FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  Galeria AvatarówGaleria Avatarów  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 29, 30, 31 ... 34, 35, 36  Następny
  Forgotten Realms
Wersja do druku
Velg Płeć:Mężczyzna


Dołączył: 05 Paź 2008
Status: offline

Grupy:
Tajna Loża Knujów
PostWysłany: 18-12-2009, 22:14   

JKM Król Halruy

Wieści o Waszych postępach w walce z ciemnotą i ciemnogrodem oraz jej krzewicielami radują nasze serca. Wprawdzie żal nam, iż pod Waszą sprawiedliwą kuratelę nie trafiły całe Królestwa Graniczne, lecz ufamy, że ostatecznie i tak oświecona władza halruańska będzie przyświecała jak największej liczbie istnień. Ze swej strony zaś chcielibyśmy wyrazić pełne poparcie dla praw halruańskich – i mamy nadzieję, że tereny prawomocnie należące do Waszej korony zostaną odebrane MACanckiemu wężowi.

A propos węża – jego sploty zdają się obejmować cały kontynent, więc czuję się zobowiązany zaproponować królestwu Halruy sojusz. W imię ochrony najświętszych praw Faerunu, a w szczególności naszych (bowiem naruszanie praw Halruy przez MAC jest oczywiste i nie podlega dyskusji) proponuję zawarcie sojuszu pomiędzy Thay (jako reprezentantem Sojuszu Ekonomicznego Faerunu) a monarchią halruańską. Spis proponowanych warunków znajdziesz w załączonym pergaminie – jednakże wierzę, że pierwszorzędne znaczenie będą miały dla nas nie doraźne interesy, a nasze (nie ulegające wątpliwości) racje. Jeśli będzie to budzić jakiekolwiek wątpliwości,

Lauzoril Zielony, zulkir Thay, za przyzwoleniem reszty rady zulkirów i Rady Sojuszu Ekonomicznego Faerunu


Woland sygnował dokument, po czym wysłał go magicznie. Zależało mu, żeby zdążyć przed poselstwem MACanckim – przecież sojusz z południowym mocarstwem mógł być ważnym atutem w negocjacjach z imperium.

Tymczasem zaś, do Thay przybywała część sił Agralondu, a wędrówkę zaczynali ochotnicy z Dolin, werbowani na lep daerianowej dyplomacji.

_________________
Przejdź na dół Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
Altruista
-Usunięty-
Gość
PostWysłany: 20-12-2009, 10:24   

Figurois Cordis

- Dokąd mnie prowadzicie?! Czego chcecie?! - krzyczał ciemnowłosy mężczyzna do gwardzistów, którzy prowadzili go po krętych schodach gdzieś w górę.
Ciemnowłosy miał na imię Shirson i był bardem pochodzącym z Utheru. Shirson nigdy nie darzył miłością MAC-u ani też nigdy nie przyjął kica jako jedynego boga do swojego serca. W swoich pieśniach zawsze starał się oczerniać kica i jego świtę, czym zwrócił na siebie uwagę Kościoła. Po ostatnim swoim występie został aresztowany przez agentów MAC-u. Po krótkim przesłuchaniu został osadzony w lochach kościoła, w którym do tej pory zdążył już spędzić trzy miesiące.

- Dowiesz się na miejscu, a teraz milcz - ofuknął więźnia gwardzista.

Shirson był wystraszony. Strażnicy nad ranem wpadli do jego celi i w brutalny sposób go z niej wyprowadzili. Mógł się teraz tylko spodziewać najgorszego.

Gwardziści w końcu dotarli na samą górę. Zatrzymali się przed masywnymi drzwiami. Jeden z gwardzistów je otworzył. Bard zadygotał bo do środka wdarło się zimne powietrze. Po chwili Shirson został wyprowadzony na zewnątrz, a właściwie na dach jednej z wieżyczek kościoła.

Na zewnątrz było zimno, bardzo zimno. Shirson zacisnął zęby, czuł, że dostaje gęsiej skórki. Jego skromne więzienne odzienie nie dawało mu żadnej ochrony przed chłodem.

- A Shirson! Bardzo dobrze, że w końcu pan do nas dotarł! - odezwał się czyjś głos. Shirson spojrzał uważnie na człowieka, który się do niego zwrócił po imieniu. Mężczyzna był wysoki i miał strasznie bladą cerę. Był ubrany w białe szaty. Bardowi wydawało się, że są to kapłańskie szaty.

- Kim jesteś? I czego chcesz ode mnie? - zapytał odważnie człowieka w białych szatach.

- Zwą mnie Altruistą "Najwyższym Kapłanem MAC". Słyszałeś o mnie na pewno.

- Tak... Jesteś tym kapłanem od kica, który... - nie dokończył bo Altruista znalazł się nagle przy nim i chwycił go za gardło.

- Zamilcz! - krzyknął mu w twarz - Imię boga brzmi dziwne w ustach heretyka! Jeśli jeszcze raz je wypowiesz to rozerwę ci gardło. Rozumiemy się?

Shirson w odpowiedzi kiwnął głową.

- No to dobrze - powiedział Altruista rozluźniając uchwyt.

- Widzisz, wezwałem cię tutaj bo chcę byś wziął udział w pewnym eksperymencie - Altruista uśmiechnął się podejrzanie.

- W jakim eksperymencie? - Shirsonowi nie podobał się ten uśmiech kapłana

Altruista w odpowiedzi pstryknął palcami. Na ten znak do barda podeszło dwóch młodych akolitów. Trzymali oni w dłoniach dziwne, duże, białe skrzydła.

- Co to jest?! - krzyknął Shirson, po czym zaczął się cofać.

- Stój spokojnie - Altruista skinął na gwardzistów a ci nie zastanawiając się długo złapali brutalnie za ramiona Shirsona i unieruchomili go. Jeden z akolitów stanął za jego plecami i począł mu w nie wcierać jakaś dziwną maść.

- Co wy mi robicie? Co to jest? - Bard zaczął się szarpać.

- Spokojnie, mój poeto, to tylko klej. Bardzo dobry klej - Altruista stanął przed Shirsonem.

- Widzisz, masz szanse żeby zostać po mitycznym Dedalu i Ikarze trzecim człowiekiem który bez pomocy magii wzniesie się w powietrze!

- Który pofrunie wolny jak ptak!

- Ale ja nie chcę! Zostawcie mnie! - Darł się Shirson. Cały czas się szarpał, próbując się uwolnić z rąk gwardzistów. Jednak byli dla niego za silni. W końcu podał się, opadając całkowicie z sił. Jeden z akolitów zaczął mu montować na plecach skrzydła.

- Bardzie Shirson - odezwał się ponownie Altruista - W Utherze panuje pokój, ludzie są tam naprawdę szczęśliwi. Niczego im nie brakuje. Może nie jest to jeszcze idealnym kraj, ale na pewno jest na drodze do ideału.

- Ideału? - zapytał kpiąco Shirson

- Natomiast - kontynuował dalej Altruista, ignorując pytanie barda - twoje dziwne pieśni sprowadzają na ten kraj niepokój. Burzą porządek jaki tam panuje. Sprawiają, ze ten kraj schodzi z obranej drogi. A to już jest złe...

- To jest złe! – Krzyknął, a w jego oczach pojawiła się pasja. - A to co jest złe jest niedobre i plugawe. To jest coś, czego trzeba się pozbyć.

- Zabijając mnie niczego nie zmienicie! - powiedział odważnie Shirson po słowach Altruisty.

- A kto powiedział, że chcemy cię zabić? - Altruista uśmiechnął się wilczo. - Weźmiesz po prostu udział w naszym dużym eksperymencie.

- Ale dobrze już. Czy wszystko gotowe? - Zapytał akolitów.

- Tak jest - odpowiedział Altruiście jeden z nich. - Skrzydła zostały prawidłowo umocowane. On musi teraz tylko po starcie mocno machać rękami i powinno się udać.

- Słyszysz bardzie? Musisz tylko mocno machać rękami.

- Wydaje się wam, że wygracie? - Shirson zacisnął pięści - Zostanę pomszczony! Zapłacicie za to wszystko!

- Shirson, a powiedz mi proszę kto cię pomści, albo kto zapłacze po tobie? No kto?
Odpowiem ci od razu. Nikt. Jesteś tylko królikiem doświadczanym który posłuży innym za przykład
.

Shirson nic kapłanowi nie odpowiedział. Nabrał tylko śliny i splunął mu pod nogi.

- Panowie - Altruista zwrócił się do gwardzistów - czas na próbę lotu bo widzę, że poeta jest już gotowy. A poza tym wiatr jest dobry i zapewni jeszcze odpowiednie noszenie naszemu młodemu lotnikowi. - słowo lotnikowi Altruista wypowiedział z duża czułością.

Gwardziści wraz z akolitami pociągli Shirsona na skraj dachu. Bard nie walczył, był już pogodzonego z losem.

- No, jakie ma ładne skrzydełka. Na pewno będą niezawodne - Altruista bardzo wierzył w wynalazek swoich ludzi

- No chłopaki, na trzy - Kapłan dał sygnał, ze jest gotów rozpocząć fazę pierwszą eksperymentu.

- Raz, dwa i trzy! - po trzy gwardziści zepchnęli Shirsona z dachu. Ostatnią rzeczą jaką bard zapamiętał przed śmiertelnym upadkiem były pełne pasji okrzyki Altruisty.

- Machaj Skrzydłami a polecisz! Machaj, machaj, proszę cię machaj! Dasz Radę! No machaj do cholery!!

Po czym rozległ się dźwięk, jaki wydaje ciało człowieka przy spotkaniu z ziemią z dużą prędkością.
Powrót do góry
Costly Płeć:Mężczyzna
Maleficus Maximus


Dołączył: 25 Lis 2008
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
PostWysłany: 21-12-2009, 01:32   

Kapłan z lekkim znudzeniem wodził oczami po sali balowej. Gdy ją opuszczał była pełna gości, wykwintnego jadła, uniżonej służby i pięknej muzyki.

Teraz była pusta, jak większość pomieszczeń cywilnych. W kraju panowała pełna mobilizacja.

Samarach opuściły wszystkie ważne figury Bractwa, ze względu na obecną sytuację geopolityczną. Z tego samego powodu, jakby na ich miejsce, przybył tu Costly. Oficjalna odpowiedź z południa nadal nie nadeszła, ale ze względu na pilność negocjacji, jakie trzeba było przeprowadzić Kapłan chciał być w okolicy.

Na tereny Samarachu wycofał się także "Honor", który jeszcze niedawno pomagał wojskom magicznego królestwa zwalczać wężowe plugastwo w Chult. Cóż, niech bawią się tam sami, walka z tymi istotami w ich puszczy była stratą czasu. Nie było też sensu pozostawić tam oddziału, gdy do Skuldu ewakuowała się, zgodnie z zarządzeniami, Kitkara.

Los Samarachu zależał teraz od wyniku negocjacji. Kraj obecnie znajdował się w stanie gotowości bojowej, aby być gotowym na każdy wynik.

W Turmishu Molina pozostawił Obida, który negocjuje z Radą detale dotyczące pożyczki, jaką Bractwu ma udzielić sojusznik na sformułowanie wojska zaciężnego. Kontakty jakie ma Turmish w środowisku miejscowych najemników także były tutaj cenne. Ważny jednak był czas, a osiągnięcie przez zwerbowane grupy należytej organizacji będzie trwało. Do tego czasu oddział będzie musiał stacjonować na bezpiecznych terenach w centrum włości MAC. Sytuacja zaczyna się zazębiać, Bractwo musi mieć pewność, że jest największą potęgą militarną w Faerunie. Jednak póki tereny Bractwa nie zostały najechane, to nie ma co podnosić pod broń mieszkańców, póki nie ma do tego potrzeby MAC będzie dalej bronił spokoju swoich ziem. Choć kto wie, czy okoliczności do tego nie zmuszą Bractwa.

Wojna jednak nikomu się nie opłaca. W tym tkwiła nadzieja, istnieje realna szansa, że strat, jakie niesie z sobą konflikt, uda się uniknąć.

Szanse szansami, ale gotowym na inną ewentualność też trzeba być. Choć porozumienie z południem zdawało się być w zasięgu ręki, to był to jedynie pierwszy krok jaki trzeba wykonać.

Taka praca, westchnął Kapłan.

_________________
All in the golden afternoon
Full leisurely we glide...
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Daerian Płeć:Mężczyzna
Wędrowiec Astralny


Dołączył: 25 Lut 2004
Skąd: Przestrzeń Astralna (Warszawa)
Status: offline

Grupy:
Tajna Loża Knujów
PostWysłany: 21-12-2009, 11:56   

- Więc - oczy Daeriana stanowczo nie wskazywały na to, aby miał dobry humor - gdzie on jest?
- Zgodnie z danymi, w Samarach. Dokładne współczynniki położenia to...
- Nie potrzebuję. Wyślijcie notę do MAC, konkretnie do niego, że jeśli tak mają wyglądać z ich strony negocjacje, a ich "reprezentant" mimo naszego kosztownego zaproszenia i swoich... uprzejmych i ponaglających not... zamiast przybyć, wybiera się na wycieczki po całym Faerunie... to cóż, Rada nie czuje się stanowczo potraktowana w sposób należyty do jej pozycji. Czy im się wydaje, że zwykły urzędniczyna ma prawo nas znieważać?

Daerian westchnął i zajął się innymi sprawami. Musiał, co więcej chciał, wysłać podziękowania Istocie. Zaś transport magiczny czegoś w okolice Istoty był trudnym i wymagającym zajęciem nawet dla niego. Jednak po dłuższym czasie, podziękowania (prywatne i oficjalne) dotarły, podobnie jak wielka bombonierka w kształcie zielnego jabłka, zawierająca w środku dziesiątki czekoladek w kształcie małych jabłuszek, pokrytych zielonym lukrem. Ostatecznie, między znajomymi istniała możliwość wysłania nieco mniej oficjalnych prezentów... no i Daerian nie bardzo wiedział, jak może odwdzięczyć się Poringowi poza znalezieniem szkoły magicznej dla kenderki, co już zostało wykonane... i co więcej, radziła sobie dobrze, wysadziwszy na razie tylko jedną pracownię.

Szykowano także delegację na mający się odbyć kongres pokojowy.

Na Północy Sojusz Lordów oficjalnie stał się częścią Sojuszu Ekonomicznego Faerunu - choć Wrota Baldura udzielały raczej wymijających odpowiedzi. Celem, do jakiego wszyscy dążyli, była ścisła współpraca handlowa Północy, a także częściowe wsparcie militarne sojuszników bardziej intensywnie zaangażowanych w SEF w wojnie obronnej, gdy ich armie mogły zostać wysłane poza ich granice. Nawiązano ścisłą współpracę handlową z Lantanem, a niezatapialne statki gnomów, chronione ich technologią i magią magów z Północy zaczęły powoli omijać barierę podwodnych istot.

W Thay trwały zbrojenia, a tajemnicze laboratoria w podziemiach Cytadeli pracowały pełna parą. Najpotężniejsi z magów wraz z kilkoma Wiedźmami wysłanymi z Rashemenu w ramach traktatu pokojowego pracowali zaś nad nowym, niezwykłym odkryciem.

Tymczasem głęboko pod powierzchnią ziemi, w samym Podmroku wojska drowów i duergarów na Północy maszerowały, przejmując kontrolę i wcielając do powstającego podziemnego państwa nowe drowie miasta. Proces, zapoczątkowany przez Menzoberranzan, rozprzestrzeniał się powoli, ale nieustępliwie.

_________________
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
3291361
Sylar Płeć:Mężczyzna
Poszukujący Prawdy


Dołączył: 11 Lis 2009
Status: offline
PostWysłany: 21-12-2009, 18:23   

* * * Westgate * * *


Po posiłku z liderami Ognistych Noży, Sylar poproszony został przez Lorda na spotkanie w cztery oczy. Bohater nie odmówił. Nie miał powodów, ani możliwości. W osobności lider Ognistych Noży wyjaśnił mu jego plan. Był to plan, który nie mógł być kojarzony z żadną z frakcji obecnie władającą Wybrzeżem Smoka i samym sojuszem. Ideą Lorda Targetha było uniezależnienie się od sojuszników krępujących ruchy Noży oraz nie pewnych w lojalności.

- Jak więc widzisz mamy kilka problemów z naszymi sojusznikami - stwierdził zimno Targeth.
- Co więc proponujesz? - odrzekł Sylar.
- Trzeba im przypomnieć, że teraz to my rządzimy.
- Domyślą się, że to my...
- Domyślać się mogą. Twoim zadaniem jest upewnienie się, że na tym to się zakończy.
- Ale dlaczego chcesz pozbyć się Nocnej Maski?
- Nie pozbyć. Ognisty Nóż nie ścierpi zdrady. Ich wpływ w tym mieście przeminął i trzeba im to uświadomić...
- Jak, bez rozlewu krwi?
- To dobre pytanie - zadumał się chwilę Lord. - Jeden z liderów Nocnej Maski ostatnio został przyłapany na wspieraniu Cormyru. Jednak będzie z nim problem. Nie jest głupi i wie, że my już wiemy. Domyśla się też, że prędzej czy później będziemy chcieli go dopaść. Jednak jest ważnym członkiem rady Nocnej Maski. Oficjalnie nic mu nie zrobimy.
- I tutaj wchodzę ja.
- Tak. Nie zostałeś jeszcze oficjalnie wcielony do Ognistych Noży. Więc twoje czyny nie zrzutują na nas bezpośrednio.
- Przecież to wy mnie namówiliście do współpracy. Oni to widzą i nie puszczą tego płazem.
- Dlatego tak ważna jest dyskretność. Samymi podejrzeniami nic nie zrobią. Co najwyżej mogą cię obserwować, ale i z tym muszą uważać. Maska wie, że jesteś naszym pupilkiem i podejrzenia w twoją stronę może zakończyć naszą współpracę.
- Rozumiem.
- Dobrze więc. Zajmij się tym.
- Niech i tak będzie.

* * * Sespech * * *


Do zamku Ormpetarru przyszła odpowiedź ze strony sojuszników, MACu. Po krótkiej dyspucie króla, Cerno i kilku innych członków rady ustalono miejsce i do definiowano charakter manewrów.

- Panie. Manewry wspólnych sił Sojuszu, MACu oraz Turmish powinny odbyć się w Forcie Arran. Będzie to dalej dogodna pozycja na naszej granicy. Turmish również nie będzie to przeszkadzać.
- Nie bądź tak zuchwały młodzieńcze! - odrzekł jeden ze starszyzny. - Królu Thuragar, powinniśmy jednak zrezygnować z manewrów. Siły Calimshan mogą to opacznie zrozumieć.
- Turion, na odwrót już jest za późno. MAC oraz Turmish przyjęli naszą ofertę. Nie możemy teraz zrezygnować, to godzi w nasz honor - odpowiedział inny członek starszyzny.
- Rhonvin ma racje szanowny Turionie - rzekł z pokorą Cerno. - Poza tym co daje nam pewność, że siły Calimshan poprzestaną na tym? Ich siły liczone są w tysiącach, a podbili parotysięczne miasta. Ich utrzymanie jest kosztowne, a pozycja zbyt wysunięta na wschód. Jakby szykowali się na coś.
- Zgadzam się z Grafem Cerno - poparł Lord Stonehall. - Jak wiecie milordowie jestem doświadczonym taktykiem. Odparłem nie jeden atak na fort, ale nie o pochwały tu chodzi. Armia Calimshanu i mnie niepokoi. Manewry na pewno zapewnią nam bezpieczeństwo jak na razie. Ale te działania zwrócą uwagę rządców Calimshanu, a oni lubią okazywać wyższość. Istnieje możliwość, że zaczną zbierać się na niedawno podbitych ziemiach, usprawiedliwiając się manewrami.
- Lordzie Marciusie - oddał honor Cerno. - Twoje opinie są jak zawsze trafne. Ja jednak wychodzę z założenia, że jest to nieunikniony proces. Manewry jednak są środkiem dialogowym. Tak Sojuszu i sojuszników, jak Sojuszu i Calimshanu. W ten sposób pokażemy, że Sojusz jest silny, mamy mocne więzi oraz zabezpieczymy się przed ewentualnym atakiem.
- Moi drodzy, - król uciszył wszystkich gestem. - jest to ryzyko, które ponieść musimy. Ryzyko jednak i tak mniejsze, niż pozostawać bezbronnym. Też w ten sposób możemy spodziewać się wsparcia północnych ziem Sojuszu. Taka jest moja decyzja!

Po tych słowach rada już nie oponowała. Należało jednak powiadomić Sojusz o decyzjach oraz ustaleniu wspólnej taktyki. Inni władcy Sojuszu po krótkiej wymianie zdań nie frondowali. Była to niezależna decyzja Sespech, która jednak nie znalazła sprzeciwu wśród reszty. Po poparciu innych krain Sojuszu Sespech zaczął działać.

Na początku zreorganizowano oddziały. Po pół tysiąca zbrojnych trafiły do Yhep, Kagarr oraz Innarlith, jeden tysiąc zbrojnych trafił w pobliże Dalelost. Półtora tysiąca zbrojnych powróciło do stolicy, a resztę armii Sespech, dwa tysiące zbrojnych ruszyło do Fortu Arran, gdzie rozpoczęły się przygotowania do wspólnych manewrów pokojowych. W świat poszła też informacja o tych planach. Turmish oraz MAC zobowiązały się dołączyć do manewrów. Sojusz również postanowił dołączyć swoje siły. Z Wybrzeża Smoka ruszyło na południe, a ze Shining Plain dołączyły kolejne dwa tysiące.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Zegarmistrz Płeć:Mężczyzna


Dołączył: 31 Lip 2002
Skąd: sanok
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
PostWysłany: 21-12-2009, 20:44   

Halruaa:

- To nowy statku powietrznego, o szlachetny - powiedział wyznaczony przez przez Lazarusa minister artefaktów. - Zbudowaliśmy go w oparciu o wiedzę zdobytą na Planie Ziemii i we współpracy z inżynierami gnomów. Te okręty różnią się od typowych. Zostały zbudowane wyłącznie z myślą o przewozie bomb. To zupełnie nowa jednostka... Nazwaliśmy je bombowcami... Bombowcami Stealth dokładniej, wyposażone są bowiem w planarne żagle. Za ich pomocą jesteśmy w stanie atakować niemal niezauważeni niemal każde miasto w każdym zakątku multiwersum.
- Doskonale. Kiedy zakończą się próby poligonowe prototypów?
- Sir! Wdrożyliśmy do służby już 20 takich statków powietrznych. Nie czytał pan raportów?
- Nie czytałem. Zbyt zajęty byłem planem szkoleniowym magobójców... Są doskonali. Dysponujemy w chwili obecnej jednostką czarowników zdolną zdjąć z pola bitwy niemal każdą jednostkę magów bojowych. Jestem z nich dumny niemal tak samo, jak z nowej doktryny użycia magii na polu walki. Odejście od zaklęć ewokacyjnych obniża w prawdzie naszą siłę ognia, ale prawie dziesięciokrotnie zwiększa skuteczność naszej armii dzięki przewadze taktycznej, jaką zyskujemy.

Dyplomacja:

Propozycje zarówno z Thay jak i z MAC przyjęto. Tą z Thay wdrożono niemal natychmiast. Propozycja MAC wymagała dłuższych prac. W Halruaa nie lubiano obcych. We znaki dała się także agresywna polityka Sestpeth. Jednak już wkrótce rozpoczęły się rozmowy z Wielką Rozpadliną.
Krasnoludy mające pod bokiem całą potęgę Bractwa i znające jego agresywną politykę z przeszłości nie patrzyły chętnie na wycofanie wojsk Halruaa z równiny Shaar. Tym bardziej, że obawiały się zemsty ujarzmionych z pomocą wroga nieprzyjaciół, zwłaszcza drowów z podmroku oraz plemion gnolli z równin. Jednak obietnice pomocy militarnej robiły swoje. Mimo to rozmowy posuwały się bardzo powoli.

_________________
Czas Waśni darmowy system RPG dla fanów Fantasy. Prosta, rozbudowana mechanika, duży świat, walka społeczna.
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Odwiedź blog autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
 
Numer Gadu-Gadu
1271088
Bezimienny Płeć:Mężczyzna
Najmniejszy pomiot chaosu


Dołączył: 05 Sty 2005
Skąd: Z otchłani wieków dawno zapomnianych.
Status: offline
PostWysłany: 23-12-2009, 13:28   

Zazesspur
Świat przestępczy nadal żył plotkami. Ostatnią większą wiadomością był napływ przybyszów z Moonshae. Grupy nowych ludzi przybywały do Tethyru i Calimshanu, wkręcając się w istniejące struktury przestępcze, a czasem zakładając własne organizacje. Wśród nowoprzybyłych przeważało kilka prądów religijnych nieczęsto spotykanych w kupieckich krainach zachodu. Owszem, kult Bhaerosa był nawet dość popularny w Calimshanie, a i Banitów można było spotkać, ale już kult Malara był dosyć... egzotyczny dla mieszkańców miast. Główna jednak religia przybyszów była czymś nowym - czerwonoocy kapłani i zabójcy twierdzili że są wyznawcami Bestii - nowego boga Mordu. Cyrinici protestowali oczywiście, ale byli nadal osłabieni po ostatnich wydarzeniach - a wyznawcy Bestii szybko pokazali wszystkim swoim oponentom, że mord faktycznie nie jest im obcy. Na dodatek spora część starych wyznawców Bhaala przerzuciła swoje poparcie w kierunku Bestii - która przecież ze starym bogiem miała więcej wspólnego niż uzurpator Cyric.

Złota Woda
W jednej z dolin w górach na północ od Orphelu lądowała twierdza. Nie miała ona normalnych rozmiarów latającego miasta - wręcz przeciwnie, kawałek skały na którym stała nie mógł mieć więcej niż 100 metrów średnicy. Nazywanie budowli twierdzą również sugerowało coś bardziej imponującego niż w rzeczywistości - składały się na nią bowiem otaczające wysepkę mury, kilkupiętrowa wieża na środku, kilka baraków, magiczna studnia i równie magiczny portal. Całość wyglądała na tworzoną w dużym pośpiechu.
Gdy latająca budowla osiadła już stabilnie na ziemi, wbijając się częścią skalnej podstawy w grunt, w dolnej części kamiennego bloku otworzyła się zapadnia zakrywająca wykuty w skale korytarz ze schodami prowadzącymi na górę. Z otworu wyszło kilku magów, za którymi podążali niosący podłużne pakunki niewolnicy. Pod dyrekcją czarodziejów robotnicy szybko wypakowali zestaw metalowych, oznaczonych magicznymi symbolami słupów i belek oraz przystąpili do montażu pięciu konstrukcji przypominających wolno stojące drzwi. W tym czasie z wnętrza twierdzy, oraz z portalu w niej się znajdującego cały czas wysypywali się nowi wojownicy, natychmiast przystępując do obstawiania terenu doliny. Gdy konstrukcja tymczasowych portali została ukończona, przez nie również zaczęły wypływać strumienie wojsk i tragarzy z zapasami.
Po ustanowieniu zewnętrznej linii obrony zaczęto tworzyć tymczasowy obóz i powoli przygotowywać się do wymarszu na południe.

Jezioro Pary
Pod Suldophonem i Mintarnem gromadziły się armie. Pogłoski w obozach mówiły o pogarszaniu się stosunków z sąsiadami ze wschodu, mówiły też o licznych wojskach zbliżających się do Królestw Pogranicznych. Bardziej militarnie zorientowani prorokowali, że w razie konfliktu na południowych brzegach Jeziora Pary armie Calimshanu mogą zostać tam wysłane w celu zaprowadzenia pokoju i zabezpieczenia wysuniętego przyczółka chroniącego Kraj Trzech Rzek przed atakami z południowego wschodu. Ci posiadający kontakty w kręgach dyplomatycznych twierdzili zaś, że niewykluczone jest w takim wypadku udzielenie pomocy wojskom Halruii (w zamian za jakieś korzystne ustępstwa, oczywiście). Pewne było tylko jedno - w okolicach obu portów gromadziło się coraz więcej statków, zarówno wojennych jak i transportowych, a zgromadzone wojska przegrupowywani z dalszych regionów w miejsca skąd szybciej będzie je można załadować na pokłady.

Iriaebor
Miasta na zachód od ziem SCF odetchnęły spokojniej, gdy tylko dotarły do nich posiłki o jakie w desperacji poprosili sąsiadów. Oddziały jakie przyszły (pięciuset najemników Płonącej Pięści z Baldur's gate, oraz prawie cztery tysiące tethyrskiej piechoty) nie były na tyle duże by wzbudzić obawy że południowy sąsiad nagle nabył imperialistycznych tendencji, ale powinny wystarczyć by zniechęcić wojska SCF od dalszego marszu na zachód.

_________________
We are rock stars in a freak show
loaded with steel.
We are riders, the fighters,
the renegades on wheels.

The difference between fiction and reality? Fiction has to make sense.
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Sylar Płeć:Mężczyzna
Poszukujący Prawdy


Dołączył: 11 Lis 2009
Status: offline
PostWysłany: 23-12-2009, 13:52   

* * * Sespech * * *


W pałacu królewskim rada starszych poruszyła znów temat manewrów pokojowych. Najwyraźniej z dookoła płynęły wieści jakoby owe manewry wzbudzały niepokoju całego Faerunu. Mimo wszystko nie spodziewano sie aż takiego odzewu. Rada starców jednak i tym razem nic nie wskórała. Nie pozwoliła na to nowa polityka Sojuszu, jej wysłannicy i kopia króla. Do tego wszystkiego mieli jeszcze poparcie Marcuisa Stonehalla, jednego z najdzielniejszych Sespechan, który wygrał nie jedną bitwę w Forcie. Bowiem to on wziął na siebie odpowiedzialność organizacji manewrów. Dlatego też zaraz po poprzednim spotkaniu udał się Fortu, gdzie prężnie gotował się do przybycia gości. W międzyczasie nowa polityka Sojuszu zmieniła dyplomacje Sespech. Zwiększono podatki i cła handlarzy z rejonów nie należących do Sojuszu i jego sojuszników. Natomiast kupcy z krajów, które nie nawiązały jeszcze odpowiedniego kontaktu dyplomatycznego z SCF obarczeni byli jeszcze wyższymi podatkami. Początkowo polityka twa spotkała się z niechęcią kupców i zniesmaczeniem ludzi. Jednak dzięki temu budżet państwa zaczął systematycznie rosnąć. Z czasem rozeszła się idea Sojuszu. Bowiem w obrębach zjednoczonych krajów handel odbywał się niemalże bez prowizyjnie, a bezpieczeństwo było bezpłatne. Ludzie zaczęli chcieć dołączyć do Sojuszu.

Proponowano jednak ugody. Takie wysłane zostało między innymi do Królestw Granicznych. Zniesienie o połowę podatków i zaproponowanie sojuszu handlowego. Dzięki temu zniszczone przez agresywne południe Królestwa mogły powoli stawać na nogi, a Sojusz mógł dalej utrzymać współpracę handlową z południem. Zaproponowano tym ziemiom nawet wstąpienie do Sojuszu i pomoc gospodarczą.

Mimo tak znacznego rozrostu Sojuszu, SCF dalej działał. Tym jednak razem propozycja wstąpienia do Sojuszu na nieokreślony czas ważności, co było podkreślone w nocie dyplomatycznej wysłanej do Turmish. Zaznaczono jeszcze, że Sojusz może cierpliwie poczekać na odpowiedź Lorda Herengara. Najlepszy negocjator Sespech ruszył do Alghon, a zaraz po przebyciu Vilhon Reach dołączyli do niego inni dostojnicy Sojuszu.

* * * Hlondeth * * *


W tawernie "Pod Ognistym Smokiem" znajdującej się opodal miasta Holndeth jest główna baza operacyjna Noży w tej okolicy. W szerokich kompleksach piwnic tej tawerny znajdował się Zrie, potężny nekromanta. Szykował właśnie kolejne zwoje na potrzeby zabezpieczenia podróży dyplomatów do stolicy Turmish. Mimo sporych zabezpieczeń i obecności na ziemiach MAC, to bezpieczeństwa nigdy dosyć. Zrie raz nie zadbał o wszystko i przez to właśnie skończył jako Lich. Nie zawracał sobie jednak tym głowy. Miał inne sprawy do załatwienia. Poza tworzeniem samych zwoii zaklęć nekroamcji, Zrie przygotował również spory zapas fiolek z trucizną. Idealne uzbrojenie dla skrytobójców. W trakcie przerwy jednak dosięgła go telepatyczna informacja.
- Zrie, jesteś nam potrzebny - rzekł zimny głos kobiety.
- Cassana? He he... a w czym pomóc ci muszę?
- W rozwiązaniu kilku problemów - wtrącił się Sylar. - Przybądź szybko. Na pewno znasz tą lokację. Południowa brama Westgate.
- A co z przygotowaniami?
- Zrobiłeś wystarczająco. Teraz tu się przydasz.
- Taa, jasne - skrzywił się Zrie po czym dodał. - Będę tam za kwadrans.

Po tej rozmowie Zrie zwrócił się do kilku pomniejszych sług i wyjaśnił im jak mają zakończyć proces destylacji ostatnich trucizn. Następnie Zrie wywołał teleport przy pomocy odpowiedniej inkantacji i znikł z lochów z pod tawerny.

* * * Westgate * * *


Był późny wieczór. Słońce chowało się już na horyzoncie. Pod południową bramą miasta stało bacznie dwóch towarzyszy. Sylar i Cassana czekali na trzeciego bohatera. Dzięki swoim magicznym zdolności pewni byli, że nie śledzi ich żaden szpieg Maski. Sylar miał na sobie prawdziwe widzenie.

- Psss...
Zaskrzeczał cichy szczęk przeszywającego głosu. Sylar i Cassana obejrzeli się powoli w stronę jednego z zaułków. Zrie wabił towarzyszy gestem palca. W tym świetlę nie wyglądał na zbyt przyjemnego osobnika. Mimo wszystko cała trójka spotkała się w ciemnym zaułku.

Po przedstawieniu sytuacji Zrie, drużyna zaczęła wcielać w życie swój plan. Nieopodal miejsca ich spotkania znajdowało się zejście do ścieków. Ruszyli tam razem. Zrie prowadził. Spędzał bowiem sporo czasu w podobnych miejscach, co było uwarunkowane jego rasą. Mimo iż nie spotkali żadnego człowieka, no może poza paroma trupami, to natknęli sie na kilka potworów zamieszkujących te okolice.

W końcu wyszli na powierzchnie. Noc była już w pełni, po straży i ludziach ani śladu. Znaleźli się przed domostwem dość niezwykle wyglądającym i naszpikowanym pułapkami, co można było już zauważyć po pierwszym spojrzeniu. Na wejściu znajdowała się tabliczka z jakimś osobliwym napisem. Sylar pochylił się i spojrzał dokładniej na znak który głosił "Mintassan's Mysteries: Ciekawość z Bardzo Daleka". Bohater nie miał jednak czasu na analizowanie dowcipów gospodarza. Drużyna zaszyła się w pobliskiej uliczce i zaczęła obserwować okolice. Nie minęło pół godziny, a przybył już zdrajca Maski wraz z własną eskortą. Weszli razem do mieszkania i zapadła cisza. Trójka bohaterów kiwnęło potwierdzająco do siebie, po czym otoczyli dom. Nie obyło się bez problemów. Dobrze strzeżony dom sprawił, że już na starcie skorzystali z paru zaklęć. Jednak suma summarum w końcu zajęli swoje pozycje.

- Raz, dwa, TRZY! - odliczył każdy z bohaterów osobno, po czym rozpoczął się prawdziwy chaos. Zrie nie przebierał w środkach i po krótkiej inkantacji do środka wpuścił Plugawy Uwiąd wysysając życie z wrogów. Cassana również dodała swoje trzy grosze rzucając do środka Opóźnioną Ognistą Kulę. Następnie cała trójka szybko przedarła się do środka i popędziła na górę, omijając tuzin zwłok strażników. Doszli do drzwi. Sylar wywarzył je przy pomocy swoich mocy i padł. Nad jego głowa przeleciało magiczna energia. Efekt czaru Dezintegracji. Na szczęście Sylarowi udał się rzut obronny.

Nie czekając na kolejny atak, Zrie uciszył przeciwnika, a Cassana go unieruchomiła, choć zaklęcie nie powiodło się to. Sylar jednak miał inny sposób przygwożdżenia wroga. Oplątał go mocnym sznurem uniemożliwiając gestykulacji, co wyłączyło maga z gry. Następnie trójka bohaterów zajęła się zdradzieckim członkiem Maski. Jednak nim Sylar w ogóle coś rzekł do niego, Zrie posłał w stronę dyplomaty Palec Śmierci, uśmiercając go na miejscu. Sylar spojrzał srogo na Licha, a ten wzruszył jedynie kościstymi ramionami. Następnie po ogarnięciu tego całego bałaganu trzeba było zdecydować co dalej. Szybkie spojrzenie na obezwładnionego maga i podjęcie decyzji. "Jeszcze może się przydać" - pomyślał Sylar, nakazując Zrie pochwycić maga, wcześniej jednak pozbawiając maga przytomności. Zrie wezwał kościejca, który niósł nieprzytomnego maga. Drużyna szybko ewakuowała się z domu, a następnie przez tunel na południe, przez bramy miasta i do ukrytej jaskini nieopodal miasta. Tam mieli prześwietlić intencję gospodarza domu.

* * *


Kolejny dzień nad Wybrzeżem Smoka.
Dyplomacja Sojuszu podjęła też kolejne decyzję. Po podwyższeniu podatków, wiele krajów musiałoby decydować się na handel okrążanymi, o wiele bardziej niebezpiecznymi przełęczami. Nie było to jednak korzystne dla żadnej ze stron. Wtedy to zaczęła szerzyć się myśl, że przynależność do Sojuszu wiąże się z wieloma przywilejami i zaletami. Prosty lud zaczął łapać się w politykę SCF, faworyzując go, nie patrząc na konsekwencje z tym idące. Wiele niezależnych miast coraz częściej zaczęło z własnej woli wysyłać prośby o przyłączenie się do Sojuszu. Było to nieraz wymuszone przez lud, sytuacje polityczną, gospodarczą, czy po prostu działanie populistyczne.

Rada Sojuszu cieszyła się z kolejnych sukcesów. Przyszła jednak chwila w której trzeba było zająć się nieco mniej sukcesyjną częścią debaty. Bowiem Irieabor, Berdusk oraz Asbravn nie podzielały idei Sojuszu. Było to bardzo niepocieszające. Zarówno dla Sojuszu, jak i dla tych miast. Trzeba było jednak działać. Perswadować swoich sąsiadów. Jednak na pewno nie mogły to być argumenty siły. Te ziemie były już wychylone za bardzo na zachód. Wiele innych potęg z chęcią wyciągnęłyby po nie swe łapy pod pretekstem byle misji pokojowej. Sojusz nie mógł i nie chciał wdawać się w niepotrzebne spory. Zaproponowano więc inny sposób dywersji.

Sojusz wyszedł z bardzo korzystną propozycją do tych trzech miast. Sojusz handlowy polegać miał na zniesieniu podatków o 75% oraz zabezpieczeniu karawan miast ze zachodu na ziemiach Sojuszu. Była to bardzo korzystna i niezwykle łaskawa propozycja. Dodając jeszcze fakt, że północna droga przez Góry Zmierzchu nie należą obecnie do najbezpieczniejszych, zważywszy na sytuację na Evereskę, była to jeszcze bardziej kusząca propozycja.

Gdyby tego było mało, to Sojusz zaproponował wstępną propozycję dołączenia tych miast do Sojuszu. Kolejnymi udogodnieniami miały być, poza bez podatkowym ruchu, także specjalne siły chroniące granic, mieszkańców oraz handlowców. Do tego Sojusz wyznaczyłby część środków na ubezpieczenie dóbr handlarzy, ze 100% zwrotem wartości w razie kradzieży. Takie podejście przemawiało do prostego ludu, a i gildie handlowe zaczęły liczyć zyski z tego typu zabezpieczeń. Sytuacja stawała się napięta i tylko siłą można byłoby uciszyć coraz donośniejszy głos ludu. Jednak tak agresywne działania na pewno zakończyłyby się wojną domową.

* * * The Shining Plains * * *


Do portowego miasta Surkha trafiło 500 zbrojnych Sojuszu. Zajęli port i zaczęli patrolować dostawy ze statków handlowych, skrupulatnie dbając o zapłatę pełnej kwoty podatkowej. Sytuacja nad The Deepwash nie była wesoła. Miasta Saarlik, Elupar, Ulkan oraz Lachom i inne leżące na wybrzeżu rzeki Deepwash były sparaliżowane. Jedynym rozwiązaniem wyjścia z impasu okrążone przez potężny Sojusz miast było poddanie się woli SCF i dołączenia w jego szeregi, co było kolejnym sukcesem Sojuszu.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Velg Płeć:Mężczyzna


Dołączył: 05 Paź 2008
Status: offline

Grupy:
Tajna Loża Knujów
PostWysłany: 23-12-2009, 15:01   

Lauzoril ze swoim oddziałem przybocznym przybyli do Twierdzy Zhentil. Droga z Hillsfaru przebiegła szybko – poruszali się wszak po dużym szlaku, a nikt nie odważył się ich zatrzymywać. Dopiero, kiedy w oddali zamajaczyły mury miasta, otoczyły ich oddziały Zhentów. Wprawdzie nic nie wskazywało na to, że jeźdźcy znajdują się w tarapatach, lecz z pewnością otoczenie eskorty thayskiego zulkira było pewnym odstępstwem od normy. Jeszcze dziwniejsza była nagła decyzja, którą podjął ów dostojnik – o rozbiciu obozu zaraz pod murami miasta. Sam mag, wraz z kilkudziesięcioma kapłankami z osobistej eskorty, wszedł w odręb murów miejskich. Reszta sił jednak pozostała pod czujnym okiem zhenckich najemników.

Zresztą, nie trwało to długo. Od razu po przekroczeniu bramy rozbrojono i zaaresztowano Lauzorilowe podopieczne. Chwilę później, przywódczynie Sióstr Cyrica spowiadały się z paragrafu przynależności do zagrażających porządkowi publicznemu sekt. Co bystrzejsze kapłanki prędko porzuciły wiarę w (nagłe odległe i słabe) Czarne Słońce i przyłączyły się do innych ruchów religijnych. Wyborów nowych patronów było multum – część uznała za dobry wybór czcić Bane'a (oczywiście w zamian za miejsce w hierarchii Zhentarimów), część innych. Zaskakująca była popularność nowych bóstw – kilka kobiet zdecydowało się czcić tak ezgotyczne bóstwo, jak Bestię (te szybko przetransportowano do Calimshanu). Jednakże, więcej deklarowało przynależność do kultu Kłamcy – bóstwa, które w Faerunie wcześniej się nie pojawiało. Co więcej, przynajmniej część z nich deklarowało przynależność zupełnie szczerze – w końcu Książę Kłamstw przejął moc Leiry, ale sam ze Strażniczką Kłamców miał niewiele wspólnego.

W każdym razie, najbardziej oporne trafiły do lochów Twierdzy Zhentil. Jako, że wciąż zawiadywali nimi kapłani Czarnej Dłoni, prędko pożałowała swego wyboru. Po prawdzie, to nie męczyły się długo – nagły napływ kultystów do Twierdzy Zhentil przekroczył wszelkie oczekiwania, więc w imię zapewnienia więźniom godnego zakwaterowania trzeba było szybko pozbyć się nadmiarowych więźniów. Chwilę po swoich dowódczyniach, ten sam los podzieliła reszta oddziału zwanego jako Siostry Cyrica. Z nią poszło jeszcze łatwiej - gdyż pozbawionym organizacji kapłankom brakowało ducha walki.

Ogólna czystka, związana z niegdysiejszą zdradą Archibalda Trayena, obejmowała zrazu tylko Thay i ziemie pod kontrolą Zhentów, lecz stopniowo rozprzestrzeniała się i na inne państwa. Zresztą, obok oficjalnej czystki postępowała też nieoficjalna. Ręka Zhentarimów sięgała daleko, a niejednego kapłana Księcia Kłamstw zabili wynajęci bandyci. Wreszcie, wyznawcy poczęli odchodzić od swego boga, skoro ów widocznie słabł. Kroplą, która przelała czarę, było postępowanie Szalonego Boga. W kategoriach śmiertelnych mówiąc – obraził się. Kapłan, któremu z jednej strony bóg obwinia o zdradę, a z drugiej – oferują nowy angaż, miał wybór dość łatwy.

***


Tymczasem, wielkie przesiedlenia w Thay dobiegały ku końcowi – acz wciąż była pewna liczba orków i gnolli, które planowano sprowadzić na przygraniczne ziemie. Nadzorujący je tharchion mógł tylko odetchnąć z ulgą. Operacji na taką skalę, prowadzonej równocześnie metodami tradycyjnymi (takimi jak wozy) i thayską magią, ziemia ta nie widziała od dawna. Tharch Thazalharu był na najlepszej drodze do uzyskania miana Ziemi Potworów – na szczęście nie potwierdziły się przewidywania o szybkim rozpadzie jakiegokolwiek porządku na tym obszarze. Rada zulkirów wnet przyznała tharchowi specjalny status, uznając rolę, jaką w jego życiu odgrywać mieli naczelnicy plemienni i lokalni wodzowie – spoisty zwornik systemu. Zresztą, razie czego całkiem pokaźna liczba magów przeniosła się do Pyaradosu, aby z pewnego oddalenia czuwać na życiem na rubieżach...

Zresztą, mieli oni przy sobą liczny Legion Kości, który mógł interweniować w każdej możliwej do zaistnienia sytuacji...

***


Statki z formacją ochotniczych łuczników z Dolin wpłynęły do portu w Bezanturze. Wcześniej zaś odnotowano przyjście posiłków z Agralondu. Nie były to jednak ani pierwsze ani ostatnie siły, jakie zobaczyć miała thayska ziemia.

***


A tymczasem, wraz z dziesięcioma Czerwonymi Czarnoksiężnikami, do Suzail przybył Lauzoril (wprost z Twierdzy Zhentil) – tworząc tym samym część oficjalnej delegacji Thay.

_________________
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
Altruista
-Usunięty-
Gość
PostWysłany: 23-12-2009, 23:05   

Figurois Cordis

Altruista wszedł do lustrzanej komnaty. Na jego widok akolici zerwali się z miejsc i stanęli w szeregu, na baczność.

- Wyruszamy do Chessenty, natychmiast! – obwieścił. - Kościół w ciągu godziny ma być gotowy do podróżny. Zrozumiano?

- Tak jest, panie Kapłanie!! - odkrzyknęli chórem akolici.

- Dobrze, a jeszcze ściągnijcie mi tutaj Loka, Pułkownika Karela i Księżniczkę Kitkarę.

- Tak jest, panie Kapłanie!! – w tej samej chwili jeden z akolitów wybiegł wykonać rozkazy.

Po wydaniu jeszcze kilku poleceń, Altruista usiadł w swoim fotelu. Po chwili nad jego głową zmaterializowała się Anka - jeden z dwóch najpotężniejszych artefaktów Kościoła. Kapłan spojrzał na nią.

- Stęskniłaś się za mną? - zapytał .

Anka w odpowiedzi wybrzuszyła się dziwnie i zmieniła kolor z zielonego na niebieski, co mogło oznaczać wszystko.

- Ja za tobą też. - kontynuował.  - Cieszę się, gdy jestem tak blisko ciebie, bo wtedy jestem blisko kica.

- Kica... - Altruista zacisnął mocniej dłonie na oparciach fotela.

- Och Kicynie, zniszczę dla ciebie tych przeklętych heretyków raz na zawsze! Obiecuję!
 
Po ostatnim słowie do komnaty wpadł blask błyskawicy, a tuż za nim rozległ się przeszywający grzmot. Burza szalała w najlepsze.
Powrót do góry
Karel Płeć:Mężczyzna
Latveria Ruler


Dołączył: 16 Kwi 2009
Skąd: Who cares?
Status: offline

Grupy:
Syndykat
WOM
PostWysłany: 24-12-2009, 13:23   

- Tsss.....gdzie wasze lance żołnierzu? - stwierdził Karel pytając się dowódcy oddziału, nie czekając na odpowiedź odwrócił się do łącznościowca.
- 150....alb pal licho 200 lanc prosto ze zbrojowni. - rzucił ponownie zwracając się do żołnierza.
- Wybaczę wam to ale na przyszłość postaracie się je przynieść dobra? Następny!

4 godziny później.
- Mój krzyż... - wyszeptał zachrypniętym od krzyczenia gardłem Karel.
- Jak jutro dobrze pójdzie....- powiedział przerywając by wypić łyk wody - .....Jak jutro dobrze pójdzie z transportem to wyruszamy nazajutrz popołudniu - powiedział do siebie już normalnym głosem.
- Mimo to.....wolałbym mieć już święty spokój....z drugiej strony Chessetia nie jest tak daleko. Poza tym.....dużo słyszałem o Tchazzarze.....ten smok jest na dłuższą metę nieprzewidywalny.....trzeba będzie go zgładzić prędzej czy później....

_________________
"So come forth, Avenger. It is time to put our lingering dispute... to an end!"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Loko Płeć:Mężczyzna
Aspect of Insanity


Dołączył: 28 Gru 2008
Status: offline

Grupy:
Syndykat
WOM
PostWysłany: 25-12-2009, 17:15   

Thomas Angaroth szedł właśnie ze swoim asystentem po korytarzu Akademii Magii w Cimbralu. Był on najwyższym kapłanem Lathandera, do czasu gdy ludzie zwący siebie kicanistami lub też macantami, nie przybyli do Chessenty. Wtedy też wyznawcy bóstw innych niż kic musieli zejść do podziemia i tam praktykować swoją wiarę. O ile Thomas dobrze pamiętał najdłużej sprzeciwiali się wyznawcy Czerwonej Rycerki, ale oni też musieli w końcu ustąpić. Choć oficjalnie kapłani Lathandera, Azutha, Waukeen, Czerwonej Rycerki i innych bóstw stracili wszelkie przywileje, ludność nadal szanowała ich i kierowała ku nim swoje troski. Tak, podziemie kościołów Chessenty działało sprawnie. Dziwnym wydawało się, że MAC nie reaguje na herezje rozpościerającą swoje dłonie nad jego krainą. Miasto Powietrzna Ostroga stało się siedzibą podziemia, kapłani wspólnymi siłami obalili radę wojskową, a jej przywódcę Khrulusa wtrącili do lochu. Choć odbudowa religijna państwa była trudno, kapłani jakoś musieli sobie poradzić. Wielokrotne inkwizycje MAC nie były w tym wypadku pomocne, raz nawet doszło do bitki, w której zginęło kilku kapłanów Waukeen. Pewnego dnia do Powietrznej Ostrogi przybyli posłańcy od niejakiej Melisandy z Arrabar. Wyrażała ona chęć pozbycia się MAC z Chessenty, jednak potrzebowała do tego pomocy. Podziemie Kościołów Chesenty było jedynym przeciwnikiem kicanistów na tych ziemiach, więc to właśnie do nich zwróciła się z prośbą o spotkanie, mające na celu omówienie możliwych działań. Miało ono mieć miejsce w Akademii Magii, której była zwierzchniczką. Thomas lubił Melisandę, a skoro pojawiła się szansa na przywrócenie normalności w Chessencie głupotą byłoby z niej nieskorzystać.
Przed Thomasem wyrosły ogromne złocone wrota, bez zbędnych ceregieli przekroczył je i znalazł się w gigantycznej komnacie z okrągłym stołem pośrodku. Zlustrował wzrokiem wszystkich obecnych, kogoś brakowało, ale nie chciało mu się w tym momencie zastanawiać nad tym kogo.

- Czy można prosić wina? - rzucił Thomas rozsiadając się na jednym z krzeseł

- Tu nie ma nikogo oprócz nas - odparł wychudły Adinus Stracto, kapłan Waukeen

- Co? Czy ta kobieta sobie z nami pogrywa?

- Uważaj na to co mówisz Angaroth - warknął Lotus Malcolm, najwyższy kapłan Czerwonej Rycerki - nie zapominaj że to ona próbuje w jakiś sposób przywrócić nam to co nasze. Tylko ona...

- Ale skoro wzywa nas wszystkich na zebranie, to chyba powina już czekać...

- Thomasie, zamilcz - powiedziała chłodno Nadina Elline, białowłosa piękność, kapłanka Tiamat

- Ale...

- Zamknij się gdy kobieta prosi - uciszył go Lotus - swoją drogą chyba kogoś tu brakuje?

Przez komnatę przeszedł metaliczny dźwięk wyjmowanego z pochwy miecza. Kapłani odwrócili się w stronę z której dochodził. Ujrzeli definitywnie zbyt wysokiego, czarno odzianego mężczyznę. Jego ręki uczepiona była odziana w czerwoną sukienkę, bosa dziewczyna, która przyglądała im się dziwnie. Za nim stała znana wszystkich - chociażby z opowieści - Alusair Obarskyr, wyciągając z pochwy miecz.

- To kogo brakuje? - szepnął Loko

- Adriana Suthana, kapłana Azutha - odparł Nezram, który również pojawił się nie wiadomo skąd w przeciwnym kącie sali.

- Czy mam się nim martwić?

- Niekoniecznie - Nezram poprawił okulary - Khrulus został uwolniony, niedługo zaszczyci nas swoją obecnością. Adrian nie żyje, osobiście tego dopilnowałem, zwłok nie znajdą.

- Co tu się cholera jasna dzieje?! - wrzasnął Thomas

- To pułapka, przyjacielu - odparł Lotus wyciągając młot

- Nie jestem pewna czy powinniśmy z nimi walczyć - szepnęła Nadina

W tym momencie całą salę otoczyła pomarańczowa bariera, uniemożliwiająca ucieczkę. Adinus który właśnie kończył rzucać zaklęcie teleportacji przeleciał przez całe pomieszczenie i walnął z impetem w jedną ze ścian. Zanim Thomas zdążył się zorientować Angelique chwyciła jego głowę w swe szpony. Z otwartego nie wiadomo jak portalu wyszedł półork. Miał na sobie zwykłe spodnie oraz buty i rękawice od zbroi, na jego nagiej piersi widniało sporo blizn, w dłoniach dzierżył ogromny dwuręczny topór.

- To ty wtrąciłeś mnie do lochu - wrzasnął Khrulus, wskazując na Lotusa - teraz tego pożałujesz.

- Gdzie jest Melisanda?! - wrzasnął Thomas, któremu Angelique dała na chwilę spokój, jego twarz wyglądała teraz iście groteskowo.

- Masz na myśli zarządcę tej akademii? - spytał Liść - powiedziała że bardzo chętnie poogląda sobie twoje rozszarpane zwłoki.

Thomas nie zdążył nic odpowiedzieć, gdyż Angelique wbiła mu swoją szponiastą dłoń prosto w splot słoneczny.

***


Walka dobiegła końca, kapłani (mimo że najwyżsi) nie byli godnymi przeciwnikami. Lotus leżał na okrągłym stole, jego wnętrzności w obrębie jednego metra wokół niego, Khrulus nie szczędził topora. Thomas leżał niedaleko stołu, niemal całkowicie pozbawiony twarzy, nad jego ciałem stała Melisanda z Arrabar, uśmiechając się lekko. Nie lubiła tego człowieka jak mało kto. Ale mało kto wiedział też jakim zboczeńcem był. Nadina leżała w kałuży krwi, dygocąc niczym apoplektyczka. Przebijał ją na wylot miecz Alusair, która stała nad nią i spoglądała na nią zimnym wzrokiem. Kobieta schyliła się aby wyjąć swój miecz, ale powstrzymał ją głos Liścia.

- Zostaw, bo inaczej się wykrwawi - na Liściu spoczęły zdziwione spojrzenia wszystkich pozostałych przy życiu - no co wy, musimy kogoś zostawić. Inaczej ludzie zapamiętają nas jako bezlitosnych morderców.

Po sali przeszło echo kilku parsknięć śmiechem.

- Nezramie, przeteleportuj naszą nową znajomą do Kościoła, niech się tam nią zajmą - rzucił Liść - teraz mam jeszcze jedną sprawę. Chciałem wam wszystkim coś zaproponować...

***

Zarządca Akademii Magii w Cibralu, Melisanda z Arrabar została oficjalnie ogłoszona winną śmierci oraz zaginięcia najwyższych kapłanów działających w Podziemiu Kościołów Chessenty. Przeszukano cała Akademię, a później cały Cimbral, jednak nie odnaleziono magiczki. W niektórych regionach Faerunu pojawiły się listy gończe obarczone jej podobizną. Uczniowie którzy przyznali się do spowodowania śmierci zostali natychmiastowo straceni. Podziemie Kościołów Chessenty pozbawione przywódców zaczęło podupadać, w końcu zaniknęło prawie całkowicie, tracąc poparcie wśród ludności, która w większej części została zmuszona do wiary w kica.

_________________
That is all in your head.

I am and I are all we.


Ostatnio zmieniony przez Loko dnia 26-12-2009, 19:02, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
Bezimienny Płeć:Mężczyzna
Najmniejszy pomiot chaosu


Dołączył: 05 Sty 2005
Skąd: Z otchłani wieków dawno zapomnianych.
Status: offline
PostWysłany: 25-12-2009, 19:52   

Złota Woda
Atak z nieoczekiwanej strony był dla garnizonu Orphelu kompletnym zaskoczeniem. Gdy pewnego ranka strażnicy przy bramie zauważyli zbliżające się w karnym szyku od północy liczne oddziały niezapowiedzianej i obco wyglądającej piechoty, na zorganizowanie sensownej obrony miasta było już za późno. Tak czy inaczej, przy przewadze liczebnej jaką dysponowali napastnicy obrona ta nie na wiele by się przydała.
Kolejne miasto w okolicy - Vurpar - padło kilka dni później. Tym razem obrońcy mieli cały dzień na przygotowanie obrony - która niewiele pomogła, gdy po kilku godzinach prób zaklęcia Shadovarskich magów poradziły sobie w końcu z główną bramą, a przez powstały wyłom do środka miasta wdarły się posłuszne swoim nowym panom oddziały Nexali.
Kolejne kolumny wojsk ruszyły dalej, na wschód i na zachód, podbijać następne miasta. Nawet w pełni sił Durpar nie był gotowy na odparcie podobnej inwazji. Teraz, gdy większość wojsk uwikłana była ciągle w konflikt w Varze, tylko kilka miast granicznych na północy i wschodzie kraju dysponowała garnizonami zdolnymi stawiać bardziej długotrwały opór. Zajęcie całego kraju było tylko kwestią czasu.

Tethyr
Z Zazesspuru do wyruszenia na konferencję w Suzail zbierała się delegacja, na przewodzić której miała stać sama królowa Zaranda. Zaklęcia teleportacyjne były już przyszykowane, wysłani przodem strażnicy i służba dali znać, że komnaty delegacji również są gotowe - zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami czekano jedynie na pojawienie się wezyra Abbasa yn Akkabara el Quaahla, prawej ręki Syl-Paszy, który miał w delegaci reprezentować głos Calimshanu. Ze względów politycznych uznano, że lepiej będzie by obydwa państwa na konferencji prezentowały wspólne, uzgodnione wcześniej stanowisko.

Morze Spadających Gwiazd
Statki piratów można topić, można niszczyć ich bazy, ale sam proceder ciężko jest wytępić. Mieszkańców Wysp Piratów już wielokrotnie próbowano wyplenić. Ostatnia próba była jak dotychczas najskuteczniejszą, ale gdy tylko działania antypirackie ustały, rozprzestrzenione po terenie całego Morza załogi ponownie zaczęły powracać. Mieszkańcy wysp którym udało się pochować podczas akcji Caladanowych wojsk szybko przystąpili do odbudowy zniszczonych budowli, a na miejsce zabitych przybyli nowi - i tak kilka miesięcy później przypadkowemu przybyszowi trudno byłoby się nawet domyślić, że na wyspach była prowadzona jakaś akcja pacyfikacyjna.

_________________
We are rock stars in a freak show
loaded with steel.
We are riders, the fighters,
the renegades on wheels.

The difference between fiction and reality? Fiction has to make sense.
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Daerian Płeć:Mężczyzna
Wędrowiec Astralny


Dołączył: 25 Lut 2004
Skąd: Przestrzeń Astralna (Warszawa)
Status: offline

Grupy:
Tajna Loża Knujów
PostWysłany: 25-12-2009, 22:05   

W salach Cydateli grano hymn, muzykę przenikającą każdego obecnego do wnętrza duszy. W głównej hali zgromadziło się niemal trzystu Czerwonych Czarodziei - Zulkirowie i ich osobiste Kręgi, oraz wszyscy znajdujący się obecnie w twierdzy. Ceremonię prowadził Daerian.
Nie przejmował się brakiem pozostałych członków organizacji. Wiedział, że w każdym zborze, każdej szkole i każdej enklawie przywódcy Kręgów odprawiali podobną ceremonię.
Każdy z magów dzierżył w dłoniach niewielką, czerwoną książeczkę. Książeczkę, która maiła być znana jako Czerwona Książeczka. Te artefakty zawierały w sobie filozofię, prawa i nakazy nowej Thay, kwintesencję nowego ładu. Oraz uaktualniały się w sposób magiczny, jeśli owe prawa miałyby ulec zmianie.
Magowie recytowali słowa przysięgi. Moc, płynąca z ziemi Thay wypełniała trzymane przez nich tomy. Książeczki przybierały swą prawdziwą formę - stawały się artefaktami, łączącymi Czerwonych Czarodziei z ich ziemią, z mistycznymi energiami, które w niej płynęły. Od tej pory każdy z nich, dopóki dzierżył Czerwoną Książeczkę, był w stanie korzystać z mocy płynącej z Daerian's Workings, niezależnie gdzie rzuciłyby go losy.
Śpiew trwał dalej. Magowie recytowali przysięgę. Czas był najwyższy.

Armie drowów w Podmroku szykowały się. Undrek’Thoz, poddane rewolucji, stawało się częścią podziemną sojuszu.
W Wielkiej Rozpadlinie trwała budowa enklawy. Także w mieście drowów pod nią rozpoczął się proces walki o równouprawnienie, który trwać miał wiele długich lat i odwrócić uwagę drowów od wielu innych problemów.
W zamku Endariona odnowiono portale.

Na Północy mobilizowała się regularna armia. Smoki w większości gdzieś zniknęły, nadal jednak część z nich czuwała nad Sojuszem Lordów.
Z Lantanu przez sieć portali trwał transport na ziemie i wody Thay.

_________________
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
3291361
Kitkara666 Płeć:Kobieta
Ave Demonius!


Dołączyła: 17 Lis 2008
Skąd: From Hell
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
Syndykat
PostWysłany: 26-12-2009, 14:35   

Na rozkaz Altruisty Kitkara zebrała wszystkie siły jakimi dysponowała, aby wyruszyć na wojnę z wrogiem w Durpar. Tym razem nie mogło zabraknąć Kemiego i Flary. Oboje zebrali swoich braci i siostry by wspomogły swoją panią w walce. Tak więc z wielotysięczną armią magów, smoków, wojowników i najróżniejszych innych istot wyruszyła ze Skuld.

- Hej, ty tam, Moling! - Krzyknęła do jednego z kapitanów smoków latających nad ich głowami. - Przekaż dwóm smokom aby wyruszyli przodem na zwiady. Bądźcie czujni.
Nie pozwolimy dać się zaskoczyć!

_________________
Don't let them ever tell you that you're too small
'Cause your fate comes from within
You are strong forever, you heard the call
In the night the crimson light is bleeding
A new life shall start with a freedom heart
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź blog autora
 
Numer Gadu-Gadu
28180514+-+jak+coś+dać+znać+jeśli+ktoś+chce+pisać+zemną+na+gg+najpierw+mailem+albo+na+pw
Wyświetl posty z ostatnich:   
Strona 30 z 36 Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 29, 30, 31 ... 34, 35, 36  Następny
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików
Nie możesz ściągać załączników
Dodaj temat do Ulubionych


Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group