FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  Galeria AvatarówGaleria Avatarów  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8
  Miotla dla Seriki:
Wersja do druku
Serika Płeć:Kobieta


Dołączyła: 22 Sie 2002
Skąd: Warszawa
Status: offline

Grupy:
Tajna Loża Knujów
WIP
PostWysłany: 02-08-2004, 22:15   

- Jeszcze jedna kolejka wody! Wrzątku! - zażądała dziwna grupa, wzbudzając w bywalcach tawerny czyste obrzydzenie.
- Jeszcze chwila, a zabraknie krokodyla...
Tak, tego było za wiele. Dzielni piraci, którym niestraszne były bitwy morskie i zatapianie okrętów guberntora, nie byli jednak w stanie zdobyć się na odwagę, by zrobić z tej bandy dziwolągów sieczkę. Choćby dlatego, że papugi, które siedziały na ramionach niektórych z członków grupy, podejrzanie przypominały jaszczury. I to wcale nie zwinki... Co z tego, że małe, na własne oczy widzieli, jak jeden z nich podpalił Kulawemu Billowi rum w jego ulubionym kubku!
- To co robimy? Macie jakiś pomysł, GDZIE mogą być pozostałe fragmenty mapy? - spytała ta, do której należał plujący stwór (notabene obgryzał on właśnie nową drewnianą nogę Starego Ricka - wykiełkowała...).
- W kieszeni jakiegoś draba? - zasugerowała ruda dziewczyna z warkoczykiem z boku głowy, karmiąca srebrzystego smoczka pieczenią.
Na twarzy jednej z siedzących przy stole blondynek zakwitł podstępny uśmieszek.
- Każę drowom przeszukać wszystkich po kolei, i sprawa załatwiona! :]
- Ciekawe, jak masz zamiar to zrobić... - westchnęła inna blondynka. - Ich nie ma chyba aż tak dużo, a poza tym...
- ...poza tym wygląda na to, że odkryły, co popijają piraci!- załamała się towarzysząca im łuczniczka.

***

- Johoho! I BUTELKA RUMU!!! - zagrzmiało kilkanaście drowich gardeł, gdy ich właściciele paradowali środkiem najszerszego traktu miasta. Reszta paradowała nie-środkiem, czyli, mówiąc krótko, przetrząsała wszystkie okoliczne budynki w poszukiwaniu "tego czegoś, co jest lepsze od taniego wina".

***

- Dobra, towarzystwo! Rozdzielamy się. Za godzinę zbiórka w tym miejscu! I pamiętajcie, udajemy niewinnych poszukiwaczy przygód...
- To jakieś aluzja? - skrzywił się Bambosh.
- ... którzy dopytują się o mapę nieświdomi wszelkich niebezpieczeństw. Nic tak nie odwraca uwagi starych drabów, jak turyści, którzy dają sie ograbić... A smoki... Wiecie, co macie robić!
- Jasne, szefowo... - prychnął Odem.

***

- U WAS TEŻ NIC?!
- Nic! Jakby połowę miast wcięło! W knajpach pusto, na nadbrzeżu pusto, statki zniknęły...
- Może coś się stało?... Najazd królewskiej floty? Premiera Final Fantasy 35? Atak Najwyższej Izby Kontroli?
- Sądzisz, że COKOLWIEK jest w stanie wytrzebić całą populację piratów!?
W oddali zagrzmiało kolejne "Johoho!"
- A co myślisz o bandzie pijanych drowów?...

***

- KRETYNI! IDIOCI! PÓŁGŁÓWKI! - darła sie Aria na stadko swoich skruszonych podwładnych. Byli tak zestresowani, że nawet stali prosto. No, względnie prosto.
- Mniej niż pół... Mniej niż pół! - wtrącił Klejnot.
- I JAK MY TERAZ MAPĘ ZNAJDZIEMY?!
- Jaką mapę, Matko Opiekunko? - jeden odważył sie zapytać. I od razu pożałował swojej decyzji.
- Odeślę was na terapię dla anonimowych alkoholików! I to do Aliry!!! Jaką mapę? JAKĄ MAPĘ?! Tę, dzieki której będziemy wreszcie mogli wrócić do domu!
- A nie możemy? - pisnął kolejny. Odważne istoty...
- NIE TERAZ!!! Jesteśmy na queście, do cholery! Słyszałeś o zasadzie jedności miejsca i czasu!?
- Którą notabene i tak ciągle łamiemy?... - nie mógł powstrzymać się Yuby.
- Nie słyszałeś! A tego cholernego questa trzeba w końcu skończyć, wiec moze byście tak wytrzeźwieli i choć raz coś WY-MY-ŚLI-LI!
- Za dużo od nich wymagasz. - podsumowała Avellana.
- A ja sie do nich nie przyznaję! - Daerian głębiej naciągnął kaptur na głowę.


- Dobra... Wygląda na to, że wszyscy, którzy mogą być w posiadaniu kawałków mapy, zasuwają gdzieś po morzu i czekają, aż minie kataklizm. Poczekamy, aż wrócą? - Daer chyba postanowił ratować honor drowiej rasy, bo wytrwale wypisywał możliwości oraz wszelkie za i przeciw na kartce... Znaczy, z tyłu mapy, bo papieru widać w mieście zabrakło.
- A sądzisz, że Arii uda sie utrzymać tę bandę darmozjadów w ryzach wystarczająco długo, żeby uwierzyli, ze już ich tu nie ma? - Sat popatrzyła z powiątpiewaniem na przywódczynię NV.
- A nie lepiej ich wyłapać? - ta zerwała sie z krzesła i wrzasnęła do siedzących w drugim końcu pomieszceznia i leczących kaca drowów.
- ZNALEŹĆ STATEK!!!
- Ciszej.. - jęknęły, ale bez zbytnich protestów wyruszyły w stronę doków. Lepiej nie zadzierać z Arią, kiedy jest wkurzona.
- Nie jestem pewien, czy to dobry pomysł - Zegarmistrz odprowadził je wzrokiem.
- Ja też nie... Ale chyba już za późno - Avellana podniosła się z ławy i ruszyła ku wyjściu.

***

- TA-DAAAAAM! - drowy były z siebie bardzo dumne. Na niemal pustym nadbrzeżu nie dość, ze znalazły statek, to jeszcze przekonały szypra, żeby pożyczył im go zupełnie za darmo!
- A gdzie kapitan?
- Tam pobiegł!
- A nie, bo tam!
- Wszystko jasne - jęknęła Serika. - Zna sie ktoś na żeglowaniu?
Sądząc po pustym wyrazie twarzy całego towarzystwa, odpowiedź brzmiała "NIE".
- No nic! Poradzimy sobie. W razie czego wyślemy smoki na zwiady... I mogą nas pociągnać, jakby nie było wiatru... ^^ - Miya jak zwykle była pełna optymizmu.
- Spadaj! Niczego nie będę ciągnął - zaprotestował Klejnot.
- Będziesz... Oni nie potrafią ustawić żagli - Joshfech nie mógł darować sobie drobnej złośliwości.
- Ale to Xeniph cały czas przysypia po bliskich spotkaniach trzeciego stopnia z różami! I cie nie obroni, więc KTO będzie ciągnął? :> - zrewanżował się Klejnot.
- Wszystkie, pysiaczki, wszystkie... - Serika położyła kres dyskusjom. - A teraz może sie zastanówmy, jak zapłacić za ten statek?
- Po co? - Velowi pewne rzeczy po prostu nie mieściły się w głowie.
- Chcesz mieć na głowie kumpli kapitana? Jak polować, to my, a nie na nas! - poparła Serikę Avellana. - Aria, wykładaj gotówkę i każ tym darmozjadom się zaokrętować!
- JA?!
- Zobaczysz, zrobisz potem z okrętu atrację turystyczną! I będą ci płacić... I płacić... I...
- Dobrze, juz dobrze. I tak ci nie wierzę. - -"

***

Statek był duży. Nawet bardzo duży. Drewniany, z beczułkowatym kadłubem i pokładem otoczonym barierką czteromasztowiec stał spokojnie przycumowany w porcie, a całe towarzystwo usiłowało się w miarę sprawnie zaokrętować. Nadmorska bryza igrała sobie w dziurawych żaglach, pozrywane wanty powiewały swobodnie na wietrze, raz na jakiś czas coś (zapewne rdza) sypało się z niegdyś sprawnych dział... Ot, sielski obrazek, jaki można obejrzeć w każdej mocno niedofinansowanej produkcji o piratach.
- Daliśmy temu szyprowi ZDECYDOWANIE za dużo! - Ryuzoku znów o mało nie potknął się o wyłamaną deskę na środku pokładu, gdy rozpełzli się po statku, żeby przynajmiej obejrzeć, na czym przyjdzie im popłynąć.
- Nie marudź, tylko znajdź coś, żeby to załatać! - Sat zagoniła nieszczęsnego smoka do roboty. - A ty, Xeniph, pomóż Avellanie wprowadzić lamę, na co czekasz?!
Robota wrzała. Drowy uwijały sie wśród masztów, zawierając bliższą znajomośc z linami i wiązały je grubymi (co nie znaczy mocnymi) węzłami, żeby przynajmniej przypominały całe. O huśtaniu się na nich nie wspominając...
- Potwór na horyzoncie! - wrzasnął jeden z nich, zarywając twarzą w pokład. Niezupełnie celowo, chyba, że zerwanie sie wanty miał zaplanowane. - A właściwie, to na dziobie O.o"
- Był ktoś już na dziobie?! - wrzasnął Zeg.
- Nie?...
- To idziemy! Ja żadnego potwora nie ulęknę się, pozna ostrze mojej szpady! - dzielny wojownik ruszył w stronę, gdzie podobno czaiła się straszliwa bestia. Sat, Serika i Miya popatrzyły po sobie, wzruszyły ramionami i bez słowa ruszyły za nim, pozostawiając Ryuzoka kontemplującego dziurę w pokładzie.

Drow popatrzył żałośnie w górę i westchnął coś o zrywających się szantach...

Po chwili cała czwórka jak zaklęta przyglądała się znajdującej się na dziobie figurze. Gdyby ktoś ich zapytał, co to jest, prawdopodobnie orzekliby, że lew. Albo żyrafa. Albo może pies? Zjawisko wyraźnie zaopatrzone było w cztery nogi, ogon i wielkie, niebieskie oczy. Było złote. Miało wywieszony język (że co?!), długi ogon, a po bokach...
- To skrzydła?
- Ja bym powiedziała, że chyba dyby ^^"
- Sądzicie, że to dlatego statek nazywa się "Pegaz"?...
- PEGAZ?! - Bambosh, który postanowił sprawdzić, co się dzieje, nie wytrzymał nerwowo i...
- Zawołajcie Inai, żeby go ocuciła... ^^" Słuchajcie, tam jest jeszcze coś!

*proszę włączyć romantyczną piosenkę z Titanica. Będzie potrzebna*

- Sądzicie, że oni skamienieli, bo popatrzyli na tego... no... pegaza? - Miya z zaciekawieniem przyglądała sie dziwnej parze rzeźb. Chłopak o urodzie pewnego gwiazdora Hollywood przytrzymywał dziewczę, które również kogoś im przypominało, i stało w dziwnej pozie na barierce statku. Wiatr rozwiewał jej kamiennie włosy, a rozpostarte szeroko ramiona zdawały się chcieć objąć cały świat...
- Musieli wyrzeźbić taką brzydulę? _^_
- I takiego karpia?!
- Nazwijmy go diCarpio, będzie maskotką statku! ^^ - ucieszyła się Miya. - Sądzicie, że da się ich jeszcze jakoś ozdobić? ^^
- Może przemalować?
- Koniecznie! Mewy zdecydowanie zbyt często na nich siadały ^^"
- Albo zamrozić?... O, to byłoby ładne! Mrożony karp! - ucieszyła sie Sat. - Zna ktoś odpowiednie zaklęcie?
- To nie może być prawdziwe... - nieszczęsny Zegarmistrz kołysał sie w przód i w tył. JEDNA kiczowata rzeźba to był szczyt jego wytrzymałości.

***

Inai wyszła w końcu z kajuty, do której zaciągnęła męża zmuszaając go, żeby choć chwilę sie przespał po szoku, którego doznał na dziobie okrętu. Rozejrzała się po statku. Każdy miał cos do roboty... Doszła do wniosku, że nie chce przeszkadzać. Przecież znajdzie sie także coś dla niej, prawda?... Ależ jasne! Przecież jeszcze nikt nie sprawdzał, co jest pod pokładem! Trzeba tylko zgarnąć kogoś do pomocy... Na przykład przybranego brata :>
- Daaaeeeer!!!

Razem zeszli pod pokład. Inai chciała rzucić zaklęcie światła, ale drow nie potrzebował go, żeby móc się rozejrzeć.
- O ja cię kręcę... SKARB!
- GDZIE?!
Zapłonęło światło zaklęcia i już oboje mogli przyjrzeć się stosom walających sie po ładowni płyt. Oboje wydali z siebie westchnienie zachwytu.
- Zanim to przejdziemy, minie ze sto lat... Gdzie jest terminal?
- Nie wiem, ale popatrz! Morrowind! 10 części! Everwinter Nights! 5! Baldur's Gate, 7 części! I wiesz, że istnieje Might & Magic 134?!
- Czekaj, tu jest coś jeszcze... - Inai przegrzebywała się przez stos płytek. - Jak myślisz, co takiego zamknęli w skrzyni z TAKIM wiekiem?! o.O
- Najwyższy czas, żeby się przekonać! - orzekł drow i jednym ciosem miecza zniszczył zamek. Zajrzeli do środka... Po chwili ich wzrok stał się pusty, jakby ich dusze opuściły ciało i znalazły się w zupełnie innym świecie...

***

- Tu jest napisane, że statek został opętany. Każda kolejna jego załoga zapada na dziwną chorobę, której źródło podobno tkwi w pewnej płytce... Nie wiadomo, skąd się wzięła, zupełnie,jakby stały za tym jakieś tajemnicze siły, ale sprawia, że marynarze zaprzestają wszelakiej aktywności i całymi dniami wpatrują się gdzieś w przestrzeń, czasem mrucząc tylko pod nosem "poring... poring...". Podobno czarnoksiężnicy nazywają tę przypadłość zgROsis. Jedynym lekarstwem jest trzymanie z dala od centrum piractwa i dużo świeżego powietrza - Aria zatrzasnęła głośno dziennik pokładowy. - To jakiś idiotyzm!
- Chyba tak... ^^" Ciekawe, czego oni sie nachlali?... - westchnęła Serika. - Nie sądzę, żeby coś tak kretyńskiego zagrażało komukolwiek z nas. No, chyba, że drowom... ^^"
- Moje dzieci nie dadzą się omamić żadnej płytce! - zaprotestowała Aria.
- A nie napisali tam może, gdzie trzymają zapasowe liny? - Avellana postanowiła przejść do spraw bardziej praktycznych.

***

Tymczasem Bambosh stwierdził, ze skoro nadopiekuńcza półelfka wreszcie sobie poszła, najwyższy czas zabrać się za zwiedzanie okrętu. najlepiej zakamarków, gdzie jeszcze nie dotarła stopa żadnego poszukiwacza przygód... Oto zadanie dla Bambosha!

***

Kilka godzin później kotwicę udało się podnieść (w sumie, to udało się zerwać linę, na której była kotwica, ale kto tam dba o szczegóły?) i statek wyruszył w rejs. Jakimś cudem wiatr nieźle wywiązywał się z zadania siły pociągowej, chociaż może to drowy wraz z rumem pochłonęły również nieco żyłki żeglarskiej - w kazdym razie Pegaz pruł fale z szybkością, której nie powstydziłaby sie żagłowka Kuśnierewicza.
- Nie wierzę... Płyniemy! Naprawdę płyniemy! - cieszyła sie Sat.
- Yhym... - przytaknął wciąż półprzytommny Xeniph.
- Taaaak... Kij od miotły mamy, ścigamy piratów, drowy rewelacyjnie wyglądają wśród masztów... czego jeszcze chcieć od życia? - Serika wyciągnęła się wygodnie w miejscu, gdzie pokład był względnie cały. - Podoba ci się? - zwróciła się do trzymanego w ręku długiego, wąskiego przedmiotu.
- Jak tam Kjopeczek? - rozczuliła sie Miya.
- Nie mów tak na niego, nie znosi tego ^^" Podobnie, jak nie znosi mnie, uwięzienia w miotle, pozbawienia mocy, a także, jak sie właśnie dowiedziałam, żeglowania. - -"
- Maruuudzi...
- Może przestanie, kiedy moc częsciowo do niego wróci. Na razie jakoś mu isę nei dziwię... ^^"
- Ja też nie. Tysiąc lat z Seriką! Może jednak okażesz trochę litości i go zabijesz? - Klejnot zawsze musiał wtrącić swoje trzy grosze.

***

Minęło trochę czasu, zanim ktoś w końcu zadał sobie pewno znaczące pytanie...
- Gdzie jest Daer? Serika, obiecałaś mi, że będziesz się z nim integrować! - Aria plątała sie za blondynką już od paru minut.
- Dobrze, dobrze, poszukam go... I tak ktoś mi musi pomóc z tą rozwaloną koją... ^^" KLEJNOT!
- Znalazła sobie smoka na posyłki... - -"
- Nie marudź, chyba nie jest tak trudno znaleźć jednego drowa?
- Na tym statku? JAKIEGOŚ nawet bardzo łatwo _^_

Kilka minut później Serika i Aria stały ze szczękami na ziemi w ładowni statku, patrząc na trzy... Nie, cztery! postacie, stojące bez ruchu i pozornie nie wykazujące śladu życia.
- Inai? Bambosh? Daer? Yuby!?
- Co im się mogło stać?
- Poporing... - uśmiechnął się do siebie Bambosh. Wyglądało na to, ze gdziekolwiek przebywała jego dusza, była szczęśliwa.

- NA BOGÓW!...


Ostatnio zmieniony przez Serika dnia 02-08-2004, 22:22, w całości zmieniany 1 raz
Przejdź na dół
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź blog autora
 
Numer Gadu-Gadu
1051667
Mai_chan Płeć:Kobieta
Spirit of joy


Dołączyła: 18 Maj 2004
Skąd: Bóg jeden raczy wiedzieć...
Status: offline

Grupy:
Fanklub Lacus Clyne
Tajna Loża Knujów
WIP
PostWysłany: 02-08-2004, 23:17   

Mai siedziała na bocianim gnieździe i śpiewała szanty. Wygnana na maszt przez licznych "wielbicieli" swojego niezaprzeczalnego talentu wokalnego wyżywała się na drewnie, rzeźbiąc w nim niewielkim scyzorykiem. Wióry malowniczo opadały na pokład. Praca ta zajęła jej sporo czasu. Kiedy się w końcu wyżyła, maszt był niższy o dobre kilknaście centymetrów. W końcu Mai stwierdziła, że nerwy już uspokoiła, więc nie ma co się dłużej alienować. Zwinnie zeszła z masztu, nucąc jeszcze pod nosem "Zaciągnąłem się na herbaciany kliiiiiiper..." Kiedy stanęła już na pokładzie jej oczom ukazał się dość... intrygujący widok.
- poring...
- O. Mój. Boże...
Daer, Inai, Bambosh i Yuby wyglądali niczym dobrze zachowane skamieliny, z tym że od czasu do czasu dodawali ciche "poring". Wokół nich kręciły się Aria, Serika, Miya, Avellana i cała kupa innych członków załogi, których wymienianie mija się z celem. Przez myśli łuczniczki przewijała się tylko jedna myśl: "co tu się u diabła dzieje?!" Ponieważ kto pyta nie błądzi, Mai uzewnętrzniła swoją myśl w formie bardziej dostępnej.
- Co tu się u diabła dzieje?!
- ZgROsis... Są opętani!! - poinformowała ją Serika.
- A co to jest do diabła?
Po krótkim wytłumaczeniu Mai zastanowiła się głęboko nad owym wydarzeniem. Jak by tu ich wyleczyć...
- Ma ktoś jakiś pomysł?
- Przez łeb im, to na pewno się odblokują (Serika)
- Wyrzućmy ich za pokład, to się ockną. Albo złóżmy ich w ofierze Loth (Aria)
- A może mają jakiś alkohol? (drow się przypałętał)
- A może dajmy im spokój? (Avellana)
- Herbatki? (Miya)
Po uspokajającej dawce herbaty i długiej debacie ferajna doszła do nieskomplikowanego wniosku. Jedziemy dalej, a co ma być to będzie.

_________________
Na Wielką Encyklopedię Larousse’a w dwudziestu trzech tomach!!!
Jestem Zramolałą Biurokratką i dobrze mi z tym!

O męcę twórczej:
[23] <Mai_chan> Siedzenie poki co skończyło się na tym, że trzy razy napisałam "W ciemności" i skreśliłam i narysowałam kuleczkę XD

Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź blog autora Odwiedź galerię autora
raflik Płeć:Mężczyzna
Fenomen na jedną noc


Dołączył: 14 Lip 2002
Skąd: Z nicości swego akademickiego pokoju
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
PostWysłany: 03-08-2004, 09:05   

A tam.. gdzies tam daleko na morzu, na duzych falach kolysala sie lajba... no moze lajba to za duzo powiedziane... stateczek... tez za duzo... no dobra: Stara metalowa wanna. W niej oprocz prowiantu,(ktory zajmowal polowe powieszchni wanny a wystarczal na tydzien) Siedzialo dwoch osobnikow. Jeden beztrosko gral na czyms co przypomina bandzo, a drugi glowe mial wystawiona przez burte i zwracal zawartosc swojego zoladka.
-Hej szczurze ladowy... juz nie wytrzymujesz???
<druga postac wzniosla tylko glowe, po czym na nowo z zapalem oddala sie swojemu dotychczasowemu zajeciu, po chwili jakby uspokojony i calkowicie wyprozniony usiadl>
-Jakiem Anty-Wipowiec, Ksiaze Cahosu takiem nie wiedzial ze mam Chorobe morska...(Raflik znow poczol sie niedobrze, wiec strategicznie odwrocil sie w strone morza)... i pomyslec ze moim zywiolem jest woda...
-E tam... przesadzasz.... Moze Rybki <Postac podstawila mu dziwnie wygladajaca rybe pod nos>
<Raflik tylko odepchnal reke swojego towarzysza i powrocil z zamilowaniem do swego zajecia>
(pol godziny pozniej)
-Teraz nie radzilbym ci wychylac sie za burte
-Czemu(odpowiedzial Raflik slabym glosem... odpowiedz przyplynela bardzo szybko)
Ogromny rekin, a raczej jego lep pojawil sie nad powieszna wody... Rafl cudem nie stracil glowy (doslownie i w przenosni) gdyz jego towarzysz pociagnal go w ostatniej chwili.
-Treaz jestesmy na Morzu Straconych Glow
-T..ten rekin... Obali nasza wanienke...
-Zobaczysz... nie uda mu sie...<poczym grajek zaczal czegos szukac w stercie prowiantu>
Tymczasem rekin atakowal, a raczej bawil sie jak chcial. Podrzucal, przechylal i czynil inne akrobacje wanienka, i tylko cudem jej pasazerownie nie wyladowali w wodzie. Wresczie postanowil zakonczyc ta zabawe i zjejsc obiadek... Odplynal kawalek i ruszyl w strone wanny
-AAAAAA <krzyczal raflik calkowicie zapominajac o swoich boskich mocach)
<Rekin wyskoczyl z wody i w majestatycznym locie zblizal sie do swojej ofiary>
-MAM!!! <krzyknal grajek i juz kiedy Rekin mial opasc swim cielskiem na wanienke,kiedy byl kilka centymetrow od nich towarzysz raflika wystawil reke z dziwna szara plytka... Rekina zawiesilo w powietrzu, poczym opadl z wielkim pluskiem do wody i opadal coraz nizej w glebiny...
-Zawsze skuteczne... chociazl kiedys ta plytka znisczyla mi zycie....
-A wlasnie... <Raflik natychmiast zapomnial o starchu> Opowiedz mi cos o sobie...
-To dluga historia....
-mamy czas... jestesmy na morzu...
-No tak ^^
-_-....

_________________
Hollogram Summer - The Night of Wallachia

Fenomen na jedną noc
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
tilk Płeć:Mężczyzna


Dołączył: 24 Lip 2003
Status: offline

Grupy:
Alijenoty
PostWysłany: 04-08-2004, 00:37   

Nagle w błysku jasnego światła na pokładzie "Pegaza" pojawił się pewien, znany już drużynie, niezbyt uczuciowy osobnik.
- Tilk? - zapytali obecni ze zdziwieniem. - Gdzieś ty się podziewał?
- Festiwal był lekko nudnawy, więc ulotniłem się na chwilkę, żeby zająć się czymś ciekawszym. Jak wróciłem, na miejscu zamiast was zastałem coś w rodzaju pobojowiska. A teraz odnajduję was na tej łajbie. Gdzieście WY się podziewali, się spytam?
- Powiedzmy, że odgrywaliśmy przymusowego cosplaya... - odrzekł Xeniph.
- Cieszę się, że się dobrze bawiliście...
- BAWILIŚMY?
- ...teraz jednak chciałbym obejrzeć ten statek... Hmm, niezbyt zaawansowane toto, pływanie nim może być zabawne... oczywiście po drobnym podreperowaniu. A tu co, statua karpia na pokładzie?
- DiKarpia... - poprawiła Serika.
- Powiedzmy... a właśnie, gdzie się podziewa Bambosh?
- Mamy z nim i paroma innymi mały kłopot... - odrzekła Avellana. - Zresztą, pokażę.

***

- Mastering... - powiedział Bambosh cicho i bez życia.
- Faktycznie, niemiła sprawa. Wygląda to zupełnie tak, jakby śnili na jawie. Ich umysły zdają się być częściowo odłączone od...
- Poring... - powiedział nagle Yuby.
- ...ciała, tak jakby... Hej! - Tilk doznał oświecenia. - Poring? Mastering? Z czymś mi się kojarzą te słowa... i chyba nawet wiem z czym... Muszę coś sprawdzić...
Tilk opuścił głowę i spojrzał na umieszczony na lewym ramieniu interfejs holograficzny. Błysnęły na nim szybko jakieś wzory, po czym cyborg wystawił prawą rękę do przodu i otworzył dłoń. W błysku jasnego światła pojawiło się w niej dziwne urządzenie, przypominające skrzyżowanie krótkofalówki, anteny satelitarnej i lampy rentgenowskiej. Tilk włączył je i zbliżył do opętanych.
- Tak, jak się spodziewałem. Ich umysły są połączone z czymś kanałem nadprzestrzennym... Nie mam pojęcia, co jest punktem przeznaczenia, ale to najprawdopodobniej to odciąga uwagę ich umysłów od własnych ciał. Mógłbym spróbować zagłuszyć komunikację, co spowodowałoby rozłączenie, ale... Kompletnie nie rozumiem, w jaki sposób odbywa się tu komunikacja nadprzestrzenna bez pomocy urządzeń. Nie potrafię przewidzieć skutków rozłączenia.
- Lepiej nie ryzykować. Znajdziemy inny sposób. - odrzekła Avellana.
- Też tak sądzę. Tymczasem pójdę obejrzeć dolne pokłady statku.
- Tylko nie zbliżaj się do ładowni pełnej płyt...
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Odwiedź blog autora Odwiedź galerię autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
 
Numer Gadu-Gadu
1543661
Aria Płeć:Kobieta
Matka Opiekunka


Dołączyła: 25 Paź 2003
Skąd: piąta cela po lewej ^^
Status: offline
PostWysłany: 01-09-2004, 22:52   

(pisze tego posta od nowa, w sumie to będzie taki skrót)

gdy reszta zajmowała sie towarzyszami podróży i myśleli jak wyleczyć ich z tajemnicaej choroby, drowy z Arią zajeły sie organizacją na statku.
na pokładzie siedziało 200 drowów i pośrodku Aria czytając jakąś księgę o tajemniczym tytule "Vademekum Żeglarza Jahtowego"
- hmm....
-i co, mamo? wiesz coś z tego?
- wiem że mamy przerąbane, nic tu nie rozumiem, słuchajcie "jeżeli statek idzie lewym halsem i widzi statek po nawiecznej który idzie pełnym wiatrem , prawym halsem... rozumiecie coś z tego?
-.....
- oo.. ŁOHOHOHOHO! patrzcie jakie smieszne "gdy jest żałoba na statku należy bandere opuścic do połowy chorzy na ZgROzis i tak są na zdechnięciu - Arie wydawało sie to bardzo cieszyć- choćmy opuścmy tą bandere XD ale będzie smiesznie.
- poswięćmy kogoś Loth...
- ne bój żaby, dobrze, organizujemy załoge, kto chce być na oku?
- a co sie tam robi?
- siedzisz na bocianim gnieździe i NIC nie robisz tylko sie patrzysz w wode czy nie ma jakiś przeszkód. Kto chętny?
Las czarnych rąk.
- ale trzeba zachowywać świadomosć umysłu, czyli nie pić.
nikt sie nie zgłosił.
- Khan, ty idziesz!
- ale czemy ja?!
- bo tak, masz nam meldować jak zobaczysz coś dziwnego.- Aria wróciła do ksiażki a Khan się wspiął na bocianie gniazdo.
-i 50 drowów do szotów- Spojrzała na pełne zrozumienia uśmiechy drowów- rozumiecie coś czy sie ze mnie nabijacie?- drowy sie jeszcze szeżej uśmiechneły, Aria westchneła- szoty to liny od foka- uśmiechy sie poszerzyły- fok to ten, o tam-pokazała palcem- trójkątny mały żagiel.- potem wskazała piędziesiątkę do roboty.
-teraz kogoś najbardziej ogarniętego i doświatczonego na sternika! gdzie jest Sildi?- Aria poszukała najbardziej obiecującego syna wzrokiem, siedział pod masztwem paląc ziele fajkowe. na oczach miał nasuniętą czapkę z daszkiem na której był wyszyty liść konopi a jego bluza z kapturem nosiła dużo mówiścy napis:

"Gandzialf na prezydenta"

Aria zwątpiła i poprosiła jakąś drowkę by zasiadła przy sterze. A resztą zagoniła do sprzątania, nauki węzłów i kontroli nad resztą lin. Uśmiechnięta, zadowolina połozyła sie tam gdzie żadna linka ani zagliel nie zasłaniały jej słońca, wypiła łyczek dobrego wina. "doskonale"


- Khan! widzisz tam coś?!
- ptaki widze Niana!! nic takiego
- a co one robią?
- siedzą
- na czym? =='
- na... oj... kamieniach....? ^___^
- DO WZROTU! ZAWRÓCIĆ STATEK!

Aria opluła sie winem i wyjrzała za relingi (te płotki) a potem przed oczami przeleciała jej cała scena z "titanica".

_________________
http://niziolek.deviantart.com/
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
2496391
Szaman Fetyszy Płeć:Mężczyzna
Epic One


Dołączył: 06 Maj 2003
Skąd: Z emigracji wewnątrzkrajowej
Status: offline
PostWysłany: 30-09-2004, 10:35   

Tymczasem Peter, Ini, Daer i Yuby zmagali się ze słodkimi różowymi galaretkami, mamrocząc pod nosem że nie mogą użyć swoich mocy.

- Bamboshki mi zniknęły - żalił się Bambosh. I do tego noszę jakieś dziwne ciuchy i muszę walczyć tym złomem - pokazał standardowe wyposażenie każdego gracza stykającego się po raz pierwszy ze zgROzis - nóż.

- O, Bamboshek - Ini rzekła z radością, po czym przypadkiem trafiła go nożem.
- Ups... padł - Yuby wykańczał kolejnego poringa. - Ale przynajmniej wiemy że to nie Bamboshki.
- Jakim cudem w takim małym króliku zmieścił się miecz? - Zastanawiał się Daer.

Po jakimś czasie osiagnęli poziom, który pozwalał na zmianę profesji...

- Czuję się jakbym mógł zdobyć jakiś fach i stać się potężny - powiedział z umiarkowanym entuzjazmem Bambosh. - Ale co z tego, skoro nie możemy się stąd wydo...

Komentarz Bambosha przerwały trzaski piorunów, swąd siarki i wielkie złote litery pojawiające się na niebie. Utworzyły one stosunkowo prosty do zrozumienia przekaz.

"Zamykam serwer, na zawsze"

Po czym przed oczyma naszej czwórki pojawiło się okienko "disconnected from server". Serika zauważyła że nieszczęsne ofiary zgROsis zaczęły dochodzić do siebie...
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
2277120
Ryuzoku Płeć:Mężczyzna


Dołączył: 22 Cze 2003
Status: offline
PostWysłany: 05-01-2005, 19:39   

Po chwili od wykopania wsyzstkich z serwera, jeden z Drowów nagle zobaczył że statek zbliżał się do jakiejś wyspy, radośnie i głośnie wsyzstkim to anonsując <i przy okazji spadając z gniazda przy radosnym podskakiwaniu>. Sama wyspa nie była zbyt wielka ani okazała, przypominała jednak typową wyspe złego charaktera z jakiej kolwiek legendy, mała wysepka w większości będąca wielką górą bądź też wulkanem...
Gdy tylko okret dobił do wyspy z okretu zaczęła wychodzić cała grupa, włącznie z ofiarami zgROsis które zdawały się być już w normalnym stanie i niezbyt pamiętały, badź też udawały że nie pamiętają co sie z nimi działo twierdząc jednogłośnie że spali.
Kiedy grupa w całości wydostałą się z okretu, nagle zaczęła zapadać ciemność, co wnioskowało, że skoro są na nie znanym terenie lepiej poczekać z eksploracją wyspy do dnia następnego i załozyć prowizoryczny obóz, na wieść o czym Ryu stwierdził że idzie zbadać nie zbadany wcześniej przylądek oddalając się w las i niknąc w gąszczu drzew, a po mniejwięcej minucie było słychać jedynie że coś się tam stało, a dzikie ptatstwo wzleciało i uciekało w pośpiechu...
Grupa jednak nie przejmując się niczym po założeniu obozu uznała że smok umie radzić sobie sam, a poszukają go następnego dnia jeżeli się nie pojawi, po czym całość zasnęła zostawiając jedynie kilka rozkapryszonych drowów na straży...
Następnego dnia jednak smoka nadal nie było widać, po czym wsyzscy stwierdzili że wypadało by go odnaleść (choć kilka drowów miało pomysł aby wrócić na statek i odpłynąć korzystając ze spiżarni puki nie ma tego dużego co wszystko zrzerał, jednak zostali nakłonieni do pozostania)...
Całkiem predko większość poszła w stronę w którą widziano ostatnio oddalającego się smoka, po chwili natrafiając na dziwną kamienną budowlę z jakby idealnie dopasowanym świeżym kraterem pomiędzy. Budowla nie była zbyt skomplikowana, cztery kolumny złączone leżącym na nich sporej wielkości kamieniem a w środku widniał ów krater... Całkiem szybko zaóważono również ślady przypominające wilcze,których to tropem wybrała się wieksza część grupy pozostawiajac dwie osoby przy samej budowli. Ślady jednak szybko zaprowadziły dzielną drużynę tropiących do wejścia do jaskini,w czym nie było by nic dziwnego poza tym że przed jaskinią nie było zywego ducha ani żadnych przeszkód, zupełnie jakby zapraszano ich do środka, albo istoty zamieszkujące ów góre były na tyle tępe że nie wpadły nawet na pomysł straży-dodał po chwili jeden ze stojących w oddali. Po czym wszyscy weszli do środka...

{tylko prosze jak coś jeszcze mej postaci nie odnajdywać...chociaż w końcu poruszyłem tego questa...}
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Wyświetl posty z ostatnich:   
Strona 8 z 8 Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików
Nie możesz ściągać załączników
Dodaj temat do Ulubionych


Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group