FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  Galeria AvatarówGaleria Avatarów  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 25, 26, 27 ... 34, 35, 36  Następny
  Forgotten Realms
Wersja do druku
Velg Płeć:Mężczyzna


Dołączył: 05 Paź 2008
Status: offline

Grupy:
Tajna Loża Knujów
PostWysłany: 06-12-2009, 10:44   

Kilku szlacheckim zbiegom z Evereski dane było skierować się do Dolin, gdzie ponoć mieli szansę rozpocząć nowe życie. Niemniej, wnet rozczarowali się - ludzie okazali się być życzliwi dla obcych... Ale za pewną, niekoniecznie drobną, opłatą. Dwa tygodnie takiej gościnności ostatecznie zrujnowały sakiewki arystokratów i zmusiły ich do szukania zarobków. Cóż, efekty były opłakane - jeden zginął z głodu, kiedy uniósł się honorem i odmówił przyjęcia jałmużny, a kolejny umarł od ran odniesionych w karczemnej bójce.

Ostatni z wymierającego domu wykazywał dużo więcej instynktu samozachowawczego. Podstawą była wiedza, której wielu brakowało. Żeby przeżyć wśród ludzi, potrzeba było pieniędzy. A więc trzeba było zdobyć pieniądze za każdą możliwą cenę - także za cenę sprzedaży rodowego księżycowego ostrza thayskiej enklawie.

***


Aznar Czerwony, zulkir wywołań, z wielką fascynacją przyglądał się mieczowi, dostarczonemu mu przez jego wysłanników. Ci z kolei ukradli go z jednej z thayskich enklaw.

- Nie spodziewałem się, abyś znalazł tak drogocenny obiekt, Czerwony zulkirze. - rozległ się radosny głos jego niew... Poprawka, Wolanda, ale ten w sumie niewiele różnił się od niewolnego psa Daeriana.
- Nie przypominam sobie, abym udzielił ci autoryzacji do wchodzenia do mojej posiadłości i opętywania służby, nawet-nie-zulkirze. - powiedział tonem zarezerwowanym dla największych pogard.
- Nie wątpię, czcigodny Aznarze. - dziwna sprawa, Wolfganga sytuacja zdawała się cieszyć coraz bardziej - Doszły mnie jednak słuchy, że zwędziłeś z daerianowego transportu cenny złom... A to niebezpieczny kawałek metalu.
- Co?! Bezczelność, łeż i szczekanie psa, jakim jesteś! Powinieneś zdychać w męczarniach, jako moi niewolnicy!
-zaczął się produkować wywoływacz.
- Oho, najpierw kradzież, a potem niewolnicy... Jesteś naprawdę niesfornym zulkirem, Czerwony. A przez swoją niesforność, dobrze ci radzę - trzymaj się z dala od owego miecza. - przesłodzony głos Wolanda uderzył zulkira niczym policzek.
- Będę robił co chcę, gdzie chcę i kiedy chcę, bez względu na zielone groźby. - postawił sprawę jasno. 
- Ale nie radziłbym zadawać ci się z tym mieczem. Za wysokie progi na twoje nogi. - tym razem zaklinacz zabrzmiał całkiem twardo... Jakby się czegoś bał.
- Będę robił z nim, co tylko chcę... - oznajmił zulkir - Jeśli zaś ty nie opuścisz mego schronienia w ciągu kilku następnych minut...
- Nie użyjesz tego ostrza. Nie mogę pozwolić, abyś zrobił sobie krzywdę...
- powiedziawszy to, czarodziej zaczął tkać zaklęcie przymusu umysłowego. Było ono dobrze chronione przed wykryciem, ale nie nazbyt dobrze...
- Zginiesz! - wykrzyknął wywoływacz, ruszając z miejsca. Uroki Wolfganga próbowały go odciągnac od dotykania miecza...

Walka między magami była krótka - trzy wymiany czarów, po czym zamroczony Woland trafił na ścianę.

- Wygnam cię tym, czego mi chciałeś skąpić... - rzekł, sięgając po księżycowe ostrze...
- NIEE! To niebezpieczne! - wykrzyknął Wolfgang z widocznym przestrachem.

Trzy sekundy pózniej miecz zamienił Aznara Thrula w kupkę pyłu.

- Przecież go ostrzegałem, nie? -radośnie rzucił Woland do oslupiałej służby - A własnie, trzeba posprzątać. - dodał, rozrzucajac kupkę pyłu na cztery strony świata.

***


Nieopodal Wielkiego Lodowca przechadzał się człowiek w czerwonym płaszczu. Z daleka mógłby udawać Czerwonego Maga, z bliska jednak uwagę przyciągały długie blond włosy, raczej ewenement wsród ludu Thay.

Był on zjawiskiem... Dziwnym, gdyż podśpiewując pod nosem ruszył w stronę Wielkiego Lodowca, jakby można było tam znaleźć coś interesującego. Wnikliwi obserwatorzy mogli dostrzec, że zimno nie robi na nim żadnego wrażenia. Jeszcze wnikliwsi obserwatorzy widzieli, jak wchodzi na białą powierzchnię lodowca, a w końcu znika pod powierzchnią lodu...

***


Tymczasem, magowie zgromadzeni na Alaorze zostali przerzuceni na mniejszą wysepkę. Sakramencki Iakhavolas złamał umowę i zamknął się w jakichś ruinach. Oznaczało to, że ludzie Thay nie byli zdolni do utrzymania całkowitej blokady większej z wysep Alaoru. 

_________________
Przejdź na dół Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
Bezimienny Płeć:Mężczyzna
Najmniejszy pomiot chaosu


Dołączył: 05 Sty 2005
Skąd: Z otchłani wieków dawno zapomnianych.
Status: offline
PostWysłany: 06-12-2009, 14:48   

Lecący w dół głaz zatrząsł się i zatrzymał, jakby uderzony z potężna siłą, po czym przez jego środek przebił się gruby jak pięść, mierzący wprost w Karela słup wyładowania elektrycznego. Chwilę później głaz został rozerwany na kilka mniejszych części przez podążające śladem błyskawicy zawirowanie powietrza, przypominające odwróconą trąbę powietrzną.
Dno krateru zostało pokryte chmurą pyłu, przez którą ledwie było coś widać.
- Feather Fall - wyszeptała, chroniona przed spadającymi odłamkami i pyłem kinetyczną tarczą Istota. Szybkość opadania Karela (na którym błyskawica nie zrobiła najmniejszego wrażenia) gwałtownie spadła.
- Earthspike - dodał Bezimienny, uderzając lewą dłonią w dno krateru. Żywioł ziemi nie był jego najmocniejszą stroną, a na dodatek nie mógł do niego wykorzystać mocy włóczni, ale to stosunkowo proste zaklęcie leżało w jego możliwościach.
Przez chmurę pyłu przebił się kamienny stożek, którego ostry czubek wznosił się, kierując prosto na powoli opadającego szermierza.

A pod spodem Istota obserwowała, zwracając baczną uwagę na szybkość pułkownika MAC-u, jego siłę i zdolności, badając jego reakcje i styl walki. W tym samym czasie pod skórą dokonywały się zmiany, gdy ciało Bezimiennego przystosowywało się do nowo mu narzuconych wymagań.

_________________
We are rock stars in a freak show
loaded with steel.
We are riders, the fighters,
the renegades on wheels.

The difference between fiction and reality? Fiction has to make sense.
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Caladan Płeć:Mężczyzna
Chaos is Behind you


Dołączył: 04 Lut 2007
Skąd: Gdynia Smocza Góra
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
Omertà
Syndykat
WOM
PostWysłany: 06-12-2009, 14:56   

Do Cormanthoru przybyły wszyscy najważniejsi dostojnicy elfów. Rozmowy trwały długo, ale wkońcu stworzono elfią radę, a wybór władcę zjednoczonego elfiego królestwa pozostawiono na później. Był to jedyny sposób, aby powstrzymać upadek tej rasy po ostatnich burzliwych zdarzeniach.

Nezram mimo swoich zdolności teleportacyjnych nie należał do osób, które są na czas. Nawet on się myli. Zwłaszcza jak teleportuje się pod wpływem alkoholu. Z jego „pojazdu” wysiedli niespodziewani goście jakimi była niedawno wybrana Rada Zjednoczonych Elfów, która przeprosiła gospodarzy za spóźnienie. Nezram starał się omijać Elfy podczas całej imprezy.

Turmish mocno wzbogacił się na handlu, co zwiększyło jego rangę światową. Lud był bardzo zadowolony z rządów. Nawet udało im się przekonać Kicanistów do partnerstwa.

Na południowymi terenami Macantów zwiad Floty kosmicznej zauważył nagłe poruszenie na tych terenach.

Druidom w końcu udał się pozbyć się niebezpiecznej bakterii dzięki pomocy alchemików. Umieralność wsród morskich istnień zaczęła mocno spadać.

Calimshanie agentura Gaelana starała się znależć ślady Pomroków, ale bezskutecznie, ale na wszelki wypadek zostawiono paru agentów, którzy mieli być na baczność.


Ostatnio zmieniony przez Caladan dnia 06-12-2009, 16:28, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
 
Numer Gadu-Gadu
4934952
Zegarmistrz Płeć:Mężczyzna


Dołączył: 31 Lip 2002
Skąd: sanok
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
PostWysłany: 06-12-2009, 16:12   

Podmrok: Po opanowaniu Głębi Jaszczurów i drowich miast pod Shaar halruaańczycy i ich sojusznicy zwiększyli tylko swą aktywność. Korzystając z lokalnych przewodników: dawnych niewolników drowów, teraz uwolnionych, snifberlinów, chytraków i innych istot odnajdywali i przejmowali kontrolę nad kolejnymi węzłami mocy. Z dnia na dzień czarodziejskie możliwości Haalruańczyków powiększyły się. Drużyny Halruaańczyków i drowich "pracujących społecznie" drowów tworzyły nowe węzły jeden po drugim. Strumienie mocy magicznej dosłownie lały się do metropolii nowo rodzącego się imperium.

Co ciekawe podbój Podmroku miał też pozytywne skutki. Z powierzchni do jaskiń ruszyły wielkie transporty żywności, opału i wody pitnej. Wkrótce relatywnie tania żywność dostarczana w dużych ilościach zaczęła wypierać podziemną produkcje. Mniejsze, nie podbite militarnie społeczności za kilka miesięcy miały uzależnić się od powierzchniowej potęgi rolniczej. W zamian płacono tym, co Podmrok oferował w dużej ilości: szlachetnymi i pół szlachetnymi kamieniami i metalami, mithrilem i adamantyną. Urzędnicy Lazarusa pobierali wysoki, 20% podatek od handlu. Mimo to był on nader intratny. Zwłaszcza dla mieszkańców do tej pory głodnego Podmroku.

Halruaa: na rozkaz Lazarusa, wykorzystując część skarbów pochodzących z podbitego podmroku ruszył wielki projekt magiczny: budowa potężnych, permanentnych wrót na plan ziemii. Miały one posłużyć do budowy kolonii na innej strefie egzystencji. Skazańcy, jeńcy i niewolnicy mieli pracować nań przy wydobyciu.

Calimshaan: większa część skarbów zrabowanych w Podmroku posłużyła do wypełnienia ładowni pięciu okrętów powietrznych. Cztery z nich wysłano do Calimshaan. Znajdujący się na ich pokładach wysłannicy mieli przeprosić ludność kraju i jego władców za stan ich kraju spowodowany magią Halruaańczyków. Ładunek miał stanowić "niewielkie" odszkodowanie za poniesione przez nich cierpienia.

Thay: piąty okręt wysłano do Thay. Jego załoga miała negocjować przystąpienie Dominium Halruaa do wielkiego sojuszu broniącego Faerun przed najeźdźcami z innych wymiarów.

Lśniące Morze: w chwili, gdy okręty Lapllay odbudowywano, budowano na nowo, ściągano z mielizn, naprawiano, lub ściągano z kotwicowisk i masowo przekształcano na jednostki wojenne pływające pod banderą Halruaa flota Thashalar i północna flota Thindolu połączonymi siłami dokonały inwazji na Tharsult. Thashalarskie, ochotnicze oddziały Legio Lasarus bez problemu opanowały wyspę. Wojska Thindol miały mniej haniebne zadanie. Przywiozły pomoc humanitarnom.

Nikt nie sądził, że na tym floty zatrzymają się. Przeciwnie. Wzmoniona o niewielkie posiłki z Lapallai armada zaczęła się przegrupowywać. Dołączały doń nowe statki. Większość analityków spodziewała się, że głównym celem ataku będzie Calimshaan.

Graniczne Królestwa: po zajęciu nadmorskich miast Shaar wielka armia ciągnąca z Halruaa przerzuciła mosty ze związanych łodzi przez rzekę Scelptar i wkroczyła do Granicznych Królestw.

_________________
Czas Waśni darmowy system RPG dla fanów Fantasy. Prosta, rozbudowana mechanika, duży świat, walka społeczna.
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Odwiedź blog autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
 
Numer Gadu-Gadu
1271088
Sylar Płeć:Mężczyzna
Poszukujący Prawdy


Dołączył: 11 Lis 2009
Status: offline
PostWysłany: 06-12-2009, 17:13   

Elbulder
Ekipa Ognistego Sztyletu długo szukała swojego celu w mieście. Ogólny zamęt i dziwne oddziaływania z zewnątrz w ogóle w tym nie pomagały. Trwało to już za długo. Fakt ten doskonale widoczny był na coraz kwaśniejszym grymasie malującym się na twarzy Cerno. Sylar wiedział, że dłużej tego już nie przeciągnie. Trzeba było zacząć działać.

- Cerno, cel jest w podziemiach starej chatki rybaka nad zatoką.
- Skąd te przypuszczenia? - zdziwił się Cerno.
- Nie ma ust, które nie odpowiedzą na sakiewkę pełną monet. - Sylar wstrząsnął sakwą na pokaz.

Pół godziny później wiszące drzwi chaty uchyliły się bezszelestnie. Drewniana podłoga ugięła się pod ciężarem kilku postaci. Drewno było już stare, naznaczone czasem. W jednej z pozornie zawalonej kondygnacji budynku znaleźć można było tajne przejście prowadzące w głąb ziemi. Drużyna skradała się już ciemnym korytarzem schodzącym coraz niżej w dół. W otchłaniach mroku odbijało się głuche echo kłótni.

- Bezużyteczni! Za co ja wam płace! - dudnił ledwo słyszalny krzyk z podziemi.
- Za zabawę? - Sylar usłyszał ironiczną odpowiedź. Była ona raczej szeptem. Żaden z towarzyszy nie mógł usłyszeć tej cichszej od kroków zabójcy riposty. Jednak drugi rozmówca musiał być na tyle blisko by to usłyszeć...

Nagły wybuch był jednoznaczną odpowiedzią. Zapewne był to ostatni dowcip ochroniarza. Drużyna skorzystała z zamieszania i ruszyła szybkim tempem w dół. Vast z impetem roztrzaskał drewniane drzwi, Cerno wykorzystał chwilę zaskoczenia i jednym szybkim krokiem doskoczył do jednego ze strażników, śmiertelnie dźgając go zatrutym sztyletem. Tymczasem chytry Itum uśmiercił dwóch innych ochroniarzy, bezbłędnie trafiając sztyletami do rzucania. Natomiast Amavi wyrzuciła tuzin magicznych pocisków w stronę Maga...

Wszystkie pociski wchłonięte zostały przez klosz. Mag nie marnował czasu. W stronę Amavi poleciały 3 ogniste strzały. Wybuchł rozświetlił na sekundę całe pomieszczenie, oślepiając wszystkich. Na podłogę padła osoba. Amavi wywróciła się do tyłu. Podpierając się rękoma wpatrywała się w Vasta, leżącego przed nią.

Mag nie tracił czasu. Pokrył się Żelaznym Zbroją, a następnie uskoczył przed kąśliwym uderzeniem Cerno. Atak Ituma z dystansu również nie przyniósł żadnych efektów. Sztylety odbijały się od niesamowicie wytrzymałej skóry Maga. Ten niewzruszenie inkantował kolejne zaklęcie. Amavi w końcu zebrała siłę by wstać, gdy w końcu zrozumiała co za zaklęcie wypowiada Mag. Naglę przed nimi pojawiła się niezwykle piękną i zabójcza Erinyes. Sytuacja się skomplikowała. Itum podbiegł do Vasta i pomagał mu stanąć na równe nogi. - Amavi pomóż mi do cholery! - wrzeszczał Itum do przytłumionej czarodziejki. Cerno widząc towarzyszy w tarapatach, rzucił się na Maga, kupując drużynie trochę czasu. Erinyes jednak miała wolne ręce. Zaczęła hipnotyzować resztę drużyny. Nie zdążyła. Sylar był na miejscu. Strop zawalał się na jej głowę. Uskoczyła. Za późno. Pomieszczenie ogarnął mrok, a popiół fruwał w powietrzu. Wszyscy zaczęli krztusić się. Naglę opary jakby znikły, a ciemność odeszła. Nie zwracając uwagę na nic, wszyscy zaczęli łapczywie wdychać powietrze. Sylar stojąc opodal skupił cały popiół w dymnej kuli, a następnie posłał w niczego nie spodziewającego się Maga. Spowiła go gruba warstwa popiołu. W panice zaczął machać rękoma, jednak w żaden sposób to nie pomagało. Starał się nawet wypowiedzieć zaklęcie teleportujące. Jednak ilekroć otworzył usta, dym wpychał się mu do gardła, dusząc i ściskając jeszcze bardziej. Kilka chwil później padł, w ciszy i bezdechu. Znieruchomiał, zesztywniał. Drużyna powoli zebrała się. Amavi nie zważając na nic, zaczęła leczyć rany Vasta. Itum pozbierał swoje ostrza, a Sylar i Cerno podeszli do ciała Maga.

- Czuć jeszcze słaby puls. - Stwierdził Cerno przytykając palce do szyi maga.
- I dobrze. - skwitował Sylar, przyłożył dłoń do czoła maga i skupił swoją energię. - Gotowe.
- No tak. A więc zdrajczyni Cassana padła.
- Nie do końca. - rzekł Sylar podnosząc kostur martwej kobiety. - Może jeszcze nam się przydać.
- Ta zdrajczyni!? Ona jest niepoczytalna. Prędzej nas zginie, nim nam pomoże.
- Być może, ale tylko wtedy kiedy będzie miała własną wolę.
- Co masz na myśli?
- Ten kostur. Dzięki niemu mogę zdominować jej umysł.
Do Cerno i Sylara dołączyła reszta drużyny. Mimo ran Vast stąpał mocno po podłodze. Widać było, że magiczne strzały nie wyrządziły aż takich szkód temu zabójcy magów. Itum również skończył zbieranie ekwipunku i okradanie zwłok. Amavi natomiast otrząsała się już po całym zamieszaniu. Dostrzegła kostur mocy, który dzierżył Sylar.
- A co ty możesz zrobić z tym kosturem? Przecież on ma potężną magiczną moc. A ty znasz tylko kilka sztuczek iluzjonistycznych.
Sylar zmierzył zimnym wzrokiem czarodziejkę. Skupił energię, wyrecytował inkantację i wypuścił promień negatywnej energii w jedno z ciał. Znikło, uległo pełnej dezintegracji. Nawet ekwipunek rozpuścił się w powietrzu. Zdziwiona Amavi spojrzała na leżącą Cassanę i dodała.
- Okradłeś ją ze zdolności?!
- Okradłem? Wolałbym żebyś powiedziała, że się ich nauczyłem. - uśmiechnął się parszywie Sylar. - Dalej sądzisz, że nie zdołam posługiwać się tym kosturem?
- Nie ma czasu na sprzeczki! - uciszył wszystkich Cerno. - Już i tak zrobiliśmy wystarczające zamieszanie. Musimy się wycofać.
- Dobrze, ale weźmy ze sobą Cassanę. - odpowiedział Sylar.
- Amavi, daj jej jedną z mikstur niewidzialności.
Czarna Róża podała wywar nieprzytomnej czarodziejce, zaraz po czym znikła. Nie czekając aż reszta gromady zwali im sie na głowę, wycofali się do gospody.

- Dobra co teraz? - spytal Cerno.
- Dajcie mi trzydzieści minut, a dokonam rytuału. Amavi, twoje zdolności na pewno mi się przydadzą. Mogłabyś mi pomóc.
Czarodziejka spojrzała na Cerno, ten przytaknął głową.
- Niech ci będzie. - odpowiedziała Amavi.
- Dobra chłopaki. Chodźcie ze mną. Musimy zabezpieczyć gospodę. Nie wiadomo kiedy nas tu znajdą.
Itum, Vast i Cerno opuścili pokój. Sylar zasłonił wszystkie okna. Następnie zaczął zapalać świece. Amavi na wszelki wypadek podała kolejną miksturę uśpienia nieprzytomnej czarodziejce.
- Dobra, wszystko gotowe. Amavi zajmij miejsce po drugiej stronie łóżka. Pamiętasz zaklęcie?
- Za kogo mnie masz? Miejmy to już za sobą.
Sylar wyciągnął kostur na przeciw leżącej Cassany. Wypuścił delikatnie z rąk. Artefakt zaczął lewitować. Następnie Sylar oraz Amavi rozpoczęli rytuał. Płomień ze świec powoli zaczął się wydłużać. Okrążył ich okrąg ognia. Oboje wymawiali każde ze słów rytuału w pełnym skupieniu. Wyrównali oddech, w każdą sylabę wkładali tyle samo magicznej energii.

Pół godziny później drzwi pokoju uchyliły się. Cerno spojrzał gwałtownie za siebie.
- Skończyliście? - spytał się Sylara.
- Tak, możecie już wejść.
Wycieńczona Amavi siedziała na krześle oddychając głęboko. Sama Cassana jednak dalej była nieprzytomna.
- No i jak? - spytał Itum z ciekawością.
- Udało się. - wydyszała zmęczona Amavi z uśmiechem na ustach, pełna dumy i swojej wartości.
- Doskonale. - ucieszył się Cerno. - Jeszcze dzisiejszej nocy wynosimy się z tego miasta.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Karel Płeć:Mężczyzna
Latveria Ruler


Dołączył: 16 Kwi 2009
Skąd: Who cares?
Status: offline

Grupy:
Syndykat
WOM
PostWysłany: 06-12-2009, 18:36   

Kamienny szpikulec rósł coraz bardziej. To, w połączeniu z tym że Karel opadał bardzo powoli zakrywało na to że z szermierza zostanie szaszłyk. Ten jednak podkręcił odpowiednio najpierw ręce a potem nogi i odwrócił się opadając. Zupełnie jak kot spadający na cztery łapy. Teraz pułkownik widział już rosnące zagrożenie. Sięgnął po swoją
niezawodną katanę.
- Raikiri! - rosnąc stożek został przecięty na pół elektrycznym półksiężycem. Jednak Karel trochę się spóźnił gdyż jedna z połówek rozdarła mu bok pod żebrem. Przyzwyczajony już to takich atrakcji kruczowłosy tylko zacisnął zęby i działał dalej. Chwycił się ręką czubka jednej połówki a od drugiej odepchnął się nogą. Kręcił się coraz szybciej i szybciej wykorzystując kamienny szczyt niczym gimnastyk drążek*. I w pewnym momencie puścił się wystrzeliwując swoją osobę w stronę Istoty. Bezimienny ponownie użył wiatru. Szermierz był jednak za szybki by go całkowicie zatrzymać. Skutek był taki że szermierz zamiast prosto w Astralnego Poringa uderzył w glebę kilka metrów przed nim. Nie zatrzymał się jednak, ryjąc piętami skałę ciągle zmierzał ciągle w jego kierunku. Poring ponownie strzelił kulą ognistą ale Karel przyjął to na ,,klatę". Oddychając się od skały jedną nogą pułkownik ponownie wprowadził się w ruch wirowy ściskając tym razem w rękach Fenrira. Istota bez problemu przeskoczyła nad wymierzonym nisko cięciem ale Karel obrócił się ponownie uderzając tym razem płaską stroną miecza. Jak można było przewidzieć Karel wreszcie trafił Istotę a biorąc pod uwagę to że broń była szeroka jak szafa(a co za tym idzie swoje ważyła) to Bezimienny został odrzucony daaaleko niczym szmaciana lalka.
- Trrrrafiony! Publika szaleje. - powiedział do siebie Karel któremu pierwszy udany atak wyraźnie podniósł morale. Po czym zatoczył się lekko z powodu tych wszystkich obrotów.

_________________
"So come forth, Avenger. It is time to put our lingering dispute... to an end!"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
kic Płeć:Mężczyzna
Nieporozumienie.


Dołączył: 13 Gru 2007
Skąd: Otchłań Nicości
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
PostWysłany: 07-12-2009, 00:06   

Liście kołysały się leniwie tnąc łagodny powiew wiatru. Cichy szelest wypełniał pobliskie krzaki. Mrok zasłaniał florę przed niechcianymi spojrzeniami. Cisza i spokój. Powoli wiatr rósł w siłę. Gałęzie zaczęły uginać się coraz mocniej pod naporem wiatru, pod siłą magicznej energii. Wśród krzaków tworzyło się coraz silniejsze tornado. Wiatr zaczął wirować coraz mocniej. Pył fruwał dookoła, liście zaczęły opadać z drzew, gałęzie giąć się pod impetem cyklonu. Z nieba zaczęła płynąć moc, energia, biała esencja ducha. Przejrzysta jak szkło, lśniąca jak diament, jasna jak światło świetlika i cienka jak pajęcza sieć. Nadnaturalne siły działały w Faerunie. Nie pochodziły one z tego świata, to było coś innego. Natura to czuła, obawiała się ich, ale nie wiedziała czemu. Nie ostrzegała. Po prostu obserwowała. Sama anomalia zaczęła w końcu słabnąć. Energia poczęła kształtować się w sylwetkę. Postać jakiejś osoby. Wiatr słabł, tornado ustawało, a strumień energii przestał płynąć dalej. Tlące światło znikło wraz z nastaniem bezwietrznej pogody i przenikliwej ciszy. Postać była już w pełni zmaterializowana. Wyszła z krzaków i ruszyła w stronę ledwo widzialnej i słyszalnej zabawy na południu.

* * *
- Zaproszenie poproszę. - strażnik zwrócił się do postaci, która chciała przejść bez okazania inwitacji.
- Ja nie potrzebuję zaproszenia. - odparła dumnie postać po czym znikła strażnikom z oczu tak samo jak pamięć o tym zdarzeniu.

Postać, odziana w ciemną, majestatyczną szatę, ozdobiona kilkoma pierścieniami wzbudziła skromne zainteresowanie przy wejściu do sali. Nikt nie znał tego osobnika. Mężczyzna jednak wydawał się ignorować przypadkowych widzów i ruszył w głąb sali po kolei oglądając każdy z lodowych posągów. Z trudem, ale już po paru minutach postać odziana w ciemne szaty wtopiła się w tłum. W tle grała piękna muzyka. Niezwykła, pewnie elficka. Postać poczuła naglę chęć oddania się muzyce, poruszać się w jej rytm, chciał zatańczyć. I wtedy dostrzegł duszę bliską jego pragnieniu. Piękna i powabna Shizuku również chciała ponieść się nutom. Dostąpił do niej w kilka chwil, podjął jej rękę i musnął delikatnie ustami.
- Zechcesz ze mną zatańczyć? - zapytał sugestywnie mężczyzna, obdarzając Boginię najpiękniejszym uśmiechem jaki było go stać. Shizuku spojrzała z niedowierzaniem na mężczyznę, zmrużyła delikatnie oczy, aby potwierdzić że się nie myli. Po tym uśmiechnęła się radośnie do mężczyzny i rzekła aksamitnym głosem.
- Czynisz mi zaszczyt, Patriarcho.

Patriarcha delikatnie ale i odważnie położył rękę na talii Shizuku po czym przejął inicjatywę, dając jednak wystarczająco swobody swojej partnerce. Teraz to oni, mrocznie odziany mężczyzna oraz urzekająco piękna Shizuku płynęli po parkiecie, tańcząc w rytm muzyki. Taniec był elegancki, wyczerpujący i niezwykle ekscytujący. Parkiet był ich. Od pierwszej po ostatnią nutę. Paradoksalnie ten jeden taniec był wiecznością, a okazało się że trwał tyle co mrugnięcie oka. Po wspaniałym tańcu Patriarcha pokłonił się nisko mówiąc.
- Obdarzyłaś mnie niezwykła przyjemnością, pozwalając na ten taniec, moja Shizuku.
- Była to niezapomniana chwila i dla mnie mój Panie. - odpowiedziała Shizuku odwzajemniając ukłon.

Po tym tańcu mężczyzna raz jeszcze uśmiechnął się do Bogini i kulturalnie przepraszając, zaczął oglądać przechadzać po sali szukając kolejnych bliskich sobie twarzy. Shizuku była ciekawa, dlaczego? Miała tyle pytań, ale dała mu odejść. Wiedziała, że przyjdzie czas, że i ona dowie się wszystkiego czego chciała.

_________________
"Zaczynałem jako zwykły zegarmistrz, ale zawsze pragnąłem osiągnąć coś więcej." - Lin Thorvald


Melior Absque Chrisma
Pierwszy Epizod MACu
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora Odwiedź galerię autora
Daerian Płeć:Mężczyzna
Wędrowiec Astralny


Dołączył: 25 Lut 2004
Skąd: Przestrzeń Astralna (Warszawa)
Status: offline

Grupy:
Tajna Loża Knujów
PostWysłany: 07-12-2009, 00:17   

Evermeet i Evereska:
Wiele spośród najpotężniejszych smoków i magów Północy wyruszyło do Evereski. Kapłani Selune podążyli na smoczych grzbietach. Razem z nimi przy pomocy portalów wysłane zostały oddziały piechoty i jazdy. Trzy z Siedmiu Sióstr wyruszyło jako magiczne i strategiczne wsparcie wyprawy.
Lionradiantheart wybrał się z nimi także, gdyż jego zakonowi stanowczo się nudziło od jakiegoś czasu (na krucjatę nie udał się, bo nie chciał walczyć za nie swoją wiarę).

Z Evermeet dotarły tajnymi korytarzami noty dyplomatyczne, proszące o udzielnie dyplomatycznego wsparcia. Król stanowczo zdecydował się podjąć jakieś bardziej stanowcze działania w celu delikatnego usunięcia "braterskiej pomocy" MAC z wyspy. W związku z zagrożeniem jakie spadło an Evereskę czuł się on niepewnie i zapragnął pomocy... tylko jego prośba dziwnym trafem szybciej dotarła do Silverymoon. Musiały to być jakieś magiczne zakłócenia na linii.

Wielkie nowe państwo elfów musiało wyraźnie poradzić sobie z problemem stania się wspólną wizją przyszłości wszystkich elfów w Faerunie.

Halrua:
Propozycja z Halrua została przyjęta z zainteresowaniem, lecz także dużą notą nieufności. Wysłano jednak odpowiednie noty dyplomatyczne, proponując dalsze rozmowy - Thay było przede wszystkim zainteresowane możliwościami handlowymi... oraz ograniczeniem ekspansji Halruy. Tymczasem Silverymoon domagało się zadośćuczynienia dla ofiar...

Faerun:
Handel Thay rozwijał się wyśmienicie. Praktycznie zmonopolizowanie Złotego Szlaku, import towarów z Kara-Tur i wysłanie tam własnych produktów dawał wyśmienite możliwości. Opracowywano już metody magicznego transportu, aby jeszcze bardziej wykorzystać owe możliwości.
W Podmroku wydobywano wyśmienite rudy metali, a także specjalne gatunki grzybów halucynogennych, niezwykle popularne na dalekim Wschodzie. W Lantan trwała produkcja dziwacznych, lecz przydatnych i fascynujących urządzeń, zaś Silverymoon i Thay specjalizowały się w zaklinaniu przedmiotów.
Miasta Północy pełniły przede wszystkim role pośredników w handlu na morzu i w owym rejonie.
Enklawy Thay natomiast zaczęły zajmować się przesyłaniem towarów ze wszystkich regionów Faerunu w inne jego okolice - zamiast, jak dotychczas, jedynie sprzedażą Thayiskich dóbr i knuciem.

Thay:
Stanowisko Zulkira Wywołań nie było jedynym zwolnionym w wyniku ostatnich wydarzeń...

Nevron, znudzony swoją śmiertelną powłoka, wywiedziawszy się skądś o układzie między Daerianem a Asmodeusem, wymógł na tym pierwszym podjęcie negocjacji, grożąc wycofaniem poparcia w radzie.
O ile buntu Daerian się nie obawiał, wizja dość prostego pozbycia się niechętnego mu Zulkira bardzo przypadła Daerianowi do gustu... przeto przedstawił prośbę Nevrona.
Po dluższych negocjacjach ów Zulkir uzyskał możliwość wstąpienia w diabelskie szeregi... a Daerian miał go, mówiąc prosto, z głowy.
Otworzyło to także możliwość awansu dla nowo powracającego Czerwonego Maga.

_________________
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
3291361
Bezimienny Płeć:Mężczyzna
Najmniejszy pomiot chaosu


Dołączył: 05 Sty 2005
Skąd: Z otchłani wieków dawno zapomnianych.
Status: offline
PostWysłany: 07-12-2009, 00:35   

Amortyzacja powietrzem uchroniła Poringa przed większymi obrażeniami, ale niewiele mogła zrobić w sprawie złamanego nosa. Cóż. Nie takie rzeczy się regenerowało.
Ciało Istoty ulegało dalszym, niewidocznym na zewnątrz modyfikacjom. Jeszcze bardziej wzmocniły się kości i skóra. Wskutek dodania masy zwiększyła się wewnętrzna gęstość ciała. Rozbudowały mięśnie. Niepotrzebne układy - jak np. trawienny - uległy atrofii. Pasma mocy owinęły wokół ciała, podnosząc jego możliwości poza to, co mogła wytrzymać zwykła organiczna tkanka.
Rzut oka w kierunku portalu pokazał, że do całkowitego zapadnięcia się pozostało już stosunkowo niewiele czasu. Trzeba było sprawę potraktować nieco poważniej.
Wokół walczących podniósł się krąg pyłu, okrążający krater coraz szybciej i szybciej. Ciśnienie wewnątrz kręgu wzrastało, ale, o dziwo, Karel czuł się coraz lepiej a oddychać było mu nawet łatwiej. Bez problemu odbił kilka kolejnych wietrznych ostrzy i czuł się coraz pewniej, gdy nagle pod jego stopami z ziemi wyrosło kilkadziesiąt tęczowych, chwytnych macek, przyciskając go do podłoża. By zacząć je ciąć mieczem, należało wpierw uwolnić rękę, co zajęło cenne sekundy - sekundy, które Bezimienny wykorzystał na przypuszczenie bezpośredniego ataku. Ignorując chwilowo uwięzione nogi szermierz MACu nadludzkim wysiłkiem zdołał ustawić się w pozycji obronnej, i zablokować pchnięcie włócznią za pomocą fenrira - pchnięcie to było jednak tylko zmyłką.
- Ka-boom - z uśmiechem powiedziała Istota, a w chwilę później lecąca za jej plecami olbrzymia kula ognia, znacznie większa od wszystkich poprzednich, uderzyła u stóp obydwu walczących i eksplodowała w atmosferze z 95% zawartością tlenu.

***

Tuż pod powierzchnią Bezkresnego Morza płyneło zanurzone miasto. Thulthantar oddalało się od terenów zmagań w bezpieczniejsze rejony, gdzie Shadovarzy będą mogli, nie niepokojeni przez nikogo, spokojnie odbudować swoje siły. By nie utracić kontaktu ze sprzymierzeńcami w mieście pozostawiono kilka portali za pomocą których można było trzymać rękę na pulsie wydarzeń, ale poza tym wszyscy netherilczycy (wyłączając resztki ekip remontowych z Sakkors) dostali polecenie wycofania się do miasta. Nawet aktualnych sprzymierzeńców nie poinformowano o planowanej podróży (a już tym bardziej o jej celu) - znał ją tylko Arcymag Sakkors (gdyż to właśnie od niego pochodził pomysł, który tak spodobał się Telamontowi Tanthulowi).

***

W drugim z latających miast, usadowiony na wygodnym fotelu i nachylony nad powierzchnią Zwierciadła Kazgoroth, obserwował widoczne poprzez portal zmagania, zastanawiając się, czy właściwie już powinien interweniować, czy też lepiej poczekać.
W chwili, gdy coraz bliżej był podjęcia tej pierwszej decyzji, na fali eksplozji olbrzymi słup ognia wyrzucił przez portal nadal trzymającego włócznię Bezimiennego - a raczej to co z niego zostało (gdyż eksplozja była tak silna, że, nawet pomimo odporności na płomienie potrafiła zwęglić skórę Istoty i zadać jej ciału poważne obrażenia). Kazgaroth zerwał się wstrząśnięty, ale jedno machnięcie zwęglonej ręki zamknęło portal, podczas gdy wydobywający się z czegoś co ledwo przypominało człowieka zadziwiająco niezmieniony i radosny głos uspokoił go stwierdzeniem
- Do wesela się zagoi.

_________________
We are rock stars in a freak show
loaded with steel.
We are riders, the fighters,
the renegades on wheels.

The difference between fiction and reality? Fiction has to make sense.
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Karel Płeć:Mężczyzna
Latveria Ruler


Dołączył: 16 Kwi 2009
Skąd: Who cares?
Status: offline

Grupy:
Syndykat
WOM
PostWysłany: 07-12-2009, 03:04   

Karel ledwo, dosłownie ledwo zdążył przybrać postać demona zanim eksplozja uderzyła w niego. Ten ruch najprawdopodobniej ocalił mu życie. Mimo to nawet z pomocą miecza (który nomen omen nawet się nie rozgrzał chroniąc go przed podmuchem) stracił obie ręce. Nic to jednak, jego regeneracja poradziła sobie zarówno z tym jak i z utratą skrzydeł i jednej nogi. Z mrocznej postaci odważył się wyjść jednak dopiero gdy wszystko naokoło ostygło. Pył pokrywający krater stopiło na szkło zaś skała zamieniła się magmę.
- Wyparował? - zapytał sam siebie szermierz stojąc na szklanej powierzchni - nie....bawił się ze mną.....nie użyłby takiej sztuki gdyby nie był pewien że przetrwa. Wygląda jednak na to że nie przypuszczał że i ja to przetrzymam...cóż będzie miał niespodziankę przy następnym spotkaniu. Ale moja kurtka...-pułkownik zerknął na odzienie wierzchnie z którego zostały nadpalone szmaty. Zerwał je z siebie jednym ruchem, o dziwo T-shirt pod spodem miał tylko kilka wypalonych dziurek.
- Czy o czymś zapomniałem?......No tak...przyjęcie - kruczowłosy poszukał w kieszeni spodni. Szczęściem było całe. Wytworzył więc skrzydła i poleciał na party.


Wylądował przed bramą wejściową jak nakazywała grzeczność. Strażnik patrzał na niego wilkiem ale go wpuścił. Już na przyjęciu pułkownik udał się w jedno miejsce. Mijani goście milkli i zatrzymywali się wlepiając w niego wzrok niczym przybysza z kosmosu ale on miał to gdzieś. Ludzie rozsortowywali się przed nim i w końcu Karel dotarł do.....stołu z tortami. Zaczął najspokojniej w świecie ukrajać sobie spory kawałek kiedy podszedł do niego Altruista.
- K-Karelu jak ty wyglądasz! Jedna nogawka rozdarta na kolanie druga kończy się tuż pod nim, dziury w koszuli! Co ci się stało!
- Praca Altruisto praca.....wiesz w przeciwieństwie do niektórych walczę tu i ówdzie i narażam swój tyłe....ehem osobę. Dzisiaj o mały włos nie zostałem wyparowany więc doprawdy takie rzeczy jak odpowiedni strój w mojej dzisiejszej skali to dla mnie zbytek.
- Ale co? Jak? Dlaczego?
- Później....jeśli tak przeszkadzam to wejdę do środka. Zresztą tu i tak pewnie nie można palić. Jak będziesz zainteresowany moją drobną historyjką to do zobaczenia po balu.....ciekawscy mogą czuć się zaproszeni. Aha. - rzucił jeszcze przez ramię odchodząc z ukrojonym tortem - Przyślij mi jakąś pieczeń jeśli możesz....dużą. - po czym zniknął w tłumie. Zapadło niezręczne milczenie po czym goście utkwili wzrok w Najwyższym Kapłanie oczekując wyjaśnień.

_________________
"So come forth, Avenger. It is time to put our lingering dispute... to an end!"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Velg Płeć:Mężczyzna


Dołączył: 05 Paź 2008
Status: offline

Grupy:
Tajna Loża Knujów
PostWysłany: 07-12-2009, 14:53   

Woland leżał, teoretycznie pozbawiony zdolności trzeźwego myślenia. Fakt faktem, że środki przedsięwziete przez Lodową Królową wystarczyłyby, aby spętać każdego człowieka. Niemniej, Woland nie był człowiekiem - i przez to zabiegom lodowej kapłanki poddawał się nie z przymusu, a z własnej woli.

- Aaaaah! - zachwyciła się kolejny raz zła kobieta, delikatnie głaszcząc Wolanda - Ależ talent...! Ależ potencjał...! - uścisnęła ona maga, który szybko porachował, ile razy w ciągu minionego dnia usłyszał takie westchnienie. Wyszło coś koło piętnastu razy.

- Ależ pięknie będzie się prezentował Wielki Lodowiec, gdy zasilę go twoją siłą życiową...! - ta kwestia, jak i śmiech po niej, nieco zabolały czarodzieja. Wolfgang wiedział, w co się pakuje, lecz wcale nie był przyzwyczajony do zanadto przedmiotowego traktowania.

- Wybacz więc moją bezczelność, droga Iyracleo... - rzekł, po czym pocałował zaskoczoną Lodową Królową. Ostatnią myślą Iyraclei, nim zapadła w mrok snu, było, że oczy Wolanda mają dziwną głębie... I odciągają ludzi od rzeczywistości.

***


Następnego dnia, gdy kapłanka Auril się obudziła, znalazła w łóżku (do którego ktoś ja zaniósł) liścik „Od kochającego Wolfganga”. I śniadanie.

Za to w zamku pod lodem sprawy miały się gorzej - zniknęło magiczne serce Wielkiego Lodowca, którego używała do utrzymywania owej masy w lodu w dawnym kształcie. Zniknęło też kilka innych, ważnych przedmiotów magicznych.

***


Od czasu powrotu zulkira zaklinań na Alaor, rada obradowała niemal nieustannie. Bo i powodów było dużo - począwszy od legalizacji zwierzchnictwa rady nad tharcham, przez dalsze zmiany ustrojowe, aż do spraw bieżących...

***


Tymczasem, mniejsza wyspa Alaoru stała się prawdziwym zamkiem. Thayskie bombardy, przetransportowane z większej wyspy, dalej - nieumarli, którzy znaleźli drogę po morskim dnie... Wszystko to było jakby pomyślane, aby odgrodzić wyspę od zewnętrznego wpływu.

Na środku wyspy stała teraz dumnie nowa siedziba tharchiona, czyli dość dużej wielkości wieża wybudowana przez kilku Czerwonych Magów. Mieściła ona maksymalnie stu kilkudziesięciu magów, lecz kolejnych mogły pomieścić budynki stojące tuż przy niej.

Skorzystanie z niej nie było jednak konieczne, bowiem pod nadzorem Wolanda pracowało ledwo stu magów. I za półtora dnia mieli skończyć swój czar...

Sam Woland zresztą też nie próżnował. Kiedy nie nadzorował rytuału, badał pozyskane przez jego nekromantów wspomnienia Rhyalda. Wspomnienia, jak szybko wykrył, sfałszowane - acz wciąż ciekawe i (być może) przydatne do jego własnego rytuału. 

_________________
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
Zegarmistrz Płeć:Mężczyzna


Dołączył: 31 Lip 2002
Skąd: sanok
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
PostWysłany: 07-12-2009, 18:30   

Border Kingdoms flota zakotwiczona u wybrzerzy Tharsult spadła na Królestwa Graniczne kilka chwil po tym, jak ich granice zostały sforsowane przez wojska naziemne. W obliczu zniszczeń wywołanych przez trzęsienie ziemi, braku konsolidacji wewnętrznej, zaczynającego się głodu i ataku z dwóch stron region upadł niemalże błyskawicznie.

Tharsult i Lapallaya w obu regionach trwała pośpieszna odbudowa. Życie powoli wracało do normy. Przygotowywano się do wodowań nowych statków. Wkrótce też odbudowę zaczęto i w Border Kingdoms. Okupacja na zajętych terenach nie była szczególnie dotkliwa. Zwiększono podatki. Rozwiązano armie. Na jej miejsce powołano ochotnicze Legio Lazarus, które nigdy nie służyły w swej ojczyźnie. Niemniej jednak najeźdźcy, puki nie mieli powodów nie ingerowali w życie podbitych ludów.

Lantan: wysłannika Halruaa nie powitano radośnie na Lantanie. Przeciwnie jedynie grzeczność i niski wzrost sprawiły, że nie został on wyrzucony na zbity pysk. Oraz ciekawość. Mag przywiózł bowiem ze sobą kilka przedmiotów z podbitych ziem.
- To się nazywa kauczu - powiedział. - Znaleźliśmy to w dżungli. Miejscowi robią z tego zabawki. To gotowana żywica jakiegoś drzewa - wyjaśnił. - Myślimy, że może mieć zastosowania przemysłowe. Jest bardzo twarda. Jeśli ją ogrzać roztapia się - zademonstrował. - Ochłodzona ponownie twardnieje. Da się ją nalewać do różnych form i nadawać jej dowolny kształt - powiedział wyjmując z kieszeni kilka kauczukowych zwierzątek. - Jeśli poddać ją działaniu niektórych chemikaliów robi się bardzo rozciągliwa - oznajmił wyjmując z kieszeni duży kawał gumy. - Mamy jeszcze coś takiego - powiedział wyjmując duży słoik żółtawego płynu. - Pochodzi z Shaar, miejscowi nazywają to gumą arabską, nie wiemy czemu. To ponownie sok jakiegoś drzewa, ma podobne właściwości, jest jednak mniej wytrzymałe. Schnie w kontakcie z powietrzem. Po obróbce chemicznej może służyć do produkcji ciągliwego tworzywa. Bez tego jest świetnym klejem, lepszym niż ten z kości zwierzęcych.

Gdy mówił gnomom oczy wychodziły z orbit chciwości. W końcu jeden z nich powiedział:
- Chętnie przyjmiemy powiedzmy 20 ton obu produktów do eksperymentów.
- Chętnie dostarczymy po 20 ton obu surowców do eksperymentów gratis - powiedział wysłannik Halruaa. - A potem dogadamy się co do cen następnych partii.

Halruańczyk wiedział, że gnomy kupią więcej. Kauczuk i guma zrewolucjonizowały już produkcję w podziemnych społecznościach ich krewniaków.

Halarah: klucz statków spuszczono na wodę. Wszystkie były nowe, zbudowane wedle Lapallayskich wzorców. Żegnały je jednak tłumy. Pierwsza, morska Halruaańska ekspedycja do Kara-Tur powoli odpływała w kierunku wschodzącego słońca.

Halruaa:
- Wydaje się, że nasze podboje nie są trwałe - stwierdził Lazarus na radzie swoich sojuszników. - Owszem, podbite ludy trzymają się nas, lecz robią to jedynie z lęku. Jeśli wycofamy nasze wojska, to Dominium Halruaa rozpadnie się w pył.
- Nasz kraj nie jest żywym organizmem - potwierdził Gravewisper. - Brak mu serca, brak żył, brak jednego umysłu...
Wszyscy popatrzyli nań jak na wariata, którym w gruncie rzeczy był.
- Gravewisper, ty i twoja nekrofilska mania... - zganiła go Suondvawe.
- Miałem na myśli, że brakuje mu spoiwa. Jeśli przyjrzycie się państwu, to zauważycie, że każde jest jak układ krwionośny: miasta są jak organy, a konieczne im do przetrwania składniki docierają doń jak krew za pomocą dróg płynąc od jednego do drugiego... Gdybyśmy stworzyli odpowiednią, połączoną ze sobą sieć, to Dominium stałoby się gospodarczą potęgą i jednym ciałem...
- Czyli powinniśmy zbudować nowe miasta i nowe drogi? - zapytał się Lazarus.
- Tak
- To potrwa. Ale jest wykonalne.

_________________
Czas Waśni darmowy system RPG dla fanów Fantasy. Prosta, rozbudowana mechanika, duży świat, walka społeczna.
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Odwiedź blog autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
 
Numer Gadu-Gadu
1271088
Fei Wang Reed Płeć:Mężczyzna
Łaydak


Dołączył: 23 Lis 2008
Skąd: Polska
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
PostWysłany: 07-12-2009, 20:58   

Mapa północnych rubieży okazała się bardzo przydatna, pomimo że w wielu miejscach zawierała spore nieścisłości, z powodu których enty na czele z Tworem kilkukrotnie musiały zawracać i poszukiwać innego przejścia. Na skraju Bezkresnego Morza Lodu grupa rozdzieliła się. Enty i tak długo znosiły mrozy, dochodzące nocami do kilkudziesięciu stopni poniżej zera, jednak stworzenia te nie były przeznaczone do lodowego życia - wielu słabszym pękały gałęzie, zarówno pod ciężarem śniegu jak i zwisających z nich sopli lodu. Marszowi bezustannie towarzyszyły trzaski wystawionych na zimno drzewiastych cielsk. O ile jeszcze w górach można było się schronić przed śmiercionośną wichurą, to już na ciągnącej się poza horyzont lodowo-śnieżnej równinie tej osłony brakowało. Tak oto w najmniej spodziewanym miejscu powstał niesamowity zagajnik znieruchomiałych, wielkich i powykrzywianych cielsk, przypominające mityczne drzewa mrozu.

Twór nie czekał nawet dopóki enty znieruchomieją do reszty w zimowym letargu, złapał za sznury sań z nasadzoną na nie bryłą lodu i zaciętą miną ruszył dalej, na północ. Grając swymi żywiołami, ogniem i lodem, miał szansę dojść do celu - celu, którego nie potrafił nawet dokładnie określić poza tym, że znajdował się na północ...

Minęło kilka dni, może tydzień - nie sposób zliczyć tam, gdzie nie sięga słońce, Twór zniknął z oczu narratorowi zapuszczając się tam, gdzie nawet on nie śmiał podążyć swoim wzrokiem. Narrator mógł tylko czekać i obserwować, wlepiając wzrok w niekończący się Noc. Gdy zdawało się, że czas zupełnie przestał płynąć, a teraźniejszość mieszała się z przeszłością, niebo rozświetliło się zielonkawym światłem. Długie, sięgające Kosmosu zawijasy zorzy polarnej igrały na tle gwiazd. Gdzieś na ziemi w niepojętym tańcu świateł odpowiadały niebieskobiałe błyski, szybkie i wolniejsze, potężne i delikatne, energiczne i przytłumione. Krok za krokiem. Taniec rezonansu. I nagle koniec. Zorza znieruchomiała, czemu towarzyszył potężny błysk, po czym znowu ruszyła, dalej do tańca, tym razem już bez partnera.

Narrator zapomniał się i o mało nie przegapił pojawienia się dwójki. Jednym z nich był Fei we własnej osobie, ale jakiś zmizerowany i osłabiony - sam nigdy nie zdołałby opuścić lodowych równin północy. Jego oblicze raz po raz objawiało się w niebieskawych rozbłyskach wyładowań niezupełnych. Wyglądał upiornie. Efekt potęgował rodzaj transportu - wisiał w powietrzu, obwiązany liną, którego drugi koniec przywiązany był do niewielkiego stworka uporczywie machającego skrzydłami, czemu towarzyszyło syczenie i snopienie, a raz po raz po ciele przebiegała wyraźniejsza iskra. Po chwili wahania narrator zdecydował się nazwać to stworzenie - to był Smoczek.

Enty przebudzały się bardzo powoli. Trzecia część nie obudziła się nigdy, przemarznięta do cna, połamana mrozem. Te, które przetrwały, także ucierpiały w jakiś sposób. Nie było żadnego, któremu nie brakowałoby gałęzi, albo nie miał pęknięcia. Zwycięzcy tej gry z mrozem zdobyli jednak jego pierwiastek.

Tak oto na dalekiej północy Fei wrócił do świata żywych, a towarzyszyły mu Lodowe Enty i Elektryczny Smoczek.

Twór nie wrócił. Nigdy.


Spoiler: pokaż / ukryj
Od teraz Elektryczny Smoczek będzie moim "pupilkiem" zamiast Twora. Portret stworzę mu w najbliższym czasie. A dla informacji: entów zostało około 300.
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Sylar Płeć:Mężczyzna
Poszukujący Prawdy


Dołączył: 11 Lis 2009
Status: offline
PostWysłany: 08-12-2009, 00:57   

Powoli zbliżał się zmierzch. Drużyna gotowa była już do wymarszu. Czekali tylko na odpowiednia chwilę. Z niecierpliwością czekali również na efekt rytuału i przebudzenie się Cassany.
- Skończone, - oznajmił Vast - możemy ruszać w każdej chwili.
- Ja też już lepiej się czuję. - dodała Amavi.
- Poczekajmy jeszcze trzydzieści minut. - zaproponował Sylar. - Do tego czasu powinna się przebudzić.
- Niech ci będzie, ale po upływie tego czasu ruszamy bezzwłocznie, choćbyśmy mieli nieść ją w worze. - stwierdził zimno Cerno.
- Zgoda.

Nie musieli czekać długo. Ku zdziwieniu wszystkich Cassana już się przebudziła.
- Gdzie ja jestem? - pytała się zdezorientowana czarodziejka. - Kim wy jesteście?
- Przyjaciółmi. - rzekł Sylar podchodząc do łóżka, uzbrojony w kostur mocy.
- Ah, prawda. Jak masz na imię panie?
- Sylar. A to Cerno, Amavi, Vast oraz Itum. O reszcie porozmawiamy później. Teraz jednak musimy ruszać w dalszą drogę.
- Skoro tak mówisz.
- No to w drogę. - pogonił resztę Cerno.

Umknęli ciemnymi ulicami miasta do doków. Tam czekała już na nich statek oraz kilka innych postaci. Cerno podszedł jako pierwszy.
- Bracie? - spytał się podejrzliwie
- W kunszcie. - odpowiedział jeden z nich.
Cerno dał znak drużynie, wyszli zza rogu. Po krótkiej wymianie zdań i wyjaśnieniach oraz podarku dla Sylara, drużyna wsiadła do łodzi. Następnie pod osłoną nocy ruszyła w dół rzeki.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
kic Płeć:Mężczyzna
Nieporozumienie.


Dołączył: 13 Gru 2007
Skąd: Otchłań Nicości
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
PostWysłany: 08-12-2009, 21:28   

Bal w Samarach nie miał końca. Mężczyzna odziany w ciemne szaty przechadzając się po sali przysłuchiwał się rozmowom i śpiewom. Syte stoły uginały się pod ciężarem najróżniejszych potraw. Orientalne dania z owoców morza, różnego rodzaje przyprawy, smakowicie wyglądająca dziczyzna, dania warzywne, różnego rodzaju sałatki i przystawki, a nawet smażone orły. Te ostatnie najbardziej zainteresowały mężczyznę. Przyjrzał im się ze zdumienie - "jak to orły?" - nadziwić się nie mógł - "jak można je jeść?" - mieszane myśli krążyły mu po głowie. Z tego całego zamiesznia, bohater nie zauważył nawet jak jeden z baronów zwrócił się do niego.

- Panie mój, widzę po pana twarzy, że nie miał pan jeszcze nigdy okazji spróbować tej potrawy.
- Zaiste, - odpowiedział mężczyzna w ogóle jednak nie odrywając wzroku od smażonych orłów. - jakoś nigdy nie wpadło mi to do głowy a żeby podać smażone orły. - odwrócił się do barona i dodał - Ale powołując się na mój słuch i własny rozum, to pan już miał doświadczenie z takimi potrawami.
- Haha... Zaiste drogi panie. Ależ gdzie moje maniery. Jam jest Razna baron z Mulhorand a pan?
- Nikim ważnym. Powiedzmy, żem NoName.
- Nonejm? A cóż to znaczy?
- Bezimienny, drogi przyjacielu z Mulgorandu.
- Haha... trzyma się ciebie niecodzienny humor panie tajemniczy.
- Proszę, przejdźmy na ty. - stwierdził bezimienny odwracając się z powrotem w stronę stołu. - Drogi bracie Razna, co możesz mi powiedzieć o tej potrawie? Niezwykle mnie ona zainteresowała...
- Najsmaczniejszy ptak pod słońcem. Danie z moich stron. Prowadzimy tam kilka hodowli orłów specjalnie na tego typu okazję. Najlepiej smakują jak odpowiednio się je przyrządzi, ale ważny jest również ich chów.
- Niesamowite. - przyznał nieco fałszywie ten co imię swe nie zdradza. - Pewnie muszą być bardzo drogie. Taki ptak musi się wylatać aby mięso było odpowiednie smaczne.
- Oj tu muszę cię poprawić przyjacielu. Orle mięso najlepiej smakuję, gdy ptak przesiedzi większość czasu w klatce. Dzięki temu ich mięso jest delikatne, ale i bogate w białko.
- To wy te orły więzicie?! - przejął się mężczyzna w ciemnych szatach. - Jak to? Przecież to tak okrutne.
- Panie, a czegóż to się nie robi dla najsmaczniejszych potraw? Tak w ogóle to w kuchni jest ich tam jeszcze tuzin. Czekających na przyrządzenie.
Mówiąc to chciwy baron zaczął sięgać po jedno z udek smakowitego orła. Bezimienny jednak znieść tego nie mógł. Gdy tłuste łabska otyłego barona już nakładały jedno z poćwiartowanych części orła, nameless ukradkiem pchnął łakomego arystokratę na stół. Bum. Cały stuł rozpadł się w mak pod ciężarem sporego przybysza z Mulhorandu. Zrobiło się niezłe zamieszanie. Przybyła straż, zebrali się też okoliczni gapie. Nawet Sasayaki, wielka organizatorka balu postanowiła sprawdzić co się dzieję. Była to dość zabawna sytuacja. Wielki, bogaty i dumny baron leżał wśród sałatek, sosów i swoich ulubionych orlich udek. Swoją drogą sam wyglądał jak jedna wielka kaczka na talerzu. Najwyraźniej jednak straż nie miała humoru na żarty. Pochwyciło go dwóch tęgich mężczyzn i zaczęło wleźć przez salę. Zmieszany baron plątał się i wywijał. Na jego twarzy mieszał się gniew i lęk. Błagał o wypuszczenie, chciał to wyjaśnić. Wskazał palcem na mężczyznę w czerń odzianego i z wściekłością wrzeszczał "to on, to wina tego bezimiennego nąłnejma! To bezimienny, to on!". Sasayaki od razu spojrzała w stronę wskazaną przez barona, nikogo jednak już nie było.

Mężczyzna, noname się przedstawiający wędrował już w stronę kuchni. Po drodze jednak zatrzymał go pewna jegomość.
- Panie. Proszę pana. Tutaj! - dziwnie ubrany mężczyzna przywoływał bohatera.
- Czego? Śpieszem. - oznajmił, choć zatrzymał się.
- Panie, spójrz na to! - mężczyzna rozłożył swój płaszcz i z dumą spojrzał na mężczyznę.
- Co to za herezję! - zdziwił się mężczyzna.
- Panie no nie widzi pan? Najlepsze zegarki z Halruaa. Mam tu - młodzieniec zaczął wymieniać - naręczne, budziki, stopery oraz słoneczne, - prezentował po kolei - a nawet z kukułką i wahadłem u siebie. Wszystko w promocji!
- Co za szajs?! Dziadostwo jedno. Precz mi z oczu!
- Panie co pan taki?
- I dawaj płaszcz!
- Nie mogę panie, to moje.
- Teraz moje. - mężczyzna prędkim ruchem zdarł odzianie młodego jegomości po czym rzucił na ziemię i zaczął skakać po ubiorze. Młody kontrabandzista złapał się za głowę, błagając mężczyznę odzianego w czerń o litość. Noname po chwili przestał i szybko wycofał się, nim spowodował za dużego zamieszania. Młody diler popadł w histerię i ze łzami w oczach zaczął zbierać resztki zegarków i budzików.

Tymczasem mężczyzna niepostrzeżenie przekradł się do kuchni. Tam zaczął rozglądać za biednymi, skorumpowanymi orłami. Przemknął cichaczem pomiędzy ladami, mając oczy dookoła głowy. Znalazł je! W jednym z rogów pomieszczenia znajdowało się kilka klatek z ptakami. Cichym chodem przeszedł obok całego personelu i już chwilę po tym znalazł się na przeciwko klatek. Z posępnym wzrokiem mężczyzna rozejrzał się dookoła. Nikt go nie wypatrzył. Z uśmiechem na ustach począł otwierać kolejne klatki krzycząc.
- Wolność! Wolność skorumpowanym orłom!

Ptaki wykorzystały okazję. Po krótkim zamieszaniu w kuchni, znalazły swoje wyjście na zewnątrz. Tylko jeden, nierozgarnięty orzeł wleciał do głównej sali. Nameless pobiegł za nim, tylko po to by usłyszeć w tłumie. -Widziałam orla cień. - obejrzał się i zauważył jedną z dam wskazującą na podłogę. Mężczyzna szybkim ruchem doskoczył do dam i podał napój, złapany w locie od jednego ze sług.
- I jak panią podoba się zabawa? - mówiąc to pstryknął palcami, a orzeł stał się nieosiągalny dla zmysłów. Problemów jednak nie było końca. W ostatniej chwili zauważył, że owymi damami to Sasayakai i Ichi-chan we własnej osobie. Trzeba było działać. Mężczyzna zamknął oczy i skupił moc.
- Dziękuję za drink panie. - podziękowała Sasayaki. - Zabawa jest przednia, czyż nie Ichi?
- Ależ oczywiście siostrzyczko. - odpowiedziała Ichi-chan.
- Też tak sądzę moje damy. - uśmiechnął się mężczyzna, ukradkiem wzdychając z ulgą. - Przepraszam, jednak na mnie już czas... Wybaczcie. - pożegnał się oddając honory i w pośpiechu odszedł od dziewcząt. "Udała się przemiana" - pochlebiła sobie, szukając kolejnej atrakcji wśród tłumów. A bal w Samarach nie miał końca.

_________________
"Zaczynałem jako zwykły zegarmistrz, ale zawsze pragnąłem osiągnąć coś więcej." - Lin Thorvald


Melior Absque Chrisma
Pierwszy Epizod MACu
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora Odwiedź galerię autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Strona 26 z 36 Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 25, 26, 27 ... 34, 35, 36  Następny
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików
Nie możesz ściągać załączników
Dodaj temat do Ulubionych


Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group