał się im białowłosy mężczyzna o czerwonych oczach, wyglądał na dwudziestoparoletniego. W półmroku stajni widać było bladoniebieskie runy, pokrywające jego skórę.

-Nie może być. Hashimi to ty?

Ryś pokiwał głową i uśmiechnął się.

-Loko.- zwróciła się do skrytobójcy.- Puść go, to mój brat.

Liść zrobił to o co prosiła, jednak wciąż mając sopel w pogotowiu.

-Tak lepiej dziękuję.- powiedział Hashimi.- Mam niestety złe wieści. Mój pan- wypowiedział to sowo jakby spluwał- Zafar Amarantowy, polecił mi was zabić, a ja nie mogę się sprzeciwić jego rozkazom, dopóki noszę ten pierścień.- podniusł prawą dłoń, na palcu wskazującym miał mosiężny sygnet z emaraldem.- Nie wolno go oczywiście ściągać a tym bardziej prosić abyście zdjęli mi to draństwo z dłoni w zamian za dostęp do mojej obszernej wiedzy...

Nim skończył to zdanie Loko chwycił jego dłoń i zabrał niepożądaną biżuterię.

-Tak lepiej, dziękuję. W zamian za pomoc oferuję możliwość zgładzenia Zafara oraz dostęp do jego... wszystkiego.

-Nie dzięki.- odparł Liść.- Nic mi nie jesteś dłużny.

-Nawet jeśli powiem że ten drań wie gdzie aktualnie przebywa większość jego kolegów po fachu? W czasie swojego śledztwa dowiedziałem się że bardzo interesuje cię ktoś imieniem... Saul.

_________________
Gdy w czarsmutśleniu cichym stał,
Płomiennooki Dżabbersmok
Zagrzmudnił pośród srożnych skał,
Sapgulcząc poprzez mrok!

Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź blog autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
 
Numer Gadu-Gadu
9349483
Karel Płeć:Mężczyzna
Latveria Ruler


Dołączył: 16 Kwi 2009
Skąd: Who cares?
Status: offline

Grupy:
Syndykat
WOM
PostWysłany: 07-10-2009, 21:07   

Trzy dni później....

Karel i Kitkara wyskoczyli właśnie z walącej się wieży padając w pył pustyni. Budynek prawie ich przygniótł ale szermierz zerwał się pociągając demonicę ze sobą. Uderzenie budowli rzuciło ich znowu na glebę. Oddychali chwilę ciężko po czym Kit wysapała.
- Ty-ty idioto! Musiałeś mu wsadzić miecz między ręce akurat wtedy gdy kończył kumulować zaklęcie?!
- Ekhe - powiedział ten wypluwając piach - a jaki miałem wybór? Jakby skończył to by czekało nas radosne Alleluja koło kica gdzieś tam. Zresztą czy to ważne? - dla szermierza w tej chwili ważne było oglądanie czarnego szalika w białe smoki który wisiał na jego szyi. Ku jego zadowoleniu dzieło demonicy nie miało żadnych śladów.
- Swoją drogą - zaczął.
- Tak? - Kit w tej chwili przypominała tygrysa szablo-zębnego.
- Swoją drogą jak już skończymy w tym świecie....jak mu tam? Toril....to chciałem zaprosić cię na wycieczkę.
Dziewczynę zamurowało, spąsowiała lekko odwracając się. Dzięki kicowi bo on też się zarumienił.
- T-taka mała wycieczka do Tokio. Oczywiście zrozumiem jeśli nie będziesz chciała iść...- wywód pułkownika zakłóciło piszczenie z jego płaszcza. Karel wyjął małą piramidkę odczytują wiadomość która wyświetliła się na jednej z jej ścianek. Uśmiechnął się drapieżnie i triumfalnie zarazem. Sięgnął po papierosy.
- Co się stało - zapytała odzyskując kontrolę nad kolorem twarzy.
- Znaleźli go. Tego mnicha - dodał wydmuchując dym. Cały czas nie przestawał się szczerzyć.
- Znajdę go i zmiażdżę. Nie daruję mu a spotkanie z jego kopią nie było satysfakcjonujące - zielone oczy świeciły mściwym blaskiem.
- Wybacz ale muszę cię zostawić. Zobaczymy się w kościele ok? Powiesz mi jak się zdecydujesz - za jego plecami zmaterializowały się eteryczne skrzydła ze światła po czym szermierz wzbił się w niebo wśród obłoku kurzu.


Tymczasem w Kurzej Nóżce....
Drzwi stajni otworzyły się z hukiem i stanął w nich Lucian. Wszyscy podskoczyli na jego widok, Loko przyszykował nawet sztylet z lodu.
- Nie jestem tu by z wami walczyć - powiedział, w przeciwieństwie do poprzednich spotkań z nim Arcymag był teraz śmiertelnie poważny.
- Przykro mi że muszę przerwać to rodzinne spotkanie ale wysłannicy Iglicy nadchodzą.
- Iglica? Skąd to wiesz? I co tu....
- Później. Wysłannicy Lodowej Iglicy będą tu lada moment. Nie maja wprawdzie żadnych wpływów w tym, świecie ale.....nieistotne. Wy dwoje musicie natychmiast uciekać - pokazał na rodzeństwo - nie zależy im na zabójcy - tym razem pokazał na Loka - ale już zdążyli was powiązać.
- Skąd mamy ci ufać? - stwierdził tym razem Hashimi, Loko nie powiedział nic oceniając sytuację i kalkulując możliwości.
- Możecie mi wierzyć lub nie ale zależy mi tak samo jak wam na to by was nie dostali w swoje ręce. Jeżeli mi wierzycie to uciekajcie natychmiast! Nie wiem co sobie zaplanowaliście ale ja zostanę tutaj i kupię wam trochę czasu byście mogli uciec dość daleko by kontynuować misję, zniszczę także dowody waszej obecności. Zabójca może robić co mu się podoba. - na twarzy Luciana malowała się determinacja. Z samej miny można było wyczytać że nie żartował.

_________________
"So come forth, Avenger. It is time to put our lingering dispute... to an end!"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Loko Płeć:Mężczyzna
Aspect of Insanity


Dołączył: 28 Gru 2008
Status: offline

Grupy:
Syndykat
WOM
PostWysłany: 08-10-2009, 12:58   

- Zastanawia mnie - rzekł Loko po chwili ciszy - czemu tak bardzo zależy ci na ich życiu.

- Nie to jest teraz ważne...

Skrytobójca doskoczył do arcymaga, złapał go za gardło i przycisnął do ściany stajni.

- Masz rację, jednak chciałem cię zapewnić że nikt ci tu nie ufa, wszystkie nasze wspomnienia związane z twoją postacią są nieprzyjemne. Teraz możesz się zrehabilitować.

Mag patrzył na Loka z obojętnym wyrazem twarzy.

- Gdzie jest Saul? - na twarzy Luciana zagościł niepokój. - Odpowiadaj czarodzieju.

Arcymag uniesiony lekko do góry spojrzał z błagalnym wyrazem twarzy na Sasayaki i Hashimi'ego. Rodzeństwo patrzyło na niego obojętnie. Loko zaciskał dłoń coraz mocniej, Lucian poczerwieniał, na jego czoło wstąpiły kropelki potu, w końcu poddał się.

- D-dobrze... - wykrztusił - powiem ci

- Słucham? - Loko zmniejszył lekko ucisk

- Saula nie ma...nie ma w Faerunie - teraz na twarzy maga widniał wyraźny strach - uciekł gdy tylko dowiedział się, że władający lodem morderca przybył za nim aż tu.

Loko puścił Luciana, ten upadł na ziemię i zaczął masować sobie szyję. Liść stał z rozszerzonymi oczami, wciąż trzymając wyciągnięta przed siebie rękę. Sasayaki z niepokojem oczekiwała jego reakcji, skrytobójca w końcu otrząsnął się. Stał chwilę spoglądając na swoje buty, po czym z ogromną siłą uderzył w ściąnę nad leżącym arcymagiem. Odwrócił się z szaleństwem w oczach i zaczął kroczyć w stronę Hashimi'ego, homunkulus nie będąc pewny co powinien zrobić zaczął się niespokojnie kręcić, Sasayaki widząc co się szykuje zasłoniła swojego brata i spojrzała skrytobójcy w oczy. Liść jakby lekko się zdziwił, zatrzymał się przed czarodziejką, nagle wykonał szybki obrót i zamachnął się w dół szybko wytworzonym młotem. Kawałki niebieskiej maski rozleciały się po całej stajni, zresztą, kawałki czaszki również. Loko zdematerializował młot, oparł się czołem o ścianę.

- Jesteś pewny?

- Niestety tak.

- No nic, znowu pudło. Sas - zwrócił się do czarodziejki - zabierz stąd swojego brata i uciekajcie do Kościoła.

- A ty co zrobisz?

- Zafar mnie nie obchodzi, na nic mi się już nie zda. Zostanę tutaj i pomogę Lucianowi.

- To chyba niezbyt rozsądne...

- Jeśli wierzyć panu wrzechwiedzącemu wam grozi większe niebezpieczeństwo.

Sasayaki patrzyła przed chwilę na Loka trawiąc jego słowa, po chwili skinęła głową. Złapała Hashimi'ego za rękę i ruszyła ku wyjściu ze stajni, tuż przed nim odwróciła się

- Tylko wróć w jednym kawałku.

Po tych słowach wyszła, ciągnąc brata za rękę. Po chwili dało się wyczuć esencję otwieranego portalu, gdy już się rozproszyła Loko zwrócił się ku Lucianowi.

- No to czekamy - powiedział arcymag.

_________________
That is all in your head.

I am and I are all we.
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
Sasayaki Płeć:Kobieta
Dżabbersmok


Dołączyła: 22 Maj 2009
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
WOM
PostWysłany: 08-10-2009, 14:35   

Gdy tylko znaleźli się w Kościele, Sasayaki oparła się o ścianę i osunęła po niej zmęczona. Niepewność, zagubienie, szok, strach te wszystkie uczucia były dla niej bardziej męczące niż walka z batalionem trolli. Jej brat usiadł obok niej.

-Ten Loko... to twój kochanek?- spytał ze stoickim spokojem. Dziewczyna aż podskoczyła i czerwona jak burak zaczęła zaprzeczać.

- Co?! Nie, skąd ci to przyszło do głowy?! O-on jest tylko... no ... przyjacielem, tak bratem w wierze!

-Spokojnie żartowałem.- uśmiechnął się.- Widać że nic szczególnego was nie łączy. Ale...

Hashimi urwał patrząc jej głęboko w oczy. Nie musiał kończyć, wiedziała co chce powiedzieć- "Lucian".

-Spotkałam go kilka razy... Nie zaskarbił sobie mojej sympatii.

-W to nie wątpię, ale ja... też go widziałem. W Wieży. Na poziomie #19, w laboratorium.

_________________
Gdy w czarsmutśleniu cichym stał,
Płomiennooki Dżabbersmok
Zagrzmudnił pośród srożnych skał,
Sapgulcząc poprzez mrok!

Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź blog autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
 
Numer Gadu-Gadu
9349483
Kitkara666 Płeć:Kobieta
Ave Demonius!


Dołączyła: 17 Lis 2008
Skąd: From Hell
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
Syndykat
PostWysłany: 08-10-2009, 21:27   

Kitkara sposępniała kiedy Karel tak nagle zniknął zostawiając ją samą wśród tych gruzów. Nie podobało jej się jego zachowanie. Nawet przez myśl przeszło jej biczowanie. Na ustach zakwitł jej podły uśmieszek. Poleciała prosto do miasta Gheldaneth, gdzie czekał na jej przybycie Kemi, Flara i kapłan którego kiedyś wzięła za faraona.

- O co chodzi? - zapytała widząc ich najwyraźniej oczekujących jej powrotu.

- Powiedziałem im że nie długo będziemy musieli odejść.

- O najwyższa pani - ukłonił się kapłan - pragnę przekazać ci prezent od nas. Mam wielką nadzieję że będziesz nas odwiedzała.

- Jak znajdę czas to tak.

- Całe miasto ubolewa nad twoim odejściem. A oto podarek od nas.

Wskazał na dwa wilki. Jeden był wielkości normalnego czworonoga, biały z czarnymi paskami jak u tygrysa. Była to samica imieniem Pandora. Drugi wilk wielkości konia był czarny z białymi paskami. Był to samiec imieniem Sokar.

- Pandora potrafi szpiegować ukryta w cieniu wszystkiego, nawet człowieka, który nie zdaje sobie sprawy z jej obecności. Sokar też posiada tą zdolność, poza tym może być wierzchowcem i zamieniać się w broń. Jaką, to zależy od ciebie pani.

- Są wspaniałe - ucieszyła się kiedy wilki zbliżyły się do niej. - Mam nadzieje że bawić też się lubią.

- Tego nie wiem. Oba mogą przywołać czarami watahy które pomogą w walce.

- Dzięki, jestem zadowolona.

Kapłan padł na kolana.

- Niestety teraz muszę już was opuścić. Zróbcie dla mnie jakiś posąg, albo obraz, czy coś.

- Jak sobie życzysz moja pani.

- Doskonale, kiedyś wpadnę by go zobaczyć, do tego czasu ty masz zarządzać miastem. Gdyby coś się działo natychmiast mnie powiadom.

Kiwnęła na Kemiego by przybrał postać smoka. Natychmiast wykonał polecenie.

- Czy kiedy latam albo przechodzę przez tunele, one i tak się przy mnie pojawia? - Wskazała na Sokara i Pandorę.

- Tak.

Wzbiła się w powietrze i po kilku minutach już jej nie było. Portal otworzył się tuż przed bramami kościoła. Tam zsiadła ze smoka. Kemi przybrał postać ludzką i przyglądał się uważnie Flarze. Kitkara bez trudu przekroczyła bramę. Po drodze do wiecznie zielonego ogrodu każdy napotkany kłaniał jej się z radosną miną, że powróciła cało. Kiedy już wszyscy znaleźli się w ogrodzie. Obok niej pojawiły się dwa wilki wyłaniające z jej cienia.
Po jakimś czasie podszedł do niej jeden z kapłanów.

- Witam wasza wysokość po powrocie. Życzysz sobie pani czegoś?

- Wasza wysokość? - zdziwiła się Flara.

- Kitkara jest księżniczką bractwa - poinformował Kemi.

- Tak. Sto kilo surowego mięsa dla moich podopiecznych i dwa średnio wysmażone steki dla mnie. Do tego świeża woda i butelka wina.

Kapłan patrzył chwilę na nią jakby wyrosła jej druga głowa.

- Wyraziłam się nie dość jasno?

- Nie, nie. - Pisnął widząc jej spojrzenie.

Czmychnął zrealizować zamówienie. Zanim jednak służba przyniosła posiłek Kitkara wyciągnęła długi cienki flet ze swojej peleryny i zaczęła grać spokojną relaksującą melodię.

_________________
Don't let them ever tell you that you're too small
'Cause your fate comes from within
You are strong forever, you heard the call
In the night the crimson light is bleeding
A new life shall start with a freedom heart
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź blog autora
 
Numer Gadu-Gadu
28180514+-+jak+coś+dać+znać+jeśli+ktoś+chce+pisać+zemną+na+gg+najpierw+mailem+albo+na+pw
Daerian Płeć:Mężczyzna
Wędrowiec Astralny


Dołączył: 25 Lut 2004
Skąd: Przestrzeń Astralna (Warszawa)
Status: offline

Grupy:
Tajna Loża Knujów
PostWysłany: 08-10-2009, 22:25   

Fascynujące - westchnął Daerian - wiesz, nagle w głowie objawiły mi się warunki pokoju Caladana. Wybacz więc, tylko wyślę wiadomość...

Warunki, jakie przedstawił Caladan zdumiały Daeriana. Ale nie tylko jego - jego własny sojusz struchlał na myśl o tym, co może go czekać. Żaden z wielkich narodów Forgotten Realms, żadna z mrocznych grup snujących wielkie plany zdobycia dla siebie świata nigdy nie spodziewała się, że ktoś postanowi wykorzystać ich jako własne kolonie... mające budować jego potęgę ekonomiczną, związane sojuszem, ba co więcej - ośmieli się grozić im sankcjami za nieposłuszeństwo!

Pierwsza z sojuszu wyłamała się Halruaa. Magowie tego państwa od dawna krzywo już patrzyli na sojusz z mrocznymi rasami Faerunu i masowym mordercą, łamiącym przysięgi. Nawet pragmatyczne poczucie chęci spokoju zaczynało zbliżać się do granic... a sojusznik z każdą chwila był coraz mniej wiarygodny. Co więcej, ryzykował wiele, korzystając z magii niezwykle nieodpowiedzialnie, wylewając na świat dziwną, niezbadaną energię chaosu... i manipulując przy Zwojach Nether. Kropla przelała czarę - chęć uczynienia z dumnego państwa magów protektoratu było ostatnią rzeczą, której już nie mogli znieść. Lazarus Shadowweaver był tym, który rozpoczął bunt.

Nie był to jednak koniec. Illithidzi raz na zawsze porzucili wszelką chęć rozmowy z zarozumiałym bufonem, proponującym im takie warunki... i zaszyli się ponownie w podziemiach.

W Chondath z przerażeniem odkryto, że ich sojusznik para się magią, której tak bardzo obawiano się w królestwie. Myśl o ograniczeniu własnej wolności handlowej i przerażenie na myśl o wędrówkach wymiarowych spowodowały natychmiastowe skorzystanie z proponowanej opcji o pokojowe wycofanie się z sojuszu, z szukaniem protekcji przed zemstą najeźdźcy z innych światów.

Impiltur i Sembia odwróciły się od sojusznika, w znacznym stopniu przerażone embargiem, jakim zagroziły im największe potęgi gospodarcze Faerunu... oferta obcego była zbyt mało istotna, by ryzykować dla niej tradycyjne źródła zbytu.

W Sespech, kraju nie tak dawno władanym przez Chondath nastroje niepodległościowe były silne, a i sojusz z ich byłym tyranem nie przypadł do gustu. Myśl o ponownym popadnięciu w zależność skłoniła ich do szukania wsparcia w wielkiej sile Krain, sprzeciwiającej się Caladanowi.

Prawdziwym bólem było jednak odejście wielu smoków - skarby nie mogły równać się z chęcią zachowania własnego życia (zwłaszcza, że Daerian przeznaczył całkiem ładny fundusz na rekompensaty odchodzącym smokom Caldana), zaś niewiele smoków mogło znieść myśl o służeniu komukolwiek, zwłaszcza obcemu przybyszowi.

_________________


Ostatnio zmieniony przez Daerian dnia 08-10-2009, 22:49, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
3291361
Wyświetl posty z ostatnich:   
Strona 15 z 36 Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 14, 15, 16 ... 34, 35, 36  Następny
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików
Nie możesz ściągać załączników
Dodaj temat do Ulubionych


Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group