FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  Galeria AvatarówGaleria Avatarów  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 16, 17, 18 ... 34, 35, 36  Następny
  Forgotten Realms
Wersja do druku
Karel Płeć:Mężczyzna
Latveria Ruler


Dołączył: 16 Kwi 2009
Skąd: Who cares?
Status: offline

Grupy:
Syndykat
WOM
PostWysłany: 12-10-2009, 10:16   

- No więc....gdzie jesteśmy? - zapytał mnicha Karel.
- Będzie jakieś...pięćset lat do przodu. - szermierz pokiwał głową i zapalił papierosa.
- Wiesz - zaczął - nie mam ci tego za złe podczas naszego pierwszego spotkania.
- Naprawdę? - jedna z brwi Endariona uniosła się w zdziwieniu.
- Acha, ładny czysty cios, rzadko się takie widzi, a jak już to trzeba się naszukać. Podczas drugiego spotkania tez było nieźle. Właściwie to powinienem ci podziękować.
- Jednak - zaczął od nowa Karel - nie mogę ci puścić tego płazem - wyciągnął palec w jego stronę - dzisiaj tylko jeden z nas będzie w stanie iść o własnych siłach jeśli w ogóle.
Ale blah dość gadania - ściągnął miecz z ramienia i zakręcił nim młynka - to już któryś raz a ciągle nie wiem jak się nazywasz.
- Endarion - powiedział drow poważnie.
- Karel - pułkownik wyszczerzył zęby drapieżnie. Skoczyli ku sobie. Szermierz ciął niczym błyskawica ale mnich uchylił się ścinając go kopnięciem z nóg. Zanim Karel wylądował na ziemi potężny cios pięścią posłał go daleko w tył. Kruczowłosy wyhamował impet wolną od uchwytu broni ręką o ziemię, robiąc po tym parę skoków w tył. Prz ostatnim posłał w Endariona trzy sztylety ale ten strącił ją pięścią oraz energią Ki. Następnie mnich skontrował uderzeniem które posłało Ki w przeciwnika. Karel jednak już stał pewnie na ziemi.
- Raikiri - elektryczny półksiężyc zderzył się z niewidzialnym przyciskiem w połowie drogi przezwyciężając go i lecąc w stronę drowa.

_________________
"So come forth, Avenger. It is time to put our lingering dispute... to an end!"


Ostatnio zmieniony przez Karel dnia 12-10-2009, 18:02, w całości zmieniany 1 raz
Przejdź na dół
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Loko Płeć:Mężczyzna
Aspect of Insanity


Dołączył: 28 Gru 2008
Status: offline

Grupy:
Syndykat
WOM
PostWysłany: 12-10-2009, 11:28   

Loko czuł się już w miarę dobrze. Złamana ręka nie była problemem, a krew którą była zabrudzona dawno zaschła, przestając tym samym uniemożliwiać skrytobójcy walkę i inne czynności. Niemniej kość wypadałoby nastawić, a on sam tego nie umiał.

- Szczerze powiem, że nie interesuje mnie tytuł najlepszego zabójcy w Krainach. Jednak przyjmę wyzwanie, jeśli tak ci na nim zależy.

- Jak widzę, aktualnie nie jesteś w najlepszym stanie. Doprowadź się do ładu, będę na ciebie czekał za dwa dni na przystani. Wyruszamy razem, potem się rozdzielimy.

- Jak sobie życzysz.

Grim skoczył do tyłu lądując na gałęzi drzewa, po czym skokami oddalił się w sobie tylko znanym kierunku. Loko przymroził ramię jeszcze bardziej i ruszył przed siebie. Po około godzinie przedzierania się przez las dotarł do miasteczka. Po ulicach chodziło sporo uzbrojonych osobników, jednak mimo to Liść nie był do końca pewny czy natrafił na legion Kitkary. Dopiero po dłuższej chwili spostrzegł znajomą twarz, z ulgą ruszył w kierunku jednej z gospod.

- Witaj, nie wiesz może gdzie zatrzymali się nasi medycy? Jak zapewne widzisz, potrzebuję ich - można rzec - na gwałt.

- Co ci się stało? - zapytał lekko zdziwiony Hamishi - kogo jak kogo ale ciebie połamanego bym się nie spodziewał.

- Jeśli pozwolisz, opowiem ci później. To jak z tymi medykami?

- Z tego co pamiętam w tamtą stronę szło kilku.

- Dziękuję za pomoc, a teraz wybacz, kuśtykam dalej.

Ryś patrzył jeszcze chwilę na oddalającego się skrytobójcę, po czym wszedł do gospody.

_________________
That is all in your head.

I am and I are all we.
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
Kitkara666 Płeć:Kobieta
Ave Demonius!


Dołączyła: 17 Lis 2008
Skąd: From Hell
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
Syndykat
PostWysłany: 13-10-2009, 22:21   

Kitkara właśnie weszła do wielkiej łazienki aby zrelaksować się przed kolejnym patrolem okolic na jaki wysłał ją nowy "szef". Naga weszła na przyjemnie cieplej wody z pachnącą pianą. Obok nie proszony pojawił się Sokar.

- Co ty tu robisz? - zapytała bardziej zdziwiona niż zła.

Wilk ziewnął przeciągle.

- Pilnuje - oznajmił tylko kładąc się na ciepłe kafelki i pogrążając w lekkiej drzemce.

Dziewczyna pokręciła głową. Był zbyt słodki aby go wygoniła. Nagle poczuła dziwne zawroty głowy i mdłości. Wstała. Wilk popatrzył zdziwiony na swoją panią.

- Sok...

Znikła z łazienki. Zdezorientowany wilk pobiegł natychmiast w ślad za aurą swojej pani. Tym czasem dziewczyna znalazła się w ciemnej komnacie ozdobionej gdzie nie gdzie ludzkimi, jak i mniejszymi smoczymi czaszkami. Pod jej stopami jaśniał bielą i błękitem krąg unieruchamiający, a za nim krąg ochronny. Zorientowała się że zamiast ludzkich stóp ma szpony. Popatrzyła na dłonie - to samo. Krąg wiążący musiał ujawnić jej prawdziwą demoniczną formę.

- A cóż za śliczność my tu mamy - zachrypiał głos maga. - Takiej istoty aż szkoda poświęcać.

- Kim ty do diabła jesteś?! - warknęła patrząc na wysokiego maga z lekkim zarostem na kwadratowej szczęce.

Nie był młody, ani nie stary. Wyglądał jak zwyczajny chłop, gdyby nie jego szata.

- Spokojnie Feriel, spokojnie.

- Feriel? - zdziwiła sie.

- Już nie długo twój los będzie jasny... i martwy, tak jak ty - zaśmiał się głośniej.

Krąg zniknął tworząc na jej kostce bransoletę.

- A teraz grzecznie podejdź tu do mnie i połóż się na ten ołtarz. O tak.

Jej ruchy były niezgrabne i wymuszone. Ciało samo poruszało się wbrew woli. Wykonała polecenie, a mag przykuł łańcuchy do jej nadgarstków i kostek.

- Nie są konieczne, ale na wszelki wypadek.

- Pożałujesz tego, kiedy się uwolnię - obdarowała maga swoim zabójczym wzrokiem.

Uśmiech znikł mu z twarzy zastąpiony panicznym strachem.

- Jesteś potężniejsza niż śmiałem marzyć, Feriel. Nawet bransoleta nie jest w stanie w pełni pochłonąć twojej mocy - przełknął ślinę drżąc i wlepiając wzrok w jej oczy.

- Mów kim jesteś i czego chcesz.

- Nazywam się Larssun. Mam zamiar złożyć cię w ofierze dla Neroneara Smoka Śmierci. Potrzebuje do przyzwania go z piekielnych otchłani wielkiej siły i potężnej krwi, aby móc go go kontrolować.

- Nudzi ci się?

- Mam zamiar z jego pomocą podbić cały Fearun!! - zaczął się szaleńczo śmiać.

Wielki krąg za jego plecami zamrugał jakby zniecierpliwiony. Larssun wyciągnął z rękawa sztylet o falowanym ostrzu. Był wykonany z niesamowicie jasnego metalu. Kiedy mag wypowiedział zaklęcie ostrze zajaśniało niebieskim płomieniem. Wyszczerzył się do demonicy. Tym razem nawet ta niewielka cząstka mocy jaką jeszcze posiadała nie była w stanie już nic zrobić. Najwyraźniej Neronear już czekał w pobliżu przejścia i w komnacie wszystko zostało przytłoczone jego potęgą dwakroć przewyższającą moc Kitkary. Larssun zbliżył się jak lunatyk do kamiennego ołtarza. Kitkara zaczęła bać się na poważnie o skórę. Gdyby nie ten sztylet i niemal namacalna obecność smoka nic by sobie z tego nie robiła. Nie miała zamiaru okazywać strachu, ani błagać o litość. Posłała magowi podły uśmiech wraz z mrocznymi wizjami, które nawiedzą go kiedy smok straci nad nim kontrolę.

- Pospiesz się! - usłyszeli mentalny głos.

Neroneam najwyraźniej się niecierpliwił. Mag zamachnął się sztyletem. Wbił płonące ostrze głęboko w mostek demonicy. Nie trafił w serce, bowiem resztką siły zdołała w ostatniej chwili się odchylić. Niemniej krew została przelana. Jeśli jej nie zabije smok pozostanie bez pana.

_________________
Don't let them ever tell you that you're too small
'Cause your fate comes from within
You are strong forever, you heard the call
In the night the crimson light is bleeding
A new life shall start with a freedom heart


Ostatnio zmieniony przez Kitkara666 dnia 17-10-2009, 00:37, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź blog autora
 
Numer Gadu-Gadu
28180514+-+jak+coś+dać+znać+jeśli+ktoś+chce+pisać+zemną+na+gg+najpierw+mailem+albo+na+pw
Karel Płeć:Mężczyzna
Latveria Ruler


Dołączył: 16 Kwi 2009
Skąd: Who cares?
Status: offline

Grupy:
Syndykat
WOM
PostWysłany: 13-10-2009, 23:54   

Karel uchylił się przed kolejnym ciosem mnicha. Atak musnął mu włosy gdy nagle szermierza przeszedł dreszcz. Następne uderzenie mnicha trafił już w cel. Szermierz poleciał kilka metrów do tyłu i wylądował twarzą do ziemi. Nie ruszał się jednak nie licząc tego że jego palce zaciskały się na trawie. W końcu uniósł się nieco.
~Ona - pomyślał - ona jest w niebezpieczeństwie a mnie nie ma przy niej.
Zaskoczony Endarion patrzał na nieruszającego się przeciwnika. Karel podniósł się powoli.
- Co jest? Halo tu jestem! - mówił mnich ale Karel go ignorował.
~Jest pięćset lat w przeszłości. Jak, jak mam do niej dotrzeć? Chyba....nie ma wyjścia.
Pułkownik podniósł dłoń do twarzy. Dłoń zakrywała ją tak że, widać było tylko jedno oko.
Nie znający zamiarów Karela Endarion przeszedł ponownie do pozycji bojowej.
- Rozumiem że runda druga? - zapytał drow.
- Runda druga? Zapomnij - odrzekł szermierz, mrok wokół niego gęstniał - gdy jej coś grozi.....w tej chwili nie jesteś ważny. Liczy się tylko ona! Umbro - szmaragdowe oko rozbłysło a w Endariona uderzyła eksplozja ciemności. Gdy mógł znowu widzieć zorientował się że szermierza nie było. Przystojną twarz mnicha wykrzywił grymas.
- Nieważny....zapamiętam to sobie. Ale....kim była ona? - zamyślił się i spojrzał w dół. Dopiero teraz zauważył że jak okiem sięgnąć zielona wcześniej trawa jest żółta....wyssana z życia.

Obok wilka ściana eksplodowała. Odłamki kafelków poleciały na wszystkie strony. Nagle ręka o znajomym zapachu chwyciła Sokratesa za gardło. Karel patrzał zielonymi oczyma w wilcze ślepia. Futrzak zauważył że źrenice były zwężone jak u węża czy kota i poziome.
- Gdzie ona jest?!
- J-ja nie wiem - wycharczał wilk - ona była tu i zniknęła.
Szermierz puścił zwierzę. Sam niczym w jakiejś mani rozglądał się po pokoju.
~Czuję - pomyślał - ale będę potrzebował dużo energii na to by się do niej przenieść śladem. Szczególnie po tym wróciłem. - złapał się za pierś w bólu.
W pierwszej chwili popatrzał na wilka ale zaraz skarcił się w myślach. To był JEJ wilk. Kłopot został rozwiązany gdy w dziurze pojawił się trzech żołnierzy. Pułkownik nie tracił czasu. Cień pochłonął trio bez zbędnych ceremonii. Następnie zniknął ale nie tak wybuchowo jak wcześniej zostawiając za sobą trzy zestawy rynsztunku, łazienkę do remontu i ztraumowanego wilka.

Larssun skrzywił się widząc że nie trafił dość dobrze. Nie żeby musiał ją zabijać wystarczy tylko jej krew ale....lepiej nie ryzykować. Ponownie uniósł sztylet do ciosu. Cios nie spadł jednak. Została przytrzymana w nadgarstku przez kogoś wyższego niż mag. Larssun spojrzał na przybyłego przeraził się bo w jego oczach zobaczył furię większą niż smoka którego chciał przyzwać. Karel jednym ruchem oderwał ramię mężczyzny. Drugi cios posłał maga przez pomieszczenie a ten wpadł na kolumnę łamiąc sobie parę kości ale mimo to żywy. Pułkownik nie patrzał jednak za nim ale próbował skoczyć ku zapieczętowanej Kit. Bariera odrzuciła go ale nie przestał. Parł na całą mocą aż w końcu pękła. Chwycił dziewczynę w ramiona, nie dbał na to jak wygląda bo wiedział że to ona.
- Na Kica, na światło...zdążyłem.Tak się bałem. - mówił przyciskając ją do siebie. Wiedział jednak że długo nie pociągnie. Przymknął więc oczy i zaczął przelewać swoje siły w jej siły.
Tymczasem ani on ani półprzytomna demonica nie zauważyli że krew maga spływa do rowków w posadzce.

_________________
"So come forth, Avenger. It is time to put our lingering dispute... to an end!"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Daerian Płeć:Mężczyzna
Wędrowiec Astralny


Dołączył: 25 Lut 2004
Skąd: Przestrzeń Astralna (Warszawa)
Status: offline

Grupy:
Tajna Loża Knujów
PostWysłany: 14-10-2009, 09:27   

Daerian tymczasem delikatnie zajął się sprawą inwazji drowów z Menzoberranzan i kilku innych sprzymierzonych miast, które zdążyły już nadejść. Nie żeby rozbicie drowiego sojuszu kiedykolwiek było trudne...

Przede wszystkim, nawet najpotężniejsza kapłanka, obdażona łaską Lolth nie miała dość mocy, by poradzić sobie z równoczesnym atakiem magicznym i sztyletem tkwiącym w gardle. A na jej nieszczęście, to Gromph był najinteligetniejszym z rodzeństw i również on znał się doskonale na zabezpieczeniach magicznych Banere... zaś Bregani i dom Shae'verth posiadali najlepszych zabójców w całym Podmroku.
W gardle martwej Matki Opiekunki znaleziono sztylet, należący do najwyższego z rodów Ched Nasad - co natychmiast wzbudziło podejrzenia i skierowało je na trzeci dom z owego miasta, nienawidzący pierwszego domu i bardzo niechętnego całej wyprawie... a dziwnym trafem posiadającego utalentowanych zabójców. Kara została wymierzona natychmiast, przez sam Dom Baenre i inne rody z Menzoberranzan... co bardzo zdenerwowało drowy pochodzące z Ched Nasad. Oraz zaniepokoiło inne, mniejsze oddziały, z innych miast. Sojusz zaczął chwiać się w posadach.

Zaledwie kilka godzin później nadeszły wieści, że duergarzy skorzystali z okazji wyludnienia drowich miast, by zaatakować najważniejsze siedziby. Na Ched Nasad maszerować miała czterotysięczna armia, zaś przeciw Menzoberranzan - ośmio.
Wieści te wywołały prawdziwą panikę oraz natychmiastowy rozpadek sojuszu. Silna przywódczyni być może mogłaby temu zapobiec, jednak śmierć Matki opiekunki wydarzyłą się w bardzo dogodnej chwili. Armie poszczególnych miast wyruszyły natychmiast w drogę powrotną, by wesprzeć swe domowstwa.

Siły Menzoberranzan czekała jednak po drodze duża niespodzianka...

Tymczasem Grim z zadowoleniem skreślił na swojej liście pierwsze imię. Brennus Tanthul... cóż, książę popełnił znaczący błąd... innymi słowy, udął sie do zamtuza bez eskorty. Bardzo duży, wręcz śmiertelny błąd, gdyż w niektórych sytuacjach nawet najpotężniejsi nie są w stanie zachować czujności. No i wizytę w mało znanym pomieszczeniu nalażałoby zacząć od zajrzenia do szafy. Grim uśmiechnął się, przygladając się swoim nowym kukri, scpejalnie przygotowanym do zabijania Shadovar. A potem zniknął w mrokach nocy. Na liście wciąż czekalo w końcu dziesięć nazwisk...

_________________
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
3291361
Velg Płeć:Mężczyzna


Dołączył: 05 Paź 2008
Status: offline

Grupy:
Tajna Loża Knujów
PostWysłany: 14-10-2009, 11:18   

Rada Kupiecka Sembii została zaskoczona szybkimi postępami wojsk kościelnych i nie zdążyła ewakuować się z Daerlun, gdzie obradowała. Niemniej, za murami wiernego miasta (mniejsza, że procormyrskiego) czuła się względnie bezpiecznie. Wskutek tego, zadecydowała o konieczność wypłacenia Sembii odszkodowania przez dowódców armii przechodzącej przez jej granice. Werdykt ten do wiadomości publicznej podał lord Kendrick Wysoki. To jeszcze nie było błędem. Błędem było, że treść oświadczenia odczytał osobiście z przedmieść, odgrodzony od wojska przechodzącego przez jego kraj kordonem ludzi z armii sembijskiej.

I wtedy rozpętało się piekło - „Heretyk i zdrajca!”, rozległy się gromkie okrzyki. Były wśród nich i okrzyki zwyczajne, i te wywołane przez stronnictwo lorda Illeforna Hardshine.

Klnąc niemiłosiernie, Alusair musiała nakazać ostrzał wojsk wroga i włączenie do bitwy oddziałów paladynów... Lub też pogodzić się z militarną i moralną klęską wyprawy.

Nastąpiła dziwna bitwa - jednak nie trwała ona długo. Kiedy zaniknęła sembijska przewaga zorganizowania, o wszystkim rozstrzygnęła miażdżąca przewaga liczebna oddziałów Alusair Obarskyr.

Ponadto, w chaotycznej kotłowaninie śmierć znalazł lord Kendrick, co do reszty zniszczyło morale sembijczyków. Uciekli oni do miasta, a ludzie Purpurowej Krucjaty ścigali ich aż do samego miasta, wdzierając się aż za pierwszy krąg murów. Ogólnie, potyczka była dużym sukcesem ekspedycji (lub raczej stronnictwa radykalnego). Wprawdzie utracono kilka setek wojska pieszego i kilkunastu paladynów, a straty wroga z pewnością były mniejsze... Jednakże, to właściwie było pozbawione znaczenia. 

Zaś rada władająca państwem kupców została postawiona wobec konieczności obioru następnej głowy państwa, jak również - rozwiązania doraźnych problemów. W stosunku do zwyczajnych obrad występowała jednak drobna modyfikacja - na zewnątrz tłoczyła się piechota Krucjaty.

***


Natomiast, zupełnie gdzie indziej, Velg nawiązał kontakt z władcą Halruy i przedstawił mu ofertę pomocy niesionej przez legion „Honor”. Pomocy bez żadnych zobowiązań ze strony halruańskiej - poza oczywiście zobowiązaniemczachowania w tajemnicy tożsamosci „dobroczyńców”.             

_________________
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
Kitkara666 Płeć:Kobieta
Ave Demonius!


Dołączyła: 17 Lis 2008
Skąd: From Hell
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
Syndykat
PostWysłany: 14-10-2009, 19:15   

Murami wieży w której się znaleźli zakołysał wstrząs. Kilka z kamiennych bloków runęło. Krąg na który nie zwracał nikt uwagi zajaśniał czerwienią, kiedy krew maga i Kitkary skalała jego krawędzie. Ofiara została dopełniona, a Smok Śmierci za wszelką cenę pragnął opuścić piekielne otchłanie. Karel trzymając dziewczynę w ramionach ostrożnie wyskoczył przez okno w ostatniej chwili zanim mury runęły pogrzebując żywcem ich właściciela. Karel zorientował się w położeniu rozwijając skrzydła i sunąc do góry. Znajdowali się na jakiejś dużej wyspie. Nieopodal znajdowało się miasto. Coś zapiszczało. Wyjął z kieszeni piramidkę. Przez chwilę wpatrywał się w nią po czym szczęka mu opadła. Znajdowali się na Trackles Sea, na wyspie Lantana niedaleko miasta Sundrah. Teraz już wiedział dlaczego teleportacja zabrała mu tyle energii. Miał jednak teraz poważniejszy problem. Pomimo przekazania Kitkarze własnej energii życiowe jej istnienie nadal było w śmiertelnym zagrożeniu, a z rany po sztylecie sączyła się krew. Drugim problemem był wyłaniający się z kręgu smok.

- O rzesz na Kica! - jęknął widząc teraz bestię w pełni wyłonioną z portalu.

Neronear czarny, upiorny Death Dragon odbierał życie roślinom znajdującym się w jego pobliżu. Odór paszczy i olbrzymiego cielska nawet z tej odległości przyprawiał Karela o wymioty. Smok rozłożył skrzydła jakby mu zdrętwiały co rozwiało jeszcze potworniejszy smród. Żółte upiorne ślepia rozglądały się dookoła. Zasyczał zły kiedy słońce wyjrzało zza chmur. Nabrał powietrza i po chwili wypuścił czarny strumień dymu w niebo. Po kilku chwilach słońce zasłoniły czarne smoliste chmury. Karel nie wiedział co robić. Nie mógł tak przecież zostawić tego potwora tutaj, ale też nie miał zbyt wiele czasu. Musiał coś zrobić z Kitkarą i nagle wpadł na pomysł.

- Kitkaro możesz przywołać tu Flarę i Kemiego by się tym zajęli?

Dziewczyna popatrzyła na niego trochę nie obecnym wzrokiem pełnym bólu który znosiła w ciszy. Coś go ścisnęło w środku.

- Kitkaro...?

- Tak - rzekła w końcu. - Zajmą się nim za chwilę.

Jak na rozkaz dwa smoki w ludzkiej postaci teleportowały się obok niego.

- HoHoHO! - Zaśmiała się Flara. - Mam z nim na pieńku od trzech wieków!

- To do dzieła. Tylko wrócić mi cało. My wracamy do obozu.

_________________
Don't let them ever tell you that you're too small
'Cause your fate comes from within
You are strong forever, you heard the call
In the night the crimson light is bleeding
A new life shall start with a freedom heart


Ostatnio zmieniony przez Kitkara666 dnia 17-10-2009, 00:38, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź blog autora
 
Numer Gadu-Gadu
28180514+-+jak+coś+dać+znać+jeśli+ktoś+chce+pisać+zemną+na+gg+najpierw+mailem+albo+na+pw
Zegarmistrz Płeć:Mężczyzna


Dołączył: 31 Lip 2002
Skąd: sanok
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
PostWysłany: 15-10-2009, 20:32   

Lazarus nie do końca był zadowolony z oferty zewnętrznej pomocy. Był w końcu patryjotą i nacjonalistą. To, że jego kraj musi korzystać z wojsk cudzoziemców był dla niego upokorzeniem. Z drugiej strony sytuacja była groźna, a mobilizacja ciągle nie zakończyła się. Zgodził się więc na propozycję, stawiając jednak jeden warunek: wojska zostaną potraktowane jako najemnicy...
W prywatnej filozofii Lazarusa nie było nic sprzecznego w płaceniu osobom z poza Halruy za zwalczanie jej wrogów: obojętnie zewnętrznych czy wewnętrznych. Przeciwnie: jeśli obcokrajowcy ginęli z rąk zdrajców było to nawet lepsze, niż gdyby dobrzy obywatele umierali z rąk wyrzutków.

_________________
Czas Waśni darmowy system RPG dla fanów Fantasy. Prosta, rozbudowana mechanika, duży świat, walka społeczna.
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Odwiedź blog autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
 
Numer Gadu-Gadu
1271088
Velg Płeć:Mężczyzna


Dołączył: 05 Paź 2008
Status: offline

Grupy:
Tajna Loża Knujów
PostWysłany: 15-10-2009, 20:38   

Velg przyjął rozwiązanie proponowane przez Lazarusa - godząc się na iście symboliczną zapłatę wręczoną Kitkarze. Miała ona być teraz na arenie polityki międzynarodowej rozpatrywana w kategoriach niezależnego kondotiera, niepodległego Bractwu i nie mającego z nim nic wspólnego.

***


A rada Sembii obradowała... 

_________________
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
Karel Płeć:Mężczyzna
Latveria Ruler


Dołączył: 16 Kwi 2009
Skąd: Who cares?
Status: offline

Grupy:
Syndykat
WOM
PostWysłany: 16-10-2009, 01:17   

Kitkara otworzyła powoli oczy. Nad sobą miała, cóż sufit. Sufit był biały. Ponownie zamknęła oczy i zaczęła łapkami macać naokoło siebie. Łóżko, kołdra. Jeszcze raz otworzyła oczta i spojrzała na bok. Po lewej miała szafkę z wazonem pełnym kwiatów miską z wodą i - tu przyjrzała się dokładniej - szarlotką. Odwróciła łepek na drugą stronę. Ujrzała siedzącego na krześle Karela. Wyglądał na bardzo zmęczonego ale uśmiechał się.
- Obudziłaś się. Dobrze się czujesz? Coś cię boli?
- N-niem tylko trochę mi słabo - zorientowała się że ma na sobie koszulę nocną.
- Bałem się o ciebie....- zamilkł na dłuższą chwilę - Kit ja... - przerwało mu gwałtowne otwarcie drzwi. Do pokoju weszła pielęgniarka niosąc miskę z wodą.
- O obudziła się panienka? Leżała pani całe dwa dni a pan Karel nie odstępował pani nawet na sekundę. A nawet kazał przynieś kwiaty. Jak to było sir? ,,Tyle kwiatów ile znajdziecie albo pourywam wam łby" czy tak?
Kitkara spojrzała na Karela ale ten stał przy oknie i wyglądał przez nie. Obrócił się następnie i powiedział.
- Cieszę się że nic trwałego ci się nie stało. Niestety nie mogę zostać, ja....mam rzeczy do zrobienia. Za jakiś czas się zobaczymy. - po tych słowach wyszedł. Demonica próbowała się podnieść ale zakręciło się jej w głowie.

Za drzwiami Karel odetchnął z ulgą. Jemu też kręcił się w głowie ale bynajmniej nie ze słabości. Twarz mu jednak stężała. Gdy zanosił dziewczynę do obozu widział w swojej głowie jej wspomnienia. Sigmund.....a więc i on podniósł na nią miecz. W tym świetle Endarion wydawał się nieistotny niczym poluzowana deska w rogu pokoju i to za szafą.
Nie ruszy teraz za nim bo ma ważne zadania. Wychodząc z budynku natknął się w progu na Liścia.
- Loko! Co ci się stało - spojrzał na jego złamaną rękę - właśnie widzę. Nie powinieneś być trochę odporniejszy jak na Icemana przystało?
- Bardzo śmieszne. Widziałeś jakiś mistrzów szwów?
- Widziałem ale właśnie ćwiczą szydełkowanie. I coś myślę że nie będą mieli na ciebie czasu. - Loko zaklął pod nosem.
- Ale nie bój się, coś na to poradzimy. Mogę? - zapytał szermierz.
Liść przez chwilę nie wiedział o co chodzi ale zaraz załapał. Kiwnął twierdząco głową po czym podsunął rękę Karelowi. Ten chwycił ją ostrożnie po czym w trzech ruchach nastawił złamaną kość. Zrobił to tak sprawnie że złamanie otwarte nie było już otwarte. Zabójca za to zachwiał się bo znowu zaczął krwawić. Pułkownik mechanicznie chwycił najbliższą zasłonę po czym przerobił ją na prowizoryczny bandaż.
- Tyle mogłem zrobić na tą chwilę ale przynajmniej ci się nie pogorszy zanim skończą z tamtymi biedakami.

_________________
"So come forth, Avenger. It is time to put our lingering dispute... to an end!"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Kitkara666 Płeć:Kobieta
Ave Demonius!


Dołączyła: 17 Lis 2008
Skąd: From Hell
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
Syndykat
PostWysłany: 16-10-2009, 13:03   

Kitkara po woli zjadła ciasto. Uśmiechnęła się na widok kwiatów. Jednak jakaś myśl nie dawała jej spokoju. Nie pamiętała co się stało po tym jak mag przebił jej ciało tym dziwnym sztyletem.

- Sokarze - odchyliła włosy z prawego ucha gdzie miała srebrny, mały, okrągły kolczyk. Wilk pojawił się natychmiast obok jej łóżka. Zajmował niemal całą wolną przestrzeń pokoju.

- Masz ten sztylet?

- Tak moja pani. Zabrałem również inne artefakty które miałem w pobliżu.

Obok przy lewej łapie miał niewielką torebeczkę z czarnej skóry. Torba ta była zaczarowana, bowiem wilk mógł schować tam nawet statek kosmiczny. Położył Kitkarze na kolana kilka przedmiotów oraz wspomniany sztylet.

- Zbadałem już niektóre z nich i mogą się bardzo przydać. Te pojedyncze, podłużne kamienie można połączyć ze sobą magiczną nicią i zrobić naszyjnik. Każdy z nich posiada inną moc. Pasek z czerwonym rubinem podwaja moce magiczne. Te ciemniejsze, okrągłe, jednolite kamienie odpowiadają żywiołom. Są odpowiednikiem ich duchów opiekuńczych.

- A, ten sztylet?

- Do wyjątkowo potężnych rytuałów przyzwania.

- Rytuału... przyzwania? - zastanowiła się chwilę usiłując sobie przypomnieć. Nagle ją oświeciło.

Wyskoczyła z łóżka powstrzymując mdłości i walcząc z zawrotami głowy. Ubrała się szybko i nałożyła nowe "ozdóbki" oraz bransoletkę z kamieni żywiołów. Wskoczywszy na Sokara mknęli korytarzami i wypadli przez główną bramę gdzie jeszcze spotkali Karela i Liścia. Wyglądali na głęboko zaskoczonych jej widokiem.

- Kit!!!!!!! Oszalałaś?! - Zawołał Karel.

- Wybacz! Mam ważną sprawę... Oby nie było za późno...

Teleportowała oboje do Sundrah, gdzie były gruzy wieży jak i miasta. Smok Śmierci zaszalał na całego. Teraz okolica była podejrzanie cicha i spokojna. Zeszła z wilka rozglądając się w poszukiwaniu smoków.

- Znajdź ich, Sokarze - wyglądała na bardzo zaniepokojoną. Minęły dwa dni.

Mijały godziny, a ani Kemiego, ani Flary nigdzie nie było widać. Co gorsze żadne nie odpowiadało na mentalne wezwania. W końcu pod koniec dnia Sokar znalazł Flarę siedzącą pod drzewem. Była nie przytomna i w ludzkiej postaci.

- Flaro, Flaro ocknij się!

Miała ubranie w strzępach i kilka drobnych ran z których wydobywała się zielona gęsta ciecz.

- Szukaj dalej Kemiego - poleciła Sokarowi. Był jej bliższy niż ta smoczyca.

Był jeden problem. Kitkara była dobra w czarach i zabijaniu, a nie w uzdrawianiu. Szczęście jednak do niej się wyjątkowo uśmiechnęło. Dzięki Sokarowi miała magiczne amulety wśród których był kamień oczyszczenia i uzdrowienia. Nie wiedziała jednak czy trucizna długo krąży już w żyłach Flary. Jeśli zdołała zatruć mózg i serce to nie ma dla niej ratunku. Serce ją ścisnęło kiedy znowu pomyślała o Kemim. Położyła dłoń na czole rudowłosej smoczycy drugą dłonią dotykając kamienia, który zabłysł jasno. Trwało to kilkanaście minut zanim kamień zgasł, a ciało Flary było oczyszczone. Co do zagojenia raz, sama da sobie z tym rade o ile się udało. Wstała rozglądając się w poszukiwaniu Kemiego. Zbliżał się coraz bardziej zmierzch. Wśród traw i krzaków pojawiły się świetliki, a księżyc, duży i srebrzysty nadawał temu miejscu niesamowity czar.

- Pani, Kemi leży nad rzeką. - Oznajmił w końcu wilk wyłaniając jedynie łeb z jej cienia po czym zniknął.

Pobiegła nad rzekę, która majaczyła w dole wzgórza. Tam zobaczyła wielki, czarny smoczy kształt, obok którego stał już Sokar. Kemi leżał tylnymi łapami i ogonem w wodzie. Miał znacznie większe i poważniejsze rany niż Flara.

- Kemi! - zawołała chcąc by się obudził. Sama była osłabiona po uzdrowieniu Flary, ale z całych sił jakie jej jeszcze pozostały przekazała je w kamień, aby uzdrowić smoka. - No dalej Kemi nie poddawaj się!

Sokar pochylił łeb. Odkąd znalazł tu Kemiego wiedział że wysiłki Kitkary są już bezcelowe. Smok był martwy. A kamień zgasł wraz z ostatnimi iskrami sił magicznych dziewczyny.

- Kemi.... Kemi!!!!! - Zaczęła płakać. Płakała jak nigdy w całym jej długim życiu. Nawet tym którego nie pamiętała. Płakała tak długo aż zemdlała z wycieńczenia.

_________________
Don't let them ever tell you that you're too small
'Cause your fate comes from within
You are strong forever, you heard the call
In the night the crimson light is bleeding
A new life shall start with a freedom heart


Ostatnio zmieniony przez Kitkara666 dnia 17-10-2009, 00:39, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź blog autora
 
Numer Gadu-Gadu
28180514+-+jak+coś+dać+znać+jeśli+ktoś+chce+pisać+zemną+na+gg+najpierw+mailem+albo+na+pw
Loko Płeć:Mężczyzna
Aspect of Insanity


Dołączył: 28 Gru 2008
Status: offline

Grupy:
Syndykat
WOM
PostWysłany: 16-10-2009, 13:32   

Karel rzucił się by złapać znikającą Kit za rękę, zatrzymał się w połowie gdy usłyszał złowrogi dźwięk tuż za sobą. Odwrócił się z zaniepokojonym wyrazem twarzy, prowizoryczny bandaż z zasłony był cały czerwony, krew nieustannie kapała na posadzkę. Liść zatoczył się, wyciągnął rękę próbując oprzeć się o ścianę, niestety stał zbyt daleko. Karel jednym susem doskoczył do skrytobójcy i podtrzymał go w pionowej pozycji.

- Zamroź tę krew bo inaczej...

- Nie mogę. Nie potrafię zamrażać cieczy, cholera...

Wyglądało na to że Loko traci przytomność, szermierz dalej podtrzymując skrytobójcę ruszył z nim do komnaty Kit. Krew obficie kapała przyozdabiając dywan w purpurowe wzory. Liść szybkim ruchem zerwał przesiąknięty opatrunek i rzucił go na podłogę.

- Siadaj - powiedział Karel

- Postoję...

Szermierz pchnął Liścia na fotel, po czym zerwał następną zasłonę, zawiązał materiał ciasno nad raną Loka po czym zaczął wycierać krew z przedramienia towarzysza.

- Chyba rozwaliłem jakąś ważniejszą żyłę - szepnął Loko

- ...

- ...albo tętnicę...

- Skaranie boskie z wami wszystkimi. Skończyłem, idę po tych cholernych medyków.

Szermierz ruszył ku wyjściu z komnaty, w połowie drogi spojrzał odruchowo w dół, jego szal, prezent od Kitkary był cały zabrudzony krwią. Szermierz na chwilę przystanął, wyglądało na to że chce coś powiedzieć, jednak po chwili ruszył dalej. W drzwiach natknął się na Hamishiego. Ryś wszedł do komnaty i wskazał na Liścia, ten zdziwiony zobaczył Sasayaki wchodzącą do komnaty. Skrytobójca nie mogąc wytrzymać spojrzenia czarodziejki zamknął oczy.

_________________
That is all in your head.

I am and I are all we.
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
Sasayaki Płeć:Kobieta
Dżabbersmok


Dołączyła: 22 Maj 2009
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
WOM
PostWysłany: 16-10-2009, 17:35   

Czarodziejka bez słowa podeszła do skrytobójcy i usiadła na poręczy fotela. Trzymała opasłe tomisko magii leczniczej, z zaznaczoną odpowiednią stroną. Wyciągnęła rękę i trzymając ją tuż przed raną Liścia, zaczęła inkantować cicho. Hashimi tymczasem udał się by przywlec jakiegoś medyka. Powolutku, rana skurczyła się nieco, a krew przestała się tak gwałtownie sączyć. Rana ze stanu krytycznego, zmieniła się w dość poważną.

- Stać mnie tylko na tyle.- powiedziała.- Nie znam się na leczeniu...

-Dzie...

-Nic nie mów.- uciszyła go.- Cholerni medycy! Gdzie są gdy ich potrzeba?!

Loko milczał tak jak mu przykazała. Zmartwił ją to pewne. Winny oczywiście był jej brat- cholerny skarżypyta, pewnie powiedział jej że został ranny.

Chwilę później Ryś wrócił z lekarzem.

_________________
Gdy w czarsmutśleniu cichym stał,
Płomiennooki Dżabbersmok
Zagrzmudnił pośród srożnych skał,
Sapgulcząc poprzez mrok!

Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź blog autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
 
Numer Gadu-Gadu
9349483
Kitkara666 Płeć:Kobieta
Ave Demonius!


Dołączyła: 17 Lis 2008
Skąd: From Hell
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
Syndykat
PostWysłany: 16-10-2009, 18:23   

Kiedy Kitkara się ocknęła bardzo bolała ją głowa. Obudziły ją jasne promienie słońca. Zmrużyła oczy rozglądając się dookoła. Dopiero po chwili zdała sobie sprawę że ciało Kemiego znikło, a na jego miejscu leżało wielkie mieniące się czernią jajko. Podeszła do niego po trawie na czworaka i wzięła w ramiona.

- Co to ma znaczyć?

- Kiedy spałaś on zmienił się w to - poinformował Sokar.

- Jak fenix? To znaczy że Kemi nadal żyje - ucieszyła się. - Powrócił tylko to formy początkowej.

- Możliwe, nie znam się na smokach. Ale ta druga, ruda znikła gdzieś. Nie wyglądała na zadowoloną kiedy nie pozwoliłem zabrać jej tego jaja.

- Flara...? - jej powieki zwięzły się. - Mam co do tego pewne podejrzenia. Wracajmy do obozu. Jedzenie dobrze wpływa na myślenie.

Powrócili do obozu, kiedy dziewczyna weszła do swojej komnaty uniosła ze zdziwienia powieki. Nie dość że zachlapali jej dywan krwią to jeszcze zrobiło się tłoczno.

- Witam wszystkich - przywitała się z lekkim uśmiechem. - Ty pewnie jesteś Liściem - zwróciła się do mężczyzny na fotelu - nie wyglądasz najlepiej.

- Tak też się czuje - westchnął.

- Odzyskałam nieco siły.

Podeszła do niego dotykając ręką czoła a drugą kamienia (jajo trzymała pod pacha). Rany mężczyzny zostały całkowicie zaleczone. Medyk nie odzywał się tylko czym prędzej wyszedł.

- Co to za jajko? - zapytała Sas.

- Kemi. Ale to długa historia.

_________________
Don't let them ever tell you that you're too small
'Cause your fate comes from within
You are strong forever, you heard the call
In the night the crimson light is bleeding
A new life shall start with a freedom heart
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź blog autora
 
Numer Gadu-Gadu
28180514+-+jak+coś+dać+znać+jeśli+ktoś+chce+pisać+zemną+na+gg+najpierw+mailem+albo+na+pw
Karel Płeć:Mężczyzna
Latveria Ruler


Dołączył: 16 Kwi 2009
Skąd: Who cares?
Status: offline

Grupy:
Syndykat
WOM
PostWysłany: 16-10-2009, 21:45   

DO komnaty wparował Karel i to tak gwałtownie że drzwi wypadły z zawiasów.
- Kit! Wróciłaś! Wszystko w porządku? Coś się stało? - zapytał kiedy dziewczyna pociągnęła nosem.
- N-nie,nic wszystko w porządku - demonica mocniej przytuliła jajo. Szermierz podszedł do niej i chwycił ją za dłoń. Jego świadomość zaczęły wypełniać obrazy. Pułkownik zatoczył się lekko łapiąc się za czoło. Wszyscy spojrzeli na niego z niepokojem.
- N-nic mi nie jest. - nabrał metra sześciennego powietrza - Muszę gdzieś iść. Wrócę....niebawem. - po czym tak właśnie zrobił. Wyszedł. Pośpiesznie. Cały wręcz dygotał z wściekłości.
~Ten..zgniły jaszczur...doprowadził ją do płaczu! - nie czuł takiego gniewu od dziesięciu tysięcy lat. Przestał panować nad mocą i teraz ciemność sunęła mu u nóg niczym mgła a z oczu strzelały pioruny. Oczywiście wyczuli to wszyscy. Gdy wpadające przez okno światło zostało na chwilę przyćmione przez ciemność Kitkara a także parę innych osób wybiegło na zewnątrz. Na progu leżało pojedyncze czarne pióro które chwilę później rozwiało się nicość.


Niebo nad Waterdeep.
Neronear Smok Śmierci kpił sobie z ,,Czarnokija" Arunsura. Poniżej część miasta płonęła.
- To wszystko na co cię stać niby-elfie? Przyznam że ten srebrny płomień zabolał....trochę. Ale ja jestem w pełni sił a ty ledwie dychasz. - Khelben nie odpowiedział nic. Już sam fakt że ta potworność przeżyła Silver Fire był niesamowity, dodatkowo widział przez jego przebranie. Sytuacja wydawał się beznadziejna a dodatkowo smok miał rację. Kheleben uderzył na bestię z całą mocą a mimo to żyła. Wyglądało na to że to coś nie posiadało ani życia ani nie-życia, jedynie istnienie.
Jaszczur szykował się do ciosu gdy z boku - szybciej niż oko mogłoby zobaczyć w jego bok wbił się cień. Smok i cień oddalali się od miasta coraz dalej i dalej aż uderzyli w wzgórza za horyzontem. Arunsun szybko wykonał inkantację i obserwował że ani smok ani jego demoniczny wybawca nie odnieśli żadnych obrażeń. Przeciwnie przeszli teraz do ręko i ogono czynów zmieniając topografię terenu. Kartografowie po wszystkim będą mieli trochę roboty.

_________________
"So come forth, Avenger. It is time to put our lingering dispute... to an end!"


Ostatnio zmieniony przez Karel dnia 17-10-2009, 14:13, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Strona 17 z 36 Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 16, 17, 18 ... 34, 35, 36  Następny
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików
Nie możesz ściągać załączników
Dodaj temat do Ulubionych


Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group