FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  Galeria AvatarówGaleria Avatarów  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 22, 23, 24 ... 34, 35, 36  Następny
  Forgotten Realms
Wersja do druku
Norrc Płeć:Mężczyzna


Dołączył: 22 Kwi 2008
Skąd: 西
Status: offline

Grupy:
Lisia Federacja
Melior Absque Chrisma
PostWysłany: 18-11-2009, 18:12   

List? od kogo? - Zapytał siedzący za biurkiem z kielichem wina mężczyzna.

Nie wiem Panie, jednak jest na nim pieczęć Wielkiego Kica - Odpowiedział posłaniec chyląc lekko czoło.

Kica Powiadasz? - W oczach Generała pojawił się błysk, który zaniepokoił gońca. Po chwili zadumy rzucił do oczekującego w napięciu młodzieńca - Zostaw go na stole i zaczekaj za drzwiami aż zostaniesz zawołany, przekażesz moją odpowiedź. To wszystko.

Nie może być, pomyślał Norrc. Nareszcie, po tak długim czasie, znów będzie mógł realizować swoje plany. To co wyczytał w liście było dokładnie tym, czego od dawno mu brakowało, czego potrzebował najbardziej.

Lacus - Zawołał dziewczynę siedzącą na krześle przy biurku obok. Uczynienie księżniczki sekretarką było najlepszym sposobem na trzymanie jej pod kontrolą bez uciekania się do krat i łańcuchów. Zresztą jej pomoc była dla Generała nieoceniona, a i osobiście
lubił jej towarzystwo. Tak więc udało się upiec dwie pieczenie na jednym ogniu, a i przytrzeć nosa Costliemu, co chyba najbardziej zadowalało Norrca.

- Zawołaj natychmiast Grahama, ma się tu niezwłocznie stawić! Ale zaczekaj chwilkę, przekażesz to temu chłopakowi przed drzwiami. Naskrobał na papierze kilka słów po czym przekazał list Lacus, która wsadziła go do koperty i odcisnęła na niej pieczęć Generała.

- Coś interesującego? Wyglądasz inaczej niż przez ostatnie kilka miesięcy, Jakby... Podniecony? - Zapytała dziewczyna gdy była tuż przy drzwiach. Norrc odwrócił wzrok od okna przez które właśnie spoglądał i przeniósł go na Lacus. Stała z ręką na klamce, jej głowa była odwrócona w stronę Generała a na twarzy gościł delikatny uśmiech.

- Można tak powiedzieć. Co najważniejsze, opuszczamy to miasto. - To prawda, cuchnący Port Ghaast nie należał do jego ulubionych miejsc - Szykuj się, oczywiście jedziesz ze mną - Odparł.

- Oczywiście - Odrzuciła Różowowłosa Piękność, po czym zniknęła za drzwiami.

Przez chwilę pozostawiony w gabinecie Norrc rozmyślał nad dwuznacznością jej odpowiedzi, po czym jego myśli powędrowały w innym kierunku - Na północ, do Almorel.

_________________
Przejdź na dół
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
1498253
Sylar Płeć:Mężczyzna
Poszukujący Prawdy


Dołączył: 11 Lis 2009
Status: offline
PostWysłany: 19-11-2009, 00:06   

- Witaj wśród swoich. - rzekł Cerno wskazując na obóz w pobliżu Torsh. - Ci dwaj przy ognisku to Itum i Vast. - Obaj asasyni pozdrowili Sylara podnosząc ręce. Pierwszy z nich, niziołek, co można było stwierdzić po wzroście, wyglądał na doświadczonego w swoim rzemiośle. Odziany, jak Cerno w skórzana zbroję i ciemną pelerynę, jednak bez jakiejkolwiek broni, a może raczej bez widocznego uzbrojenia, poza sztyletem w ręce. Vast był jednak osobą większych rozmiarów. Mimo iż na asasyna na pierwszy rzut oka nie wyglądał, to jednak Sylar przekona się wkrótce, że jest jednym z najlepszych w swoim fachu. Mężczyzna miał niecałe dwa metry wysokości i był dobrze umięśniony. Plecy jego dźwigały ciężar potężnego toporu, a w pasie zauważyć można było długie ostrze.
- A ta nadobna pani to Amavi - Cerno wskazał na kobietę stojącą lekko na uboczu. Amavi nosiła, tak jak Cerno ciemny płaszcz. Pod nim jednak nie było tradycyjnej skórzanej zbroi jak u reszty, a do tego dziewczyna nosiła dość kosztowną biżuterię co zaalarmowało czujność Sylara.

- Czarodziejka?
- Zauważyłeś. Masz bystrzejsze oko niż sądziłem. Tak, Amavi jest jedną ze zdolniejszych adeptek Ognistych Noży.
- Potrafię sama za siebie mówić, Cerno. Widzę, że nasz gość umie mówić, może więc by się przedstawił?
- Sylar, ni mniej ni więcej. Od dziś będziemy razem działać.
- Cóż za skromność. - Zachichotał Itum.
- No już, spokój. Na dogryzanie będzie jeszcze czas. - mówiąc to Cerno uciszył towarzyszy gestem. - Teraz jednak czas na interesy. Od teraz Sylar działa razem z nami. Jak cel wspólny, to motywy nie ważne. Wiecie jak to działa. Póki nikt nie gra na dwa fronty, to zabawa gra.
- Zabawa cały czas trwa. - wtrącił sie Itum.
- Jeszcze raz mi przerwiesz a inaczej pogadamy Itum! - Cerno zganił niziołka. Ten zamilkł z niechęcią. - No... wracając do tego na czym skończyliśmy... aaa, przed nami dług droga do Westgate, a i po drodze mamy kilka przystanków. - uśmiechnął się paskudnie Cerno.
- Rozwalić kilka znaczących łbów. Cóż za nowość. - wycedził Vast, bezradnie wzruszając ramionami. - Przejdź do rzeczy Cerno.
- No tak. A więc Sylar pomoże nam w głównej misji. Jak mówiłem... przy wspólnym celu motywy nie mają znaczenia. Resztę wiecie. Jeszcze dziś wyczyścimy Torsh. Plan... jak zawszę. Z tą różnicą, że wspiera nas Sylar.
- Mniejsza o plan. Cerno masz to co mi obiecałeś? - przerwała Amavi.
- Głowa? Tu ją masz. - przywódca asasynów podał jej sakwę Sylara.
- Oh... tego mi było trzeba do mojego wywaru. Już zabieram się do dzieła.
- A więc ta próba... - szepnął pod nosem Sylar.
- Tak, Amavi potrzebowała tej głowy do naszych mikstur. Bez nich nie zajdziesz za daleko w naszym fachu.
- Purpurowa krew Trolla, do mikstury niewidzialności.
- Trafna dedukcja przyjacielu, ale przygotowanie jej zajmie jakieś dwie godziny. W międzyczasie rozgość się w naszym obozie.
- Tak też zrobię... - Sylar pociągnął za uzdę myszatą klacz i uwiązał ją z wierzchowcami kompanów. Następnie zasiadł w centrum obozu i zaczął się przyglądać swoim nowym towarzyszom.


Na pierwszy rzut oka wędrowcy wyglądali raczej na grupę podróżników, niźli płatnych zabójców, gdyby nie wszechobecna broń. Każdy z asasynów posiadał co najmniej po jednej sztuce sztyletu. Nawet czarodziejka Amavi posiadała jeden przy widoczny przy pasie, a ile ukrytych? Wie to pewnie niewielu, a jeszcze mniej może o tym komukolwiek powiedzieć. Paradoksalnie jednak najbardziej zwracał na siebie uwagę Vast. Paradoksalnie, ponieważ był najcichszym osobnikiem z całej drużyny. Siedział sobie spokojnie opodal Sylara, zajęty własnymi sprawami. W ręce trzymał jedno ze swych ostrzy, przyglądając się mu z uwagę. Zaraz obok niego siedział gadatliwy Itum. Przez cały czas coś mówił do Vasta. Mimo swojej względnej nieobecności, Vast reagował na opowieści Ituma, co jakiś czas kiwając głową i ukradkiem uśmiechając się. Sytuacja sama w sobie była dość komiczna i nieco oklepana. Widać jednak było, że Vast i Itum znają się nie od dziś i rozumieją się bardzo dobrze. Nieco dalej, na skraju małego obozu znajdował się prowizoryczny stół alchemika, a przy nim Amavi mieszała wywary. Przy niej kręcił się również Cerno, lider grupy. Sylar zauważył, że Cerno wraz z Amavi tworzą zgrany zespół. Pewnie pracują w tym fachu razem... od początku. Atmosfera była niezwykle przyjemna. Nawet mimo świadomości, że wszyscy z nich należą do znanych zabójców. Bohater zachowywał jednak stoicki spokój i nie mówił za wiele. Tak naprawdę to w ogóle nie wtrącał się w dyskusję wojowników, a sprawy Cernosa i czarodziejki zostawił samym sobie, mimo iż miał chęć pogłębić nieco wiedzę arkanów magii i rzemiosła alchemii. Chwile później, niziołek zwrócił się do Sylara.

- No, no... słyszałem, że poza walką znasz kilka magicznych sztuczek.
Sylar jednak zignorował zaczepkę Ituma.
- Nie bądź taki zamknięty w sobie... No dobra, dobra, to co umiesz? Chcę wiedzieć komu powierzam swoje tyły...
Sylar spojrzał leniwie na niziołka i przeszył go swoimi brunatnymi oczyma. Itum poczuł niewygodny dreszcz. Ucisk, bezdech, niziołek przeszyło naglę nieprzyjemne uczucia, jakby pętla zaciskała się wokół jego szyi, brak śliny i trud z przełknięciem jej resztek. Pętla puściła, a po jego twarzy spłyną ledwo widoczna kropla zimnego potu, a wraz z nią przyszła niesamowita ulga.
- Teraz już wiesz? - odpowiedział sucho Sylar.
- Itum? - zareagował w końcu Vast.
- Ha, mamy rywala naszej powabnej czarodziejki. - zablefował niziołek. - Niech będzie... uwierzę ci na słowo.
- Uwierzysz? Ha, a to ciekawe. Od kiedyś tak pełen wiary? Łaska Helma? - śmiejąc się, Vast podsumował całą sytuację.
- A ty nie wierzysz mu, hm Vast?
- Ja? Ma poparcie Cerno, więc nie ma co sobie zaprzątać głowy.
- W sumie racja.
- Co powiecie mi o Cerno?
- Cerno? Pracujemy od dawna. Rozmawiałeś z nim trochę, pewnie wiesz już mniej więcej jakim jest osobnikiem. Asertywny kiedy trzeba, tajemniczy, dawkuję informację, cholernie dobry strateg no i niezły dowódca. W boju zobaczysz go za niedługo.
- Jak każdy z nas ma jakąś zaletę, tak jego zdolnością będzie wykorzystywanie mocnych stron innych. - dodał Vast.
- A czarodziejka?
- Mówisz o Amavi. Oj.. niezłe z niej ziółko. Uważa na język, bo skończysz z przysmażonym tyłkiem, heh.
- Tak jak Ty, co Itum?
- Oni tak często spędzają razem czas? - dociekał dalej Sylar.
- A no... znają się od zawsze. Już chadzali razem przed dołączeniem do nas.

Po rozeznaniu się w sytuacji bohater nawiązał nieco luźniejszą rozmowę. W międzyczasie dowiedział się kilku paru ciekawostek i paru legend Faerunu. Okazało się również, że Vast należał do jednych z potężniejszych klanów barbarzyńców, a Itum szkolił sie w magii iluzji.

- Itum. - Sylar zwrócił się z powagą do niziołka.
- Co jest wielkoludzie?
- Zobaczmy jak dobrze znasz się na magii.
- Co masz na myśli? - zdziwił się Itum.
- Patrz! - Sylar błyskawicznie umieścił dłoń na czole niziołka i zaczął się skupiać.
- Co robisz? - zdziwił się niziołek.
- Cicho! Daj mi minutę.

To była długa i męcząca minuta dla niziołka. Vast również z uwagą przyglądał się całej sytuacji, niecierpliwie odliczając kolejne sekundy. Po minucie Sylar odjął rękę od głowy niziołka.

- I...?
- Patrz na to! - Sylar skupił magiczne moce i sformował obraz w swojej głowy. Naglę pojawił się sobowtór bohatera, zajmując identyczną pozę co on sam.
- Jakim sposobem? - zdziwił się Itum, a i Vast nie mógł uwierzyć własnym oczom.
- Jesteś magie? No to chyba wiesz skąd ten sobowtór.
- Magia iluzji, pierwszy krąg. Skąd to potrafisz? - do grupy dołączyła Amavi wraz z Cerno.
- Moja mała sztuczka... może też mogłabyś mi pomóc? Słyszałem, że znasz się na magii.
- Ani mi się waż! Prędzej zginę, nim dam obedrzeć się z wiedzy! - zagroziła bohaterowi, mocno zdenerwowana Amavi.
- Uspokójcie się. Nie mamy czasu na sprzeczki. - przypomniał Cerno.
- No, no, sztylet dobrze mówi! - dodał Itum.
- Tylko sobie zażartowałem. - odpowiedział Sylar próbując ułagodzić sytuację.
- No ja myślę... ah nie ważne. Mikstury gotowe. Po dwie flakoniki dla każdego z nas. A dla naszego gościa będzie tylko jedna.
- Jedna? - zdziwił się Cerno.
- Tak! - przerwała mu z miejsca Amavi. - No i mam tu jeszcze parę mikstur trucizn i leczenia, no i mój specjał.
- Specjał? - spytał zainteresowany Sylar.
- Mhm, mikstura iluzji. Działa jak mamidło. Na pewno wiesz co to za zaklęcie iluzji.
- Tak.
- No to wszyscy gotowi do działania? Zbliża się zmierzch. Za siedem godzin zaczynamy akcję, a póki co odpocznijmy. - zaproponował Cerno.
- Żadnych sprzeciwów? - spytał się Itum - To ja idę spać jako pierwszy. - dodał nie czekając na odpowiedź.
- Ja będę stał na straży. - zgłosił się Vast.
Po zamienieniu jeszcze kilku zdań drużyna zebrała się w centrum obozowiska i ułożyła do snu. Vast stał na czatach. Zajął się w międzyczasie składaniem stołu alchemika i przygotowaniami do akcji. Tylko po to, aby zabić nudę stróżowania.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Norrc Płeć:Mężczyzna


Dołączył: 22 Kwi 2008
Skąd: 西
Status: offline

Grupy:
Lisia Federacja
Melior Absque Chrisma
PostWysłany: 19-11-2009, 22:25   

Norrc zostawił swoją konnicę w obozie na polanie, a sam wraz z gwardią i Lacus ruszył w kierunku wioski. Nie był zbyt chętny na korzystanie z usług tych dzikusów, jednak jego kawaleria w liczbie trzech tysięcy poniosłaby zbyt wielkie straty walcząc samotnie.

Szczególy współpracy były wcześniej dogadane z przywódcą nomadów. Tajne służby MACu odwaliły kawał solidnej roboty. Została tylko mowa, która miałą zagrzać to bydło do walki. Najlepszym wyjściem dla Norrca byłoby podbić miasto możliwie największym wysiłkiem najemników, dzięki czemu zarówno straty własnych ludzi byłyby niskie, jak i zapłata by zmalała. Jednak tym martwić będzie się później.

Po kolacji zjedzonej z Lacus udał się na plac, gdzie zebrali się wojownicy z okolicznych wiosek. Pokonał w sobie chęć wyciągnięcia miecza i rzucenie się w ten motłoch. Wolał zachować ostrą klingę na prawdziwych wrogów, szczególnie zdrajców i sprzedawczyków kryjących się w zakonie. Tego Norrc nienawidził najbardziej - zdrady i niewdzięczności wobec Ojca, który wszystkim im objawił mądrość i prowadził ich do walki ze złem i niegodziwością. Zwyczajnie nie rozumiał jak można gryżć rękę która go wykarmiła. Takie szumowiny należy wytępić. Ale i o to martwić będzie się później...

- Bracia! - Splunął w duchu po wypowiedzeniu tego słowa - Dziś nadszedł wielki dzień! Tak oto wasi odwieczni i nasi całkiem nowi wrogowie ulegną, a ich ucisk i niegodziwe rządy zostaną obrócone w perzynę! Pójdzcie ze mna w bitwę, a na każdego z was czeka więcej bogactwa niż potrafi unieść i więcej kobiet niż da radę wychędożyć! - Zrobił krótką przerwę, by dać dzikusom wywrzeszczeć wyrazy aprobaty dla tak zacnego planu - Krew poleje się strumieniem tak szerokim i wartkim iż Lake of mists okrzykniemy nowym mianem, Scarlet Lake! Tak więc do boju! Nastaje nowa era! Krew i honor czekają na nas!

Po skończonej mowie udał się wraz z Lacus podziwiać nadzwyczaj dziś gwieździste niebo.

- Ciekawe czy gwiazdy świecą dziś tak jasno, ponieważ łakną krwi, która jutro zostanie rozlana - szepnął do siebie.
- Nie - odpowiedziała Lacus - One już opłakują tych wszystkich ludzi, którzy jutro polegną w tej szalonej wojnie.
- Racja, chyba wolę Twoją wersję - Odrzekł po chwili zadumy Norrc, po czym powrócił do spoglądanie na te płaczące, płonące twory na niebie.

_________________
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
1498253
Zegarmistrz Płeć:Mężczyzna


Dołączył: 31 Lip 2002
Skąd: sanok
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
PostWysłany: 22-11-2009, 20:53   

Halruaa:

Ame nura mare kami, numa nare yru sere
Yame numa mara fere, yamimare!
Ame nura mare kami, numa nare yru sere
Yame numa mara fere, yamimare!
Ame nura mare kami, numa nare yru sere
Yame numa mara fere, yamimare!

Skandował Lazarus i jego poplecznicy. Wszyscy zgromadzili się w jego wieży, a wraz z nimi grupa pomniejszych jego sojuszników. W ostatnich czasach każdy był sojusznikiem Lazarusa. Nie było dobrze nie być jego sojusznikiem. Słowa póki co były tylko bezsensowną palaniną, jednak z każdym powróżeniem narastała w nich moc...

Lśniące morze:

Ame nura mare kami, numa nare yru sere
Yame numa mara fere, yamimare!
Ame nura mare kami, numa nare yru sere
Yame numa mara fere, yamimare!
Ame nura mare kami, numa nare yru sere
Yame numa mara fere, yamimare!

Z każdym powtórzeniem zaklęcia woda w Lśniącym Morzu stygła. Stygła nieznacznie. W skali mikro: niegroźnie. Stygło od niej powietrze. Nieznacznie. W skali mikro: niegroźnie. Zaledwie o kilka stopni. W skali makro: śmiertelnie wręcz niebezpiecznie.

Rodzący się nad Morzem niż zassał bowiem wilgotne, oceaniczne powietrze znad Shaar, Półwyspu Chtul, Lśniącego Południa, Lantanu i Calimshanu, a nawet Tethyru i Amn. Zastąpiły je rozgrzane suche masy atmosferyczne z głębi lądu. O ile w większości świata nie zmieniło to wiele, to znad Shaar wkrótce znikły nawet najmniejsze chmurki. Sawanna zaczęła błyskawicznie wysychać.

Dambrath:

Halruaańskie okręty powietrzne przybyły niezauważone, nocą. Grubo po północy zajęły swe pozycje. Gdy wybiła czwarta nad ranem, godzina w trakcie której ludzie śpią najmocniej na ich pokłady wyszli magowie bojowi. I plunęli na Dambrath śmiercią...

Helruańczycy nie kierowali się jednak bezmyślną rządzą mordu. Dokładnie wybierali swe cele. Uderzyli więc wyłącznie w świątynie Lowiatar, plugawego, znienawidzonego, państwowego kultu kraju. Deszcze ognia i siarki, kwasu i trucizn dosłonie starły z powierzchni ziemi znaczną część zabudowań zabijając wiele półelfich duchownych państwa. Niestety część z nich przeżyła. Ci nawiązali walkę z przybyszami. Przez dobre pół godziny magia objawień walczyła z magią wtajemniczeń, wiara z rozumem, a bogowie z ludźmi. Jednak wynik starcia nie zależał od sił nadprzyrodzonych.

Na dobre kilka godzin przed atakiem Halruaańczycy spuścili ze swych okrętów liny, z których ześlizgnęły się sylwetki hobgoblinów. Uzbrojeni w ochronne amulety, topory i noże żołnierze włączyli się do walki kilka chwil po tym, jak kapłani i magowie bitwy wyczerpali swe zaklęcia. Zgładzili każdego, kto znajdował się na terenie świątyń.

Nie był to jednak koniec wojny w Dambrath. Przemoc szalała jeszcze trzy dni i trzy noce. Gdy mieszkańcy kraju zauważyli co się stało wszczęli zamieszki, obalali znienawidzone posągi Lowiatar, zabijali jej kapłanów i każdego, kto tylko skojarzył im się ze znienawidzoną boginią.

Dziesiątki lat temu kraj ten padł ofiarą najazdu Drowów. Od tego czasu żył w ich cieniu, a władzę sprawował pół ludzki, a pół drowi kler oddający cześć okrutnej bogini. Teraz, po latach cierpień kraina była wolna...

Od kultu Loviatar.

Bo owszem, znaleziono nowych władców, jednak nikt nie wątpił, że prawdziwą władzę sprawuje Halruaański namiestnik. Halruaańczycy zagarnęli stosunkowo niewiele. "Zaledwie" połowę ziemii Cinthi, półdrowiej szlachty, która terroryzowała kraj. Reszta przypadła nowej arystokracji. Nie było trudno stać się arystokratą. Wystarczyło z całego serca i na całe gardło wychwalać Lazarusa.

Ps. Słowa zaklęcia pochodzą z jednej z piosenek z gry Black Moon Chronicles. Pisane były ze słuchu. Utwór znaleźć można tu

_________________
Czas Waśni darmowy system RPG dla fanów Fantasy. Prosta, rozbudowana mechanika, duży świat, walka społeczna.
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Odwiedź blog autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
 
Numer Gadu-Gadu
1271088
Bezimienny Płeć:Mężczyzna
Najmniejszy pomiot chaosu


Dołączył: 05 Sty 2005
Skąd: Z otchłani wieków dawno zapomnianych.
Status: offline
PostWysłany: 22-11-2009, 23:50   

Iakhovas z zainteresowaniem wpatrywał się na trzymaną w ręku niepozorną, kryształową kulę.
- I co, ją też mam gdzieś na miejscu umieścić i ukryć? Ile właściwie ich miałeś? - spytał siedzącego po drugiej stronie stołu młodego elfa.
- Dwanaście. No, właściwie to trzynaście. Ten będzie ostatni. - odpowiedział Bezimienny, testując oparcie nowo wstawionego do komnaty fotela.
- Trzynaście? I wszystkie z nich poumieszczałeś w mythalach?
- Oczywiście, że nie. W obecnym świecie ciężko byłoby znaleźć tyle porządnych, a jednocześnie łatwo dostępnych mythali. Musiałem trochę improwizować...HEJ! NIE TU! Dajcie to z lewej, z lewej! - ostatnie słowa skierowane były do grupy osiłków, którzy właśnie wnosili do pokoju dużą szafę na książki. Sakkors, niedawno podniesione z dna morskiego, zostało już dość gruntownie wyremontowane i odmalowane, ale pod względem wyposażenia wnętrz nadal pozostawiało wiele do życzenia. Braki te próbowano systematycznie uzupełniać, ale nadal można było usłyszeć nowego właściciela latającego miasta narzekającego na brak takich elementarnych wygód jak jacuzzi, internet i system kina domowego.
Bezimienny uśmiechnął się w duchu, patrząc na zamyślonego Iakhovasa. Jednym z istotnych punktów całego planu było, by żadna z współpracujących z nim osób nie miała pełnego wglądu w sytuację. Dysponując tylko drobnymi kawałkami całej układanki nie byli w stanie ułożyć z nich całego obrazu - na szczęście, bo gdyby byli w pełni poinformowani o wszystkich działaniach Istoty, mogliby się nielicho zaniepokoić.

Tymczasem, w południowo-wschodniej części Morza Spadających Gwiazd, na wschód od wyludnionych od kilku lat wysp Whamite gromadziła się armia. Gromadziła się spokojnie i po cichu - tym razem nikt nie był zainteresowany niepotrzebnym antagonizowaniem skłóconych jak zwykle ze sobą królestw merludzi, a sam atak na Myth Nantar nie miał być zasłoną dymną, jak poprzednim razem, a prawdziwym podbojem, ciosem wymierzonym w znienawidzone morskie elfy w imię Sekolaha. A przynajmniej tak się dowódcom armii sahuaginów i sił z nimi sprzymierzonych wydawało.

_________________
We are rock stars in a freak show
loaded with steel.
We are riders, the fighters,
the renegades on wheels.

The difference between fiction and reality? Fiction has to make sense.
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Karel Płeć:Mężczyzna
Latveria Ruler


Dołączył: 16 Kwi 2009
Skąd: Who cares?
Status: offline

Grupy:
Syndykat
WOM
PostWysłany: 23-11-2009, 01:44   

Karel obudził się po długim odpoczynku. Spał źle, miał koszmar....zaraz co robił wczoraj? Ach tak....pomagał żołnierzom Halruy w pacyfikacji drowów. Zaraz jednak ponownie zasnął.
Po jakimś czasie ponownie się obudził dręczony kolejnym koszmarem....ale ten zdołał zapamiętać. Walczył w nim z samym sobą i przegrał. Na samym końcu widział swoją twarz wykrzywioną w krwiożerczym grymasie.
- Ta woja rzuca mi się już na mózg. Przy najbliższej okazji się stąd zmywam. - powiedział po czym roześmiał się. Czy mówienie do siebie nie jest objawem szaleństwa? Nie mniej postanowił. Gdy rozkazy przestaną go wiązać wynosi się stąd. Pza tym....złożył Kitkarze obietnicę. Będzie to miła odmiana pomiędzy zarzynaniem kolejnych ludzi. Szermierz spojrzał ponownie na swoje ręce. Czy teraz pomagając Halruaańczykom przyniósł więcej zła czy dobra? czy istniał coś takiego jak prawdziwe uniwersalne zło czy dobro? Daerian, jego towarzysze z MACu, mieszkańcy Fearunu i wiele innych twierdził że tak chociaż każdy inaczej to rozumiał zaś Karel....cóż pułkownik miał wątpliwości. Bijąc się z własnymi myślami ubrał się i wyszedł zapalić. Księżyc nie był w pełni ale świecił dość jasno. Szermierz oparł się o najbliższy mur.
~Być może nie ma dobra i zła.....ale nie pozwolę traktować osób jak przedmioty. Każdego kto tego spróbuje....zmiażdżę.
Z tym postanowieniem....stał dalej. W końcu wypalił papierosa do końca. Pułkownik sięgnął po następnego.

_________________
"So come forth, Avenger. It is time to put our lingering dispute... to an end!"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Sasayaki Płeć:Kobieta
Dżabbersmok


Dołączyła: 22 Maj 2009
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
WOM
PostWysłany: 23-11-2009, 16:54   

Noc była piękna i rozgwieżdżona. Gwiazdy i planety lśniły na niebie niczym diamenty na aksamitnej, granatowej sukience. Choć był nów, było dość jasno, dzięki setkom miliardów niebiańskich świateł. Strix uśmiechnął się do siebie. Dziś będzie mógł popracować.

Ktoś mógłby pomyśleć, że niewysoka, patykowata, skrzydlata postać spacerująca po polu bitwy i zapisująca coś w skupieniu przy świetle ognika wielkości orzecha włoskiego, to szukający natchnienia poeta. Pewnie zastanowiłoby go po co postaci wielki worek oraz nóż przytroczony do paska. Tak, to mogłoby być zastanawiające- przez pierwszą minutę patrzenia.

- Łał!- Strix aż podskoczył z podekscytowania.- Ta noga jest w świetnym stanie! Kolano praktycznie nienaruszone. Co za okazja!

Podniósł kończynę i przyjrzał się jej.

- Pięęęknaaa...- wymamrotał. Następnie spojrzał na miazgę, która kiedyś była twarzą żołnierza.- Czarne włosy? Hm... może się farbował? Nóżkę miał blond...

Wpakował odnóże do wora i zaznaczył swoją zdobycz na liście.

_________________
Gdy w czarsmutśleniu cichym stał,
Płomiennooki Dżabbersmok
Zagrzmudnił pośród srożnych skał,
Sapgulcząc poprzez mrok!

Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź blog autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
 
Numer Gadu-Gadu
9349483
Karel Płeć:Mężczyzna
Latveria Ruler


Dołączył: 16 Kwi 2009
Skąd: Who cares?
Status: offline

Grupy:
Syndykat
WOM
PostWysłany: 23-11-2009, 20:56   

Lista została wyrwana stworzeniu. W Mgnieniu oka. Zatrzymała się na pobliskim drzewie przybita do niego rzuconym sztyletem.
- Myślałem że lot w tak cichą noc przyniesie mi trochę radości. oprócz radości znalazłem też hienę cmentarną , a właściwie bitewną - stwierdził opadający Karel. Czarne skrzydła z cienia rozwiały się w nicość.
- Martwych lepiej zostawić w spokoju, chyba że sami życzą sobie inaczej. Ty za to jak najbardziej jesteś na chodzie więc myślę ze pójdziesz ze mną.
- Eeee a jak nie?
- Jeśli będziesz próbował walczyć....to też pójdziesz ze mną ale w podobnych kawałkach jak te które zbierasz.
Strix postanowił wybrać trzecią opcję - znaczy się dać nogę.
- Złe zagranie - stwierdził pułkownik wyjmując miecz do połowy i chowając go zaraz z rozmachem - Den.
Fala dźwiękowa uderzyła w skrzydlatego który nie zdołał się oderwać nawet na 30 cm. dźwięk skopał mu ucho środkowe tak więc leżał tylko trzymając się za głowę wcześniej wypuszczając worek.
- Mów! - rozkazał szermierz podnosząc go z ziemi do góry - za ubranie - tak że nie dotykał ziemi.
- No więc urodziłem się...- zaczął Strix.
- Bez żartów, miałem złą noc więc jeśli nie zaczniesz gadać z sensem to potraktuję cię jak pająka.
- To znaczy? - zaciekawił się stwór.
- Będę po kolei wyrywać to co uznam za zbędne.

_________________
"So come forth, Avenger. It is time to put our lingering dispute... to an end!"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Sasayaki Płeć:Kobieta
Dżabbersmok


Dołączyła: 22 Maj 2009
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
WOM
PostWysłany: 23-11-2009, 22:39   

-Wiesz, jak tak patrzę na ciebie z bliska, to wydajesz się niezwykle... złożony.- Strix zachwycił się Karelem tak bardzo że zapomniał o jego zamiarze powyrywania mu kończyn. -Zawsze byłeś żywy?

Karelowi nie spodobało się pytanie. Potrząsnął mirrwanem tak mocno, że mało nie uszkodził mu szyi.

-Kpisz ze mnie gawronie?

-Nigdy w życiu! Z takiego dzieła sztuki? Aleee... mógłbyś mnie postawić na ziemi? Drzesz mi szatę...

-Chciałbyś? To najpierw odpowiedz na moje pytania!

Strix zastanowił się. Raczej nie ucieknie przed szermierzem. To by wymagało szybkości większej niż ta do jakiej jest zdolny, siły by mu się wyrwać, a z tą było jeszcze gorzej, jak i nowego ubrania, na które go nie stać. Walka stanowczo nie wchodziła w grę. Albo straciłby życie, albo, o zgrozo, uszkodził tak piękny okaz wojownika! To by była niepowetowana strata!

-Zgoda... pytaj.

-Dobrze, hieno... Ale najpierw...- Karel podszedł do drzewa i kilkoma sztyletami przybił Strixa za ubranie do drzewa, wiążąc mu przedtem ręce. -Zobaczymy co masz w worku. Żołnierze raczej nie noszą kosztowności, więc...

Gdy szermierz zajrzał do wora, poczuł jak żołądek podchodzi mu do gardła. To było obrzydliwe, zbyt obrzydliwe. Czym prędzej odrzucił wór. Gdy opanował mdłości zwrócił się do mirrwana, wiercącego się w nadziei na oswobodzenie.

-No proszę, czyli jesteś nekromantą? Obawiam się że twoje plugawe praktyki właśnie dobiegły końca.- Karel wyjął z drzewa sztylet trzymający dotąd listę.

-Co?! Nie, nie, nie, nie, nie, nie!!! Co w tym złego że pożyczyłem kilka części? Oni ich nie potrzebują. A teraz mogą stać się częścią... no... CZEGOŚ! To Coś może zmienić oblicze świata. Pomyśl "Wieczne Życie"! Nie jakaś żałosna nie-śmierć. Życie. Wieczne. Doskonałe, niestarzejące się ciało. Ciało, którego nie zranią ostrza, nie sparzy ogień, nie osłabi zmęczenie! Jedzenie i spanie stałyby się po prostu rozrywką! Na jakież wyżyny mógłby się wtedy wspiąć umysł... czas przestałby być ograniczeniem...- o ile na początku mówił całkiem sensownie, pod koniec wywodu Strix wyraźnie się rozmarzył. Umilkł nagle i najwyraźniej całkowicie odpłynął. Zapomniał o Karelu i swojej sytuacji.

-Ej, gawron! Nie śpij!- zirytował się szermierz. Coraz bardziej utwierdzał się w przekonaniu że ma do czynienia ze świrem.

Strix ocknął się z zamyślenia i potrząsnął gwałtownie głową.

-Co to ja... a pamiętam!

Ni z tego ni z owego kopnął Karela w szczękę. Wojownik zatoczył się do tyłu. Tymczasem Strix skupił całą swoją moc na najbliższym trupie, zmuszając go by się poruszył i go rozwiązał oraz pomógł wyjąć trzymające go sztylety. Gdy tak się stało czym prędzej poderwał się do lotu.

"Na szczęście to tylko szczęka... ale i tak szkoda. Taki piękny okaz..." Myślał lecąc.

_________________
Gdy w czarsmutśleniu cichym stał,
Płomiennooki Dżabbersmok
Zagrzmudnił pośród srożnych skał,
Sapgulcząc poprzez mrok!

Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź blog autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
 
Numer Gadu-Gadu
9349483
Bezimienny Płeć:Mężczyzna
Najmniejszy pomiot chaosu


Dołączył: 05 Sty 2005
Skąd: Z otchłani wieków dawno zapomnianych.
Status: offline
PostWysłany: 24-11-2009, 13:40   

Myth Nantar. Symbol pokoju. Symbol przymierza. Teraz, w obliczu armii wroga, siedziba największego sojuszu ras Morza Upadłych Gwiazd została sama. Od momentu otwarcia miasta po wojnie z Tym, Który Odbiera spływali do niego mieszkańcy z wszystkich stron Seros, ale był to proces bardzo powolny. Tylko morskie elfy z rejonu Muru, które po jego upadku straciły znaczną część swoich terytoriów przybyły w większej liczbie. Teraz, gdy potężne trzęsienie ziemi wypchnęło poza Mur fale pozbawionych dachu nad głową sahuaginów, i gdy mówiło się o wzmożonej aktywności pozostałych z mniej sympatycznych ras, takich jak morkothy, abolethy czy diable płaszczki, większość nacji sojuszu wycofała swoje wojska do ochrony własnych terenów, pozostawiając elfy same. Głosy niektórych Dukarów, mówiących o powrocie Wielkiego Zła zostały potraktowane jako panikarstwo i zignorowane. Potrzeby dnia dzisiejszego były przecież ważniejsze, niż zwracanie uwagi na dawno pokonane widma przeszłości.
Miasto było całkowicie otoczone. Grupy utopców atakowały nieustannie, nie zwracając uwagi, jak na ożywieńców przystało, na zmęczenie i ponoszone straty. Co chwila w różnych punktach nad miastem grupki sahuaginów i koalinthów przypuszczały szybkie uderzenia, testując słabnącą ścianę elfiej obrony. Przestrzeń nad miastem była wypełniona walczącymi ze sobą grupkami, starającymi się unikać zrzucanych z wyższego pułapu sieci, obciążonych włóczni czy okazjonalnego dzbana, spadającego w dół na miasto w chmurze unoszącej się z niego trucizny. W głębi, za pierwszą falą atakujących czaiły się główne siły napastników - armie Aleaxtis i sprzymierzonych nacji, olbrzymie krakeny, magowie morkothów i stada różnorakich morskich bestii. Wraz z wchodzeniem do akcji coraz nowych grup najeźdźców siły obrońców słabły, a woda nad miastem robiła się coraz mętniejsza od przelanej krwi. Upadek Myth Nantar był już tylko kwestią czasu.

*******

Niedaleko Beluir, na otwartym polu poza ostatnią linią zabudowań, wznosił się magiczny portal. Ten dziwny dodatek do krajobrazu pojawił się tu poprzedniego dnia, stworzony przez niecodziennego gościa. Mieszkańcy okolicznych terenów wiele widzieli, ale mimo tego zaskoczył ich widok starego człowieka w złachmanionych szatach, wymachującego dębowym kosturem i krzyczącego coś o Krainach potrzebujących dopływu świeżej krwi. Gdy przybysz zaczął recytować magiczne inkantacje, a powietrze przed nim zmatowiało, tworząc zarysy bramy, wezwano straże miejskie - te jednak nie zdążyły przybyć na tyle szybko, by przeszkodzić w zakończeniu rytuału. Zgodnie ze słowami przybysza stosunkowo niewielki portal był całkowicie bezpieczny. Po drugiej stronie miała znajdować się sielska kraina bardzo przypominająca Luiren, zamieszkała przez lud przyjazny i pokojowy, zaś sama brama, choć miała od tej pory działać stale i w obu kierunkach, była zbyt mała by przedostać się przez nią mogła jakaś większa istota, a na dodatek jej możliwości transportowe były ograniczone - po każdym użyciu wymagała chwili odpoczynku zanim zaczęła działać ponownie.
Pomimo słów maga, portal został prewencyjnie otoczony przez grupę lokalnej milicji, która pilnowała go przez najbliższe kilka dni. Na szczęście okazało się, że obawy były nieuzasadnione, a zapewnienia przybysza prawdziwe - jak donosili wysłani na zwiady na drugą stronę odważni ochotnicy, kraina poza portalem rzeczywiście bardzo przypominała Luiren, a pierwsze kontakty z jej mieszkańcami szybko pokazały, że nie mają oni wrogich zamiarów. Pierwsi podróżnicy z drugiej strony przybyli do Luiren już w kilka godzin po otwarciu portalu, a potem ich liczba zaczęła wzrastać, ale nie wywołało to jakiegoś specjalnego zaniepokojenia. Naiwne zachowanie przybyszów i ich dziecinna ciekawość nowego świata budziły uśmiechy na twarzach halflingów i wywoływały w nich przyjazno-opiekuńcze uczucia. Oczywiście, podejście to zaczęło się szybko zmieniać w następnych dniach, gdy mieszkańcy okolic zdążyli się bliżej zapoznać z bardziej... irytującymi cechami charakteru i zachowania Kenderów.

_________________
We are rock stars in a freak show
loaded with steel.
We are riders, the fighters,
the renegades on wheels.

The difference between fiction and reality? Fiction has to make sense.
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Daerian Płeć:Mężczyzna
Wędrowiec Astralny


Dołączył: 25 Lut 2004
Skąd: Przestrzeń Astralna (Warszawa)
Status: offline

Grupy:
Tajna Loża Knujów
PostWysłany: 24-11-2009, 15:51   

- Kawaleria Norrca wyruszyła na północ, łamiąc umowę. Wyraźnie kontynuują agresję.
- Wyślijcie noty dyplomatyczne z żądaniem wyjaśnienia sytuacji i wycofania się ich sił z podjętych działań. Jeśli nie - obawiam się, że pokój może się nie utrzymać.
- Lantan ostatecznie zdecydowało się dołączyć do nas oficjalnie. Grimson jest w siódmym niebie, oni zresztą też... tak wielkich możliwości produkcyjnych nie miał nigdy.
- Skontaktujcie się z Narthasem. Będziemy zapewne potrzebować jego pomocy... A tymczasem jak wiesz, mam coś do załatwienia...
- Tak... "koronacja" czeka.

Daerian uśmiechnął się. tatuaże znikały, jednak ich magiczny wzór zachował się. Także jego bujne czerwony włosy odrosły już dzięki niewielkiej sztuczce z czasem.
Tyn co się liczyło był fakt, że uzyskał dostęp do nowego typu magii, który należało zbadać... oraz oficjalna władzę w nowym Thay,

_________________
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
3291361
Loko Płeć:Mężczyzna
Aspect of Insanity


Dołączył: 28 Gru 2008
Status: offline

Grupy:
Syndykat
WOM
PostWysłany: 24-11-2009, 19:28   

- O... - szepnął Loko

- Hm? - czarodziejka spojrzała na skrytobójcę.

- Właśnie otrzymałem interesujące rozkazy od Altruisty... - rzekł Liść - Wybacz, ale muszę iść.

Balkon spowiła ciemność, gdy ogromna chmura została przeciągnięta przez wiatr po nieboskłonie, zakrywającym tym samym księżyc. Sasayaki podskoczyła, gdy poczuła na policzku dotyk lodowato zimnej dłoni. Gdy księżyc ponownie wyjrzał zza chmur, Loka nie było już obok czarodziejki.
***

Mieszkańcy miasteczka Sorl mieli podzielone poglądy co do wiary w kica. Jedni uważali, że w końcu nadeszła Jedyna Prawdziwa Wiara i z ochotą porzucali bóstwa, którym oddawali cześć przed wizytą MACantów w Samarachu. Była tez oczywiście opozycja, około dwie setki ludzi założyło tzw. Ruch AntyKicowki (RAK). MACanci nie będąc pewni co z nimi zrobić, wyznaczyli im jedną strefę miasta do zamieszkania.

Podpułkownik Ron, siedział sobie wygodnie na fotelu. Popijając wino gapił się lubieżnie na tancerkę (czy też kobietę siłą wyrwaną z getta RAK, zmuszoną do tańczenia w kanciapie dowódcy). Ron dopił wino, wstał i chwiejnym krokiem zaczął zbliżać się ku tancerce. Kobieta ze strachem zaczęła cofać się pod ścianę, nie miała żadnych szans na ucieczkę, gdyż drzwi pilnowało dwóch strażników stojących na zewnątrz. W dodatku osobisty ochroniarz Rona siedział w fotelu za nim. Nagle w pomieszczeniu zrobiło się zimno, na środku sali pojawił się nie wiadomo skąd Liść.

- Nie chcę przeszkadzać w zabawie Ronie, czy jak ty tam miałeś na imię, ale muszę cię powiadomić o tym, że właśnie utraciłeś władzę w tym mieście.

- Hmm... Tak, a kimże ty jesteś? Jeśli można wiedzieć.

- Jeśli już musisz się do mnie zwracać, nazywaj mnie Liściem. Teraz proszę, zaanonsuj swoim ludziom że...

- Chwila moment, skąd ja mam wiedzieć, że nie jesteś jakimś zwykłym...

- Rozumiem że chcesz prywatną audiencję u Altruisty.

Zanim Ron zdążył zareagować, Loko otworzył portal, chwycił Rona za rękę po czym wrzucił podpułkownika w jaśniejący okrąg. Portal nieszczęśliwie zamknął się zanim wszystkie członki podpułkownika znalazły się za nim. Liść od niechcenia rzucił bezpańską rękę w kąt. Wtem usłyszał metaliczny dźwięk, dopiero teraz spostrzegł chudziutkiego mężczyznę stojącego za nim. Ochroniarz Rona z wyglądu pasowałby bardziej na lokaja, ale sposób w jaki dobył rapier wskazywał na to, że umie się nim posługiwać.

- Angelique, co myślisz o tym?

- Jakiś hrabia... nada się.

Zanim ochroniarz zdążył choćby pomyśleć o uniku, Liść znalazł się za nim i wbił mu Angelique w plecy. Mężczyzna padł na brzuch i w akompaniamencie wrzasków próbował wyjąć sztylet, z sykiem spijający z niego krew. Loko uciszył ochroniarza, łamiąc mu kark butem. Kobieta skulona w kącie patrzyła na niego ze strachem. Nagle przez wleciał sporych rozmiarów kamień, Loko złapał go w locie i zmiażdżył.

- Elsa? Nic ci nie jest? To ja Derek.

Uradowana kobieta, słysząc głos swojego brata wstała. Przed jej twarzą wyrósł ogromny, długi lodowy kolec, tancerka cofnęła się ze strachem. Kolec przebijał okno, za którym stał jej brat. Elsa natychmiast podniosła wrzask, Loko odwrócił ją brutalnie ku sobie i spojrzał je głęboko w oczy, wzrok kobiety zmętniał, przestała krzyczeć.

- Teraz wrócisz do domu. Powiesz wszystkim, że Ron zabił twojego brata. Kic nie mogąc dłużej na to patrzyć osobiście przybył i pozbył się Rona. Zapomnisz o tym że w ogóle mnie widziałaś.

Kobieta kiwnęła głową i ruszyła ku wyjściu, gdy minęła próg, do środka zajrzało dwóch strażników MAC. Loko spojrzał na nich obojętnie, schylił się i wyjął Angelique z całkowicie pozbawionego krwi ciała.

- Prowadźcie mnie do waszego dowódcy.

- Hm... cóż, bardzo chętnie, ale sir Ronald...

- Chyba miał jakiegoś zastępcę, nieprawdaż?

- Ale... - strażnik spojrzał z niepokojem na zwłoki leżące na środku pokoju - albo już nic, proszę za mną.
***

- Rozumiem, to rozkaz samego Altruisty? - Worthington, zastępca Ronalda, był o wiele bardziej rozumny od swojego byłego przełożonego.

- Owszem.

- Oczywiście spełnię jego żądania. Hm... niestety RAK może być bardzo kłopotliwe w tej kwestii.

- Podjąłem pewne kroki, mające na celu przekonać członków Ruchu AntyKicowskiego o przejściu na właściwą stronę.

- Jakie to kroki, jeśli można wiedzieć?

- Nie można.

- Rozumiem.

- Czekamy tydzień na efekty. Jeśli wszystko dobrze pójdzie, większość członków RAK odstąpi od niego.

- A co z tymi którzy nie zechcą odejść?

- Wymordować ich, co do jednego.

_________________
That is all in your head.

I am and I are all we.
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
Sylar Płeć:Mężczyzna
Poszukujący Prawdy


Dołączył: 11 Lis 2009
Status: offline
PostWysłany: 24-11-2009, 23:29   

Noc trwała w najlepsze i tylko mętne światło satelity zza chmur chroniło przed całkowitym mrokiem. Spokojna, codzienna noc jak zawszę stępiła zmysły straży Torsh. Para wojowników ledwo zdolna była utrzymać się w pionie, a to i tak dzięki zasłudze oparcia jakie niosły im włócznie. Dookoła panowała niemalże zerowa widoczność. Las szeleścił bezgłośnie w mroku, a nocne owady grały swoją symfonie. Pobliskie krzaki ugięły się pod wpływem wiatru. Ale czy aby na pewno przez wiatr?

Z buszu wyskoczyła czarna smukła czarna sylwetka, a za nią trzy kolejne. Atak na straż był szybka, niezauważalna. Itum z drugiej strony drogi unieszkodliwił wrogów na odległość, a cała czwórka przeszła niezauważona obok nieprzytomnych wojowników. Zdolności szpiegowskie drużyny były na najwyższym poziomie. Nawet Sylar ze swoimi zdolnościami, musiał wytężać wzrok by ich nie zgubić. Do centrum Torsh dostali się niezauważeni w ciągu kilku chwil. Ich ukrycie było perfekcyjne. Cerno wskazał na jeden z domów, a grupa rozproszyła się i zabezpieczając każde wyjście. Infiltracja budynku przebiegła bezszelestnie i skutecznie. Drużyna przedarła się do środku i parę chwil później dorwała cel.

Sto trzy sekundy później znajdowali sie już przy północnej bramie. Czekał tam na nich Itum wraz z wierzchowcami. Sylar tylko kontem oka zauważył obezwładnionych strażników. Następny cel ciągnął się dalej, wzdłuż Starej Drogi, Elbulder. Podróż mijała pod znakiem zabawy po udanej udanej akcji. Drużyna Ognistego Sztyletu w upojnym nastroju straciła na czujności. Tylko Sylar wyczuwał cisze przed burzą, a zmysły jego nie mają w zwyczaju się mylić. Cerno zauważył niepewność Sylara, puścił rozbawioną drużynę do przodu i na osobności zamienił z nim słów kilka.
- Coś nie tak? - spytał Cerno. Sylar jednak chwil parę przemilczał i odrzekł.
- Coś mi tu nie pasuję. Nie podoba mi się brak czujności drużyny i uwagę jaką zwracamy na siebie.
- Coś konkretnego masz na myśli?
- Mamy niebezpiecznie czasy. Siły wyższe pchają swój nos w nie swój interes. Do tego jakieś głąby pobudzają stare konflikty i tworzą nowe. I po co? Ziemia, majątek, władza? To przeminie z czasem, a trupy wyścielą tą ziemię.
- Takie czasy... musimy sobie poradzić i odciąć największe zagrożenia od wła...
- Największe? - przerwał zdumiony Sylar. - A co jest największym zagrożeniem? Kto je wyznacza? Jakim kosztem? Musicie zgromadzić siły, wprowadzić porządek w swoje szeregi i zniszczyć pion wroga. W ten sposób ci biedni idioci zgubią się w swoich knowaniach i wrócą do swoich domów.
- A nasz cel to przecież...
- Przetrwać wojnę...

Po tych słowach Sylar uderzył w lejce i nadgonił resztę drużyny. Cerno podążał za nimi jeszcze przez chwilę rozmyślając nad słowami Sylara. Rozglądnął się dookoła upewniając nie po raz pierwszy, że nikt ich nie śledzi i również dołączył do reszty.

Pozostałą drogę drużyna przebyła w większej uwadze i zadumą nad kolejnymi celami. W końcu udało się dotrzeć do Elbulderu. Tym jednak razem, jak na cywilizacyjną rasę przystało, wkroczyli do miasta w biały dzień, bez prowokacji. Postanowili zatrzymać się w gospodzie noszącą fantazyjną nazwę "Pod Jednorożcem" i rozejrzeć się po mieście.

- Jakoś dziwnie się czuję. - rzekła Amavi łapiąc się za głowę.
- Wpływ magii jest tu niezwykle silny. - odparł Cerno pomagając usiąść czarodziejce.
- To doskonałe miejsce jak na początek. - dodał Sylar spoglądając w niebo.
- Tak, masz rację. Itum i Vast już działają.
- Nie mogę już doczekać się efektów. - odpowiedział Sylar z paskudnym uśmiechem, a raczej grymasem na jego twarzy.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Norrc Płeć:Mężczyzna


Dołączył: 22 Kwi 2008
Skąd: 西
Status: offline

Grupy:
Lisia Federacja
Melior Absque Chrisma
PostWysłany: 25-11-2009, 00:25   

Norrc musiał przyznać obrońcom Almorel, iż nie brak im odwagi. Dzielnie walczyli na przedpolach miasta. Pozorowany odwrót armii MACu skutecznie zaciągnął spodziewających się łatwego zwycięstwa przeciwników na zamarznięte Lake of Mists.

- O Kicu, spraw by pod naszymi wrogami załamała się ta lodowa zbroja podtrzmywana, jak wszystko w tym świecie, Twoją wszechmocną wolą! Niech niewiernych pochłonie otchłań lodowego piekła! - Inkantował Norrc. W chwili, gdy skończył, pod szeregami wroga powierzchnia jeziora zaczęła pękać. Rozbite i rozproszone oddziały były łatwym celem dla konnicy i najemników. W kilka minut resztki obrońców zostały wyrżnięte do no nogi.

Po przegrupowaniu wojsk, Norrc triumfalnie wkroczył to niebronionego miasta. Dzięki Boskiej Interwencji, strarty były niewielkie a ludzie pozostawali w doskonałych nastrojach.

- Coż, teraz pozostaje tylko obranie dobrego miejsca na siedzibę i snucie dalszych planów na... - nie skończył mówić, gdyż przyprowadzono do niego posłańca przywywającego niejako z "Krain na Zachodzie" ...

_________________
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
1498253
Bezimienny Płeć:Mężczyzna
Najmniejszy pomiot chaosu


Dołączył: 05 Sty 2005
Skąd: Z otchłani wieków dawno zapomnianych.
Status: offline
PostWysłany: 25-11-2009, 16:04   

Bezimienny wpatrywał się w trzy przedmioty leżące przed nim na stole. Pierwszym była kula z mlecznobiałego kryształu, podobna z wyglądu do dwunastu innych, które zdążył już porozmieszczać w różnych ważnych punktach Krain. Ta, którą pozostawił, dwukrotnie większa od pozostałych, miała służyć jako punkt centralny mistycznej sieci wiążącej je wszystkie w całość. Drugim przedmiotem był dziwnie poskręcany kawałek srebrnawego metalu - Shadowarzy znaleźli go w Myth Drannor podczas poszukiwań Zwojów Nether, i zabrali ze sobą, razem ze stosem innych przedmiotów w których wyczuli jakąś magię. Na szczęście nie dysponowali wiedzą wystarczającą, by zwrócić baczniejszą uwagę na coś, co wyglądało jak kawałek złomu po przejściach, dzięki czemu zniknięcie Różdżki Khavoerma z magazynu z magicznym śmieciem pozostało niezauważone. Trzecim przedmiotem był większy od pięści kawał nieoszlifowanego diamentu, wydostany przez Saryę Dlardrageth z Zhentil Keep. Już sama wartość materiału wywołałaby chciwość w potencjalnych obserwatorach - a przecież wartość mistyczna przedmiotu znacznie przekraczała koszt materiału z jakiego był wykonany. Dla każdego czarodzieja, Łza Selune, z jej mocą wzmacniania wszelkiej magii, była praktycznie bezcenna.
Pierwszy krok był prosty - w końcu kryształowa kula była stworzona specjalnie w sposób który miał to umożliwiać. Wystarczyło się skoncentrować, użyć trochę siły i bez problemu zagłębiła się ona wewnątrz Łzy. Druga faza była bardziej niebezpieczna, oraz wymagała użycia silnej magii, ale w końcu na stole, zamiast trzech przedmiotów spoczywał jeden - wielki diament, wokół którego owinięta była wykonana ze srebrzystego metalu ozdoba w kształcie miniaturowego smoka.
- W samą porę- pomyślała Istota, patrząc na jedno z magicznych luster umieszczonych na ścianie pomieszczenia.

Lasy wokół Evereski płonęły. Armia orków, ogrów i goblinów, wspomagana przez demony, dowodzona przez świeżo uwolnione z Nar Kerymhoarth hordy fey'ri posuwała się do przodu. Siedziba elfów została zaskoczona tym niespodziewanym atakiem, ale nawet zaskoczone, oddziały elfów stawiały zacięty opór, swoją krwią kupując czas dla swoich rodaków na przygotowanie się do walki. Porównując siły obu stron, ciągle niejasne było, kto zwycięży - z jednej strony siły Evereski były nadal osłabione niedawną wojną z phaerimmami, ze względu na ostatnie wydarzenia nie mogły też oczekiwać pomocy z Evermeetu. Z drugiej daemonfey uderzyły zbyt szybko, nie chcąc tracić elementu zaskoczenia, w efekcie czego nie zdążyły zebrać armii odpowiednio dużej, by zagwarantować im sukces.

Walki prawdopodobnie potrwają przynajmniej kilka dni, lepiej jednak było nie zwlekać - zwłaszcza, że wszystkie przygotowania były już ukończone. Biorąc ze sobą nowo powstały artefakt, Istota ruszyła w kierunku drzwi.

Kilka godzin później

Na środku komnaty położonej na górnych piętrach centralnej budowli Sakkors znajdowało się wbudowane w podłogę okrągłe zagłębienie wypełnione wodą - kiedyś prawdopodobnie używane jako lustro do zaklęć dalekopatrzenia. Nad powierzchnią wody, na wysokości piersi obracała się dookoła swej osi, niepodtrzymywana niczym Łza Selune. Wokół ustawieni byli najpotężniejsi z obecnych w mieście magów - Bezimienny (tym razem w formie barczystego, łysego młodzieńca, którego całe ciało pokryte było świecącymi lekkim błękitnym blaskiem runami), Telamont Tanthul i jego pięciu synów, oraz Kartak Spellseer i czwórka niższych arcymagów Pogiętej Runy. Pod ścianami, równomiernie rozmieszczonych stało więcej magów Thulthantar i towarzyszący im (choć nieuczestniczący w samym rytuale) Kazgoroth. Większość z obecnych w pomieszczeniu osób nie zdawała sobie sprawy, że w jednej z sal na niższych poziomach miasta przebywało dwudziestu magów Halruańskich - ci zaś nie wiedzieli, że po drugiej stronie Sakkors ulokowana była podobna ilość Czerwonych Magów.

Wreszcie zakończono przygotowania - zapalono wszystkie świece, skończono wyrysowywać mistyczne symbole i ustawiać wszystkich na odpowiednich miejscach. Bezimienny rozpoczął pierwszą inkantację, a w ślad za nim do jego głosu dołączyły się następne, aż wszyscy magowie podjęli zaklęcie. Łza zamigotała, po czym zabłysła jaśniejszym światłem, gdy pasma zaklęcia zaczęły się splatać wokół niej. Chwilę później jej blask jeszcze się wzmocnił, gdy dwanaście kryształów zaczęło wysysać moc z otoczenia i przekazywać ją wprost do kryształu centralnego.

W Evermeet bariery chroniące wyspę przed niepowołaną teleportacją nagle przestały działać. W Myth Nantar na moment pojawiła się tarcza odcinająca miasto od świata, po czym i ona zanikła. W Myth Rhynn Mailin, wyczulony na zmiany aury magicznej wokół rzucił przygotowane wcześniej zaklęcie, a w grobowcu jednego ze starożytnych elfich władców Keltomiru, grobowcu który powinien być zabezpieczony przed nekromancją, coś się poruszyło. Podobne sceny rozgrywały się i w innych miejscach, gdzie kiedyś przebywała rasa elfia - coć zdecydowanie najbardziej widowiskowy efekt nastąpił w Everesce, gdzie upadek mythalu zaskoczył polegających na jego defensywnych mocach obrońców.
Jednak zaklęcie sięgnęło nie tylko do mythali. Na wschodzie, na środku morza Alamber, wielki wulkan zwany Statkiem Bogów obudził się, powodując serię wstrząsów. Na zachodzie zaś... na wyspach Moonshae, w jednej z księżycowych studni - ostatniej która nie została jeszcze zniszczona przez Kazgarotha - światło bijące z wody rozbłysło, a potem zaczęło powoli gasnąć. Bogini poczuła jak jej siły, już i tak słabe, powoli zanikają a ją całą ogarnia coraz silniejsze zmęczenie i chęć snu.

A ponad tym wszystkim, gwiazdy powoli układały się w porządku.

_________________
We are rock stars in a freak show
loaded with steel.
We are riders, the fighters,
the renegades on wheels.

The difference between fiction and reality? Fiction has to make sense.
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Strona 23 z 36 Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 22, 23, 24 ... 34, 35, 36  Następny
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików
Nie możesz ściągać załączników
Dodaj temat do Ulubionych


Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group