FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  Galeria AvatarówGaleria Avatarów  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Następny
  Miotla dla Seriki:
Wersja do druku
Avellana Płeć:Kobieta
Lady of Autumn


Dołączyła: 22 Kwi 2003
Status: offline
PostWysłany: 14-04-2004, 12:48   

Avellana chwilowo zapomniała, że jest poirytowana. A miała czym. Co to znaczy, do licha, że robi za jakiś materiał zastępczy dla czyjejś żony? Chyba zasługiwała na to, żeby ktoś wybrał się z nią z własnej woli... Ale jej starannie ułożona w myślach tyrada O Przewagach Lamy Nad Xeniphem została odłożona na czas nieokreślony. Oboje starannie oglądali czarną perłę.

- Nie wiem, czy myślisz o tym, o czym ja myślę... - zaczął Xeniph.
- Odcinek 6 i odcinek 144.
- Brama do innego świata?
- Może... Ale jakiego i dlaczego nam ją dał?
- Pułapka?
- A może przeciwnie?
- Czy możecie mi to wyjaśnić? - syknęła zielonkawa papuga.
- Trzeba było nie spać, tylko oglądać razem z Xeniphem - docięła jej papuga ruda. - Mamy do czynienia z czymś, co podejrzanie przypomina pewien artefakt, będący bramą do świata zmarłych.
- Ale nie jest powiedziane, że do świata zmarłych. To może być brama dokądkolwiek - wtrąciła Avellana.
- Jest tylko jedna metoda, żeby sprawdzić - Xeniph zamierzał położyć perłę na ziemi. Avellana zgrabnie ją przechwyciła.
- Nie ma mowy. Po pierwsze, tylko ją rozwalisz. Uaktywnienie tamtej wymagało specjalnego klucza, nie? Po drugie, może by tak najpierw sprawdzić, gdzie jest reszta?
- Cóż... - Xeniph już od dłuższej chwili wpatrywał się w coś odległego. - Albo mieli awarię w składzie fajerwerków, albo...
Avellana natychmiast wróciła do zwykłego trybu.
- Ich to na moment z oka nie można spuścić! Ciekawe, które to tym razem... To nie Slayersi, tu się nie wali na prawo i lewo fireballami!
- Nic się nie stanie... Chyba. Przynajmniej nic ich tu nie da rady zeżreć.
- Tak, ale my się w trzy cholery niczego nie dowiemy od ewakuującego się w panice miasta!
- A widzisz tu jakichś informatorów? Same parki, albo...
- Albo trzeba się lepiej rozejrzeć. Ale najpierw - westchnęła ciężko, słysząc kolejną falę wrzasków, tym razem z innej strony - najpierw rzućmy okiem, co oni tam naknocili... Tylko ja się do nich nie przyznaję!

*******

Szybko przepchnęli się do pierwszego szeregu i ocenili sytuację. Niezachwiane przekonanie Avellany, by nie przyznawać się do tego wszystkiego, nieco osłabło. Sytuacja wymagała opanowania... Wyminęła strażników i powędrowała prościutko do łuskowatego potwora.
- Spokój mi tutaj! - warknęła. - A wy, co się tak gapicie? Hanyou nie widzieliście?
- Ha... Hanyou...? - odetchnął jeden ze strażników. - To jest tylko przeklęty hanyou? Zaraz mu pokażemy!
Ryuzoku mruknął gniewnie, a strażnik stracił nieco zapału do krzywdzenia mniejszości etnicznych.
- Nie ma potrzeby, zaraz go stąd zabieramy. Idziemy stąd.
Cała czwórka (wraz z wygarniętą spod jakiejś ściany chichoczącą Miyą) odmaszerowała z godnością. Strażnicy popatrzyli na siebie.
- Ta kobieta... Miała feniksa na ramieniu?
- Może i feniksa... Niech się o nich inny patrol pomartwi. Możemy zrobić protokół zniszczeń.
- Taaak. I powinno nam to zająć kilka godzin.
- Co najmniej. Może nawet kilkanaście.


----------------------------------------------
* hanyou = półdemon, czyli mieszaniec człowieka i youkaia
** w tym świecie nie ma papug...

_________________
Hey, maybe I'll dye my hair, maybe I move somewhere...
Przejdź na dół Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Odwiedź galerię autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
Noire Płeć:Kobieta
Pomniejszy Inżynier


Dołączyła: 14 Maj 2003
Skąd: From down below
Status: offline
PostWysłany: 14-04-2004, 22:07   

Noire przechadzała się razem z Crackiem po osadzie.Nie zwracała zbytnio uwagi na jego obecnośc, bo była zajęty czymś..teges..innym.
-Zdecydowanie nie podoba mi sie czerń tych włosów..to jest takie szablonowe,jeśli chodzi o demony..zerwałam z tym dawno temu-obejrzała swój profil w odbiciu jakiejś wystawy.Skoncentrowała się i włosy zmienily kolor na mocny granat.-Zdecydowanie lepiej -obdarzyła szybowe odbicie pogodnym uśmiechem.Oddaliła się od tajemniczego sklepiku parę kroków,kiedy starowinka w czarnych szatach zawołała za nią.
-Panienko!Czy nie zechciałabys rzucić chocby okiem na mój skromny asortyment?Byłabym wdzięczna-na jej twarzy zagościł grymas, który usilnie próbował przypominac uśmiech.Noire najpierw zdziwiona spojrzała na nią,po czym naiwnie odparła:
-Ależ oczywiście,jesli to ma pani sprawic radośc to chętnie wejdę.Lubię starszych ludzi-ponownie skierowała swe kroki do sklepu.Starowinka z wyraźnie cięta satysfakcją dodała:
-A twój chłopak?
-M-mój co?-zdumiła się i przypomniała o panujących zasadach w wiosce-A-a tak,mój chłopak..rzeczywiście,czasem pamięć płata przeróżne figle ^^'-Noire podeszła do Cracka i w kilku zdaniach wyjaśniła mu o co chodzi.Złapała go pod ramię.
-Niestety to konieczne-mrukneła-To sie nie stało,to się nie stało..
-Mówisz tak,jakbym był dla ciebie utrapieniem-powiedział Crack,troche zmieszany.
-Co..a..no..tego..-zaczeła się tłumaczyć- L-lepiej już chodźmy do tego sklepu.-zmieniła temat i weszli razem do sklepiku.Pomieszczenie okazało się ciasne i duszne.Na półkach były poustawiane ciasne,przeróżne specyfiki a'la oko zaby,pazur łasicy itp.
-Mhhmm-Noire wciągneła powietrze-ładnie tu pachnie..tak..orginalnie- Starowinka nie zwracała na to uwagi,stała do nich tyłem i zaczeła się śmiać szyderczo.
-Na początku wizyta waszej grupy była mi nie na rękę..ale teraz moze się okazac pomocna-złapała Noire za rękę i rozdrapała jej pazurami skórę.Złapała się za rękę,staruszkę widocznie zdumił widok krwi spływającej z rany,zaklęła głośno.
-Żadnej powłoki astralnej?Przecież jesteś demonem..jak to tak..arghh..jak zwykle nie po mojej myśli-jekneła niezadowolona.
-Przykro mi,jestem demonem organicznym-powiedziała spokojnie pocierając rane,która w kilka sekund sie zasklepiła-Właściwie jakie pani miała plany?
-Plany?aa..nic takiego,poprostu chciałam wzmocnić te demony,które własnie wkraczają do wioski..ale nie wyszło..no cóż-wytargała skąś stary kocioł i wkropiła krople krwi,które zostały na jej pomarszczonych dłoniach-To musi wystarczyć-zaczeła recytować jakies zaklęcie.Noire z uprzejmoscią przyglądała się całemu zajściu.
-..mruk,mruk..mocy zła..bla,bla,bla -szeptała pod nosem wiedźma,sypneła garścią sproszkowanego ogona traszki.
-Oj,to nie to psze Pani..
-mruk,mruk..przyby..Co? -babcia wyrwała się z transu.
-Powinna pani najpier dodać skrzydła ważki-poinstruowała uprzejmie Noi.
-Faktycznie, co ja narobiłam,bedę musiała dodać jeszcze troche twojej krwi,zeby to wszystko odkręcić..khee..mogę?
-Oczywiście-nadstawiła palec i przekłuła,pare kropel wpadło w zieloną maź.-Ja już pani podziekuje,poczekam na te demony na zewnątrz.Wyszła razem z Crackiem,nie dając staruszce szans na pozegnanie.Zaczeła mimowolnie chichotać.
-Jak ja kocham manipulowac ludźmi,dlaczego starowinki sa takie naiwne?...ciekawe jak wygladają kiślowe demony?XD-powiedziała z zaciekawieniem.Crack tylko pokręcił głową.W tle było słychać krzyki pierwszych uczstników festynu,które oznajmiały to,ze demony w końcu dotarły do osady..

( w końcu żem coś napisała :P..nie wiem czy przy tym nie pokrzyrzowałam niektórych waszych planów..)

_________________
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
2120255
Ryuzoku Płeć:Mężczyzna


Dołączył: 23 Cze 2003
Status: offline
PostWysłany: 16-04-2004, 14:40   

kiedy tylko Ryu usłyszał krzyki dobiegające z neiwielkiej odległości od miejsca w którym był z Miyą Ave i Xenem (te dwie ostatnie osoby to podobno tam są lae ja sie nie łapię), odrazu ruszył się z miejsca i zrzucił wszystko bez czego był by brany za dwemona.
po przejściu tylko kilkunastu metrów (kilka Smoczych kroków) zaóważył za zakrętem sporo dymu i ognia w około, było już wiadome że coś sie pali i to za bardzo jak na wypadek,nagle z dymu zaczęły się wyłaniać demony, te nei były zbyt silne, początkowo wszystkie udawało się rozszarpać pazurami, następne były już silniejsze. Wytrzymywały pozątkowe uderzenie szponów, przez co Smok musiał zacząć korzystać z magii, z której dla zaoszczędzenia czasu odrazu stworzył miecz (launga blade) po czym żaden potwór nie miał szans po dotarciu pod Smocze nogi. Kiedy po chwili dotarła tam reszta grupy z którą przebywał (Miya Xeniph i Avellana), którzy po zaóważeniu że pomocy nie trzeba stanęli z boku i zaczęli obserwować...Kiedy w pewnym momcie Demony przestały się pojawiać...nagle z między dymu wyłoniła się ostatnia postać była to średniego wzstu kobieta ubrana w czerwoną suknię bez prawego rękawa a opancerzonym drugim i ludzkiej czaszce na pasie, o krótkich blond włosach lekko wywiewających z za czegośw rodzaju szalika zakrywającego twarz, a w rękach trzymała dziwną broń. Był to kij po obydwu końcach zakończony ostrzami jak w kosie(ostrza w tę samą stronę) lecz na jednym z końców widać było czaszkę jakeigoś stwora która cała była uplamiona krwią. Smok sądząc że dziwny wygląd kolejnego demona nie powineien zrobić mu różnicy zaatakował go jak całą resztę, jednak TA używając swojej broni nie wiadomo czemu zatrzymała magię Smoka i zablokowała tym samym atak...
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Satsuki Płeć:Kobieta
Fioletowy Płomyczek


Dołączyła: 13 Lip 2002
Skąd: Aaxen, zamek Elieth ves Aeriei nad Morzem Płaczu
Status: offline

Grupy:
WIP
PostWysłany: 16-04-2004, 18:34   

Okej, lekko się wkurzyła. Na początku to coś owłosione i dosyć wkurzajace rzuciło się na nią! W dodatku mało przejeło czerwonowłosą uznajac za bardziej interesujący od niej obiekt będący plątaniną kokardek... różowych. W pierwszej reakcji zrzuciła z siebie kokardki - małe, owłosione dziadostwo skoczyło za nimi. Po chwili jednak zauważyła, ze coś nie gra. Czy te kokardki przypadkiem nie były kiedyś Velem...? Własnie próbowały ukąsić tatałajstwo - z marnym skutkiem niestety. I przegrywało.
Przez jedną, krótką chwilęmyslala, ze Vel przegra. I że jest jej z tego powodu przykro. W momencie gdy toto kudłate dorwało jego głowę uznała, ze już nie ma zupełnych szans. I chciała pomóc...
...ale nie zdąrzyła.

Kupa futra uciekła w cholerę. Przed zdezorientowaną mazoku znajdował się wąż. W dodatku był ogromny. I taki niesamowicie śliczny!

- Saaaaat...? Wiesz, że podobno ludzie też smakują jak kurczaki...? >:) - wyszczerzył swoje uzębienie
- śliiiiiiiiiiiiicznyyyyyyyy *_______*

Pogrzebała w kieszeni i wyciągnęła małą, fioletową książeczkę. Przekartkowała ją parę razy. Spojrzała w książkę, potem na Vela i jeszcze raz do ksiażki, i na Vela.

- Anakondy (Eunectes), rodzaj węży zaliczany do rodziny dusicieli. Osiągają długość od 2 do ponad 9 m, - spojrzałą jeszcze raz na Vela - Mogę Cię zmierzyć? ^___^ Mają ubarwienie oliwkowożółte w brunatnoczarne plamy, brzuch żółtawy. O widzisz! Zupełnie jak Tyyyy ^______^ Prowadzą ziemnowodny tryb życia, doskonale pływają i nurkują, chętnie wygrzewają się w słońcu na konarach drzew. Polują gł. na ryby, także na ssaki i gady, przede wszystkim na inne węże i młode kajmany. Hmm... Kurczak zalicza się do ssaków i gadów? A mazoku? A może ja mam robić za kajmana? Cholera! ^^"
- Zawsze zdarzają się wyjątki :>
- I kokardki mi porwałeś...

Zatrząsł się sufit...
Przewróciła się wprost w pokryte łuską cielsko, złapała...
I coś dziwnego dzialo się z dachem...
I jego koniec był coraz bliżej....

Spadli.

Gdzieś w górze patrzyły się na nich dwie pary smoczych oczu.
I ziemia była tak przeraźliwie blisko
...Ale coś ją od nich oddzielało...

***

- Fajnie lecieli...
- Nooo...
- Ale tą gostkę w czerwonym musiało boleć
- I chyba jej się rozwalił ten kij...
- Może być wściekła?
- Auć... Chyba Vel ją przez przypadek capnął...
- Taaa.. wszystko przez to, że w ostatniej chwili Sat z niej spadła ^^'
- Musiało boleć...
- Taaa.. i chyba się wkurzyła
- Tej, a na cholerę Mazoku kazał Ci tu sterczeć?
- To tajemnica ^-^
- Wiedzialem że to powiesz =='

_________________
Uciekaj skoro świt, bo potem będzie wstyd
i nie wybaczy nikt chłodu ust twych
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Szaman Fetyszy Płeć:Mężczyzna
Epic One


Dołączył: 07 Maj 2003
Skąd: Z emigracji wewnątrzkrajowej
Status: offline
PostWysłany: 17-04-2004, 22:46   

Tymczasem Yumegari zaczęła współczuć biednemu grajkowi. Tyle razy próbowała bezskutecznie odwrócić jego myśli od rudowłosej, aż po entym słuchaniu westchnień typu "Och, Sat" i wirtuozyjnych inaczej brzdęgoleń nie wytrzymała nerwowo i krzyknęła:

- Jak jeszcze raz usłyszę te rzępoły, to...

Nie dokończyła, ponieważ w wiosce coś się zaczęło dziać. Okisielowane kobiety rzucały się ze wściekłością na przedstawicielki swojej płci, szarpiąc im ubrania. Wokół nieszczęśniczek zebrał się tłum gapiów.

- Fiu fiu... zapasy w kisielu... - Faceci byli ostro podekscytowani.
- Mniam... ale kształty...
- Co się gapisz na moją narzeczoną zbolu jeden!
- No co? Sport jest dla ludzi!
- Stawiam na swoją dziewczynę.
- Zakłady, przyjmuję zakłady... - Mamrotał któryś.

Okazało się jednakowoż, że demony nie rozróżniały płci. Dlatego to kilkanaście metrów dalej w kisielu tłukli się faceci, a wokół nich zebrał się tłum kobiet.

- Łaaaaał... zapasy w kisielu... - Kobiety były ostro podekscytowane.
- Mniam... ale on ma muskuły...
- Nie gap się tak na mojego narzeczonego bo ci oczy wydrapię!
- No co? Sport jest dla ludzi!
- Stawiam na swojego chłpoaka.
- Zakłady, przyjmuję zakłady... - Mamrotała któraś...

Bambosh z Inai słysząć dziwne hałasy postanowili sprawdzić co się dzieje. Przypadkiem trafili na Noire, która im wyjaśniła jak rzeczy stoją.

- Tak czy siak demony chyba dopięły swego - odwróciły uwagę...
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
2277120
Xeniph Płeć:Mężczyzna
Buruma


Dołączył: 23 Sty 2003
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
WIP
PostWysłany: 19-04-2004, 23:27   

...odwróciły uwagę od walki jaka toczyła się przy tym, co zostało z bram miasta. Dwie sylwetki tańczyły dookoła siebie w powietrzu. Blondwłosa demonica wyskakiwała wysoko w powietrze, odbijając się od murów, dachów, a czasem i samego Ryuzoku, i śmigając w górę i w doł obok starającego się za nią nadążyć smoka. Jednak ciosy, które udawało jej się zadać w przelocie, nie robiły na Ryuzoku żadnego wrażenia i wyglądało na to, że prędzej czy później smok strąci ją, czy to jednym z puszczanych we wszystkie strony zaklęć, czy to kłapnięciem potężnych szczęk...

- Poradzi sobie - stwierdził głośno Xeniph, strzelając z wyciągniętego spod peleryny ciężkiego pistoletu w kolejnego z usiłujących się wedrzeć do miasta demonów.

Jednak Ryuzoku sobie nie poradził, gdyż demonicy udało się rozorać swoją dziwną bronią jedno ze skrzydeł potężnego smoka. A gdy ten próbował awaryjnie lądować na jednym skrzydle, rozcięła też drugie, pozbawiając go możliwości lotu... Ryuzoku z głośnym hukiem uderzył w ziemię. Dygotał przez chwilę, próbująć się podnieść po upadku, po czym stracił przytomność. Xeniph, widząc, że nagle znalazł się w pierwszej linii obrony miasta, lewą ręką wyciągnął mały karabinek półautomatyczny i otworzył ogień w kierunku demonicy. Ta jednak, szybko odskakując i chowając się za szczątkami bramy i domów unikała kul, okrążając wojownika po łuku. Xeniph odrzucił karabinek z pustym magazynkiem i odwrócił się, strzelając z nadal trzymanego w prawej dłoni pistoletu. Ostatni nabój świsnął demonicy koło ucha...

Blond demonica dobiegła do niego w tej samej chwili, w której skończył przygotowywać czar...

- BLUE MAGIC: GAAV FLARE!!!

Wypuszczony z jego dłooni atak rozerwał górną połowę ciała demonicy na strzępy...

Albo rozerwałby, gdyby nie został wchłonięty przez dziwną broń demoniej kobiety.

Ostatnią rzeczą jaką zobaczył Xeniph było spadające na niego z góry ostrze. Potem zapadła ciemność.

***

Avellana zaciekle broniła się miotłą, demonstrując światu swoje mistrzowskie opanowanie Drogi Pani Cosmopolite*. Była jednak zbyt zajęta opędzaniem się od napastujących ją demonów, by być w stanie ochronić wyrywającą się demonom Miyę. Kilka ze stworów zabrało ze sobą zarówno Miyę, jak i nieprzytomnego Xenipha i uciekło niosąc ich ze sobą w dal... Te które zostały, jeszcze przez chwilę usiłowały zabrać też Avellanę, ale po chwili dały sobie spokój i ulotniły się razem ze swoją przywódczynią.

Avellana odetchnęła i opuściła miotłę. Spojrzała najpierw w kierunku, w którym odeszły demony, a następnie na nieprzytomnego Ryuzoku (zbyt ciężkiego, żeby demony mogły zabrać go ze sobą) i zaklęła pod nosem...


*) Starożytna szkoła walki polegająca na wrzeszczeniu na przeciwnika i okładaniu go miotłą.

_________________
You don't have to thank me. Though, you do have to get me donuts.
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Satsuki Płeć:Kobieta
Fioletowy Płomyczek


Dołączyła: 13 Lip 2002
Skąd: Aaxen, zamek Elieth ves Aeriei nad Morzem Płaczu
Status: offline

Grupy:
WIP
PostWysłany: 20-04-2004, 14:54   

To było chamskie. Nie dosć, że spadła na jakąś gostkę to ta gostka wzięła ją za jakąś... jakąś...
SZMATĘ!

Jakby była kawałkiem zbędnej materii, która nie wiadomo z jakiej racja znalazła się własnie na niej!
I ją przewróciła, ale to tak poza tematem...
A potem jak bgyby nigdy nic odrzuciła ją na bok.
Anakonda poleciaaaaała... upadła wprost na podnoszącej się z ziemi Sat. Jeden plus, że Vel podzielił jej los.

A potem patrzyli, patrzyli, patrzyli. I nie mogli zrozumieć dlaczego nie ruszają się z miejsca. Przecież w kupie siła! Im więcej się ich żuci tym lepiej.
Ile światów zginęło licząc na to, ze ten jeden, jedyny bohater ich uratuje...?

Po niebie leciał smok. Z niesamowitą prędkością zbliżał się w ich stronę. Za szybko, za bardzo na nich...
Zniknęła...
...smok runął.

***

Nie to, że nie chciała pomóc. Lepiej się nie wtrącać. Wszystko poradzą sobie sami. Ona tlyko popatrzy, może troszkę pomoże. Nie chce im przeszkadzać. No bo po co...?

Uwierzyłby jej ktoś...?
..Wątpliwe.
Kręci!

***

Anakonda próbowałą wyciągnąć swoj ogon spod smoka.
Nie wychodziło jej to ani trochę...

_________________
Uciekaj skoro świt, bo potem będzie wstyd
i nie wybaczy nikt chłodu ust twych
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Avellana Płeć:Kobieta
Lady of Autumn


Dołączyła: 22 Kwi 2003
Status: offline
PostWysłany: 20-04-2004, 21:48   

Tyle dobrego, że chociaż nikt nie zwracał na nią uwagi. Avellana wycofała się w kierunku najbliższego zaułka. Ryuzoku da sobie radę, zresztą chyba inni z "drużyny" już zdążyli go zauważyć. Niech oni się martwią, smoka przecież nie ruszy... Ani ona, ani raczej nikt z miejscowych. Właśnie, co do miejscowych - jeden z nich, oblepiony kisielem i z upiornym uśmiechem na ustach zmierzał w jej stronę. Zanim zdążyła sięgnąć po miotłę, "papuga" na jej ramieniu zionęła ogniem, podpalając przy tym swój kostium. Klnąc tym razem otwarcie, ugasiła płomienie, zanim zdążyły przenieść się na jej ubranie. Ruszyła naprzód, holując nadpalone papugoniewiadomoco.
- Następnym razem użyję gaśnicy! - zagroziła. - Jestem pewna, że mam jakąś w torbie.
- Wypchaj się - prychnął Odem. - To co, czekamy tu, aż tamci skończą i nas znajdą?
- A na co mamy czekać? Dadzą sobie radę. Mnie raczej ciekawi, po cholerę te stwory robiły tyle zamieszania... Gdyby ktoś chciał faktycznie nas pouszkadzać, to raczej wysłałby coś trochę lepszego...
- Było całkiem niezłe, skoro wykończyło Ryu i zabrało Xenipha, nie?
- Ale po cholerę im Xeniph?
- No wiesz... - zadumał się smoczek. - Na hadel żywym towarem to nie bardzo... Może na części?
- Takie zamieszanie robi się zwykle po coś. Na przykład, żeby coś znaleźć.
- Myślisz, że szukali perły?
- Ten dziadek dał ją Xeniphowi... Mogli nie zauważyć, że ja ją wzięłam.
- Mogli uznać, że oddasz ją, żeby ratować ukochanego.
- Toby mnie od razu próbowali szantażować, a nie wiali za siódmą górę. Może zresztą w ogóle nie wiedzieli, że chodzi o perłę, dostali tylko polecenie odszukania Xena?
- Więc teraz czekamy na resztę i...
- Gdzie jest Joshfech?
- Lezie za nami... - w głosie Odema zabrzmiało obrzydzenie.
- Dobra. Joshfech, chodź no tutaj!
Bladozielony smoczek wylądował przed nimi.
- Czego? - warknął.
- Umiesz wyczuć Xenipha, niezależnie od odległości - to było stwierdzenie, nie pytanie.
- Umiem - przyznał hardo.
Stanęli u bram miasta.
- No dobrze, a teraz może poczekamy na resztę... - zaczął Odem po raz kolejny.
Avellana odszukała zaparkowaną kawałek dalej lamę.
- Skoro demony są tam, to nie ma ich tutaj - zawyrokowała. - Jedziemy.
- A jak polecą za nami?
- Będziemy mieć dowód, że faktycznie szukają perły. Mogło im chodzić o coś zupełnie innego.
- Dowód... O ile innym widok naszych ciał coś powie.
- Nasze ciała są na razie doskonale żywe i takie chyba pozostaną. A jeśli demony ruszą za nami, to oni powinni rzucić się w pościg...
- A jeśli nie?! - Odem zdecydowanie nie popierał tego planu...
- A to zawsze jeszcze mam to - z jakiejś wewnętrznej kieszeni wyciągnęła pewną pieczęć. - Joshfech, prowadź!
Smoczek bez sprzeciwu poderwał sie do lotu. Szturchnęła lamę i szybkim kłusem ruszyła za nim. Oburzony Odem wczepił się pazurkami w lamine futro, starając się nie spaść.

_________________
Hey, maybe I'll dye my hair, maybe I move somewhere...
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Odwiedź galerię autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
Serika Płeć:Kobieta


Dołączyła: 22 Sie 2002
Skąd: Warszawa
Status: offline

Grupy:
Tajna Loża Knujów
WIP
PostWysłany: 22-04-2004, 02:04   

[miało być krótko i na wesoło - nie wyszło T_T I w kisielu czy w kiślu? ^^"]

Serika przeciągnęła nieszczcęsnego Daeriana przez całą osadę. Wzdłuż, wszerz, na ukos i do kompletu wężykiem ze spiralkami. Trudno, żeby taka trasa nie objęła wszystkich najciekawszych zakamarków - bo przecież mało prawdopodobne, żeby znaleźć coś naprawdę unikalnego przy głównym bulwarze. Kilka opasłych ksiąg z zaklęciami, które nie miały wprawdzie prawa działać, ale za to całkiem efektownie brzmiały oraz cała sterta drobiazgów, od maleńkich filiżaneczek po rytulane maski, stanowić miały pamiątki z podróży i prezenty dla znajomych. Nie trzeba chyba wyjaśniać, że lwią część zdobyczy dźwigał Daerian, który postanowił być dżentelmenem - i powoli zaczynał tego żałować... W dodatku ten śpiący na samej górze smok-klejnot... Po prostu przesada!

- Jeszcze tu! - Serika chwyciła drowa za rękę i pociagnęła tak gwałtownie, że niewiele brakowało, a wszystkie pakunki wylądowałyby na ziemi. Przygniecione Daerem, żeby nie było ich zbyt wygodnie.
- Nie wystarczy?...
- ALe zooooobacz, sklepik z herbatą! Może mają jakieś naprawdę dobre... To bedzie prezent dla Miyaczka, założę się, że tu nie dotarła! - nie oglądając się na towarzysza wparowała do niedużego, dość ciemnego pomieszczenia i po chwili wąchanie przeróżnych rodzajów suszonych liści pochłonęło ją bez reszty.

Tak, to były naprawdę świetne gatunki! Lubiła takie drobne przyjemności - nawet, jeśli sytuacja była w gruncie rzeczy poważna i naprawdę należało się pospieszyć z poszukiwaniami jakiegoś potężnego artefaktu ładu - nieważne, jakiego, byle działał! - nie oznaczało to przecież jeszcze, że nie można pozwolić sobie na chwilę zabawy! Miotła czy nie miotła, nie ucieknie - zresztą przecież nie mogła pogonić reszty, żeby zasuwała na wyścigi przeczesując świat... Chociaż może rzeczywiście należałoby im przypomnieć, że nie przyjechali tu na piknik? Lepiej teraz, niż kidy po raz kolejny straci panowanie nad mocą... Wredota! Dawała utrzymać się w ryzach tylko wtedy, gdy była regulanie używana - i stanowiłaby błogosławieństwo dla każdego typa marzącego o steroryzowaniu jakiejś planety czy zniszczeniu świata. Szkoda tylko, że los bywa wyjątkowo złośliwy i trochę nie trafił z charakterem... O, ta zielona będzie najlepsza!

Nie zdążyła poprosić sprzedawcy o zapakowanie. Gwałtowny wybuch kilka domów dalej odwrócił jej uwagę, a zanim zdążyła podjąć decyzję, że parę sekund, które były jej potrzebne na zabranie się z zakupami nie będzie miało dramatycznego wpływu na losy budynków gdzieś na horyzoncie, na ziemi wylądowało Coś...

Właściwie nawet nie musiała go zobaczyć, żeby wiedzieć, że dzieje się coś złego. Krzyk ludzi, którzy rozbiegli się w panice, niemalże tratując sie nawzajem, mówił sam za siebie. Wypadła ze sklepu i niemal potknęła się o pamiątki z podróży leżące tuż przed wejściem do niego. Tymczasem Daerian szarżował już z wyciągniętym mieczem na brzydką, skrzydlatą kreaturę, której pazury wciąż pokryte były krwią leżącego obok na ziemi człowieka...
- Giń! - cios minął pokraczną sylwetkę o cal...
- Nicccc mi nie zzrobissssz tym kawałkiem żżżżelasssstwa - wysyczał demon szczerząc długie, żółte kły.
- A założymy się, płaska mordo? - zabrzęczał miecz. Potworka najwyraźniej zatkało - na dostatecznie długą chwilę, by drow wyprowdził drugi cios, tym razem wbijający się demonowi w ramię i przecinający go niemal na pół!
- Magicznego miecza nie widział... - zabrzęczała pogardliwie broń.
- Daer, jakim cudem twój miecz... UWAŻAJ, ZA TOBĄ!!

Było ich więcej. Jeden, drugi, trzeci... Daer przybrał pozycję, w której wykle wojownicy czekają na atak przeciwnika, ale mruczał pod nosem jakieś zaklęcie... Dał Serice znak ręką - nietrudno było zrozumieć, że potrzebuję chwili czasu, aby dokończyć czar... Jeden z demonów rzucił się na niego...

... i pełną parą oberwał od dziewczyny mieczem, który w ostatniej chwili zerwała ze ściany sklepu.
- Aaaargh! - istotę odrzuciło o jakieś dwa metry, a na jego tors oblepiła jakaś substancja sącząca się z głebokiego nacięcia... Spróbował wstać, ale w tym samym momencie fala uderzeniowa zaklęcia drowa zmiotła go z powierzchni ziemi, tym razem na dobre. Towarzysze stwora przez chwilę wyglądali, jakby mieli zdecydować się na atak zbiorowy - ale po chwili najwyraźniej uznali to za kiepski pomysł, gdyż pozpierzchły się po mieście...

- Musimy znaleźć resztę! I to szybko!
- Założę się, że myszują tam, gdzie był ten wybuch! - Klejnot wybudził się na dobre i teraz nerowo krążył w powietrzu. - Byłbym gotów się założyć, że sami go spowodo... Poczekajcie na mnie!

W chwilę później byliby na miejscu - gdyby nie tłum ludzi, który uparcie parł w przeciwną stronę, każąc im cofnać się o dwa kroki, gdy udało im się robić jeden wprzód...
- Niech to, nie dostaniemy się tam!
- Daer, wycofajmy się!
- Ale...
- Chodź! - popłynęli wraz z tłumem coraz dalej od epicentrum zamieszania. Dopiero po kilku minutach udało im się znaleść względnie spokony zaułek. Jeden ruch dłonią - i pod nimi otworzył się portal...


- Ryu!? Ryu, słyszysz nas?
Smok powoli dochodził do siebie. Pocharatane skrzydła pewnie długo nie będą nadawały się do użytku, ale przynajmniej odzyskiwał przytomność...
- Ryu, co tu się, na bogów stało!?

...

- Xenipha? I... JAK TO ZABRALI MIYĘ!?

...

Przez opustoszałe miasto maszerowała grupka ludzi - czy raczej nie ludzi, gwoli ścisłości. Drow, któremu pod czarnej farby prześwitywała czerwień włosów, pomagał iść komuś, kto wprawdzie przypominał człowieka, lecz wlókł za sobą uszkodzone skrzydła i długi, pokryty łuskami ogon [Ryu, zakładam, ze masz jakiś typ ludzkiej postaci?]. Dwie zdenerwowane dziewczyny dyskutowały o czymś zażarcie, a nad ich głowami dwa krążyły malutkie smoczki... Trzeci obserwował całe zamieszanie z dachu. Za nimi sunęła kilkumetrowa anakonda.

Bramy miasta stały otworem, wyważone siłą przez przerażonych mieszkańców. Jednak na drodze do nich wcale nie było pusto... Ludzie obojga płci, oblepieni kisielem, wciąż toczyli ze sobą zażartą bitwę...

- Coś z tym trzeba zrobić, przecież nie możemy ich tak zostawić!
- A masz jakiś pomysł na walkę z KISIELEM? Przecież nie posiekasz ich tym drewnianym mieczem! - Satsuki uwazała, zeby trzymać się od tego świństwa w bezpiecznej odległości...
- Drewnianym? Ups, nie zauważyłam... ^^"
- Jakim cudem zraniłaś demona tym czymś!? - wytrzeszczył oczy drow.
- Siła woli? ^^" Niech pomyślę... Posiekać sie tego nie da, jeść bym nie proponowała... Zaraz, kisiel to amylopektyny... Eureka!
- Co?
- Butanol!
Tym razem cała trójka towarzyszy wytrzeszczyła oczy, a biedny Nefeh o mało nie spadł z dachu.
- No... MOżna by go strącić?...
- To TY się lubisz w takie rzeczy, nas nie pytaj! I skąd ty butanol tutaj weźmiesz?
- Od czego mamy mazoki? Vel, rusz tyłek! Tylko dużo tego towaru potrzeba!
- Nefeh, a ty powiedz lepiej swojemu panu, że chociaż raz mógłby się na coś przydać! - wrzasnął w kierunku dachu Klejnot, po czym gwałtownie zamilkł, czując na sobie wzrok Seriki...
- Smoki... Do technicznego świata - MARSZ!

Po chwili nad umazanymi kisielem ludźmi zawisła wielka kadź z jakąś substancją, podtrzymywana przez dwa wielkie smoczyska - purpurowego i białego... CHLUST! Coś gęstego i śmierdzącego wylało się na nich.
- Jeśli dobrze pamiętam, to butanol jest przezroczysty... ^^"
- Coś nie tak? Chyba nie mamy czasu, żeby sie nad tym zastanawiać, co? - prychnął Klejnot, rzucając na ziemię kadź oznaczoną wdzięcznym napisem "BUTAPREN".
- Ktoś wie, jak klej działa na kisielowe demony?...
Ludzie ruszali sie coraz wolniej... Maź gęstniała, zamieniając się powoli w pokrywającą ziemię i ubrania walczących skorupę. Ktoś nagle zapytał, co on tu właściwie robi, ktoś inny wydał okrzyk obrzydzenia na widok najbliższego sąsiada... Wyglądało na to, że jakby nie było, pozbawione poprzedniej konsystencji demony tracą panowanie nad umysłami.

- Trochę czasu zajmie im wydostanie się stamtąd...
- Poradzą sobie.
- Dobra... A teraz od czego właściwie należy zacząć?
- Słuchajcie, a gdzie jest Avellana? Przecież była z Xeniphem!
- Klejnot, możesz zlokalizować Odema?...
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź blog autora
 
Numer Gadu-Gadu
1051667
Daerian Płeć:Mężczyzna
Wędrowiec Astralny


Dołączył: 25 Lut 2004
Skąd: Przestrzeń Astralna (Warszawa)
Status: offline

Grupy:
Tajna Loża Knujów
PostWysłany: 23-04-2004, 14:11   

Tymczasem Daerian zastanawiał się, co on właściwie powinien teraz zrobić... bo na razie jakoś tak mało wziął udział w całym tym zamieszaniu... Na początek zaczął oglądać skrzydła Ryu...
D: Ryu... hm... obrażenia bardzo poważne... hm... magia regeneracyjna nic tu nie pomoże... potrzeba by bardzo wiele czasu na regenerację w sposób magiczny albo fizyczny... jest tylko jedno wyjście. Wiesz na jakiej zasadzie dokonuje się nasza transformacja?
Ryu: Eeee.. dlaczego miałbym nie wiedzieć!?!
D: Spotykałem już takich... Mniejsza o to. Skup się na przemianie, ale tym razem na przemianie swojego naturalnego ciała... w ten sposób wyleczysz rany... jest tylko jeden problem...
R: Jaki !?!
D: Muszisz zachować skupienie przez cały czas leczenia... to chwile potrwa, a w tym czasie będziesz czuł CAŁY ból towarzyszący naturalnemu leczeniu NARAZ, w jednej chwili. To naprawdę nieprzyjemne... ale spróbuj. To na razie twoja jedyna szansa na powrót do zdrowia... chyba że któs ma inny pomysł....
A tak w ogóle Serika... to ja przechowam te pamiątki albo to co z nich zostało w mojej torbie, dobrze :-)? I dziękuję za pomoc oraz mile spędzony czas :-) (w myślach: hmm... chyba sobie coś naderwałem w plecach.. ała... ale się wyleczy... jak szła ta inkantacja? :-)

_________________
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
3291361
Zegarmistrz Płeć:Mężczyzna


Dołączył: 31 Lip 2002
Skąd: sanok
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
PostWysłany: 26-04-2004, 13:05   

Wątek Zega:

Trzy dni i trzy noce zajęło Zegowi przeczesanie plaży i sprawdzenie pod kontem konstrukcji miotły całej spotkanej tam flory i fauny. Zaowocowało to następującymi odkryciami:
a) Wodorosty, ryby, kraby i meduzy do robienia mioteł się nie nadają.
b) Za to pokrojone w małe kawałeczki i duszone w sosie słodko - kwaśnym stanowią całkiem smaczne danie egzotyczne.

Niepokonany wojowik musiał się pogodzić z faktem, że prawdopodobnie został okłamany... Skoro tutejsi ludzie byli tak nieuczciwi zrewanyżuje sie im pięknm za nadobne, ale nie dzisiaj, tylko w chwili, gdy nie będzie potrzebował już tego świata.

Na razie jednak wyją zestaw Małego Technika i pracowicie zaczą skręcać zeń bramę międzywymiarowom.

_________________
Czas Waśni darmowy system RPG dla fanów Fantasy. Prosta, rozbudowana mechanika, duży świat, walka społeczna.
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Odwiedź blog autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
 
Numer Gadu-Gadu
1271088
Xeniph Płeć:Mężczyzna
Buruma


Dołączył: 23 Sty 2003
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
WIP
PostWysłany: 30-04-2004, 15:30   

Ocknął się w nieznajomym pomieszczeniu... Nie, nie do końca nieznajomym... Gdzieś już widział podobny wystrój. Gdzie?

Pomieszczenie, w którym się znajdował było kiczowate... Nie, raczej przekroczyło granicę kiczu i wyszło z drugiej strony. Pokój był przestrony, pełen powykręcanych kolumienek z białego i różowego marmuru, złotych i różowych ozdób, futer i różu. A także różu. On sam był przypięty łańcuchami (być może rózowymi, czuł je, lecz nie widział) do czegoś przypominającego krzyż i całkowicie oplątany kolczastymi pędami róży.

Spróbował zebrać myśli. Miyi nie było nigdzie w pobliżu, ale był prawie pewien, że żyje. Nie zadawaliby sobie tyle trudu ze sprowadzaniem ich tutaj, gdyby chcieli ich zabić. Obawiał się jednak, że mogli szykować dla nich coś jeszcze gorszego... kimkolwiek byli.

Zamknął oczy, żeby nie musieć oglądać bijącego po oczach wnętrza i zaczął rozważać kilka opcji... Nie porozmyslał jednak długo, gdyż nagle dobiegły go dochodzące z oddali głosy.

- Więźniowie przybyli, pani - oświadczył chrapliwie pierwszy głos.
- Goście, kochanieńki, goście - drugi głos był wręcz przepełniony słodyczą. - "Wieźniowie" to takie nieładne określenie...
- Tak... "Goście". Przekazał mi ich oddział lady Ju'thai... To ci, o których mówiłaś pani.
To oni? Cudoownie! Którzy to? Czy to ten z tymi ślicznymi bamboszkami?
- Nie, pani, niestety. Może zechce pani sama się z nimi... zapoznać...

_________________
You don't have to thank me. Though, you do have to get me donuts.
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Avellana Płeć:Kobieta
Lady of Autumn


Dołączyła: 22 Kwi 2003
Status: offline
PostWysłany: 30-04-2004, 19:44   

- No, już! - jeden z bandytów spróbował zachęcić towarzyszy, sam nie kwapiąc się do ataku. - To tylko dziwacznie ubrana kobieta na jakimś dziwnym stworze! Zabijemy ja i obłowimy się na jej ciuchach!
- Stary... Ty chyba nie pamiętasz, co się stało z ostatnimi trzydziestoma grupami bandytów, którzy zaatakowali jakąś dziwnie ubraną kobietę... - inny pomachał mu przed nosem komiksem z ubranym na czerwono jegomościem z przerośniętym mieczem na okładce.
- Właśnie! - poparł go następny. - Zaraz wyciągnie jakieś wachlarze i przerobi nas na wiórki... Albo ten jej potwór zacznie rzucać z pyska pioruny!
Avellana westchnęła. Nie miała niestety wachlarzy, ale trzeba było przyspieszyć proces decyzyjny tych zawalidrogów. Podniosła ręce, spomiędzy których błysnęło zimne światło...

Gdy bandyci zniknęli z wrzaskiem pomiędzy drzewami, ruszyła w dalszą drogę. Pioruny na zawołanie to świetna rzecz. Ale czasem wystarczy flesz od aparatu.

***

Nawet Odem musiał (niechętnie) przyznać, że z Joshfecha jest jakiś pożytek, gdy wreszcie dotarli do...
- Trzeba powiedzieć, że właściciel miał oryginalny gust... - westchnął Odem.
- Ohyda - skomentował krótko Joshfech.
Lama nic nie powiedziała. Może i lepiej.

Siedziba przypominała wariacje na temat pałacu Barbie Różowej Baleriny, stworzone przez pijanego cukiernika. Avellana westchnęła ciężko.
- Dobra, trzeba tam się dostać i sprawdzić, co jest w środku... Pamiętasz te wizje Miyi i Klejnota? To by nawet pasowało... - zaczęła grzebać w torbie w poszukiwaniu ciuchów na zmianę.
- Chcesz tam wejść sama? Zwariowałaś?
- Sama mam jakie takie szanse czegoś się dowiedzieć... Myślisz, że wpuściliby naszą menażerię?
- Rozpoznają cię.
- Chyba, że mają dobry podgląd sytuacji... Bo chyba nikt z ich sług nie miał okazji do nich wrócić.
- Miał. Ten czarny demon - przypomniał ponuro Joshfech.
- Na niego mam haka - uśmiechnęła się Avellana.
Skończyła się przebierać - kiecka w stylu "różowe marzenia", a do tego naprędce zaimprowizowany wieniec z okolicznego zielska.
- A wy tu zostajecie! - oznajmiła smokom. - W środku jest niebezpiecznie.
- Ja się nie mam czego bać! - prychnął Joshfech.
- Niczego? Nawet różowej kokardki na szyi? - spytał złośliwie Odem. - Pamiętasz, jak potraktowała Achlamę?
- ...Będzie rozsądniej, jeśli stąd poobserwujemy rozwój wydarzeń...

***

- Wędruję i śpiewam piosenki. Uznałam, że warto odwiedzić tak uroczy zakątek - zaszczebiotała Avellana do odźwiernego.
Rozejrzał się nieufnie, ale nie widząc nikogo innego wpuścił ją do przedsionka. Chwilę potem nadciągnął różowy huragan w osobie właścicielki pałacu.
- Och, pieśniarka! - wykrzyknęła afektowanym sopranem. - To doskonale, umieram z nudów! Umiesz jakieś piękne piosenki o nieszczęśliwej miłości, prawda?
Avellana skinęła głową... Miała nadzieję, że repertuar będzie pasował.
- ...I fall to pieces each time I see you again... I fall to pieces - time only adds to the flame...
Różowa dama chwilowo zapomniała o swoich dotychczasowych zajęciach, a szczególnie o oczekującym na nią "gościu" - zresztą, skoro to nie był ten w bamboszkach, nie była aż tak ciekawa... Po przerobieniu połowy repertuaru koncertowego Patsy Cline i Lynn Anderson uznała, że dość na jeden dzień. Avellana została zakwaterowana w jakimś przytulnym i pełnym poduszek pokoju.

Prewencyjne przeszukanie okolicy wskazało, że nie ma tu absolutnie nikogo... I że reszta interesujących obiektów dalej siedzi w tym głupim mieście - i chyba zamierza tam zostać do końca świata. Może wysłać nową porcję demonów, zastanowiła się damulka...

_________________
Hey, maybe I'll dye my hair, maybe I move somewhere...
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Odwiedź galerię autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
Miya-chan Płeć:Kobieta
Aoi Tabibito


Dołączyła: 08 Lip 2002
Skąd: ze światów
Status: offline

Grupy:
Tajna Loża Knujów
WIP
PostWysłany: 02-05-2004, 01:03   

Miya obudziła się w różowiutkim pokoiku pełnym kokardek, serduszek i innych kiczowatych akcesoriów, które strach wymieniać. Leżała sobie, o dziwo nie strzeżona, na mięciutkim łóżeczku z baldachimem, miała na sobie różową piżamkę a we włosach mnóstwo wstążeczek. Skądś rozlegała się urocza i pasująca do scenerii melodyjka, chyba obliczona na usypianie, ale to właśnie ona obudziła kronikarkę. O braku herbaty nie wspominając. Dziewczynie zamarzyły się czarne, gotyckie ciuchy i płyta z ostrą muzyką - ot tak, na złość...
Włożyła puszyste różowe papucie i skierowała się w stronę drzwi. Gdziekolwiek była, nie miała zamiaru zostać tu dłużej i zwariować.
Żadnych zabezpieczeń, żadnych problemów - drzwi otworzyły się jedynie z głośnym skrzypnięciem. Przed Miyą rozpościerał się labirynt pełen zakręconych... i różowych... w serduszka... korytarzy.
- Wpadła bomba do piwnicy, napisała na tablicy es es, głupi pies... - Miya zaczęła wygłaszać starożytną inkantację, w wyniku której padło na trzeci korytarz z lewej...

***PO JAKIMŚ CZASIE***

- Wpadła bomba do piwnicy... - zaczęła kronikarka ten sam rytuał, stanąwszy przed szóstym rozgałęzieniem korytarzy - Siły Wyższe, widzicie i nie grzmicie! - olśniło ją nagle - Dlaczego do tej pory nie spróbowałam się stąd teleportować??? _^_
Jak pomyślała, tak zrobiła. Ale gdy wyskoczyła z portalu, odkryła, że znajduje się na szczycie czegoś, co po wyjrzeniu przez okno sprawia wrażenie wieży. Takiej, w której się trzyma niegrzeczne ksieżniczki. Diabelnie wysokiej. I RÓŻOWEJ.
Za oknem zaś rozpościerał się sielankowy widok rodem ze strasznych wierszydeł przerabianych zwykle na lekcjach polskiego.
- Nie myśl, że to okno zapewni ci ucieczkę - usłyszała nagle dziwnie znajomy głos - Nie rozróżnisz, co tu jest iluzją, a co nie...
- A zakład? - odwróciła się i ujrzała demona ze świątyni - O, cześć! - powiedziała jakby nigdy nic - Słuchaj, nie wiesz może gdzie tu można skombinować jakąś herbatę?
- ...Ani nie uda ci się teleportować poza JEJ włości - kontynuował demon z wrednym uśmiechem.
- Hmm... - zadumała się Miya, widząc, że jej rozmówca za bardzo jej nie słucha - A wiesz co, ja tu, zdaje się, przybyłam z kolegą. Nie spotkałeś go przypadkiem?
Mroczna istota spojrzała na nią zdezorientowana.
- Czy zdajesz sobie sprawę, że jestem twoim wrogiem?
- O, nie martw się, jeszcze nie zdążyłam zwariować - uśmiechnęła się Miya -Ale po tych wszystkich różowościach miło jest zobaczyć kogoś mrocznego.
- JEJ to powiedz - demon jakby zmarkotniał, a dziewczyna zaczęła mu współczuć. Jeśli się słusznie domyślała i trafiła do siedziby paniusi, która schwytała jej smoczka, jej pysia, słowem - jej Achlamę, to nawet bardzo mu współczuła.
- No dooobra... To jak go spotkasz, przekaż mu, że go ściiiiiiiiiiiiiiiiiskam, dobrze?
- Dobrze - odpowiedział automatycznie i sam się sobie zdziwił - To znaczy... Czego ty tak naprawdę ode mnie chcesz?!? - spojrzał na nią podejrzliwie.
- Chcę stąd wyjść i ty chyba też, więc wyczułam w tobie pokrewną duszę - kronikarka zdawała się nie pamiętać, że jeszcze niedawno ten sam demon stanowił dość poważne niebezpieczeństwo... Bo jak o tym pamiętać w TAKIEJ scenerii?
- A po drodze możesz się wywiedzieć o jakąś herbatę - dokończyła - A ja chyba wrócę do swojego pokoiku i tam poczekam... Tu nie zostanę, mam lęk wysokości.
Miała jeszcze ochotę zapytać swego uroczego rozmówcę co zrobił z zabraną pieczęcią i dlaczego zaczął się słuchać tej upiornej damulki, ale nie zdążyła, bo zniknął.
- Serisia będzie nim zachwycona - skomentowała i otworzyła portal, mając nadzieję, że trafi z powrotem.
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź blog autora Odwiedź galerię autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
Inai Nerse Płeć:Kobieta


Dołączyła: 22 Wrz 2003
Skąd: Cytadela
Status: offline

Grupy:
House of Joy
WIP
PostWysłany: 05-05-2004, 23:57   

Tuż przed drużyną zeskoczyła z dachu Inai, za nią Bamb
- Czy ktoś wie, gdzie jest Ave? - spytała nowo przybyła
- Właśnie usiłujemy ją zlokalizować...
- O, sory ^^'

- Tam jest - odezwał się Klejnot, pokazując skrzydłem
- No, to jedziemy! - odezwała się entuzjastycznie Inai
- A reszta? Jest nas tu tylko kilkoro! Poza tym, jak chcesz sie tam dostać?
- Na Daerze! Mamy tu darmowy transport, a ci sie pytają! >D
- Protestuję! O_o - Daerowi propozycja chyba nie przypadła do gustu...
- Ty to akurat masz najmniej do gadania XD
Daer spojrzał na swoje biedne, zmęczone plecy...
- Nie zmieścicie się...
- Zmieniaj się!
- Nie :3 Zmuście Ryu, żeby się naprawił!
Wtem w sam środek grupki wpada niezidentyfikowany, pokryty krwią kształt... Przypominał, ale tylko PRZYPOMINAŁ, sylwetkę ludzką... Ale brakowało mu paru istotnych części...
- FIREBALL!!! - została subtelnie przywitana przez większość drużyny... (poza Daerem, który rzucił Plugawy Uwiąd)
- Na co się tak gapicie? - spytała się z wściekłą miną Aria, a raczej to, co z niej zostało - Nie widzieliście mnie ledwo kilka godzin i już mnie nie poznajecie?! A... może mnie poznali ==' - odezwała się poparzona, zwęglona i odwodniona Aria
- Ty... Nie masz ręki O_o I nogi... I oka... COŚ TY ROBIŁA?!
- Eeee... siedziałam spokojnie z Ralfem... Kiedy nagle, zaatakowały nas jakieś demony ;_; Było ich jakoś 50... A ich przywódca wyglądał po prostu jak klaun... Nie mogłam sie powstrzymać przed uświadomieniem mu tego XDDDDD
- 50 demonów i w takim stanie? Starzejesz się ;P - odezwała się kochana córeczka
- == ...No bo jak sie rzuciły, to wybuchłam... Dosłownie... No i troche mnie rozerwało ;P
- No, a twoja ręka?
- Ręka? <spogląda na rękę> AAAAAAA!!! Ja nie mam ręki!!! Moja ręka, moja ręka!!!
- Nie możesz się po prostu uleczyć?
- No... Mogę... <leczy się> Ale krew zostaje ^^ Wyglądam z nią bardziej sexi :>
- Dobra... Skończymy dyskusje ==' ...A tak przy okazji... Wiesz, że Daer nie chce nas przewieźć na miejsce docelowe? :>
- :>>>> Daaaaaaeeeeeeeeeeeer.... RUSZ DUPE, ZMIENIAJ SIE W SMOKA I ODLATUJEMY! ==
- ... Eeeeee... nie. <otwiera portal> Nie możecie pójść na własnych nogach? ;] Portal zostanie, ci co dojdą potem będą mogli pójść nim za nami...
Wszyscy zebrani przechodzą i lądują przed miejscem przeznaczenia... Zdumieni stoją bez ruchu i wgapiają się na niesamowicie słodko-dziewczęc-różowy widok... Nagle otwarła się pod nimi zapadnia i wszyscy bez wyjątków wpadli do niej. Wtedy zapadła ciemność...
Obudzili się w pomieszczeniu zamkniętym na klucz. Całe szczęście, że ciemności panujące w nim pozwalały oczom nie widzieć słodkich różowości, które ich otaczały.
- W końcu się ocknęliście... - z kąta dobiegł ich znajomy głos
- Ave? Co ty tu robi...
Nagle drzwi się otworzyły i słodka damulka weszła do środka
- Och, obudziliście się. Wspaniale. Ty. - pokazała na Ave - Naprawdę myślałaś, że nabiorę się na te twoje piosenki? Choć prawda, były śliczne. Hmmmm... Co by tu z wami zrobić... Och, już wiem. Ostatnio oglądałam trochę słodziusich filmów... Byłoby słodko, gdyby tak zrobić z was ich bohaterów. Tylko zachowujcie się odpowiednio, dobrze? Nie chciałabym, żeby mój słodki pomysł okazał się niewypałem... A więc. Ty - pokazała palcem na Bamba - będziesz Zelgadisem. To taka słodka postać...
- Nie pokazuje sie palcem ==
- Och, idealnie. Już się wczułeś w rolę *____*. Ojej, jaka z was słodka para... Wy będziecie Zagato i Emeraude... Masz takie wspaniałe włosy, dziewczynko... Idealnie pasujesz. - zwróciła się do Daera i Seri, siedzących niedaleko siebie.
- O, a co my tu mamy? Jesteś złotym smokiem! Ty będziesz Filią! Czyż to nie słodkie? Będziesz miał taką śliczną różową kokardkę na ogonie *___* - Ryu wytrzeszczył oczy, ze zdumienia odebrało mu mowę.
- No i nasza piosenkarka... Będziesz idealna na Atenę, po prostu idealna. A ty... - pokazuje na usiłującą się schować Inai - wyglądasz jak Relena! Wspaniale! Wszyscy moi ulubieni bohaterowie! Och, nie, jeszcze wasza czwórka i mój gość... Zakwaterowałam ją w takim ślicznym pokoju... Chyba odwdzięczy mi się małą przysługą i będzie grać rolę, którą jej wyznaczę... Wracając do was - tym razem celami jej palca stali się Noire, Sat, Vel i Aria. - Ach, ty jesteś cała w krwi! Biedactwo! trzeba cię umyć, żebyś wyglądała tak słodziusio jak trzeba! Wy czworo będziecie odgrywać...

edit - wywalony/wywalona, (nie wiem jaki to rodzaj XD) plot hole ;)
edit 2 - Noire twierdzi, że z nami była ^^'
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Strona 5 z 8 Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Następny
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików
Nie możesz ściągać załączników
Dodaj temat do Ulubionych


Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group