FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  Galeria AvatarówGaleria Avatarów  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 5, 6, 7 ... 34, 35, 36  Następny
  Forgotten Realms
Wersja do druku
Karel Płeć:Mężczyzna
Latveria Ruler


Dołączył: 16 Kwi 2009
Skąd: Who cares?
Status: offline

Grupy:
Syndykat
WOM
PostWysłany: 24-08-2009, 23:53   

Karel tymczasem miał ciekawe zajęcie wycinania wrogów na prawo i lewo.
~ Cóż mam nadzieję że odebrała. Naprawdę bez niej tutaj to nie to samo hmm hmmm.
Z zamyślenia nie zauważył przeciwnika za sobą ale ciało zareagowało samo wbijając mu łokieć tak silnie w żołądek że napierśnik się wygiął wbijając w trzewia. Myślenie i sieczka zajęły wszystkich tak bardzo że poza tymi którzy leżeli na polu walki ranni lub umierający wpatrując się w niebo nie zobaczyli małego kręgu z czarnych płomieni na niebie. Kitkara przybyła tak szybko że zapomniała o rozwinięciu skrzydeł czy dosiąściu smoka a pęd powietrza uniemożliwiał i jedno i drugie.
Wyczulony słuch Karela wyczuł łopotanie szat w wietrze pędu. Ruszył więc przez pole bitwy tak szybko że nikt nie zdołał go zatrzymać. W chwilę potem prosto w ramiona spadła mu wyżej wspomniana.
- I znowu w nich lądujesz - stwierdził - gdyby tak zawsze często jak na Torilu spadała mi z niebios piękna dziewczyna byłbym bardzo szczęśliwym gościem - dodał stawiając ją na ziemi. Kitkara poprawiła spodnie a także klamry i sznurówki na butach by nie zobaczył jak spąsowiała.

_________________
"So come forth, Avenger. It is time to put our lingering dispute... to an end!"
Przejdź na dół
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Daerian Płeć:Mężczyzna
Wędrowiec Astralny


Dołączył: 25 Lut 2004
Skąd: Przestrzeń Astralna (Warszawa)
Status: offline

Grupy:
Tajna Loża Knujów
PostWysłany: 26-08-2009, 15:57   

Powietrze nad polem walki zgęstniało... formując nagle kształt gigantycznej istoty ludzkiej, z głową sokoła... słowa "Śmierć heretykom!" przetoczyły się po polu bitwy, a ponad czterdzieści przepotężnych świetlistych promieni uderzyło w sam środek armii MAC. Setki żołnierzy padło na ziemię, cześć z nich spalona żywcem, część poparzona na granice śmierci, część trwale oślepiona. Magowie MAC zareagowali błyskawicznie, kontrując atak... lecz ich zaklęcia i antyzaklęcia przeszyły jedynie puste powietrze.
Wojska Nelderild ośmielone i niesione na duchu boska manifestacją uderzyły na wroga z nowym zapałem, podczas gdy morale sił MAC znacznie podupadło, a w ich szeregach zapanował chaos.
Głównodowodzący Karel ocenił okiem sytuacje i szykował się, by powstrzymać panikę, gdy nagle wyczuł za plecami czyjąś obecność. Już miał się odwrócić, by stawić czoło zagrożeniu... gdy poczuł łagodny dotyk czyjejś ręki przy swej szyi - a jego ciało odmówiło posłuszeństwa. Osunął się na kolana, słysząc jedynie zimny, lodowaty głos: "To tylko chwilowe... nie zablokowałem całego przepływu Twojej Ki, więc przeżyjesz... będziesz tylko nieprzytomny przez kilka dni".
Kitkara patrzyła w zdumieniu, lecz głos wyrwał ją z odurzenia. Zamachnęła się kosą... która przecięła jedynie powietrze. Obcy znalazł się za nią, roześmiał się... i zniknął. W pamięci został jej jedynie obraz wysokiego przybysza z głową białego lwa...

Tymczasem Sigismund miał na głowie dużo problemów... przede wszystkim zorganizowanie transportu ciała. Westchnął i wezwał trzech zaufanych paladynów ze swojej prywatnej eskorty.
- Weźcie tego tutaj osobnika... i dostarczcie go w najbliższe omówione miejsce odbioru jeńców i ważnych łupów... jest jakieś cztery godziny drogi stąd. I upewnijcie się, że nikt Was nie śledzi...
- Tak jest. Użyjemy Prawdziwego Widzenia i naszych własnych umiejętności. Śledzenie nas w głąb pustyni nie powinno być możliwe.
- Zachowajcie czujność.
Po ich wyjściu zmęczony opadł na krzesło i złożył swe złociste skrzydła. Zapowiadało się długie i trudne zadanie.
Ciało Draxa wyruszyło w drogę... pod czujną obserwacją trzech paladynów... i centrum dowodzenia drowów.

W podziemnej kryjówce natomiast...
Grim z uśmiechem oddał ciało ludziom Narthasa... po czym udał się do Daeriana i jego pomocników.
- Proszę - powiedział, wręczając Daerianowi niewielką szarą kulę.
- Czy wszystko poszło tak, jak zakładaliśmy?
- Całkowicie. Nikt z nich nie widział, ani nie wie o kuli.
- Doskonale.
- A więc udam się do swoich zajęć.
- A cienie niech będą z Tobą.

Daerian zasiadł w jednym z dziewięciu ramion wyrysowanej na podłodze gwiazdy, a w centrum umieścił szara kulę. U szczytu każdego z pozostałych ramion siedzieli inni potężni magowie, w tym jeden z arcymagów z Thay sami najlepsi Mistrzowie Objawień. Daerian nie dysponował taką znajomością owej magii, jak oni - ale inne zaklęcia i moce jakimi dysponował pozwalały mu bardziej niż znacząco wspomóc pozostałych.
Kula uniosła się w powietrze, a wokół niej wyrysował się w powietrzu obraz kościoła MAC. Powietrze zgęstniało od magii, a poszczególni czarodzieje rozpoczęli wzmacnianie uroku, dodając kolejne zaklęcia do magii kuli... i pobierając coraz więcej informacji. Nici zaklęć ochronnych naniesionych wokół kościoła zaczęły nanosić się na obraz... a magowie badali nadal.

_________________
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
3291361
Karel Płeć:Mężczyzna
Latveria Ruler


Dołączył: 16 Kwi 2009
Skąd: Who cares?
Status: offline

Grupy:
Syndykat
WOM
PostWysłany: 26-08-2009, 17:07   

Tymczasem w samym Kościele....
Lucian Dunkelschwert oderwał głowę znad książki.
Ktoś kto go nie znał mógłby sądzić że Arcymag czyta jakieś dzieło traktujące o jego zawodzie ale nie. Książka była zbiorem opowiadań o Arsenie Lupinie. Włąśnie to znad tej pasjonującej lektury oderwały go delikatne nici magii.
- Hmmm - mruknął do siebie - Ojejka jejka jej co my tu mamy? Szpiegostwo?
- Jakie szpiegostwo? Dessu - spytała miniaturowa elfka zeskakując z kominka. Wygląda na to że właśnie się obudziła.
- Ach nic takiego. Ktoś buszuje magicznie po zabezpieczeniach Kościoła hmmm hmmm.
I co by tu z tym fantem zrobić? - wstał z fotela i chwycił swoją laskę.
- nie wolno wam wychodzić Dessu!
- Ależ nie wychodzę mam tylko zamiar rzucić zaklęcie czy ten hmmm Costly mówił coś o tym?
- Nie Dessu. Najprawdopodobniej dlatego że ofiara z niego Dessu.
- Jak więc widzisz nie ma przeciwwskazań. W końcu jako gość muszę się odwdzięczyć gospodarzom za gościnę....tym bardziej jeżeli można się przy tym dobrze zabawić. - uśmiechnął się lekko a okulary lekko błysnęły.

~Karel. Karel.....obudź się....
S-Sarina?
- Obudź się wreszcie! - powiedziała głośno Kitkara potrząsając nim.
- Ghhhh głowa mnie boli...ale zaraz mi przejdzie.....Jak długo?
- Trzy godziny.....
- Cholera dałem się zajść jak dzieciak! Ale tutejsi też nie lepsi gdyby podróżowali po innych światach to by wiedzieli że jestem bogiem i nie dam się zgasić na tak długo od tak. Mimo to coś im wyszło.....jak z bitwą?
-Remis. Tamci natarli jak szaleni ale przetrzymaliśmy.
- Nieważne. Wracamy do obozu się przegrupować...... - bez ostrzeżenia rzucił łańcuchem - który wyłonił się z jego rękawa - na końcu łańcucha pojawił się ogromny trzymetrowy miecz wirujący szaleńczo. Przez chwilę wydawało się że nie trafił nic ale po chwili rozległ się potężny krzyk słyszany na całej pustyni a na jej piaskach pojawiło się odcięte ramię.
Fenrir wrócił do ręki szermierza gdy łańcuch został wciągnięty do rękawa.
- Następnym razem to będzie głowa - rzucił za siebie - i tak to dotyczy was wszystkich.
Po drodze - rzekł jeszcze do Kitkary która pokazywała na wielki miecz oparty teraz na barku. Ruszyli do obozu....

- Dobrze Dessu. rozumiem węgiel, oliwę i drewno ale kiełbaski?
- Coś muszę jeść - odparł przeżuwający jedną Lucian uchylając się przed ciosem maczugi. - zostawię ci jedną.
- Nie chcę Dessu! Mają za dużo tłuszczu, od tego się tyje Dessu! - odrzekła dobitnie po czym już ciszej do siebie - A ja nie chcę przytyć dessu.
- A jak wypalę z niej cały tłuszcz? Och zresztą jak chcesz - podsunął jej dłoń. Spojrzała na niego ze złością ale bez słowa wskoczyła na podstawioną ,,platformę".
Arcymag usadowił ją na swoim barku.
- Pamiętaj żeby trzymać się jakiejś nieosłoniętej części mnie inaczej przegapisz całe przedstawienie.
- Na przykład tej? - Aki chwyciła za ucho.
- Aaaaa! nie tak mocno! Uff dziękuję....ehem a teraz próba mikrofonu.

Mistrzowie Objawień siedzieli skoncentrowani. Dodawali do kuli coraz to więcej zaklęć i zbierali coraz to nowe informacje. W tym momencie oczy jednego wyszły z orbit. Pozostali spojrzeli na niego zdziwieni a on odwzajemnił im wzrokiem swoich oczu nie wiedząc o powodzie zaskoczenia pozostałych. W tej chwili drugi zgiął się w pół jakby dostał tam gdzie żaden mężczyzna dostać nie chciał. Inny wykonywał dłońmi gest jakby grał na gitarze a jeszcze inny stroił głupie miny. Brwi jedynego niedotkniętego dziwną przypadłością - to znaczy Daeriana - uniosły się zafrapowane.

- Widzisz gdy zaczęli te swoje hokus pokus nie spodziewali się żadnego maga w Kościele najwyraźniej. Teraz niestety posunęli się za daleko a teraz nie mogą wrócić bo trzymam ich na smyczy. Chociaż właściwie powinienem powiedzieć że na pajęczynie bo połączenie za chwilę pęknie.
- I co teraz Dessu?
- Prezent pożegnalny - stwierdziła Lucian a narysowany węglem okrąg (spod którego wcześniej zapobiegliwie usunięto dywan ) buchnął w górę ogniem.
- Subete no chikara no minamoto yo - zaczął recytować Lucian. Zaspana Roxana wyjrzała ze swojego pokoju. Ubrana w koszulę nocną i wyraźnie niewyspana stwierdzała.
- Znowu się bawi - po czym ruszyła spać. Tymczasem Arcymag nie zauważając jej nawet kontynuował.
- Kagayaki moeru akaki honoo yo
Waga te ni tsudoite rengoku to nase! Baasuto Furea! - po czym półgębkiem do Aki
- Plus paskudnie ognista zgaga - następnie chytrze zerwał połączenie.

Coś było nie tak. Bardzo bardzo nie tak. Owszem zdobyli potrzebne informacje ale.....
Kula magi zabarwiła się na kolor płomieni a w powietrzu pojawił się napis ,,Toasty!"

_________________
"So come forth, Avenger. It is time to put our lingering dispute... to an end!"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Daerian Płeć:Mężczyzna
Wędrowiec Astralny


Dołączył: 25 Lut 2004
Skąd: Przestrzeń Astralna (Warszawa)
Status: offline

Grupy:
Tajna Loża Knujów
PostWysłany: 26-08-2009, 18:26   

Daerian zareagował momentalnie. I bez specjalnego zastanowienia - zdobyte informacje były zapisywane w kręgu... i dostępne już niezależnie od kuli. Błyskwiczny ruch dłonią i kula razem z przypisanym do niej zaklęciem znikła w czarnej dziurze... by pojawić się pod stopami Luciana...

Lucian ujrzał otwierający się tuż przed jego twarzą całkowicie czarny portal... z którego wytoczyła się na ziemię płonąca kula, oraz dobiegł głos:
"Zwracam prezent, razem z dodatkiem"
W tym momencie po drugiej stronie Daerian zakończył inkantację Deszczu Meteorów i posłał go w portal...

Pokój Lucjana i spora część kościoła wokół eksplodowały w potężnym wybuchu dwóch ognistych zaklęć. Sam Lucjan w ostatniej chwili osłonił się tarczą, więc nie odniósł poważnych obrażeń... ale zniszczenia wokół były bardzo znaczące. Zaś Roxana była bardziej niż poważnie ranna. Los Aki nie był znany, istniały poważne obawy, że leżała spalona na popiół gdzieś wśród zgliszczy. Nie mówiąc już nic o mniej potężnych i znaczących mieszkańcach kościoła.

_________________
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
3291361
Karel Płeć:Mężczyzna
Latveria Ruler


Dołączył: 16 Kwi 2009
Skąd: Who cares?
Status: offline

Grupy:
Syndykat
WOM
PostWysłany: 26-08-2009, 19:18   

Tarcza Luciana - czyli jego peleryna osłoniła go i Aki.
- ojejka jejka jej to zmienia postać rzeczy. Wygląda na to że wraz z wysadzeniem pokoju magiczne więzy które trzymały mnie w pokoju znikły. Więc muszę na chwilę iść.
- Nie może Des.... - zamilkła gdy więzy z kamienia ją pochwyciły i zakneblowały.
- To nie była prośba o pozwolenie. I nie martw się o Roxanę - spojrzał na zaklętą w bryle lodu towarzyszkę - czerpie moc z chłodu za godzinę będzie zdrowa i znudzona jak zwykle. Co do reszty.....w chwili wybuchu oddzielały nas trzy ściany.....w tym dwie postawione przeze mnie. A teraz muszę udać się na rozmowę......- po czym zniknął wykorzystując podesłane nieumyślnie przy pomocy Meteoru dane lokalizacyjne.

Lucian wspinał się niespiesznie na górski szczyt. Kamienie pod jego stopami formowały się w schody i wracały do dawnego kształtu za nim.
- Fufufu, ciekawy osobnik ten Daerian - mimo że nie mógł namierzyć skąd rzucono zaklęcie to z łatwością zidentyfikował rzucającego. Dlatego wysłał mu wiadomość o miejscu spotkania. Grzbiet Świata nie jest zbytnio obserwowany głownie z powodu dużego smoków a tym bardziej gdy gdzieś indziej toczy się wojna z przybyszami z innego wymiaru.
- Ciekawe czy przyjdzie? Byłbym zawiedziony - powiedział Arcymag gdy postawił nogę na rozszerzającym się szczycie. Następnie stworzył inkrustowane rubinami krzesło i usiadł czekając w niedbałej pozie.

_________________
"So come forth, Avenger. It is time to put our lingering dispute... to an end!"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Altruista
-Usunięty-
Gość
PostWysłany: 27-08-2009, 09:36   

- A więc co jej jest? - Zapytał Altruista medyka.

- Nic poważnego, o Najwyższy. - Medyk zmienił właśnie kompres na głowie śpiącej Shizuku.
-Przesadziła ze swoją mocą i przez to osłabiła swój organizm. Stąd teraz ta wysoka gorączka. Jednak - medyk poprawił okulary na nosie - poddaliśmy ją uzdrawiającemu snu. Za dzień lub dwa dojdzie do siebie. Zapewniam cię, o Najwyższy.

Altruista przyjrzał się uważnie śpiącej Shizuku. - Czy ona nie jest czasem na to wszystko za słaba? - W głowie Altruisty kotłowały się różne myśli. - Nie przyda nam się więcej. Będzie tylko ciężarem. Tak ciężarem. Należy ją...
- Nie! - Krzyknął nagle na cały głos cofając się o parę kroków. Altruista zgarbił się łapiąc się za głowę.

- Najwyższy co się stało? - Medyk był wyraźnie zaniepokojony.

- Nic. - Powiedział wyraźnie już spokojniejszy Altruista. Wyprostował się i podszedł do łóżka Shizuku. Nachylił się nad dziewczyną poprawiając poduszkę pod jej głową. Uświadomił sobie właśnie, że ją lubi i nigdy by nie chciał by ją spotkało coś złego.

- Velg! - krzyknęła nagle w majakach Shizuku. Altruista uśmiechnął się pod nosem.

- Wkrótce do ciebie wróci. - Powiedział miziając ją paluszkiem po długim nosku.
- Bracie. - Altruista odwrócił się do medyka. - Opiekuj się nią dalej. Liczę bardzo na ciebie.

- Zrobię co w mojej mocy, o Najwyższy.

Zadowolony Altruista wypowiedział na głos słowa w języku magii i teleportował się do swojego pokoju. Miał jeszcze dzisiaj egzaminować jednego z akolitów na kapłana. Nie chciał się spóźnić.
Powrót do góry
Shizuku Płeć:Kobieta
Trochę poza sobą


Dołączyła: 15 Lis 2006
Skąd: Z pogranicza światów
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
PostWysłany: 27-08-2009, 10:40   

Shizuku spała w wygodnym łóżku, ale i tak męczyły ją dziwaczne sny. Widziała ferię kolorów zmieniających się co chwila, jakieś słowa migały jej przed oczami i cały czas słyszała jakieś dziwne buczenie. Gdy ten dźwięk stał się nie do zniesienia obudziła się i usiadłą na łóżku. Obok siebie zobaczyła mężczyznę, najpewniej medyka.

-O pani, to stanowczo za wcześnie, żeby wstawać! Powinnaś poleżeć jeszcze 2 dni. Połóż się zaraz dam ci coś na sen...
-Nie chcę żadnych proszków, zostaw mnie! Dokładnie wiem czego mi potrzeba. - krzykneła wstając i zataczając się przy tym.

Medyk uważniej przyjrzał się dziewczynie. Coś w jej zachowaniu się nie zgadzało. Do tego to przedwczesne obudzenie. Nie miała prawa obudzić się tak szybko, jego diagnozy zawsze były poprawne. Chyba, że nie wziął pod uwagę innego czynnika... Jednak jego rozmyślania zostały przerwane, bo boginka nagle podbiegła do drzwi i w dość przewiewnej halce wybiegła na korytarz.

Akolici spacerujący w tej chwili po korytarzu ujrzeli dość niecodzienny widok. Młoda dziewczyna dość skąpo ubrana, biegła korytarzem wykrzykując coś co chwila. Gdy zobaczyła Altruistę rozmawiającego z kandytatem na kapłana, podbiegła do niego rzuciła mu się w ramiona i krzyknęła:
-Ukochany! Jak mogłeś zostawić mnie samą! Tęskniłam!

_________________
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
636349
Velg Płeć:Mężczyzna


Dołączył: 05 Paź 2008
Status: offline

Grupy:
Tajna Loża Knujów
PostWysłany: 27-08-2009, 12:33   

Ręce Rhyalda Untherskiego sięgała daleko – niektórzy agenci nawet zdołali przeniknąć do obozowiska wojsk Bractwa MAC. Cóż, przeniknięcie do Kościoła Praworządności przerastało ich możliwości – ale mało kto trudził się prześwietlaniem każdego z dziesiątek tysięcy wojaków tworzących szeregowe oddziały MACu. Wśród nich więc skrył się Mearios, malaugrim-skrytobójca, służący w nieoficjalnym „wywiadzie” Darkspeara. Nie był on nikim szczególnie zdolnym – był za to bardzo wtajemniczony, a przynajmniej w to wierzył. Zapewne z tego powodu król powierzył mu zadanie zniszczenia jakiegoś „symbolu” Bractwa.

***


Królewskie ręce sięgały też – a jakżeby inaczej – do miasta Nelderildu. Tashalar, lokalny kaznodzieja (od czasu upadku Gilgeama niezwiązany z żadnym kultem), zagrzewać miał do ataku, co mu polecił król Rhyald, wydający polecenia swą kryształową kulą telepatii. Wypad był ze wszech miar racjonalny, bowiem niezależnie od ilości łaski boskiej, którą mieszkańcy mieli otrzymać… to nikt nie pokusił się o zaopatrzenie miasta w rzecz podstawową, czyli żywność. Cóż, spichrze wraz z zapasami zostały zniszczone przez tsunami (znajdowały się bowiem w nadmorskiej części miasta), a większość okolicznych wiosek, z których można byłoby ściągnąć pożywienie, również zalała woda. Czas więc działał na niekorzyść obrońców i jasne było, że trzeba będzie szybko rozstrzygnąć sprawę.

- Bogowie nam sprzyjają! A coście im przyrzekali?! Na pewno nie to, że poniechacie oręża! – wydarł się kaznodzieja do przywódców miasta, którzy stali pośród tłuszczy – Żywności brak – a to znak i widoczne ostrzeżenie, że bogowie chcą, abyśmy działali!

Choć przywódcy mogliby mieć pewne wątpliwości, tłuszcza przeważyła. Powiodło się nawet za dobrze – tak, że wypadu dokonywać miał (oprócz pół tysiąca wojska, które się ostało) jakiś tysiąc tłoczących się bezładnie mieszkańców… A sam wypad wymknął się spod czyjejkolwiek kontroli.

***


Kitkarę i Karela rozdzieliła potężna eksplozja. Magowie miasta musieli dojść do wniosku, że jedyną szansą na sukces było szybkie wyeliminowanie dowódców. Inna sprawa, że widać nie umieli tego zrobić porządnie – czego świadectwem było to, że kawałek ziemi, na którym stał Karel (wraz z samym Karelem) odrzuciło jakiegoś trzydzieści metrów, a księżniczkę rzuciło na ziemię.

Kiedy księżniczka podnosiła się z ziemi, Maerios - szybko ocenił siły – po ataku dziwnej energii, na polu bitwy było trochę kręcących się bezładnie żołnierzy, więc jego zbliżenie się powinno pozostać niezauważone. W myślach winszował sobie szczęścia - jeden z symboli napatoczył się tuż pod jego sztylet – księżniczka.

- Lady, czy nic ci nie jest…?! – zawołał z biegu, jak karny żołnierz do swego dowódcy. Oczywiście, zawołał dopiero, kiedy był już naprawdę blisko – jakiegoś dziesięć metrów od księżniczki.

Dodatkowe zabezpieczenia widać nie miały być konieczne – słyszał o jakichś dziwnych bestiach (np. wielkim smoku), więc przygotował sobie zawczasu bełt generujący sferę ciszy i ciemności. Wprawdzie były to czary zwyczajne… Lecz nie sądził, żeby którakolwiek z bestii brała pod uwagę fakt, że ktoś strzeli w nią obklejonym cudownym klejem pociskiem, który chwilowo upośledzi jej sensory. Tak samo z gwardzistami Bractwa – a przecież potrzebował wyeliminować osoby trzecie jedynie na kilka – kilkanaście sekund, a później musiał wysłać telepatyczną wiadomość do króla… I czekać musiał na przechwycenie przez Północnych Czarodziejów. A gwarantem, że to nastąpi, była wiedza, jaką posiadł. Rhyald po prostu NIE MÓGŁ pozwolić sobie na stratę takiej ilości informacji.

Cóż, jakkolwiek robota okazać się miała łatwiejsza (poza pseudosmokiem na ramieniu księżniczki w okolicy nie było żywej duszy), to wciąż trzeba było ją wykonać. Maerios rzucił się na księżniczkę, próbując ją ugodzić ukośnym ciosem sztyletem. Ostrze uderzyło niemal idealnie pomiędzy żebra wojowniczki, jednakże zdenerwowanie malaugrima i pancerz księżniczki sprawiły, że klinga ześlizgnęła się, żłobiąc jedynie lekką rysę na ciele księżniczki.

Drugi cios nawet nie dotknął ciała Kitkary – a wtedy zdenerwowanie zabójcy sięgnęło zenitu. Nie trudził się już nawet utrzymaniem humanoidalnej formy. Syknął: „Zginiesz…!” i natarł na swój cel, który podejrzanie szybko podniósł się po wybuchu…

***


A kiedy Karel stanął na nogi, zauważył, że ze zdruzgotanej bramy Nelderildu wylewa się pospołu tłuszcza, jak i żołnierze. Widać ta bitwa nie była jeszcze skończona…


Ostatnio zmieniony przez Velg dnia 27-08-2009, 22:20, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
Kitkara666 Płeć:Kobieta
Ave Demonius!


Dołączyła: 17 Lis 2008
Skąd: From Hell
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
Syndykat
PostWysłany: 27-08-2009, 14:59   

Dziewczyna uchyliła się przed serią szybkich cięć i pchnięć.

- Ty marny psie - syknęła do niego, dobywając Sata.

Była zła... Nie, to nie złość. W tej chwili pragnęła śmierci tego człowieka bardziej niż oddechu powietrza. Obróciła wokół siebie trzon kosy, sprawiając, że ostrze zmieniło się w srebrną smugę. Zrobiła obrót i zaatakowała mężczyznę. Cios był tak silny, że napastnika zwaliło z nóg. Błyskawicznie się podniósł. Widać było, że był dobrze wyszkolony. Zaatakował błyskawicznie. Ostrze tym razem trafiło Kitkarę w obojczyk, na co zareagowała dziwnym, szerokim uśmiechem.

Kiedy Karel dostrzegł to z daleka, od razu wiedział że dzieje się z dziewczyną coś niedobrego. Może... był szok po wybuchu? Chciał wtrącić się do jej walki, lecz żołnierze byli za blisko, by ich zignorować.

Peleryna trzepotała niczym sztandar na wietrze. Jej brzegi były poszarpane i podziurawione.

- Marny człowieku... Śmiesz podnosić na mnie rękę? - Syknęła, obdarzając go lodowatym spojrzenie,m pod którym mimowolnie zadrżał. Bał się jej niczym najgorszego ze swoich koszmarów, ale musiał dopełnić misji.

Zbliżył się ponownie, ale zamiast poderżnąć dziewczynie gardło, jego ostrze natrafiło na czarny dym. Zdezorientowany, rozejrzał się dookoła. Pustka. Wtedy zdał sobie sprawę, że jego nadgarstki i kostki są czymś splątane... Czymś czarnym. Szarpnął się, lecz więzy były niczym stal. Przed nim z czarnej mgły pojawiła się Kitkara. Wyglądała przerażająco. Uśmiechnęła się, ukazując rząd białych kłów wyglądających, jakby były wampirze. Zabójca bał się. Był naprawdę przerażony, a uśmiechnięta Kitkara syciła się tym strachem. Z cienia wyłoniła się biała dłoń, zaopatrzona w pazury. Jednym szybkim ruchem tej dłoni, księżniczka przebiła na wylot pierś mężczyzny, wyrywając mu serce. Zaśmiała się głośno i szaleńczo.

- Kitkaro, uspokuj się już. - Poprosił Kemi, szepcząc jej do ucha. - Możesz już odpocząć.

Uśmiech na jej ustach zbladł. Osunęła się na kolana. Spojrzała na niebo szeroko rozwartmi oczami, po czym straciła przytomność.

_________________
Don't let them ever tell you that you're too small
'Cause your fate comes from within
You are strong forever, you heard the call
In the night the crimson light is bleeding
A new life shall start with a freedom heart
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź blog autora
 
Numer Gadu-Gadu
28180514+-+jak+coś+dać+znać+jeśli+ktoś+chce+pisać+zemną+na+gg+najpierw+mailem+albo+na+pw
Karel Płeć:Mężczyzna
Latveria Ruler


Dołączył: 16 Kwi 2009
Skąd: Who cares?
Status: offline

Grupy:
Syndykat
WOM
PostWysłany: 27-08-2009, 22:03   

- Shine! - szermierz zamachnął się ogromnym mieczem przecinając w pasie dwoje najbliższych przeciwników. Raikomaru nie spisywał się tak dobrze w tłumie jak Fenrir dlatego Karel zmienił broń. Przecinał się przez szeregi przeciwników niczym kosiarz przez zboże w stronę Kitkary. W pewnym momencie opadli go ze wszystkich strona ale ten uderzył mieczem w ziemię.
- Den! - fala dźwięku zabiła wszystkich w promieniu 200 metrów poprzez zgruchotanie wibracjami kości na proszek. Mimo to jakby pod pływem jakiegoś amoku napierali dalej.
- Chcecie demona? Proszę bardzo jeżeli tak stawiacie sprawę.....nie będzie litości dla was! - powiedział przywołując skrzydła. Następnie ruszył jeszcze szybciej w stronę nieprzytomnej księżniczki Bractwa. Odrzucał przeciwników na boki rażąc ich mieczem i mocą piorunów. W końcu stanął nad nieprzytomną i zasłonił ją własnym ciałem.
- Ani kroku dalej! Podnieście na nią rękę a nie ujrzycie następnego dnia. Jestem Karel bóg szermierz.....będziecie atakować sforą jak tchórze czy znajdzie się ktoś kto samotnie stawi mi czoła? - w takiej to pozie promieniując światłem stanął naprzeciw zmartwiałego chwilowo tłumu.


Znudzony Lucian skończył stawiać kolejnego pasjansa. Było to trudne bo górski wiatr w tym mu nie sprzyjał. W końcu dał sobie z tym spokój i ostatnią kartę spalił na popiół.
- Nie przyjdzie - wydedukował - może to i lepiej. Przynajmniej mam przed sobą jedną ścieżkę. Do kogo by tu....aaaaa....

Czułe ucho księcia Rhylada pochwyciło odgłos co zbudziło go ze snu. rozejrzał się podejrzliwie ale w komnacie nie było nikogo. Dźwięk jednak powtórzył się. Po dokładniejszym wsłuchaniu się rozpoznał słowa.....które dobiegały od strony świecy.
Książe zbliżył się do ostrożnie do płomienia, usłyszał -
- Ś....iece......z.....pal drugą......św.....e - przez chwilę zastanawiał się czy posłucha głosu. Być może był to jakiś podstęp....ale kto nie ryzykuje ten nie wygrywa. Przyłożył drugą świecę do pierwszej po czym postawił ją tuż obok. Głos stał się wyraźniejszy.....i mu znany.
- Dobry wieczór książe Untherze - dwa ostatnie słowa były wypowiedziane lekko rozbawionym tonem.

_________________
"So come forth, Avenger. It is time to put our lingering dispute... to an end!"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Kitkara666 Płeć:Kobieta
Ave Demonius!


Dołączyła: 17 Lis 2008
Skąd: From Hell
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
Syndykat
PostWysłany: 27-08-2009, 23:11   

- Karelu.

Szermierz nie odwrócił się wiedząc czyj to głos.

- Nie martw się Kemi, obronie was.

- Nie o to chodzi, Karelu. Musimy porozmawiać o Kitkarze... Od rozmowy o swojej przeszłości...

- Później Kemi.

- Nie wiem czy później nie będzie za późno...

Karel zerknął kątem oka za dziewczynę. Miała dwie wypustki na plecach, jakby coś chciało się z niej wydostać.

- Pilnuj ich!

Smok urósł rycząc na przeciwników podczas kiedy mężczyzna podbiegł do dziewczyny odwracając ją twarzą do siebie. Była blada niż zazwyczaj, jej włosy bardziej czarne, jakby stworzone z cienia. Wyglądała jak martwa.

- Kitkaro... Kitkaro obudź się, hej..!

- Uważaj lepiej...

Obaj poczuli ogarniającą dziewczynę potężną aurę zła. Karel nie odsunął się. Trzymał ją w ramionach uważnie obserwując. Wtedy jej skóra stała się czarna, włosy rude niczym z płomienia. Wypustki na plecach rozerwały bluzkę zmieniając się w wielkie demonie skrzydła, ciało uniosło się do góry.

Karel przyglądał się tej nie zwykłej przemianie ze zdziwieniem.

- Kemi co się z nią dzieje?!

- To jej prawdziwe oblicze, jej moc i aura... - zionął ogniem w tłum wojowników innych smagnął ogonem.

Kitkarze wyrosły rogi, smukłe i lśniące niczym czarne rubiny. Włosy oraz końcowa błona skrzydeł były krwisto czerwonymi płomieniami. Wyglądała niesamowicie w tej formie. Smukłe kobiece kształty połączone z demonicznym wyglądem. Nawet Karel, który czół do nich wielka niechęć nie mógł oderwać od niej wzroku.

- A, więc to tak...

Otworzyła oczy. Były błyszczące, drapieżne, a ona cała pociągająca. Oblizała smukłym językiem usta i się uśmiechnęła. Lewitując zbliżyła się do Karela. Wyciągnęła do niego dłoń chcąc dotknąć skóry jego policzka. Wyglądał na oczarowanego. Zastanawiał się tylko widząc jej szpony, jak ostre mogą być, ale na pewno nie chciał przekać się o tym na własnej skórze.

- Tylko mnie nimi nie ogól.

Uśmiechnęła się słodko. Zbliżyła się jeszcze bardziej tak że miał jej biust na wysokości swojej twarzy (z czego nie zdawała sobie sprawy), popatrzyła na Kemiego i wrogich wojowników.

- Kochany mój przyjacielu - rzekła spokojnym aksamitnym głosem, którym zwykłe "dzień dobry" brzmi jak zaproszenie do jej prywatnej komnaty - ja się nimi zajmę.

Wzbiła się w powietrze wykonując tylko jedno machnięcie skrzydeł.

- Kitkaro, i zostawić dla ciebie całą przyjemność zabawy? Nie ma mowy!

- Więc zapraszam, zabaw się z nami... Karelu - posłała mu drapieżny uśmiech.

_________________
Don't let them ever tell you that you're too small
'Cause your fate comes from within
You are strong forever, you heard the call
In the night the crimson light is bleeding
A new life shall start with a freedom heart
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź blog autora
 
Numer Gadu-Gadu
28180514+-+jak+coś+dać+znać+jeśli+ktoś+chce+pisać+zemną+na+gg+najpierw+mailem+albo+na+pw
Karel Płeć:Mężczyzna
Latveria Ruler


Dołączył: 16 Kwi 2009
Skąd: Who cares?
Status: offline

Grupy:
Syndykat
WOM
PostWysłany: 27-08-2009, 23:37   

Wypad przeciwników załamał się zupełnie. Furia demonicy smoka i boga rzeźbiła kaniony w szeregach przeciwników. w końcu ci rozsądniejsi zaczęli się wycofywać jako pierwsi.
Mimo że wypad był nieznaczny to rzeź jaka się rozpętała załamała wcześnie podniesione morale. Mieszkańcy i żołnierze rzucili się do ucieczki. Karel posłał jeszcze za paroma kilka błyskawic.
- Typowe. Swołocz odważna jest tylko w grupie ale gdy dostaje parę razów zaraz się wycofuje prawda Kit....- zerknął kontem oka - Kit?
Dziewczyna tymczasem jakby zwiotczała skrzydła biły coraz słabiej aż w końcu jej ciało przeszyły konwulsje po czym runęła w dół jak kamień. Nie dotknęła nawet ziemi gdy wyskoczył wysoko by złapać ją w ramiona. Gdy wylądowali wyglądała już normalnie tak jak zawsze. Patrzał na nią z troska ale po chwili jego mina stężała.
- Kemi - powiedział nawet nie odwracając się.
- Tak?
- Zabierz ją natychmiast do obozowiska. Następnie wyślesz do Kościoła wiadomość by ściągnęli najlepszych demonologów jakich mają znaleźć.
- Ale....
- Żadnych ale, to rozkaz - szermierz był chyba pierwszą osobą która mu rozkazała i przeżyła ale smok posłuchał bez sprzeciwu.
- A ty? - zapytał jeszcze.
- Ja zostaję - powiedział Karel wpatrując się złowrogo w miasto - powiedziałem że nie postąpią kroku w jej kierunku i tak będzie......

_________________
"So come forth, Avenger. It is time to put our lingering dispute... to an end!"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Daerian Płeć:Mężczyzna
Wędrowiec Astralny


Dołączył: 25 Lut 2004
Skąd: Przestrzeń Astralna (Warszawa)
Status: offline

Grupy:
Tajna Loża Knujów
PostWysłany: 28-08-2009, 12:13   

Karel spojrzał za odlatującym Kemim... tylko po to, by wyczuwszy potężna eksplozję aury odwrócić się ponownie, ze zdumieniem w stronę pola bitwy.

- A więc to tak poczyna sobie boski szermierz - dobiegły jego uszu słowa. Przed nim, kilkadziesiąt metrów dalej, niemalże z powietrza zjawił się wojownik... elf, niezwykle wysoki, mający niemalże metr dziewięćdziesiąt wzrostu. Skóra jego była ciemna, niczym heban, a włosy długie, srebrzyste, związane w koński ogon. Odziany jedynie w lekki, jasny strój spoglądał na Karela niczym na robactwo wijące się u jego stóp. Uczynił krok w stronę szermierza, a gdy to zrobił, powietrze zabłysło dziesiątkami niewielkich błyskawic wokół niego i zmaterializowało się piętnaście kul światła, krążących wokół jego sylwetki. Gdy uczynił kolejny krok, powietrze zgęstniało, a światło w okolicy zdało się przygasnąć od jasności, którą wyzwoliła jego aura.
- Śmiesz zwać się wojownikiem!? Śmiesz urągać zwykłym śmiertelnikom, którzy pokazując wielką odwagę stawili czoła przeważającym siłom wroga? A nawet więcej, demonicznym mocom twej towarzyszki i twej własnej, boskiej sile? Śmiesz, w swej arogancji, nazywać ich swołoczą? Nazywać tchórzami ludzi, gdy nie stawili Ci czoła w pojedynku? A jakie mieli szanse z Tobą, tchórzu nad tchórzami? Kryjącym się za swą mocą i masakrującym słabych podrzędny bożku?!
Kolejny krok, przy którym piasek pustyni zafalował i wgniótł się pod krokami przybysza. Ten jednak nic sobie z tego nie robił, idąc dalej w powietrzu. Wokół przybysza z piasku uformowały się cztery lustra, które pękły, gdy znów postąpił krok, a z nich wyszły cztery idealne kopie idącego mnicha. Wreszcie, przy kolejnym kroku dziesiątki jaśniejących symboli ukazało się w jego aurze, a aury kopii dostosowały się do jego. Ostatni krok, i w powietrzu wokół niego zawisły paski materiału, zawierające we sobie mistyczne znaki, świecące jasnością słońca lub srebrem księżyca.
- Jesteś morderca, rzeźnikiem. Gorszym tchórzem i okrutnikiem niźli Ares. Stawaj tu i teraz, na ziemi moich przodków, bym jako syn tego świata mógł pokazać Ci znaczenie bólu.

Karel w gniewie skoczył na przeciwnika, posyłając błyskawicę jasną niczym dzień... która jednak nieszkodliwie odbiła się od aury przeciwnika.
- Moja kolej - odpowiedział Endarion. I nim Karel zdążył zareagować, pięć sylwetek poruszyło się ku niemu szybciej, niż myśl.

Pole bitwy tymczasem ujrzało drastyczne zmiany. Zdumieni pokazem żołnierze i magowie stracili koncentrację... na zbyt długo. Poczuli znienacka, że grunt pod ich nogami zmienił się, stwardniał, scalił się... ale zbyt późno dotarło do nich znaczenie tego faktu. Przez ogromny czarny portal na tyłach piechoty i łuczników w pełnym galopie wyłoniły się trzy tysiące ciężkiej, pancernej jazdy. Które niczym rozgrzany nóż w masło wjechały w niechroniony tył kolumn, niosąc śmierć i zniszczenie w narastającym chaosie. Oddział przejechał niczym pług do samego końca, dosłownie miażdżąc nieopancerzonych wojowników. Niezależnie od strat, jakie MAC mógł ponieść do tej pory, niemal pięć tysięcy łuczników i cztery tysiące piechoty padło pod kopytami paladyńskiej jazdy.
Nie obyło się bez strat - część wojowników spadła z koni, część z nich została trafiona przez przypadkowo pozostawionego żywcem piechura - ponad dwustu świętych rycerzy zaścieliło pole walki. Reszta jednak bezpiecznie przebiła się przez kolumnę, by zniknąć w kolejnym wielkim portalu, który otworzył się tuz za wrogą linią.
Dziwnym wydawać się mógł fakt, że magowie nie zareagowali... gdyby nie to, że w ich grupie znikąd pojawił się oddział pięćdziesięciu przerażających istot z głowami białego lwa, każda z nich niemalże niewrażliwa na magię... w ciągu chwil, które jazda spędziła na miażdżeniu piechoty, dwudziestu nieszczęsnych magów padło martwych pod ciosami nadludzkich przybyszów. Którzy zniknęli równie nagle, jak się pojawili, unosząc ze sobą ciała.
Straty nie byłyby tak wielkie, mimo nagłego ataku... gdyby głównodowodzący armią nie dał się wciągnąć w walkę z tajemniczym przeciwnikiem, a jego zastępcy - wycięci przez tajemniczych skrytobójców, nim zdołali wydać polecenia.

Przerażający dźwięk zderzenia kolumny pancernej ze stalą piechoty doszedł uszu Karela. Zdumiony, odwrócił się, by spojrzeć... i poczuł jak pęka mu żebro.
- To ze mną walczysz. Od kiedy przejmujesz się śmiertelnikami, bożku?
Karel ugodził mieczem, trafiając perfekcyjnie w serce... i wtedy uświadomił sobie swój błąd. Przeciwnik z przerażającym uśmiechem przesunął się umierając na ostrzu, ciągnąc miecz ku ziemi swoim ciężarem.
Karel zabił jedną z kopii... by odsłonić się na atak oryginalnego wojownika.
- Kopie są mną. Możesz zabić oryginał, lub którąś z kopii. Lecz jeśli choć jeden nas przeżyje, nie umrę. - dobiegł go głos z zza pleców. Odskoczył, porzucając miecz, sięgając po drugie ostrze...
- Absolute...
Nie zdążył.
ASURA STRIKE!
Okolica pociemniało na jedną chwilę. Czarne znaki wypisały na niebie słowa "Pięść Króla Feniksów" symbolami, jakich nikt nigdy nie widział w tym świecie. Dłoń Endariona rozjarzyła się nieziemskim światłem, gdy zadawał cios.
A Karel padł na ziemią, z dziurą wielkości ludzkiej głowy w piersi.
- Wiem, że przeżyjesz tchórzu. Pozostawię Cię przy życiu, byś mógł wspominać, że zwykły śmiertelnik przewyższył twą napuszoną boskość... ale... - tu dotknął czoła tracącego przytomność Karela - naznaczę twą Ki. Póki nie zbudujesz tutaj pomnika, mającego upamiętnić śmierć wojowników, których masakrowałeś w nierównej walce... póty twa nadludzka siła i szybkość będą zablokowane. Rzekłem.

_________________
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
3291361
Velg Płeć:Mężczyzna


Dołączył: 05 Paź 2008
Status: offline

Grupy:
Tajna Loża Knujów
PostWysłany: 28-08-2009, 14:08   

Brat Filip, Wielki Marszałek Zakonu Nieba, szybko ocenił sytuację na pobojowisku poniżej. Pięć setni powietrznej kawalerii mogło się przydać praktycznie wszędzie, lecz priorytetem było ratowanie dowódców… Głównie Karela, do którego właśnie dobiegał tłum.

- Szarża! – wykrzyknął, a wraz z tym pięciuset powietrznych jeźdźców natychmiast uderzyło, praktycznie bez żadnych strat łamiąc szyki napierających. Nelderild miał właśnie stracić sześciuset ludzi, a pozostali zaczęli uciekać w popłochu. Tymi ludźmi jednak zawracać sobie głowy nie zamierzali – priorytetem było porwanie dowódcy na konia, co uczynili. I chronienie go, co też uczynili.

Przy okazji, celem późniejszego badania, zebrali także dziwny zezwłok leżący w pobliżu dowódcy wojsk Bractwa…

***


- Dowódca zabit…! Dowódca zabit…! – rozległy się okrzyki, które zmroziły serca wielu żołnierzom MACu… Lecz nie Spartakusowi, wyzwoleńcowi ze Skuldu, przez wiele lat zmuszanego do walczenia z rozmaitymi bestiami. On, w swoim prostym umyśle dostrzegł jedyną szansę na wykazanie się i awans.

- Naprzód! To jezd rozkaz, a oni som pokonani! – zakrzyknął, skupiając wokół siebie pokaźną ilość najbliższych żołnierzy, którzy wcześniej stracili jakiekolwiek oparcie w autorytecie przełożonych.

Uderzyli na flanki czterystu ludzi z miejskiej tłuszczy, jacy pozostali po atakach Karela i Zakonu Nieba. – wykorzystując fakt, że tłum wbił się dość głęboko w szeregi Bractwa. Niespodziewany atak zaskoczył ludzi z Nelderildu, a zawołanie: „Wyrżnąć burżuazyjnych imperialistów!” stało się wręcz symbolem tej rzezi. Ludzie Spartakusa nie poprzestali jednak na tym – i popędzili za zdziesiątkowanymi resztkami sił wypadowych do miasta. Wprawdzie w starciu z nimi padła już setnia z oddziału Spartakusa, jednakże braki obrońców we właściwym mieście, jak i wrzenie wśród niewolników, przychylnych planom Bractwa, umożliwiły szturm miasta tak skąpymi siłami.

A w mieście… Cóż, oficerowie Bractwa starali się jak mogli, nie zdołali jednak przeszkodzić wyzwoleńcowi w realizacji swoich planów.

***


… I wtedy, ogarnięte słusznym gniewem za pomarłych dowódców i kierownictwa pozbawione, owieczki Bractwa zaprzestały okazywać oświecone miłosierdzie Kica heretykom.Rzeź była wielka, a wszystkim wolnym mieszkańcom miasta pytanie: „Czyś z złych bogów sług?” zadano. Niewiernych i heretyków sierpami rolniczymi zabijano… I choć hierarchowie Bractwa byli zgodni, iż miasto w lepszy sposób posłużyć się mogło kica celom, to winą za masakrę obarczać należy niewiernych, którzy w tak nieludzki sposób pozbawili winą przewodników owieczek, a nie ogarnięte słusznym gniewem owieczki. W owym czasie zresztą, na wieść o czynach mężnego Spartakusa, wrzenie wśród niewolników ogarnęło cały Mulhorand, a okrzyk: „Niewolnicy wszystkich krajów, łączcie się!” był słyszany coraz częściej… – z jednej z Kronik.

***


Dotychczas obserwujący kryształową kulę, król Rhyald obrócił się do świecy i warknął:

- ^$#@$^*$!@^&, kimkolwiek jesteś. – po czym zgasił obie świece.

Spojrzał jeszcze raz na widniejące w kuli miasto i podwójnie, jako Rhyald i jako Velg, załamał się…

_________________
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
Avalia Płeć:Kobieta
Love & Roll


Dołączyła: 25 Mar 2007
Skąd: mam wiedzieć?
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
PostWysłany: 28-08-2009, 14:34   

- Avalio dasz sobie radę - zapytała zmartwiona Lena widzącą szybko pakującą się dziewczynę której co chwila leciało coś z rąk.
- A mam jakieś inne wyjście - mruknęła sięgając po kolejną fiolkę jakiejś dziwnej cieczy - musi to starczyć, jakby co bądź w pogotowiu, zrozumiano?
- T-tak - mruknęła nie pewnie wróżka patrząc się tylko jak Avalia wyskakuje przez okno ze swojej komnaty.

- Teleportacja to dobra rzecz - stwierdziła rozglądając się po po mieście gdzie niby miała znaleźć chorą Kitkarę.
- Królowo! Tutaj! - jakiś młodzian zdyszany podbiegł do dziewczyny wskazując jej drogę.
- Jak się nazywasz - zapytała biegnąc za chłopakiem.
- Terenz wasza wysokość...
- Rozumiem....dziękuje za pokazanie drogi - powiedziała bo właśnie dobiegli do obozu.
Dziewczyna udała się do wskazano przez straż miejsca. Tam spotkała się akolitami którzy wytłumaczyli jej sytuacje a na koniec została doprowadzona do łoża gdzie leżała księżniczka bractwa.
- Taaaak....zobaczmy - mruknęła Avalia pochylając się nad dziewczyną.

Po dobrych pięciu godzinach Kitkara otworzyła oczy i obolała lekko podniosła się na łóżku.
- Tu masz zioła które musisz pić aby się wzmocnić, są co prawda ohydne ale jesteś silna więc to przeżyjesz a i masz odpoczywać, co najmniej jeden dzień zostań w łóżku, zrozumiałaś?
- A... - Kitkara chciała ciała coś powiedzieć ale widząc wzrok Avalii pokiwała tylko głową na znak, że rozumie.
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Wyświetl posty z ostatnich:   
Strona 6 z 36 Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 5, 6, 7 ... 34, 35, 36  Następny
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików
Nie możesz ściągać załączników
Dodaj temat do Ulubionych


Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group