FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  Galeria AvatarówGaleria Avatarów  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 30, 31, 32 ... 34, 35, 36  Następny
  Forgotten Realms
Wersja do druku
Costly Płeć:Mężczyzna
Maleficus Maximus


Dołączył: 25 Lis 2008
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
PostWysłany: 26-12-2009, 14:55   

Costly skończył pisać notę, która miała zostać wysłana do wszystkich ważniejszych królestw otaczających ziemie Bractwa, bez wyjątków.

Bractwo z całą mocą potępia działania prowadzone przez Nexal i Shavodovar na ziemiach Durparu. Ich obecność zbrojna w tym terenie jest nie tylko zamachem na bezpieczeństwo granic Bractwa, ale przede wszystkim okrutna zbrodnia wyrządzona ludności tych terenów, na którą patrzeć bezczynnie nie możemy.

Bractwo nie rości sobie żadnych praw do terenów Durparu, jednak w ramach zapewnienia bezpieczeństwa własnym włościom, a także neutralnemu ludowi Durparu wysyła swoje siły zbrojne do odparcia agresora i wyzwolenia kraju spod jego krwiożerczych zapędów.

Agresywna akcja Nexal i Shavodovar jest karygodna, powinna spotkać się z całkowitym potępieniem, dlatego Bractwo prosi o zajęcie postawy godnej przez innych, którzy nie mogą patrzeć obojętnie na wyrządzaną Durparowi zbrodnię i równie stanowcze potępienie tej akcji.


Bractwo z swojej siły wysłało dwie armie pod dowództwem Caladana i Kitary. Na miejsce udadzą się też siły Chessanti, a także pomniejsze jednostki, których oddelegowanie było możliwe. Obrona zachodnich i północnych granic została pozostawiona Norrcowi i Ryuzakiemu. Osobne działania prowadził jednocześnie Karel. Turmish odmówił udzielenia pomocy militarnej, ale poparł na arenie międzynarodowej interwencje Bractwa i jednocześnie wyraził swoją dezaprobatę dla obecnych losów Durparu.

Molina westchnął – nie ułatwi to rozmów pokojowych, oczywistym było, że sznurki za tą inwazją pociągają siły, które też związane były z konferencją pokojową. Nic na to poradzić się nie dało.

_________________
All in the golden afternoon
Full leisurely we glide...
Przejdź na dół Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Velg Płeć:Mężczyzna


Dołączył: 05 Paź 2008
Status: offline

Grupy:
Tajna Loża Knujów
PostWysłany: 26-12-2009, 16:17   

Daleko na wschodzie, w khahanowym namiocie trwały negocjacje. Dyplomaci rady zulkirów intensywnie próbowali wkupić się w łaski Hoekun Hubadai'a. Składali przeto bogate dary i kusili go obietnicami wielkich zysków – ale sama wartość przecież nie tworzyła pozytywnych relacji z półdzikimi koczownikami. Tym, co było ważne, był respekt – który thayska delegacja okazała Hubadai'owi. Nie było to łatwe do przełknięcia dla dumnych magów, lecz w końcu uznali niemytego barbarzyńcę (jak o nim myśleli) za „swojego starszego brata”.

Niemniej, khahan Tuiganów dalej nie był przekonany co do idei reprezentowanych przez wysłanników. Jednakże, jak kropla drąży skałę, tak i złoto Thay niszczyło opory władcy Nieskończonych Stepów.

***


Magowie Alaoru przygotowali się do rytuału, który lada dzień miał się rozpocząć... Zresztą, nie były to jedyne posunięcia w okolicach wysp - dzięki szybkiej ugodzie z Iakhovasem, thayska marynarka odzyskała swobodę manewrowania, co wykorzystywała.

***


Tymczasem, piechota liniowa gnolli wchodziła do Sakkors. Dziesięć tysięcy bestii zostało przydzielonych do obsługi miasta, a prócz nich w skład sił wysłanych do Skuldu miały wchodzić cztery tysiące thayskich muszkieterów – naprędce przeszkolonych w używaniu sprowadzonych z Lantanu broni palnych. Nad wszystkim pieczę czuwać miała setka bitewnych Czerwonych Magów, specjalnie wybranych ze względu na swe umiejętności.

_________________
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
Bezimienny Płeć:Mężczyzna
Najmniejszy pomiot chaosu


Dołączył: 05 Sty 2005
Skąd: Z otchłani wieków dawno zapomnianych.
Status: offline
PostWysłany: 26-12-2009, 18:37   

Złota Woda
Do terenów kontrolowanych przez armie Nowego Netherilu dołączyły kolejne trzy miasta, gdy do magów dowodzących inwazją dotarły informacje o reakcji północnego sąsiada. Informacja nic nie mówiła o ilości wojsk jakie Mulhorand gotowy był przeznaczyć na kampanię o jakiej wspominały rozesłane z siedzib Kościoła MAC listy dyplomatyczne, nie wiadomo było też jak szybko dane oddziały miałyby przybyć, i jaką trasę wybiorą. By temu zaradzić, oraz by zabezpieczyć się przed ewentualnym atakiem z zaskoczenia, wprowadzono specjalne zabezpieczenia. Północne i wschodnie podejścia do Durparu miały być od tej chwili pod obserwacją magów, oraz grupy zwiadowczej sformowanej z Orlich Rycerzy.
Wysłano informacje na drugą stronę portalu z prośbą o zwiększenie ilości wysyłanych wojsk, tempa ich transferu, oraz o przydzielenie dodatkowych magów. Przyspieszono akcję stopniowego przezbrajania oddziałów na broń metalową, wykorzystując dobra zdobyczne - była to oczywiście kropla w morzu w stosunku do potrzeb, ale nawet ta kropla w liczbach bezwzględnych przekładała się na całkiem spore siły. Dodatkowo, by wzmocnić zdolności obronne, wcielano ponownie do służby pojmanych żołnierzy Durparu, dzielono na mniejsze oddziały i wysyłano, w towarzystwie silniejszych kontyngentów Nexalan i Kultakan na granice - gdzie mogli się przydać, nie stanowiąc jednocześnie zagrożenia dla stabilności podbitych terenów.

Calimshan
W obozach wrzał ruch. Kilka godzin wcześniej niespodziewanie ogłoszono rozkaz wymarszu. Wojska w rejonie Suldophonu zdążały w kierunku portu i ładowały się na czekające okręty, podczas gdy siły zgrupowane pod Mintarem wyruszały pieszo na wschód. Dokładnego celu marszu jeszcze nie ujawniono, ale wszyscy, nawet najbardziej głupi żołnierze wiedzieli, że wojna wisi w powietrzu.

Z Calimsportu słano dyplomatyczne noty na północ, wschód i południe z prośbami o pomoc, lub przynajmniej neutralność w szykującym się konflikcie.

Sakkors
Kończono załadunek i rozmieszczenie wojsk Thay, które dołączały do obecnego już na terenie twierdzy dziesięciotysięcznego calimshańskiego Ochotniczego Legionu Powietrza. Spoczywające na wodzie obok Bezantur miasto czekało tylko na ostateczne potwierdzenie, że wojny nie da się uniknąć.

Tymczasem, na terenach morskich kontrolowanych przez Iakhovasa siły jego przymierza zbierały się, gotowe do uderzenia.

Tethyr
Tu również trwały przygotowania do wojny. Zdecydowano wysłać dodatkowe wsparcie dla sił w Iriaeborze, oraz wzmocnić garnizony w Eshpurcie, Keshli i Riatavinie. Nie zapomniano również o zostawieniu na terenie państwa sił wystarczających do jego obrony. Reszta armii gromadziła się w Erlkazarze, czekając na decyzję, co do dalszego kierunku marszu.

_________________
We are rock stars in a freak show
loaded with steel.
We are riders, the fighters,
the renegades on wheels.

The difference between fiction and reality? Fiction has to make sense.
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Sylar Płeć:Mężczyzna
Poszukujący Prawdy


Dołączył: 11 Lis 2009
Status: offline
PostWysłany: 26-12-2009, 21:29   

* * * Wybrzeże Smoka * * *


Dynamiczny rozwój sytuacji w Faerun nie pozwolił Sylarowi dokładnie przesłuchać Maga. Chciał tego uniknąć i oszczędzić mu życia. Nie było jednak innego wyjścia. Bohater beznamiętnie poderżnął gardło Mintassantowi Wspaniałemu a potem zaabsorbował zdolności Maga. Wtedy wszystko stało się jaśniejsze.

Po tej akcji jak na razie pasowałoby nie pojawiać się w Westgate. Drużyna przeteleportowała się więc do Sespech. Zostali przywitani niezbyt przyjemną informacją

* * * Ormpetar * * *


- Jaki atak?

Sylar wyrwał dokument z rąk Cerno, który zaczął tłumaczyć coś o dziwnych wydarzeniach na Południowym Wschodzie. Dokument zawierał to samo co przed chwilą wyjaśnił mu Cerno.

- "Podpisał, Costly."

Przeczytał po cichu i zadumał sie chwilę. Sojusznicy ze Wschodu stanęli do walki z najeźdźcami z Maztici. Sylar szybko przeszukał swoją głowę. Z tego co wiadomo było, to Mastica jest zamieszkała przez tubylców. Niezbyt zgranych ze sobą, słabo uzbrojonych i po prostu dzikich tubylców. Natomiast z wywiadu i słów Kapłana MACu wynikało, że atakują w pokojowe państwo handlowe. Przyczółek handlu morskiego. Do tego pojawili się z nikąd, co mogło świadczyć jedynie o tym, że potężna magia wchodziła tylko w grę. Sylar znał tylko trzy potęgi zdolne do takiego czynu. Thay, Halruę i co mało prawdopodobne to Shadovaerów. Żadnych z sił nie można było wykluczyć. W szczególności, że każda z tych sił zdolna byłaby do takiego wyczynu. Po kolei jednak...

- Co by z tego miała Halruaa? - Zadumał się bohater. - Wsparcie? Ale kiedy i w jaki sposób mogliby nawiązać. Nie. Zmusić tych ludzi do walki? Dlaczego mieliby celować w Durpar? To wszystko jest niejasne. Przecież Haluraa mogłaby zdobyć te ziemię bezpośrednio lądem, morzem, a nawet z nieba. Kontakt z tubylcami? 9 500 000km to odległość której powietrzne statki Halruy musiałby pokonać by dostać się tam. Halruaa jednak angażowała wszystkie swoje siły w działania militarne w Faerun. Nie. To nie była Halruaa - stwierdził zimno bohater.

- Może Thay? - Sylar skierował swoje myśli na Góry Thay. - Ale na południu? Może chcą zaatakować MAC z dwóch stron. Ale to niemądre. Siły MACu przeważają pod każdym względem nad armią z północy. Do tego znów dochodzi sytuacja z kontaktem z Masticą. W Thay był przewrót. Zostało ustanowione na nowo prawo. Teraz kontakt z Rashemenem ich pochlania. Nie mieli okazji wysłać tam swoich sił.

- Tak więc Shadovar... - Sylar spojrzał w czyste niebo. - Tak. Tutaj luk nie ma. Działanie Thultantharu... Thultantharu... - zadumał się znów bohater. - Nie ma go w Faerun! - Sylar zwrócił się do Cerno.
- Kiedy ostatni raz widziano Thultanthar?
- Od dawna nie widać go na horyzoncie.
- Wszystko się zgadza - rzekł z przekonaniem Sylar.
- Co dokładnie? - do drużyny dołączył zainteresowany rozmową król Sespech.
- To wina Shadovarów! - stwierdził z dumą Sylar, co nie zdarzało mu się za często.
- To wiemy - odpowiedział Cerno wzruszając ramionami. - Mówi o tym list o MACu, a i nasz wywiad widział latającą wieżę.
- Tak, ale to Miasto Cienia udało się do Mastici. To ono zmusiło do posłuszeństwa tubylców.
- Ale jak? - zdziwił się Cerno.
- Tego właśnie nie wiem. Mimo iż Thultanthar jest potężny, to jednak nie wiem w jaki sposób podbił i zmusił Nexali do posłuszeństwa. Nie wiem też w co ich uzbroili poza pałki i prowizoryczne łuki.
- Taka armia rozsypie się przy starciu z regularnymi wojskami Faerun. - stwierdził król Sespech.
- To się zobaczy. Trzeba jednak mobilizować siły i rozesłać wiadomość dalej - Sylar zwrócił się do Aldorna. - Zajmijcie się tym. A ja skontaktuje się z Westgate.

* * *


Sylar nawiązał telepatyczną rozmowę z władcą Wybrzeża Smoków.
- Lordzie Targhet. Wykonano zadanie. Ale są problemy z Durparem.
-Tak wiem. Będzie trzeba uważać. Nie podoba mi się to. Czy to prawda, że Shadovarzy się w to wmieszali?
- Najprawdziwsza z prawd. MAC zaczął już działać. Powinniśmy sobie z tym poradzi... - zapadła nagła cisza. Po chwili Sylar kontynuował. - Milordzie. Calimshan i Tethyr gromadzi siły.
- Tak... mhm... no i co tak stoicie? Zabierzcie się do roboty! - słychać było krzyki Lorda, ewidentnie kierującego swoje słowo do innych. Po chwili dodał. - Tak. Wygląda na to, że wojna jest nieunikniona.
- Trzeba zadziałać.
- Mobilizujemy wszystkie siły! Zajmij sie tym na południu i roześlij listy!
- Tak się stanie Milordzie...

Sytuacja była jasna. Calimshan i Tethyr chcą wojny. Sojusz jednak nie da się pokonać tak łatwo. Ogłoszono pełną mobilizację wojsk. Wybrzeże Smoka zaczęło mobilizować wszystkie siły. Dzięki wcześniejszej polityce gospodarczej udało im się wystarczająco zebrać zapasów i surowców, aby przygotować się na taką ewentualność. Tyczyło to się całego Sojuszu. Shining Plain również zaczęło wcielać do swojej armii wszystkich zdolnych do służby ludzi. Sytuacja Sespech przez ostatnie miesiące również nie była najgorsza. Dzięki temu miasta mogły przygotować i utrzymać spore siły. W świat poszły też noty dyplomatyczne adresowane przez liderów Sojuszu.

Jedna z nich była kierowana do Turmishu. Proszono o pomoc w związku ze zbliżającym się niebezpieczeństwem. Turmish wiedział, że ta wojna go nie ominie. Tak więc nie oponował przy pomocy. Zadeklarował się więc do każdej niezbędnej pomocy, a owa wiązać się mogła tylko z każdą możliwą pomocą.

O pomoc poproszono również włodarzy MACu i ziemie Chondath. Sytuacja była krytyczna i liczono na to, że MAC zrozumie obecną sytuacje. Bowiem w razie czego, to Sojusz Centralnego Faerun jest jedyną barierą przed wrogiem, która upaść nie może.

Kolejne dwie noty dyplomatyczne trafiły do rąk Calimshanu i Tethyru z prośbą o wyjaśnienie tych agresywnych działań. Nie spodziewano się pozytywnej odpowiedzi. Jednak dzięki temu w przyszłości to te siły obarczy się agresją w razie starć.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Caladan Płeć:Mężczyzna
Chaos is Behind you


Dołączył: 04 Lut 2007
Skąd: Gdynia Smocza Góra
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
Omertà
Syndykat
WOM
PostWysłany: 26-12-2009, 22:38   

Galean przez wiele nocy czytał wszystkie raporty, od wywiadowczych, aż do logistycznych. Było to bardzo czasochłonne, przez co chodził zmęczony i niewyspany. Długo studiował zdobyte materiały. Nigdy nie był aż tak zapracowany. Doszły do niego wieści o zakończeniu manewrów, które przyjął z wielką ulgą. Dowiedział się również, że mają się odbyć rozmowy pokojowe, co też wróżyło dobrze. Jednak Spokój Gaelana zakłócił jego zastępca. Nie dawno przydzielany do niego przez szychy. Był dosyć zdolny i wyręczył go podczas militarnych spraw. Wiadomość nie była zadowalająca. Przywódca Południowej Armii wyszedł z namiotu, nakazał zgrupowanie wojska i powiedział o zaistniałej sytuacji. Informacje zawarte przez kuriera nie nawały optymizmem. W namiocie czekał już na niego współpracownicy. Po krótkiej dyskusji wszyscy współtowarzysze znikli z namiotu, obarczeni własnymi zadaniami.(postacie Faeruńskie) Galean skontaktowano się z Nezramem. Przekazał mu notatki, które kolejno pojawił się w rękach władz Kicanistycznych. Następnie wojsko wyruszyło w kierunku Durparu.

_________________
It gets so lonely being evil

What I'd do to see a smile

Even for a little while

And no one loves you when you're evil

I'm lying through my teeth!

Your tears are all the company I need
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
 
Numer Gadu-Gadu
4934952
Serika Płeć:Kobieta


Dołączyła: 22 Sie 2002
Skąd: Warszawa
Status: offline

Grupy:
Tajna Loża Knujów
WIP
PostWysłany: 27-12-2009, 13:29   

Ze względu na przerwę świąteczno-noworoczną i wyjazd kilku osób blokuję questa do 2 stycznia 2010 roku.

*edit* Ale nie odblokuję, dopóki nie zobaczę porozumienia w sprawie wojsk. Jak się dogadacie, to oddam zabawkę ;)

_________________
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź blog autora
 
Numer Gadu-Gadu
1051667
Shizuku Płeć:Kobieta
Trochę poza sobą


Dołączyła: 15 Lis 2006
Skąd: Z pogranicza światów
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
PostWysłany: 09-01-2010, 14:13   

"A więc kampania już się zaczęła” – pomyślała Shizuku. Nie widziała właściwie po co, ani przeciw komu walczyli, ale postanowiła sobie póki co tym nie zawracać głowy, dobrze się tutaj bawić i w miarę możliwości nie przeszkadzać. Wraz ze swoją armią kucyków patrolowała północną granicę Mulhorandu. Oczywiście nikogo nie miała zamiaru atakować, bronić w ostateczności. Jej głównym zadaniem było wyglądać groźnie na tyle, by nikt nie chciał zawracać sobie głowy walką z nią i po prostu sobie odleciał skąd przybył. W tym celu założyła krwiście czerwoną suknię z charakterystycznymi bufkami na ramionach. Ktoś może pomyśleć, że setka istotek w kolorach tęczy, nie ma prawa wyglądać złowrogo, ale to świadczy o stereotypowym sposobie myślenia. Każdy wie, że im bardziej jest coś kolorowe tym bardziej niebezpieczne, wiec nie zdziwiłoby by to boginki, gdyby wielkie smoki na widok jej towarzyszy zaczęłyby uciekać w popłochu. „No ale dość tych dywagacji, wypadałoby się trochę porozglądać” – pomyślała dziewczyna.

Nagle pod sobą zauważyła znajomą postać. Przyjrzała się bliżej i spostrzegła Ryuzakiego. Już chciała krzyknąć i przywitać się na widok nieoczekiwanego gościa, ale w porę się zreflektowała. „Na pewno jest bardzo zapracowany, pewnie nie ma czasu na głupoty” – zastanowiła się Shizuku – „Jednak nadal chcę się z nim przywitać, jak to zrobić bez zajmowania go rozmową?” – głęboko się zamyśliła i zmarszczyła brwi. „O już wiem!” – krzyknęła i wydała odpowiednie polecenie kucykom.

Ryuzaki rozmyślał nad taktyką, gdy nagle, wyżej na niebie zauważył dziwaczną scenę. Chmara kucyków zebrała się w jednym miejscu na kształt wielkiej, kolorowej kuli, gdy nagle się rozproszyły i stworzyły gigantyczny napis ze swoich ciał „DZIEŃ DOBRY RYU!”, gdzieś obok było widać boginkę, która śmiejąc się od ucha do ucha, szaleńczo machała do towarzysza.

_________________
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
636349
kic Płeć:Mężczyzna
Nieporozumienie.


Dołączył: 13 Gru 2007
Skąd: Otchłań Nicości
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
PostWysłany: 09-01-2010, 15:05   

W okolicach jednego z obozów zmaterializowała się dziwna postać. Czarno ubrany mężczyzna zlewał się z wieczornym krajobrazem. Bynajmniej jednak nie było to zasługa mroku, ale raczej zgiełku jaki zapanował w jednym z obozowisk nieopodal.

Postać niezauważenie wkradła się do obozowiska, by podpatrzyć co się dzieje. Przybrał postać jednego z żołnierzy i zaczął beztrosko obchodzi najważniejsze lokacje obozowiska, równocześnie przysłuchując się rozmowom innych. Wnioski były proste. Prowadzona jest mobilizacja na szeroką skalę.

Żołnierz wyglądający jak każdy inny, udał się teraz w pobliże namiotu dowódcy. Po cichu wkradł się do wnętrza i zajął dogodne miejsce, koło suto zastawionego stołu. Podjadając smażonego kurczaka i popijając go wykwintnym trunkiem, niezapowiedziany gość zaczął podsłuchiwać rozmów strategów.

- Jak postępuje mobilizacja? - spytał się jeden ze strategów.

- Bez problemów. W przeciągu paru dni siły Chondath zbiorą się tu, przy stolicy.

- Doskonale - odpowiedział głównodowodzący. - A co z siłami Bractwa?

- Generał Norrc przeniósł już siły na północny brzeg rzeki Arrana. Oczekuje teraz na General Markusa Stonehall.

- Powinniśmy ruszyć pierwsze oddziały na południe i my panie - dodał jeden ze strategów.

- Tak, to dobra myśl. Ile mamy ludzi?

- Będzie to 50.000 oddział. Kolejnych 45.000 spodziewamy się zebrać w ciągu najbliższych tygodni. Trzy czwarte jazdy jeszcze nie dotarło do nas. Z Chessenti wędruję w naszą stronę 45.000 konnych. Czekamy też na wsparcie z Turmish.

- Nie ma więc co zwlekać, ruszamy o... - nagły trzask rozbijających się talerzy zwrócił uwagę wszystkich. - Co to było?! Straż!

- Ups... - podsumował swoją sytuację niepożądany gość.

Do namiotu wbiegło 4 żołnierzy. Na rozkaz głównodowodzącego okrążyli stół. Podnieśli obrus. Nikogo jednak tam nie znleźli.

* * *

Ciemno odziana postać pojawiła się teraz w Chessenti. Ostentacyjnie otrzepała swoje szaty, po czym ruszyła na wschód rozmyślając nad strategią jej owieczek.

- A więc gotów są iść umrzeć w imię swojego kraju. Jak miło...

Rozmyślania te zostały jednak przerwane. Bowiem przed bohaterem pojawił się oddział jeźdźców liczący parędziesiąt tysięcy. Najpewniej jest to wsparcie o którym usłyszał w obozie opodal Arrabar. Nie było to jednak najlepsze miejsce dla bohatera. Tak więc skorzystał z przewagi późnego wieczora i niepostrzeżony przez nikogo znikł, rozpływając się w powietrzu.

* * *

Bohater przeczekał noc w jednej z gospód w Chessenti. Na następny dzień ruszył dalej. Kolejne miejsce podróży nie było jak żadne z poprzednich. Potężna armia składająca się z ciężkozbrojnej piechoty była w pełni gotowa do wymarszu. Główne siły Chessenti liczyły w Akanax 55.000 zbrojnych. Poza tym bohater dowiedział się, że kolejne 100.000 armia będzie gotowa w przeciągu tygodnia, może dwóch. Armia tak liczna rozlokowana była w strategicznych miejscach w całym kraju. Ciemno odziany mężczyzna jednak i tu nie zabawił długo. Ruszył więc dalej.

* * *

Unther był dość uroczym miejscem. Messempar nie był tu wyjątkiem. Jednak bohater nie przybył tu tylko zwiedzać. Bowiem nie sposób było nie zauważyć 50.000 armii maszerującej na południe. Bohater zaczepił jednego z przechodniów, by zorientować się w sytuacji.

- Gdzie oni maszerują?

- Na południe panie. Ponoć Faerun zazdrości nam powrotu do lat światłości i obawia się naszej potęgi. A to wszystko dzięki Bractwu.

- Mhm, to są wszystkie siły Untheru?

- Panie, nie bądź pan śmieszny. To są tylko oddziały z północnego rejonu. Nasza potęga jest wielka. Słyszałem plotki, że to ćwiartka naszych sił.

- A znasz jakieś wieści z Mulhorandu?

- Ja znam - wtrącił się energiczny młodzieniec. - Pochodzę z tamtych krain. Dziś właśnie przypłynąłem tu w interesach. Armia Mulhorandu jest wielka. Widziałem wiele i jeszcze więcej słyszałem na jej temat.

- Jak wielka?

- Niezliczona. - oznajmił z dumą. - Północne ziemie zgromadziły już 100.000 wojowników. Stolica posiada 100.000, a na południu kolejne 50.000 jest.

- Aż tylu? - zdziwił się mężczyzna w czerń odziany.

- To nie wszystko. Słyszałem też, że południowa armia wsparta siłami ze wschodu ruszyła szerzyć porządek.

- Rozumiem. A skąd o tym wszystkim wiesz? - spytał się bohater.

- Proste. - uśmiechnął się dumnie młodzieniec. - Bo należę do elity ze Skuld.

Po dłuższej rozmowie z młodzieńcem i paroma innymi osobami, bohater opuścił Unther.

* * *

Tym razem materializacja ciemno odzianego mężczyzny doszła do skutku w pałacu w Murghyr. Straż była tu liczna. Jednak żadna siła jak dotąd nie powstrzymała bohatera przed inwigilacją swojego celu. Rozejrzał się dookoła, zlokalizował cel, po czym przybrał jego postać. Następnie zaczął badać okolicę, aż w końcu nie trafił na jednego z generałów.

- Co ty tu robisz? - zdziwił się wojownik. - Myślałem, że musisz udać się do skryby.

- Już to zrobiłem - bohater odpowiedział błyskawicznie. Mam pytanie. Ile liczą nasze siły?

- Jak to ile? 50.000 zgromadzone nieopodal miasta.

- A Semphar?

- Ich oddziały będą tu lada dzień. Wojna zbliża się dużymi krokami. Wróg puka do drzwi.

- Na mnie już czas. Muszę jeszcze iść do biblioteki. Żegnam.

- Do zobaczenia.

Bohater szybko usunął się w cień, po czym z powrotem przybrał swoją postać. Zza pazuchy wyciągnął mapę i zaczął ją analizować. Logistyczna przewaga armii Bractwa nad wrogiem była znacząca. Specyficzny i surowy klimat wschodnich i centralnych ziem MACu wręcz odcinał siły wroga od jakichkolwiek posiłków, dodatkowego zaopatrzenia, czy nawet wody pitnej. Wróg wkraczający na te jałowe ziemie mógł liczyć się wyłącznie z głodem i pragnieniem. Sytuację zachodnich stepów wspartych siłami SCF, oddziałami najemników i kawalerią ziem Bractwa stających na przeciw wrogu zza granicy porównać można było do orła i jego ofiary, węża bezbronnie pełzającego po odkrytym terenie. Z szybkiej rachuby stało się jasne, że granica Bractwa przetrwać może oblężenie nawet półtora razy większej armii.

Bohater uśmiechnął się paskudnie, oczekując rzezi w całym Faerunie. Po tej wojnie nie będzie już nikogo kto mógłby powstrzymać napaści następnej armii. Była to bardzo ciekawa myśl, tworząca niepowtarzalną szansę.

_________________
"Zaczynałem jako zwykły zegarmistrz, ale zawsze pragnąłem osiągnąć coś więcej." - Lin Thorvald


Melior Absque Chrisma
Pierwszy Epizod MACu
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora Odwiedź galerię autora
Altruista
-Usunięty-
Gość
PostWysłany: 09-01-2010, 15:15   

Unthalass

Dewey Novak po przeczytaniu listu odłożył go na swoje biurko, a następnie spojrzał uważnie w oczy zgromadzonych w jego gabinecie oficerów Utheru i MAC-u.

- A więc panowie. - odezwał się do nich. - Sytuacja robi się napięta, więc w imieniu Patriarchy ogłaszam pełną gotowość bojową!

- Zuber. - Novak zwrócił się do Generała wojsk Utherskich. - Na życzenie Fei Wang Reeda odlegujesz 2 tysiące jazdy i 10 tysięcy piechoty wraz z tysiącem wozów zaopatrzeniowych do Uthangol Pas.

- A, oddelegujcie tam jeszcze około kilkudziesięciu wykwalifikowanych robotników zdolnych do kierowania pracami.
- Tak jest. - Zuber uderzył pięścią w swoją zbroje.

- Dominic. - Novak zwrócił się teraz do Kapitana MAC-u.

- Ty za to wyślesz magiczne wiadomości do Uthagol Pass, trzeba poinformować o naszych działaniach wszystkie posterunki graniczne znajdujące się w jego pobliżu oraz wszystkie oddziały patrolujące ten teren. A i jeszcze niech tamtejsi zwiadowcy znajdą odpowiednie miejsce na obozowisko dla oddziałów Feia. Ma być to miejsce, które stosunkowa będzie się nadawało do obrony a także będzie miało dostęp do dóbr doczesnych. A i niech zwiadowcy zachowają czujność, Fei niedługo się w Uthagol Pass pojawi i na pewno nie będzie zadowolony jak coś pójdzie nie tak...

- Tak jest i na chwalę Kica! - Krzyknął Dominic.

- To wszystko, możecie odejść.


Spoiler: pokaż / ukryj
2tys jazdy i 10tys piechoty (w tym 2tys łuczników, 2tys. ciężkiej piechoty i reszta lekkiej) - to zostanie oddelegowane do Uthagol Pass.
.


Ostatnio zmieniony przez kic dnia 09-01-2010, 16:35, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Costly Płeć:Mężczyzna
Maleficus Maximus


Dołączył: 25 Lis 2008
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
PostWysłany: 09-01-2010, 15:39   

Przez gładką niczym lustro powierzchnię portalu przeszedł wysoki elf. Zmrużył oczy i spojrzał jakby z oskarżeniem na stojące w zenicie słońc.

- Po drugiej stronie jest środek nocy. - Powiedział.

Costly zaśmiał się lekko i skinął na elfa.

- Nie mamy czasu. Chodź za mną.

Mężczyźni szli zdecydowanym krokiem przez ulicę Skuld, a ludzie na ich widok ustępowali z drogi i kłaniali się z szacunkiem.

- Nie mogę uwierzyć, że to to samo miejsce, które widziałem kilka miesięcy temu! - Powiedział przybysz rozglądając się z szczerym zdziwieniem.

- Byłoby lepiej, gdyby nie dążenia wojenne sąsiadów, wisi to w powietrzu i nie pozwala nam na swobodne działania. - Odpowiedział obojętnie Molina. - Sam widzisz, miasto już wygląda o wiele okazalej niż wcześniej, choć nie skończyliśmy jeszcze większości planów.

- To też - powiedział elf rozglądając się w koło - ale nie to mnie dziwi najbardziej, wiem jak potrafią pracować nasi robotnicy. Czy to najbogatsza dzielnica? Pamiętam jak ten kraj wyglądał, nędza widoczna była w każdym rogu...

Jakby w odpowiedzi na jego słowa po drodze przebiegła gromadka roześmianych dzieci w koszulach z feniksem na piersi.

- Przez fakt, że tu znajdują się portale zaopatrzeniowe faktycznie ta dzielnica mogła stać się najbogatszą. Zmiany jednak nie tu są najbardziej widoczne, ale poza stolicą, tam gdzie sytuacja była naprawdę zła.

- Jak idzie z infrastrukturą? - Dopytywał dalej elf.

- Zrealizowaliśmy podstawowe priorytety, czyli drogi, szlaki zaopatrzeniowe, świątynie w kluczowych miejscach i zaplecze mieszkalne. Największe inwestycje jednak były na gruncie socjalnym. Prawdopodobnie gdyby cały Faerun zjednoczył swoje siły, to nie byłby w stanie wpompować w tak krótkim czasie tylu dóbr i środków co Bractwo w ciągu ostatnich miesięcy. Przymierający głodem Unther i Mulhorand nie są możliwe do poznania dla kogoś, kto ostatnio widziałby te ziemie przed rokiem. Strumień wsparcia MAC popłynął też do Chessenty, Chondath, Murgholmu i Semphar. Także te tereny otrzymały ogromny zastrzyk.

- Udało ci się więc zrealizować plany? - spytał przybysz z śmiechem.

- Nie. - Odpowiedział Kapłan bez śladu radości. - Te tereny nie staną się tym, czym chcemy jeżeli nie zmieni się mentalność tych ludzi. Nie mogą polegać tylko na nas, tak jak to jest teraz. Lokalna produkcja co prawda została postawiona na nogi i rozwinięta w dużym stopniu, jednak zbytnio zależne to było do nas, gdyby zabrakło Bractwa, to wszystko to poszłoby w diabli.

- To oni - powiedział Kapłan wskazując na uciekające za rogiem dzieci, które nieświadome tej uwagi bawiły się w najlepsze - będą tworzyć potężny naród, który będzie mógł spełnić pokładane przez nas w nim nadzieje i środki.

***

- Rozumiem twoje instrukcje. - Powiedział z lekką konsternacją elf patrząc na Kapłana.

Przybysz siedział na przeciw Moliny i nerwowo wiercił się w fotelu.

- Uważam jednak, że...

Przerwało mu pukanie drzwi komnaty Costly'ego.

- Panie. - Powiedział akolita, który wszedł na komendą Kapłana do środka. - Nie dotarł tylko jeden z wyznaczonych regestrantów, znaleźliśmy jednak dla niego zastępstwo. Wraz z komornikami czekają na instrukcje.

- Otrzymają je od Komorzego Nevermore, gdy tylko skończy rozmowę ze mną. - Powiedział Molina wskazując ręką elfa. Akolita skłonił się i wyszedł.

- Zrozumiesz z czasem cele tego wszystkiego. Póki co skup się na rozlokowaniu zapasów przybywających z terenów w zasięgu operacyjnym Thay, zagrożenie wojenne sprawia, że poza potrzebami armii i rezydentów nie trzymamy tam nic. O realizacji dalszych planów zostaniesz poinformowany gdy przyjdzie czas.

- Względem tych zapasów - odezwał się elf - z tej listy wykreślono proch.

Costly uśmiechnął się paskudnie.

- Wiem.

***

- Najszybciej dotarła wiadomość z Złotego Varu. Krótko potem odpowiedziała trzecia z stron uwikłana w lokalną wojnę, Estagund. Jak nie trudno się domyślić, oba sępy chcą wyrazić poparcie dla nas w zamian za poparcie ich pretensji do ziem Durparu.

- Oszczędź sobie sarkazmu akolito. - Powiedział Kapłan, który przeglądał rozłożoną przed nim mapę i nie patrzył nawet na przemawiającego młodzieńca. - Jakie jeszcze odpowiedzi dotarły do tej pory?

- Z najbliższych krajów, Luiren zażądała dowodów na to, że Shadovarzy są obecni w Durparze. Względem poparcia nie udzielili odpowiedzi, ale oczywistym jest, że zajmą takie samo stanowisko jak Halruaa. Jej odpowiedź ciągle nie nadeszła. Podobnego dowodu zażądał Nimbral, Thommar i Ulgarth. Z dalej wysuniętych krajów w tym kierunku odpowiedzi nie zdążył nadejść.

- A na północy jakieś zmiany? Kontakt z nimi jest stabilniejszy.

- Nie, nadal tylko Turmish i Sojusz Centralnego Faerunu udzielili jasnej deklaracji.

Molina zasępił się. Logika nie pozwala na powiązanie żadnego z północnych podmiotów z tą agresją, jednak inne opcje zostały już wykluczone. Magia pozwala widzieć tak spektakularne akcje jak wojna, albo postać o której szukający ma odpowiednie dane, ale znalezienie jednej osoby pociągającej za sznurki, nie wiedząc kim jest, to już zupełnie co innego. Zapewne ich najbliższe ruchy pozwolą rozwiać te wątpliwości, odpowiedzialny za to na pewno zdradzi się działaniami.

- Możesz odejść.

Costly wyszedł z komnaty krótko po akolicie, aby skonsultować się z magami. Potrzeba zdobyć odpowiednie dowody.

_________________
All in the golden afternoon
Full leisurely we glide...
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Velg Płeć:Mężczyzna


Dołączył: 05 Paź 2008
Status: offline

Grupy:
Tajna Loża Knujów
PostWysłany: 09-01-2010, 19:42   

Do Wolnego Miasta Cimbaru, przez portal thayskiej enklawy, przybyły posiłki, które rada sojuszu obiecała władzom sojuszu. Owe, zaniepokojone niebezpieczeństwem zajęcia miasta przez ekspansywne wojska Bractwa, podpisały tajny protokół dotyczący współpracy z rządem thayskim jako reprezentantem SEFu. Oczywiście, mieszkańcy nie mieli złudzeń. Klęska MACu również oznaczała rezygnację z niezależności miejskiej. Którykolwiek z wrogów Bractwa miał dostać schedę chessencką, będzie bardziej niż zainteresowany włączeniem do swoich włości stolicy imperium Tchazzara. Niemniej, po masakrze w Cimbarze, która wnet połączona została z imieniem południowego sąsiada, oburzony kler wywierał presję na władze. Te szybko uzmysłowiły sobie, że jeśli zrezygnują ze zbliżenia z ligą suzailską (jak nazwano formację polityczną, która uformowała się wśród przybyłych na planowaną konferencję pokojową), to staną w obliczu rozruchów. Kler można było zlekceważyć... kiedyś.

Niestety, w teraźniejszym Cimbarze rezydowała nadzwyczaj liczna grupa uchodźców. Żyjący na ulicach, zachowywali pewną godność mimo desperackiego pochodzenia. Nic dziwnego, nie byli jakimiś kloszardami – przywędrowali z całej Chessenty, uciekając przed represjami i porządkiem reprezentowanym przez Bractwo. Miasto jawiło się im jako bezpieczna przystań od nauk obmierzłego Patriarchy i inkwizycji – i docierali tam, jeśli wcześniej nie przypłacili swoich prób życiem. Grupa ta zakrzykiwała wszystkie napuszone slogany, którymi Bractwo mogło kłamać. Zdarzały się także przypadki pobić agentów propagandy, do których czuli specjalną awersję. Byli też zwolennikami sojuszu. Z kimkolwiek, byle nie z Bractwem – gdyż doskonale wiedzieli, jaki los spotkałby ich we wcielonym do Bractwa Cimbarze.

Przeto, podpisanie oficjalnego porozumienia było już od jakiegoś czasu kwestią najbliższej przyszłości – zależną jedynie od tego, czy uda się zagwarantować miastu podstawowe prawa...

Oznaczało to, że oprócz regularnej armii miejskiej, murów bronić mieli jeszcze magowie i wojska sojuszu. Oczywiście, nie równało się to rezygnacji z innych środków obrony – a cechy miejskie powołano w stan gotowości...

***


- Ej, czemu nie przejdziemy do Wrót Zachodu...? – zapytał się w Cytadeli jeden gwardzista drugiego gwardzistę. Obaj pilnowali zamkniętego przez zulkirów portalu do Wrót Zachodu.
- Bo pono zasady mają, wiedźmoki jedne. A takie ładne miasto jest, a nagrabić można by się jako nic... Ale kto ich wie, zulkirów jednych! Płacą dobrze, ale kto ich wie...! – powiedział, patrząc na pernamentną pryzmatyczną ścianę, która blokowała wyjście z portalu.

Nie mógł wiedzieć, że w ten sposób zamknięto większość portalów enklaw na terenach niebezpiecznych...

***


W Cytadeli zebrała się rada zulkirów. Szybkie głosowane, poparte opinią konsulów o „sytuacji nadzwyczajnej”, uczyniło Thay monarchią. Rządy, jako król-autokrator, objąć miał dwudziestosześcioletni Horustep I. Horustep, zwany niegdyś Horustepem III, z łaski bogów faraonem Mulhorandu, zwierzchnikiem Sempharu i Murghomu. Marionetkowy władca wnet zaczął słać listy do wszelkich krajów, prosząc o pomoc w odzyskaniu swego państwa.

Calimshan i Halrua nagle zyskały powody do interwencji – jako, że choć (niejawne) pacta conventa zakładały inkorporację Mulhorandu do Thay, wciąż był jedynym legalnym władcą Mulhorandu. Zresztą, Untheru również – ponieważ ugoda pomiędzy bóstwami Mulanów wedle legistów przestała obowiązywać wraz ze śmiercią Gilgeama. Tym zresztą zajęły się czarty Asmodeusza, od których swoją linię wzięli legiści sojuszu. Tak więc, Horustep miał być nie tylko prawowitym władcą Mulhorandu, ale również miał mieć największe prawa do ziem Untheru. Co więcej, miał być owej ziemi posiadaczem – w wyniku czego zupełnie prawomocną była darowizna, którą złożyć miał z ziem Untheru netyarsze Halruy, w zamian za pomoc owego w rewindykacji swego królestwa.

Były to najważniejsze powody nowej wojny. Do innych należeć miały: ruchy wojsk MACanckich, które mocno wskazywały na zamiar ogólnej agresji tudzież obecność dziwnego miasta... Które było niepodobne do Pomroku, wieszczeniom się nie podawało, a prócz tego przypominało Kościół Praworządności (i właśnie dlatego przeczesywały je wojska Thay i najemnicy „z dalekich krain”).

***


- Alusair Obarskyr w Cimbarze...? – rzucił Azoun VI, nachylając się gniewnie nad mapą.
- Tak, panie. – odpowiedział mu posłaniec, kornie zginając swój kark przed majestatem władcy.
- Niech ich... – począł mamrotać pod nosem król cormyrski, jednak prędko pomiarkował się, że nie przystoi mu tak odpowiadać – Cormyr nie może ignorować takiej zniewagi! Na bogów poprzysięgam, że zemszczę się na tych, którzy śmieli wykraść nam księżniczkę! – ostatnie słowa wręcz wykrzyczał, a zgromadzona w sali szlachta pochwyciła jego słowa.

Dużo później, król spoczął na swoim łożu. Nachmurzony, analizował wydarzenia dnia poprzedniego. Nie uwierzył w ani jedno słowo historii przyniesionej mu przez posłańca, ale stworzyła mu ona nowe możliwości. Już od jakiegoś czasu szlachta próbowała przyszyć mu łatkę siostrobójczyni, co mogłoby prowadzić do jego powolnego upadku. W tej sytuacji zepchnięcie odpowiedzialności na kogoś innego było jedyną opcją, lecz drażniło to monarsze sumienie. Na myśl o niesłusznej wojnie młody król nie mógł spać jeszcze długo. Wreszcie, wizja pozbycia się z krajów szlachty (której kontygent umyślił sobie wysłać na Smocze Wybrzeże) oraz możliwych korzyści terytorialnych ukoiła króla i pozwoliła mu na spokojny sen.

***


Hoekun Hubadai począł zbierać armię. Dzięki legendarnej mobilności armii tuigańskich mobilizacja przebiegła szybko. W szybkim czasie z konnych przebywających tuż przy khahanie zrobiło się dwadzieścia tysięcy koczowników. Z tymi siłami khahan wyprawił się na południe – a za nim ruszyły pozostałe siły nomadów, które zebrać się miały tuż w ustalonym miejscu.

Poddajcie się i okażcie mi respekt, albo ukaram was i zniszczę wasze miasta. Tako rzekł Hoekun Hubadai, khahan Tuiganów, Wspaniały Władca Wszystkich Ludzi. – taką wiadomość otrzymały władcy Murghom i Sempharu, jednocześnie dowiadując się o zmierzającej w stronę granicy armii z Nieskończonych Stepów...

A sam Hubadai (chroniony przez Endariona wraz z jego mnichami) zatrzymał się, ayby wypoczywać - ledwo kilkadziesiąt kilometrów od granicy z państwami południa i pilnie wypatrywał jakichkolwiek ruchów wojsk nieprzyjacielskich. Dzień później, miał już trzydzieści pięć tysięcy jeźdźców – ale zrezygnował ze zbierania reszty Tuiganów jako zajęcia czasochłonnego...

***


Tymczasem, Woland przemierzał obóz krucjaty pod Tantras. Rycerze spoczywali w swoich bogatych namiotach, a pospólstwo świętowało koniec zimy. Wszędzie można było spotkać zapijaczonych ludzi z plebsu, którzy bełkotali, dziękując Triadzie za koniec mrozu. Wciąż było chłodno, co dotkliwie odczuwał Wolfgang, aktualnie w postaci chłopca na posyłki.

- Panie, wino z piwnic amnijskich, które zażyczył sobie mistrz Rytgier. – ozwał się piskliwym głosem do jednego ze strażników przed namiotem dowódcy. Strażnik bacznie spojrzał na chłopca, po czym go przepuścił. Nie dziwota – był przecież Zhentarimem.

Wchodząc do środka, od razu zanotował kiepski gust rycerza. Trofea wisiały... wszędzie. Tak, jakby ich posiadacz był zaprawionym w ogniu walki wojownikiem. A z rozmaitych przesłanek mag wiedział, że tak nie jest. Nie zdobywa się sławy „pierwszej tchórzofretki Cormyru”, jeśli walczy się odważnie.

- Czego... – bezceremonialnie ozwał się marszałek polny MACu, zwany tutaj jako sir Rytgier z Hullack. Siedział przy dużej stercie papierzysk, jakby starając się stworzyć wrażenie, że trzyma wszystko pod kontrolą.
- Wino, którego sobie życzyłeś, sir. – wyszeptał, siląc się na wiernopoddańczy ton.
- Ach, tak... – człowiek machinalnie zaakceptował owo wyjaśnienie, chwilę później jednak jego źrenice się rozszerzyły. Spróbował krzyknąć – prędzej jednak czarodziej stworzył sferę ciszy, winszując sobie faktu, że opanował magię na tyle, aby rzucić tak proste zaklęcie.

Zapadła chwila (całkowitego) milczenia, kiedy oficel próbował coś z siebie wykrztusić, a czarnoksiężnik bezgłośnie formułował następne zaklęcie, które rozproszyło zarówno ciszę, jak i wszelką inną magię. Kiedy skończył, wojak właśnie skakał mu do gardła – wnet jednak szybkie (i bezgłośne) zaklęcie dominacji zniszczyło jego wolę. Pierwszą, cichą komendą był bezwzględny nakaz pozbycia się wszystkich przedmiotów, które broniły przed wpływem na umysł. Kiedy ów to uczynił, mag (kierując się intuicją) rozlał trochę wina na jedno z futer.

Kiedy drugi strażnik zajrzał do wnętrza namiotu (kierując się poczuciem, iż wizyta trwa za długo) ujrzał pogrążonego w pracy Rytgiera i chłopaka, który intensywnie próbował zetrzeć plamę wina z jednego z lordowskich trofeów. Nie było to nic nadzwyczajnego, więc zaprzestał patrzenia...

***


Kilka godzin później, MACanckiego przywódcę Krucjaty znaleziono martwego w namiocie. Na stole przed nim leżał pusty kielich po winie, a także przedmioty, które chroniły go przed truciznami. Był tam także list, który zawierał przyznanie się do winy w uprowadzeniu Alusair w imieniu MACu.

Ponieważ nie znaleziono jakiegokolwiek usprawiedliwienia dla teorii, jakoby jakiś zamach miał miejsce (chłopcu i Rytgierowi Woland przecież zmodyfikował pamięć, a strażnicy zdążyli uciec z obawy przed linczem), przyjęto teorię o winie MACu. Krucjata wyruszyła – rekwirując wcześniej statki Sembii i Calaunt na poczet swojej świętej misji... Była silna, wzmocniwszy się uprzednio wojskami z Sembii i Vast.

***


Woland powrócił na Sakkors, stacjonujące teraz koło Alaoru, gdzie wraz z Bezimienną Istotą planował przyszły atak...

***


Wiosenne roztopy trwały w najlepsze, acz Mulhorand ich nie odczuwał (choćby dlatego, że nie było tam śniegu). Aby jednak śnieg nie utrudniał komunikacji w samym mocarstwie thayskim, kilkudziesięciu magów z Thay dbało nad pogodą...

***


Zaburzenia w tharchu przygranicznym nie należały ostatnio do rzadkości, ale ostatnie były wyjątkowo duże. Tak wielki sukces orczych watażków nie byłby możliwy, gdyby nie dyskretna współpraca rady zulkirów, która potrzebowała pretekstu do wyruszenia Legionu Kości. Zresztą, zulkirowie osobiście zadali sobie trud, aby odszukać najpotężniejszego z kapłanów Gruumsha pośród szarych orków. Ów okazał się być starym destopą – lecz despotą na tyle mądrym, aby współpracować z magami. Za swoje usposobienie został sowicie wynagrodzony: rozmaitymi magicznymi przedmiotami, które uczyniły z niego najlepiej zaopatrzonego orka w całym Faerunie, a także niebywałą szansą. Po raz pierwszy od ponad dwóch tysięcy lat zaistniały warunki, które sprzyjać mogłyby zorganizowaniu hordy szarych orków...

Pretekstem stały się tutaj nowe uchwały rady, które uderzyły we wpływy kleru orczego panteonu. Podburzone przez swoich przywódców religijnych, plemiony błyskawicznie porwały za broń. Co znamienne – żadnego z buntowników nie spalił ogień Czerwonych Magów. Miast tego, magokraci usunęli się na bezpieczny dystans. Pozornie, nie zdobyli się na żadną interwencję nawet wtedy, gdy orki zdobyły arsenał – wypełniony lekkimi zbrojami, toporami, łukami i strzałami, kupionymi za część niebotycznych skarbów smoków, które zniknęły z Faerunu.

I wówczas, wyruszyły wojska z Pyradorosu. Choć Orghoth Ryczący Kieł, który swą mocą wnet podporządkował sobie pozostałych, doskonale wiedział o planach zulkirów, wśród pozostałych orków wybuchła panika. Aby ją odegnać, kapłani odprawili starodawne wróżenia. Jak wskazywało prawdopodobieństwo (tudzież wola boska) lub też delikatna współpraca Ryczącego Kła (oraz kontrola co ważniejszych wodzów), wykazały one jednoznacznie, że strach, który żywili przed Legionem Kości i magami jest uzasadniony. Toteż, horda orków czmychnęła przed nadciągających wojskami – gotowa przebić się przez teren MACu (na którym zresztą Orgoth chciał stworzyć nowe, orcze państwo).

A za nimi postępował Legion Kości i dalsze, regularne wojska Thay...

***


W Mrocznej Twierdzy trwał stan wyjątkowy. Od czasu, kiedy Pereghost został mianowany Najwyższym Wodzem Zhentarimów na Zachodzie, jego prestiż wciąż rósł. Ciekawość budziły pogłoski o wyrzeczeniu, jakiego dokonać miał celem zdobycia swej pozycji. Szeptano nawet, iż z jego pokoju zniknął emblemat Czarnego Słońca... Takie podszepty wzmogły się jeszcze, kiedy potwierdził to jeden ze służących.

A przynajmniej takie pogłoski rozprowadzał Dhamir Ercals, wielki kapłan Cyrica w Mrocznej Twierdzy. Słowa zasiały ziarno zdrady wśród załogi, która poczęła wątpić w lojalność dowódcy armii. Zaczęły zawiązywać się spiski, a koterie Cyrinitów zaczęły szykować sztylety. Żołnierze trwali lojalnie przy swym dowódcy, jednakże wszyscy inni zdawali się spisywać go na straty.

I tak, w ostatniej chwili okazało się, że wino podane na śniadanie dowódcy armii Mrocznej Twierdzy jest zatrute. Winnego nie znaleziono, lecz atmosfera wnet się zagęsciła – jakby w oczekiwaniu na czystki. Pereghost jednak był niewzruszony – tylko się zaśmiał i wzniósł toast za zwycięstwo Zhentarimów...

… podczas gdy do twierdzy wkroczyli najemnicy, o których nikt Cyrinitów nie uprzedzał. Na skinięcie dowódcy ku Ercalsowi ruszyło kilkanaście trolli, które wnet zamierzyły się na kapłana. Przez chwilę wydawało się, że pozostali kapłani Księcia Kłamstw wspomogą swego pryncypała, lecz zdradziecka natura ich patrona skaziła ich lojalność. Próby oporu na nic zdały się Dhamirowi i już po chwili padł nieprzytomny, a kilka sekund później rycerz dobił go Determinacją.

- Chwała niech będzie Bestii...! – wzniósł okrzyk nowego wyznania, który miał stać się hasłem przewodnim Mrocznej Inkwizycji, jak nazwano czystki w Mrocznej Twierdzy.

Zadziwiająca była mała liczba ofiar, którą pociągnęła za sobą konwersja twierdzy. Ledwo dwóch kapłanów poza Dhamirem postradało swe życie – wszyscy pozostali jakoś nie wykazywali gorliwości wystarczającej do obrony swej wiary za cenę życia...

A po czystce, Pereghost wydał rozkaz do wymarszu z Mrocznej Twierdzy...

***


Tymczasem, jeden z polimformowanych w owada smoków, który patrolował okolice granicy thayskiej, w oddali zobaczył dziwny napis. Odcyfrował go – różowymi literkami napisano w powietrzu „Witaj, Ryu!”. Szybko skojarzuł imię jednego z dowódców MAC i uznał za swój smoczy obowiązek sprawdzić źródło tego fenomenu.

Na miejscu zauważył jakąś dziewczynę, a także jenerała. Wyszczerzył swoje czułki i nawiązał kontakt mentalny z zulkirem zaklinań, meldując mu o swoim odkryciu.

Nie porywaj ich. Mam nadzieję, że ten jenerał przegra jeszcze wiele bitew.

Smok musiał obejść się ze smakiem – głupiego wodza nie było mu szkoda, ale dziewczyna wyglądała na całkiem smaczną...

***


Tymczasem, gościnność Priadoru opuszczał jeden z tych, których inwazja MACu pozbawiła domów. Niyarlin, zwykły kupiec z południa Mulhorandu, produkt małżeństwa Mulana z kasty kapłańskiej oraz murghomskiej kobiety.

_________________


Ostatnio zmieniony przez Velg dnia 11-01-2010, 14:18, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
Bezimienny Płeć:Mężczyzna
Najmniejszy pomiot chaosu


Dołączył: 05 Sty 2005
Skąd: Z otchłani wieków dawno zapomnianych.
Status: offline
PostWysłany: 09-01-2010, 19:45   

Soonenar
Faran yn Salik wypowiedział modlitwę do Tymory i potrząsnął kubkiem z kośćmi. Modlitwę wypowiedzial oczywiście w myślach - co prawda znał dobrze wszystkich obecnych w karczmie najemników, a samego karczmarza i reszty obsługi wyszynku nie podejrzewał o donosicielstwo, ale służba w Armii Jedynego Boga wymagała większej ostrożności niż zazwyczaj. Patriotyzm, religia - były to dla niego sprawy dość mało znaczące. To co naprawdę się liczyło, to dobry zarobek i dreszcz emocji podczas kolejnej szarży, gdy krew w żyłach wrzała a serce biło jak szalone. Dla Farana nie było dotychczas ważne, dla jakiej strony i o jaką sprawę walczył - ale ostatnio zaczął się zastanawiać. Ogień w jego sercu, którego istnienia nawet nie podejrzewał, obudził się w odpowiedzi na Zew - a potem przyszły sny. Sny o ogniu i pochłaniającej świat pożodze. Faran westchnął, kierując swoje oczy w kierunku północno-wschodnim, westchnął po raz drugi, wypuszczając kości z kubka na stół - i westchnął po raz trzeci, przesuwając garść miedziaków ku przeciwnej stronie stołu. Nie mógł już się doczekać, gdy Ogień ogarnie świat na jawie.

Ankhapur
Wojska maszerowały kolumna za kolumną, na północny wschód w kierunku Kagarr. Oprócz Calimshanu szły tam również sprzymieżonego najwyraźniej (choć rozkazy z takimi informacjami przyszły dopiero przedwczoraj) oddziały wyspiarskiego Moonshae. Tylko jedna grupa odbiła nieco na południe, by zająć się przeprawą prowadzącą do Yhep. Generał Janal miał nadzieję, że siły Sojuszu spróbują bronić tego punktu - i zostaną odcięte przez desanty planowane przez marynarkę na całej długości Jeziora Pary od rzeki Ankh po Innarlith. Transportowce płynęły na wschód niosąc wojska, a okręty wojenne podażały przed nimi, z rozkazem zatopienia każdego wrogiego okrętu który odważy się opuścić port.

Erlkazar
Przez rzekę w okolicach jeziora Impresk przeprawiały się oddziały wojsk. Pierwsze przebyły na łodziach, ale gdy już upewniono się, że w tej okolicy nie ma przeciwników, Następne przechodziły szybciej - po utworzonej zaklęciami grubej warstwie lodu, który pokrył powierzchnię rzeki tworząc tymczasowy most. Po szybkim przegrupowaniu siły ruszyły w dół rzeki, by zabezpieczyć bród dla głównej kolumny wojsk i połączyć się tam z wojskami które maszerowały z przeciwnego kierunku, przewiezione przez jezioro poniżej brodu statkami i barkami z Llorbauth.
Garnizon obronny brodu u nasady Deepwash nie był przygotowany do dłuższego utrzymania przeprawy przeciw masom wojska jakie gromadziły się po jego drugiej stronie, ale mimo to bohatersko przygotowywał się do obrony, planując zadać przeciwnikowi możliwie jak największe straty i opóźnić przemarsz wojsk jak długo się da. Informacje o siłach zdążających na niego z obu flank sytuację zmieniły - było jasne, że nie da się bronić brodu równcześnie przed atakami z trzech stron - a już na pewno nie wtedy, gdy każda z atakujących grup jest od garnizonu większa. Najsensowniejszym wyjściem w tej sytuacji było szybkie wycofanie się w głąb Lśniącej Równiny, zanim odcięta zostanie droga ucieczki.
Przez tak zabezpieczony bród przechodziły oddziały za oddziałem, formowały w kolumny i pod ubezpieczeniem konnej straży przedniej ruszały w kierunku Leshayl. Główne siły Tethyru uderzały w serce Błyszczących Równin, zamierzając rozciąć ziemie sojuszu na dwoje. To, gdzie skierują się dalej zależało od sukcesów drugiej linii ataku - na północ przez Równinę Gigantów w kierunku Eversultu.
Tymczasem wojska Tethyru stanowiące wsparcie dla sił regionu Iriaeboru zbierały się w okolicach Easting, gotowe w odpowiednim momencie ruszyć na wschód i wspomóc w ten sposób idące z południa siły.

Wyspy Piratów
Na Morzu Spadających Gwiazd zbierała się armia. Utrzymujące się na powierzchni statki pirackie stanowiły tylko małą jej cześć - większe siły gromadziły się pod powierzchnią. Armia ta stanowiła znaczny procent sił Iakhovasa w rejonie - ale też jej misja była bardzo ważna. Sahuaginy i koalinthy miały stanowić główną siłę uderzeniową, ale dużo zależało też od dodatkowego wsparcia - dlatego właśnie do armii dołączono kilku magów-morkothów, grupę abolethów i gromadę potworów.

Suldanesellar
U bram elfiego królestwa stała delegacja. Niosła listy od władcy Tethyru, od króla Evermeetu i osobny, od arcykapłana Corellona. Pierwszy w uprzejmych, ale ostrych słowach prosił o wyjaśnienie ostatnich deklaracji o stworzeniu Elfiego Dworu na terytorium Tethyru, z pogwałceniem wszelkich wcześniejszych ustaleń między oboma państwami. Drugi opisywał dokładnie zachowanie Galeana podczas wizyty w Evermeet, przekazywał wiadomości o wydarzeniach w Cimbarze - i ich konsekwencjach teologicznych. Zawierał również dokadny opis ustaleń ze śledztwa w sprawie zatrzymanych w Evermeecie osobników podających się za zmarłych Araevina Teshurra i Fflaera Melrutha. Wskazywał on na widoczny wątek malaugrimski, oraz na bliskie kontakty obydwu z przedstawicielami MAC. Najpoważniejsze jednak było pismo trzecie - zawierało ono ni mniej ni więcej jak ekskomunikę jaką kapłani Seldarine nałożyli na religię kicańską, i wszystkie osoby z MACem powiązane. Królowa Ellesime patrzyła na niego z drżeniem, wiedząc, że ostrzeżenia tego typu - zrozumiałe w świetle najnowszych wieści z terytoriów MAC i wolnego miasta Cimbaru - należy traktować poważnie. Było jasne, że kontakty z MAC trzeba będzie przerwać, a być może nawet rozważyć sugerowane w liście bardziej aktywne działania w celu odcięcia się od tamtego przymierza.

Durpar
W dolinie portali trwał gorączkowy ruch - strumień wojsk nie ustawał, przenoszono też dodatkowe zapasy. Kilku arkanistów pilnowało, by zasłona mająca ukryć zachodzące w dolinie wydarzenia przed magiczną obserwacją nie osłabła. Niezdrowy pospiech widoczny w każdym kącie wskazywał na duże zaniepokojenie dyrygujących całą operacją magów, które odbijało się też na zachowaniu reszty wojsk. kampania podboju Durparu szła co prawda coraz łatwiej - od momentu zdobycia Vaelanu wszelka centralna organizacja wśród wojsk Durparskich zanikła, i każdy garnizon bronił się lub poddawał zupełnie niezależnie - ale wiadomość o nadchodzących z terenów MAC siłach, których liczebność nadal nie była znana, rozeszła się wśród wojsk i mieszkańców kraju. Ironicznie, wiadomość ta ułatwiła jak na razie zdobywanie kolejnych miast - ich obrońcy wcale nie byli tacy pewni, czy chcą przelewać krew teraz, by ułatwić nowym najeźdźcom pokonanie pierwszych. Zwłaszcza, że wieści dochodzące z północy wskazywały, że życie pod jarzmem MAC może być jeszcze gorszą alternatywą w stosunku do obecnej - ci przynajmniej jak na razie nie ingerowali za mocno w życie normalnych ludzi, nie interesowali się też kwestiami religijnymi. Dodatkowo wieści, że wrogi i ostrzący sobie zęby ma terytoria Durparu Estagund popiera nowych najeźdźców spowodowały, że Mazticanie nagle stali się o wiele mniejszym złem.
Pierwsze próby rozmów z mieszkańcami Veldornu - przez który biegła najbardziej prawdopodobna trasa ataku - nie były pomyślne. Dopiero wysłany tam przez Istotę Kazgoroth osiągnął lepsze rezultaty - bestie Veldornu potrafiły rozpoznać swego i znaleźć z nim wspólny język, co pozwoliło na opracowanie warunków tymczasowego przymierza.

Sakkors
Bezimienny stał w jednej z niższych komnat centralnej wieży. Została ona niedawno zaanektowana dla nowego systemu kierowania miastem, który miał być znacznie łatwiejszy w obsłudze niż dotychczasowy. Środek pomieszczenia zajmował zdobiony runami postument z wyrastającymi z niego bladoniebieskimi kryształami, obok niego stalo kilka podobnych obiektów, a wokoło stały technomagiczne urządzenia, wyświetlające wokół stanowiska pilota widok otaczającej miasto przestrzeni. Obraz uzupełniały pojawiające się na nim migające oznaczenia, przekazujące wiele dodatkowych informacji. Grupa magów mających stanowić przyszłą załogę "mostka" z uwagą przysłuchiwała się komentarzom na temat poszczególnych funkcji nowego systemu. Bezimienny miał nadzieję, że zdążą go opanować przed dotarciem do celu - on sam w najbliższym czasie prawdopodobnie będzie zbyt zajęty, by osobiście zajmować się wszystkim, a w pełni wyszkolonych pilotów (poza nim samym i Kazgorothem), było jak na razie w twierdzy tylko dwóch. Jeden z nich - stojący za konsolą sterowniczą - uaktywnił właśnie kilka symboli i położył dłonie na kryształach sterowniczych. Przez miasto przebiegł wstrząs, gdy zaczęło powoli odrywać się od ziemi.
Zadowolona, że sytuacja jest tu pod kontrolą Istota skierowała swe kroki w kierunku Biblioteki, którą od czasu przybycia okupował Woland - a pod jej nogami miasto nabierało wysokości i szybkości, opuszczając gościnne brzegi Thay.

_________________
We are rock stars in a freak show
loaded with steel.
We are riders, the fighters,
the renegades on wheels.

The difference between fiction and reality? Fiction has to make sense.
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Ysengrinn Płeć:Mężczyzna
Alan Tudyk Droid


Dołączył: 11 Maj 2003
Skąd: дикая охота
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
Tajna Loża Knujów
WOM
PostWysłany: 09-01-2010, 19:48   

- Podobno jesteście najlepszymi wodzami we wszechświecie – rzekł Lazarus, maszerując wzdłuż szeregu klęczących postaci. Pod stopami każdej z nich widniał świecący czerwono pentagram. – Już niedługo będziecie mieli okazję tego dowieść. Tuszę, że każde z was wykaże się konieczną inicjatywą i samodzielnością, gdyż będziecie operować w bardzo odległych częściach świata, skrajnie odmiennych kulturowo i klimatycznie.
- Zrobimy co w naszej mocy – zapewnił wąsaty blondyn.
- Nie wątpię, w przeciwnym razie policzę się z wami wszystkimi. To wszystko z mojej strony – mój sekretarz wprowadzi was w układ sił, rodzaje wojsk jakimi dysponujemy i geografię tego świata. Powie wam też czego od was wymagam. Liczę, że sami zdołacie podzielić się zadaniami.
- Stanie się wedle twojej woli, panie.

* * *

Flota wojenna Halruii miała pełne ręce roboty. Praktycznie wszystkie eskadry, oprócz flotylli blokującej Samarach i dywizjonu osłaniającego wybrzeże Królestw Granicznych, wykorzystywane były do transportowania wojska i zapasów wojennych z zaplecza na tereny bezpośrednio zagrożone działaniami wojennymi. Zwłaszcza Królestwa Graniczne coraz bardziej przypominały obóz wojskowy, do którego ściągano zapasy żywności i amunicji, sprzętu, tysiące koni i słonie bojowe. Również flota powietrzna nie próżnowała, przewożąc zaopatrzenie i wojsko potrzebne do umocnienia Hardcastle i Wielkiej Rozpadliny.
Największa jednak operacja marynarki wojennej Harluii miała miejsce daleko na wschodzie, u południowych wybrzeży Lśniących Krain.

* * *

Kazan ukłonił się nisko przed grubym człowiekiem w olbrzymim czerwonym turbanie, który właśnie przekroczył portal w eskorcie kilku uzbrojonych żołnierzy. Mimo tak głębokiego wyrazu szacunku przybysz był cały spocony i kulił się w sobie niczym królik wkraczający do jaskini lwa. Oddał ukłon, wyraźnie walcząc z mdłościami. Rycerz wyraźnie widział drżenie jego upierścienionych palców. Znajdowali się w nadmorskim pałacyku, który wojsko z Dambrath i Luiren zajęło tuż po lądowaniu.

- Bądź pozdrowiony, Kazanie z Soroku. Jestem Yaksha, syn Chandry, przybywam na twe żądanie jako wysłannik patrycjatu Chavyondat i całego Estagundu.
- Bądź pozdrowiony Yaksho, synu Chandry. Jestem wdzięczny, że chciałeś poświęcić mi swój czas. Napijesz się może chłodzonego wina?
- Nie mógłbym odmówić, Sab.
Kupiec opróżnił swój kielich łapczywie, niemalże zapominając o protokole. Czuł się jednak usprawiedliwiony, jego sytuacja nie była najlepsza – był wszak jednym z tych których podpis znalazł się na piśmie do Unthalass, w którym obiecywał poparcie Bractwa, a które to pismo zostało wysłane dosłownie chwilę przed tym, jak dotarły pierwsze alarmujące raporty z wybrzeża o pojawieniu się olbrzymiej floty. Wtedy jeszcze nie wiedzieli co to za okręty, dopiero gdy zaczęły one wysadzać na lądzie tysiące żołnierzy pod sztandarami Harluii i jej państw zależnych kupcy zrozumieli, że sytuacja jest dramatyczna. Nawet gdyby prawie cała armia Estagundu nie była właśnie uwikłana w walki z Varem za rzeką Gundan mało prawdopodobne, by zdołała powstrzymać desant, nie mówiąc już o zwycięstwie w polu. Co bynajmniej nie znaczyło, że z jej braku należało się cieszyć.
Yaksha przełknął ślinę i odstawił kubek. Nie było sensu odwlekać.

- Panie, patrycjat Chavyondat z rozkoszą przyjmie cię jak po królewsku i wyprawi na twą cześć wspaniałą ucztę. Chcielibyśmy jednak wiedzieć z jakiego powodu wkraczasz na nasze ziemie z tak wielką armią, jeśli, jak twierdził twój posłaniec, nie pragniesz wojny z Estagundem.
- Możesz powiedzieć swym kupieckim braciom iż nie mają się czego lękać – przybywamy na ratunek Lśniących Krain, naszego wspaniałego władcę, oby żył wiecznie, doszły bowiem przerażające wieści o wielkich armiach MAC-antów, maszerujących tu z północy, mających zamienić ziemię popiół, lud w niewolników, a uczciwych kupców pozbawić ich uczciwie zarobionego bogactwa.
- To przerażające oskarżenie. Czy jesteś pewien, panie, że takie właśnie są ich zamiary?
- Owszem. Przyprowadziłem też trzydzieści tysięcy dobrych ludzi, którzy chętnie zaświadczą, że mówię prawdę.
- … Z twymi argumentami ciężko dyskutować, sab.
- Tylko dlatego, że stoi za nimi prawda i słuszność, Yaksho synu Chandry. Estagund jest w wielkim niebezpieczeństwie i tylko troskliwego skrzydła wspaniałego i genialnego Lazarusa mogą osłonić go od zagłady. Musicie jednak zawezwać z powrotem swą armię ze Złotego Varu, gdyż wkrótce będzie liczył się każdy żołnierz.
- Przekażę twe słowa mym braciom…
- Dziękuję ci. W oczekiwaniu na ich odpowiedź rozłożymy się kilka staj od waszej wspaniałej stolicy, żebyś następnym nie musiał się tak daleko fatygować. Wyglądasz na bardzo strudzonego.

* * *

- Kazan jest już z wojskiem które wylądowało w Estagundzie – Valamir pokazał na mapie daleki południowschodni zakątek. – Jego władcy to zwykli kupcy, więc na widok naszej armii zmiękną im kolana i padną na pysk błagać o litość. Kiedy usłyszą, że nie chcemy ich głów ni majątku i zadowolimy się wsparciem wojskowym posikają się ze szczęścia.
- Bułka z masłem. Nie wiem po jakiego diabła wysyłaliśmy tam aż tyle wojska.
- Ponieważ, jak dobrze wiesz, drogi Skirgailo, maszeruje tam dwieście tysięcy naszych nieprzyjaciół – zauważył spokojnie Chrysos, spoglądając na wilkołaka nieruchomymi oczami.
- Ja z kolei nie wiem po jakiego diabła ONI wysyłają tam tyle wojska – warknął Ysengrinn, ściskając palcami prawej dłoni czoło. – Są w obliczu wojny z całym światem i ni stąd ni zowąd wysyłają piątą część swoich sił na jakieś zadupie. Po co?!
- Nie wiem. Ich problem?
- Zachowują się jak dziecko z ADHD! Kto im ustala priorytety?!
- Naprawdę masz problem, czarny rycerzu – parsknęła Gwendolyna, szczerząc drapieżnie zęby. – Bo to pierwszy raz mężczyźni podbijają całe kraje po to tylko by wyleczyć swe kompleksy? Taka już męska natura.
- Valamirze, powiedz gdzie mam objąć dowództwo nim zrobię krzywdę tej kobiecie.
- Dobry pomysł. Przeniesiesz się portalem do Chult. Są tam wciąż skoncentrowane spore siły, które przydadzą się gdzie indziej, choćby na Złotej Równinie.
- … Nie będziemy uderzać na Samarach?
- Nie widzę w tym celu, jest za słaby, żeby nam zaszkodzić. Zostawimy tam siły wystarczające do blokowania Samargol i obrony granic. Resztę zabierzesz do Granicznych Królestw.
- Skoro tak uważasz…
- Skirgaila, ty wylądujesz pod Innarlith. Armia SCF będzie uwikłana w zmagania z Calimshanem, wykorzystamy to i uderzymy na ich tyły. Liczę, że będziesz szedł do przodu niczym wiosenna burza.
- I nie zawiedziesz się.
- Chrysosie, obejmiesz dowództwo w Wielkiej Rozpadlinie. Masz czekać i szachować wroga od południa.
- Twój plan jest obrzydliwie ostrożny, mieczniku Peruna – zauważyła zgryźliwie Gwendolyna.
- Wiem. Póki jednak co nie poznaliśmy nawet dobrze swoich żołnierzy, a co dopiero armii przeciwnika. Chciałabyś ryzykować bardziej agresywną taktykę?
- Pewnie! Wjechać im całą potęgą do Untheru i uciąć temu całemu patriarsze jaja!
- …
- No co? Po tym jak zdobędziemy serce ich imperium wygrana wojenna będzie formalnością.
- „Serce ich imperium” to praktycznie sam piasek. Nie bardzo jest sens je zdobywać.
- Lśniące Krainy to też piasek – burknął Ysengrinn, najwyraźniej wciąż zdegustowany księżycową polityką MAC-u. – I Mulhorand to piasek. Na cholerę im tyle piasku?!
- Z tego co mi wiadomo budują w tym piasku zamki.
- Mężczyźni…

_________________
I can survive in the vacuum of Space


Ostatnio zmieniony przez Ysengrinn dnia 10-01-2010, 15:49, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź galerię autora
Fei Wang Reed Płeć:Mężczyzna
Łaydak


Dołączył: 23 Lis 2008
Skąd: Polska
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
PostWysłany: 09-01-2010, 21:13   

Pięćdziesiąt tysięcy żołnierzy wyruszyło z Firetrees na południowy-zachód, wzdłuż rzeki Alambar. Fei nie chciał ich wysyłać do Uthangol Pass, gdyż w obecnej chwili obecność tych sił w tamtych rejonach byłaby zbędna, a nawet mogłaby okazać się szkodliwa. Wprawdzie słyszy się, że "co dwie głowy to nie jedna", ale na ten czas priorytetem było utworzenie umocnień w tamtych rejonach, a tym zająć się miała specjalny oddział, niedawno wysłany. Armia ta, składająca się w większości z piechoty, miała zatrzymać się w okolicach źródła rzeki i tam w gotowości czekać dalszych rozkazów. Właściwie to nie spodziewano się ich tam wcześniej niż za dwa tygodnie czasu miejscowego.

Tak czy owak, większość wojsk Untheru miała zostać na miejscu. Oddziały stacjonujące w miastach i ich okolicach oddelegowano do budowy umocnień, szczególnie w Firetrees i jej okolicach. Pomimo iż zagrożenie z południa wydawało się być odległe licząc w milach, to jednak nikt nie miał wątpliwości, że wróg może wejść wgłąb Untheru, próbując dostać się aż po Unthalass.

Sam Fei miał sporo na głowie. Jego pierwszym zadaniem było stworzenie magicznych obserwatorów wzdłuż Utangol Pass oraz na 75 mil na wschód i zachód od niego. Ta niewdzięczna praca, pomimo zdolności Feia, miała mu najprawdopodobniej zająć niecałe dwa dni czasu miejscowego. Jednak w tej kwestii trudno było zdać się na ludzi, istoty zawodne.
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Daerian Płeć:Mężczyzna
Wędrowiec Astralny


Dołączył: 25 Lut 2004
Skąd: Przestrzeń Astralna (Warszawa)
Status: offline

Grupy:
Tajna Loża Knujów
PostWysłany: 10-01-2010, 00:38   

Daerian patrzył na stojące przed nim oddziały. Dwa i pół tysiąca magów, wyśmienicie odzianych i wyekwipowanych. Odzianych w nowe, wspaniałe szaty bitewne, w które przesączono moce ich poprzednich magicznych szat. I uzbrojonych w specjalne magiczne laski, koncentrujące moc magiczną.
Szkoda, że nie było czasu, by dla każdego stworzyć nowe, potężne stroje, jednak czas naglił... no i wielu magów nosiło już wcześniej solidną odzież ochronną.

Uśmiechał się do siebie. A potem przemówił do magów. Nie mówił długo, lecz jego słowa niosły chwałę Thay. Nadszedł czas.

Na ziemiach Thay armie zostały zgrupowane w przygotowane oddziały pod Cytadelą i przesunięte w punkty stacjonowania. Potężna magia zakrywała ich ruchy i miejsca zbioru, uniemożliwiając jakąkolwiek obserwację. A także znacznie większą część Thay, uniemożliwiając wykrycie miejsca przebywania armii przez zlokalizowanie zabezpieczonych przed wróżeniem obszarów. Zapasów zaś było wystarczająco wiele, by bez dostaw utrzymać całą armię przez kilka miesięcy w określonych punktach... a co dopiero, gdyby sięgnięto do bardziej oddalonych magazynów.

Zamek Endariona tymczasem przygotowano na długotrwałe oblężenie, przenosząc do niego zapasy, część Thayskich i lantańskich dział oraz odpowiednią ilość Mythallarów - zabrane z Cytadeli zastąpiono nowymi. Wzmocniono także jego siły obronne.

Armie drowów i duergarów rozstawiły się w Podmroku, niewykryte przez nikogo.

_________________


Ostatnio zmieniony przez Daerian dnia 10-01-2010, 21:08, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
3291361
Wyświetl posty z ostatnich:   
Strona 31 z 36 Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 30, 31, 32 ... 34, 35, 36  Następny
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików
Nie możesz ściągać załączników
Dodaj temat do Ulubionych


Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group