FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  Galeria AvatarówGaleria Avatarów  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Następny
  Miotla dla Seriki:
Wersja do druku
Miya-chan Płeć:Kobieta
Aoi Tabibito


Dołączyła: 08 Lip 2002
Skąd: ze światów
Status: offline

Grupy:
Tajna Loża Knujów
WIP
PostWysłany: 17-06-2004, 15:09   

- Dobra... Tylko nie spaść, tylko nie spaść... - Miya kurczowo trzymała się pnia drzewa, na którego gałęzi właśnie stała - Dlaczego ta Amelia musi rozpoczynać swoje wejścia smoka z wysokich miejsc? T_T
Rozejrzała się, ostatkami siły woli patrząc w dół. Tkwiła tu już około godziny, a jakieś porządne czarne charaktery pokazały się tylko raz, na początku... Zresztą jakie tam porządne - tych kilku niewprawionych bandytów, na których nie warto było marnować czarów? W dodatku Bambosh też się gdzieś zawieruszył.
- Mówił, że idzie na rozpoznanie terenu, a pewnie już zdążył zwiać - burknęła dziewczyna do siebie - A niech to, Ba... Znaczy się, Zelgadis-saaaaaaaaan!!! - zawołała rozpaczliwie - Gdzie pan jeeeeeeeest? T_T
Niespodziewanie usłyszała jakiś szelest dochodzący chyba z pobliskich krzaczków.
- A-HA!!! - zakrzyknęła głosem natchnionym, momentalnie wczuwając się w rolę - Czyżby zło wreszcie przybyło aby poczuć karzące uderzenie młota sprawiedliwości?!? Za to, że tak długo kazało mi na siebie czekać, ukarzę je w imieniu księ... MIŁOŚCI I POKOJU!!! *__*
Zamknęła oczy i efektownie zeskoczyła z drzewa. Lądowanie było równie efektowne i w dodatku celne.
- VICTORY!!! ^.^v
- Nie, no wiesz co - usłyszała znajomy i pełen wyrzutu głos - Amelia powinna upaść na własną twarz, a nie na cudzą!
- Zelgadis-san! - rozanieliła się i szybko wstała - Ale nic się panu nie stało, plawda? *^.^*
- Nic ponad to, że muszę tu tkwić - ponura mina Bambosha świadczyła o tym, że albo również wczuł się w rolę, albo ma już zwyczajnie dość - Czyżby o nas zapomniała?
- Wiesz, ma trochę do oglądania - zachichotała Miya - A nie musi mieć aż tak podzielnej uwagi... A co, żal ci, że nie możesz jej nadal olśniewać swymi reżyserskimi talentami?
- Żal mi - odpowiedział Bambosh z rezygnacją - że nie odnalazłem jeszcze zaklęcia mogącego przywrócić mi prawdziwą postać!
Westchnął ciężko i odwrócił wzrok. Miya rozchichotała się jeszcze bardziej - wcale się nie dziwiła, że Peter chce się pozbyć tych kamyczków przyklejonych Kropelką.
- Teraz ty wypadasz z roli - mruknął - A jak w tej chwili na nas popatrzy i jej się nie spodoba, to jesteśmy biedni...
- No tak, psieplasiam - Miya złapała wreszcie oddech i zaświeciła oczkami - Ależ dlaczego, Zelgadis-san??? Przecież wygląda pan bardzo, bardzo kawaii!!! *____*
- No tak - usłyszeli naraz - Bardzo ładna dyskusja na poziomie. W sam raz dla Jej uszu.
- Nie musisz być od razu taki złośliwy - Miya uśmiechnęła się promiennie, spoglądając na znajomego demona, który zmaterializował się przed nimi - Czy tak się wita dobrych znajomych?
- Samoobrona - w odpowiedzi posłał jej spojrzenie pod tytułem "Dlaczego To Znów Musisz Być Ty?" - Zostałem tu przysłany żebyście nie siedzieli bezaczynnie - syknął - Ona jest w tej chwili zajęta jakimś nowym gościem...
- A ty masz robić za straszliwego mazoku, którego zaraz wykończymy? - wyszczerzył zęby Bambosh.
- Nie nabijaj się - upomniała go kronikarka - Nie widzisz, że jemu też nie podoba się ta robótka?
- Dobra, więc zaraz go uwolnię od konieczności siedzenia tutaj - elf dobył sporych rozmiarów miecza i zamachnął się na demona - ASTRAL VINE!!!
Miecz zaczął emanować magiczną mocą i przeciachał przeciwnika na pół. A raczej przeniknął przez niego jak przez ducha.
- Ej, nigdy dotąd nie widziałam żebyś umiał robić Astral Vine! - zainteresowała się Miya - To prawdziwe?
- Nie, to jedna z tych nowoczesnych japońskich zabawek - Bambosh wcisnął przycisk na rękojeści i efekt "zaklęcia" zniknął.
- Karząca ręka sprawiedliwości wymierzyła ci lanie!!! - wykrzyknęła dziewczyna triumfalnie w stronę demona, a potem dodała normalnym tonem - Dobra, jesteś już załatwiony, teraz możemy pogadać ^___^
- Wszyscy jesteśmy Jej marionetkami - odpowiedział gorzko - Jednak, jak już mówiłem waszemu spętanemu przez róże przyjacielowi, zanim Ona mnie tu przeniosła, moglibyśmy sobie...
- CO zrobionemu? - przerwała Miya i nagle zdjął ją śmiech obłąkańczy - Hehehe, hihihihihi, HAHAHAHAHAHAHAHA!!!
- Przestań, bo zaraz powie, że w takich warunkach spiskować nie będzie - próbował ją uspokoić Bambosh.
- Cóż - demon uśmiechnął się złośliwie - Wy i tak w tej chwili nie macie się czego oba... - zanim skończył wyparował, jakby za czyjąś sprawą.
- No i powalczyliśmy sobie z niedobrym mazoku - westchnął Peter i usiadł na trawce - To co teraz robimy?
Przejdź na dół Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź blog autora Odwiedź galerię autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
Zegarmistrz Płeć:Mężczyzna


Dołączył: 31 Lip 2002
Skąd: sanok
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
PostWysłany: 22-06-2004, 11:44   

Zeg wpadł przez drzwi i staną twarzą w twarz z Paniusią. Jego instynkt i wrażania estetyczne powiedziały mu, że to pani tego miejsca. Sięgną po Oficjalny Miecz Ninja Klanu Skorpiona, gdy coś dziwnego stało się z rzeczywistością.

Nagle okazało sie, że Zeg siedzi na spienionym rumaku galopującym w stronę znajdującego się na choryzoncie klasztoru. Dzielny wojownik chciał mu się przyjżeć, gdy zapanowała ciemność...

Jak się okazało to to dziwaczny kapelusz z szerokim rondem i pękiem piór. Gorzej, że teraz Zeg zainteresował się resztą swej garderoby.

- Koronkowe rękawy?! - zdziwił się. - Kto śmiał zrobic ze mnie pederaste?

Tymczasem rumak zbliżał się do murów klasztoru. Biegało tam już kilkunastu ludzi w dziwnych, czerwonych wdziankach, muszkieterskich kapeluszach i koronkowych koszulach.
- Przepraszam, czy to Parada Miłości - zapytał się Zeg zbliżając do pierwszego z mężczyzn. Ten na jego widok dobył szpady.
Wielki wojownik, który zrozumiał, że prócz identycznego uzbrojenia nie ma żadnego ekwipunku.
- Nie rozumiem skąd ta agresja! - oburzył się - nie mam nic przeciwko kochającycm inaczej! - usiłował się tłumaczyć, lecz Gwardzista Kardynała - bo to był Gwardzista Kardynała - go nie słuchał.

_________________
Czas Waśni darmowy system RPG dla fanów Fantasy. Prosta, rozbudowana mechanika, duży świat, walka społeczna.
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Odwiedź blog autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
 
Numer Gadu-Gadu
1271088
Vel Płeć:Mężczyzna
Deskorolkarz


Dołączył: 08 Lip 2003
Skąd: POLSKAAAAAAAaaa
Status: offline
PostWysłany: 22-06-2004, 17:41   

Wąż lubił akcje dywersyjne. I stwierdził, że pora zacząć działać. Komedie romantyczne nie były czymś dla niego... A już wystarczająco długo zżerała go ciekawość, czy Pani Tego Gustownie Udekorowanego Zamku jest odporna na jad... i jak długo potrwają poszukiwania małego węża, obdarzonego do tego zdolnościami zmiany kształtu w jeszcze mniejszego węża, czy też pajączka albo wąglika, w wielkim zamku...

Nikt nie zwracał uwagi na malutkie zwierze pełznące poprzez pokój...

Ciach.

Szybkie ugryzienie, do tego przeszywające na wylot ścięgno Achillesa musi boleć...

A wąż już podróżował poprzez Podmro... Podmebel ;P

_________________
Ej cze
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Zegarmistrz Płeć:Mężczyzna


Dołączył: 31 Lip 2002
Skąd: sanok
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
PostWysłany: 29-06-2004, 15:07   

Gwardzista kardynała, którego Zeg niesłusznie z powodu koronkowej koszuli - ostatniego krzyku mody XVII wieku - wziął za kochającego inaczej natarł na Zega. Dzielny wojownik wykonał delikatny ruch i tajemnym ciosem Dojo Różowego Kucyka złamał mu rękę w trzech miejsach. Jednocześnie dobył szpady i ryzykownym rzutem przeszył nią gwardzistę, który na drugim końcu sali szykował się do walki. Jego bezwładne ciało opadło z hukiem na podłgę. W tej samej chwili drzwi za plecami Zega otworzyły się i wypadło zza nich jeszcze więcej gwardzistów.

Wielki wojownik idealnie wyczuł klimat takich opowieści i skoczył chwytając się żyrandolu. Rozchuśtał nim i odbył lot nad głowami nieprzyjaciół oraz ich ostrymi szpadami. Wylądawał za ich plecami, w chwili, gdy się odwracali. Tajemnym Kopnięciem Zmutowanej kaczki Ludojada połozył pierwszego z nich... Okrzyk ,,Aiiiaaa!" brzmiał dziwnie nienamiejscu, nie mniej jednak Zeg nie przejął się tym, tylko zarzucił swój płaszcz następnemu na głowę i korzystając z jego nieuwagi wyrwał mu szpadę z rąk. Błysakawicznie przeszył nią kolejnego odbierając mu jeszcze lewak. Ostatni z wrogów natarł na niego, fechtowali się parę chwil> Zeg cały czas zmuszał go do cofania się... Nigdy nie miał takiej broni w rękach, ale instynktownie wyczuwał, jak się nią posługiwać. Z jego boku znajdował się jakiś słupek, Zeg skoczył i okręciwszy się o niego znalazł się za plecami ostatniego z gwardzistów.

Przeskoczył jego stygnące zwłoki i pognał dalej. Szybko dotarł do kladki schodowej, po której - z niezwykłym wyczuciem dramatyzmu - wspinali się wrogowie, podczas, gdy druga grupa zbiegała po schodach. Trzasną w twarz jednego z tych co wchodzili w górę, a ten wywrócił się na swych towarzyszy, którzy spadli ze schodów niczym kostki domina, wskoczył na poręcz i balansując ostrożnie wbiegł na szczyt schodów na oczach zaskoczonych przeciwników. Walną między oczy pierwszego znich i ludzka lawina powturzyła się znowu.

Pobiegł korytarzem, drogę zastępowali mu kolejni gwardziści, lecz szpada oraz techniki walki rodzimego Dojo torowały mu drogę. Właściwie nie widział skąd i dlaczego się tu znalazł, lecz kim był, jeśli nie Listkiem Gnanym Przez Wichry Wojny? A ponadto, jeśli coś jest tak licznie strzeżone, to musi być wartościwe...

Z zamyślenia wyrwał go jakiś gwardzista, którzy rzucił się nań z dwiema pochodniami. Zeg przez chwile unikał poparzenia, potem podciął mu nogi i przeszył go mieczem.

_________________
Czas Waśni darmowy system RPG dla fanów Fantasy. Prosta, rozbudowana mechanika, duży świat, walka społeczna.
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Odwiedź blog autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
 
Numer Gadu-Gadu
1271088
Aria Płeć:Kobieta
Matka Opiekunka


Dołączyła: 25 Paź 2003
Skąd: piąta cela po lewej ^^
Status: offline
PostWysłany: 29-06-2004, 20:00   

Aria odebrała komórkę.
- Melduje sie Excel....!..- zakrztusiła sie gdy włyszała znajome jęczenie i marudzenie.
- mamo?
- nie mam czasu! wy zresztą też! mieliście pomagać w wojnie...!
- mamo ale żarówka w kuchni...
- przecież ona was nie oślepi ..- Usłyszała z tamtej strony okrzyki niezgody z tą teorią.
- przyjdź tu i ją zgaś, my nie możemy.
- rzucie kule ciemności
- wyczerpały sie
- jestem zajęta, nie mam teraz na was czasu macie po 100 lat i nie potraficie sobie poradzić z żarówką w kuchni!- odłożyła suchawkę i zdenerwowana wróciła do układania plau jak sie uwolnić.

***

Oburzeni stu-latkowie spojrzeli ze słością na komórkę a następnie na znienawidzoną żarówkę.
-to sami tam po ciebie pójdziemy =='

***

Paniusia zatoczyła sie od ugryzienia żmiji. Oparła swoją raczkę w rózowej rękawiczce o stolik by sie nie przewrócić.
- achh..- na oczy Paniusi zaszła lekka młgła i dudniło jej sie w głowie. Miala nawet wrażenie że spadł jej żyrandol z różowego kryształu. Nie, musiało jej sie wydawać.
-oooj! niegrzeczna żmijka-Zachichotała i złapała sie za głowe. dudnienie sie nasiliło. Jękła. Głowa zaczeła coraz bardziej boleć.
Dudnienie ustało.
- uf... Excel! co ty tutaj dalej robisz?!- Paniusia spojrzała sie złowróżbnie na Arię.
- umm.. tego. wykonuje misje Mistrza....- Potężny huk przerwał tłumaczenie.
- co to?
TRACH
- nie...
TRZASK
-...mam...
BUM
-...pojęcia
- CO TO MA BYĆ?!- Obrazy w lustrach Paniusi drżały. Sama paniusia była blada jak papier.
a w korytarzach było słychać wrzaski.

_________________
http://niziolek.deviantart.com/
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
2496391
Serika Płeć:Kobieta


Dołączyła: 22 Sie 2002
Skąd: Warszawa
Status: offline

Grupy:
Tajna Loża Knujów
WIP
PostWysłany: 01-07-2004, 14:46   

Serika powoli czesała nieco przydługie, nieco zbyt złote i zdecydowanie zbyt urocze loki, próbując wyglądać jednocześnie na bardzo słodką i bardzo zrozpaczoną. Największym sukcesem jak dotąd była mina zatytuowana "brzuch mnie boli"... Pocieszała się tym, że ta kretynka, którą przyszło jej odgrywać, prawdopodobnie wcale nie wyglądała lepiej. Odnosili wrażenie, że pozostało im niewiele czasu... Magiczni Rycerze, czyli trzy zanadto przejmujące się swoją rolą panienki, załatwiały po kolei wszystkich nasłanych na nie, bogom ducha winnych podwładnych Dae... Zagato, znaczy się. Zapasy się kończyły!
Nie znaczy to, że nie udało im się nic przez ten czas zrobić... O, co to, to nie! Przynajmniej byli już pewni, jak to działa. Struktura świata wydawała się opierać na pozornej zgodności z serią - wystarczyło robić wrażenie, że gra sie swoją rolę, a wszystko trzymało się kupy. Bez względu na to, czy loczki Emeraulde były naturalne, czy też pracowicie układane co rano czymś metalowym i gorącym (z braku lokówki) i usztywniane cukrem (z braku pianki). Podobnie, jak ustalanie szeptem gdzieś w kącie planu. Czego nie widać publicznie, tego nie ma. To była gra. Umowne przedstawienie, nie rzeczywistość. Nieważne, co tak naprawdę dzieje się aktorami, ważne, na co wygląda.

Zagato odesłał kolejnego podwładnego. Pewnie nie przeżyje następnego starcia z Rycerzami. Mieli chwilę czasu - kiedy rozpocznie się walka, będzie trzeba zachowywać się, jak przystało na bohaterów anime, aby ewentualni widzowie mogli mieć wygodny ogląd na "obie strony" - ale przez parę minut głównym bohaterem będzie... Ten, no, jak mu tam... Nieważne, i tak jest tylko rekwizytem w żywym teatrzyku Paniusi!
- Jesteś pewna, że to się może udać? - Zagato zapytał po raz chyba dziesiąty w ciągu ostatnich kilku dni.
- Jeśli tylko uda się zdobyć dobry środek nasenny... Cholerny świat! - zaklęła Emeraulde w sposób zdecydowanie nie przystający delikatnej kapłance. - Jak tylko się stąd wydostaniemy, nadrabiam zaległości w ziołolecznictwie!
- Nie da sie po prostu udawać?
- Od biedy. Ale ktoś, na przykład te nadgorliwe rycerzynki, mogą się pokusić o sprawdzanie pulsu czy inne cudeńka. Jeśli mamy zginąć, musimy wyglądać wiarygodnie! No, chyba, że nie znajdą ciał, ale przysypanie na przykład przez kupę gruzu nie jest czymś, co bardzo chiałabym przeżyć.
- Ciebie to na pewno nie przysypie, ty chyba samobójstwo popełniasz...
- Super! Zwalę sobie na głowę lawinę... - -" Ale jeśli nie symulacja śmierci, to co?
- Mówiłem ci, ten świat nie jest do końca stabilny...
- Na tyle, żeby odegrać, co nasze i się wymknąć. Nie na tyle, żeby go rozpirzyć! Przynajmniej w inny sposób, niż ten, który przewidziano... A to nie spodobałoby się pannie Pink.

Tymczasem wspomniana dama miotała się po pokoju, na zmianę próbując złapać się za piętę, złapać przemykającego się pod meblami węża i skupić się na tyle, żeby wezwać demona, który mógłby zrobić to za nią. I zastanawiając się przy okazji, co tak, do licha, hałasuje?


- Pannie Pink nie spodobałoby się także knucie za jej plecami... - usłyszeli za sobą głos. Znajomy głos. Serika z trudem się powstrzymała, żeby wydać z siebie triumfalny okrzyk. Miała pomysł na Plan Zero - ale do tego konieczny był ktoś podróżujący między światami.
- Och, dzielny bohaterze, nie wiem, jak się tu dostałeś, ale błagam, uratuj świat! - wyrecytowała dramatycznie Emerauld i rzuciła się, równie dramatycznie, na szyję demonowi. O mało go nie przewracając.
- Ona nas nie widzi, a TO już była przesada - jęknął stwór zwany Kropkiem. - Jesteście gorsze od niej... - szepnął ni to do siebie, ni to do dziewczyny.
Zagato na wszelki wypadek zniknął gdzieś w cieniu, coby nie psuć scenki. Nie przypominał jej sobie wprawdzie, ale skoro już się zaczęła...
- Nie widzi? Jesteś pewien? :> - Emaraulde odsunęła się na odleglość wskazującą, dla odmiany, na poszanowanie przestrzeni osobistej. - Chyba jej nie doniesiesz, co? - uśmiechnęła się słodko.
- A jeśli?
- To doczekasz się chwili, w której przemaluje ci czuprynkę na różowo! Niewiele brakuje, co? A biorąc pod uwagę, że pewna nasza znajoma jest w posiadaniu obydwu pieczęci, a my jesteśmy w stanie rozpirzyć te cosplayowe światy w pył... - zablefowała, w pełni świadoma tego, że owszem, mogłaby: wraz z sobą, Daerem i bogowie wiedzą, kim jeszcze - przyniesienie mi pewnych potrzebnych mi do życia przedmiotów mogłoby ci się opłacać.
- Przedmiotów?
- Nom! Liczyłam, że się pojawisz, żeby skmontrolować, jak nam idzie, więc nawet zrobiłam listę zakupów! - triumfalny uśmieszek wskazywał na to, że coś kombinowała.
Daerian uznał, że scenka jest z gatunku tak nieanimowych, że i tak jej nie zaszkodzi. Zajrzał Serice przez ramię i zbaraniał.
- Lokówka? O.o Pianka do włosów!? O.o ODŻYWKA DO ZNISZCZONYCH KOŃCÓWEK?! O.o
- Wiesz, jak mi się przez to wszystko włosy zniszczyły? - jęknęła. - A, tylko nie czytaj po ciemku, bo zepsujesz sobie wzrok - mrugnęła do demona. - Osobiście polecałabym światło świecy... Zwłaszcza nad płomieniem dobrze widać... Dobrze, pysiulku? ^.^ - typowy uśmieszek WiPówki. Normalnych ludzi i nieludzi przechodzą ciarki.
Demon uśmiechnął się pod nosem.
- Daj sobie spokój, po licha ci atrament sympatyczny? Mówiłem, ona nas nie słyszy! W tej chwili zajmuje się polowaniem na żmiję. Jak mi przykro...
A więc Vel jednak wziął się do roboty? Miło słyszeć.
- Potrzebuję środka nasennego. Takiego, który wprowadzi w śpiączkę na tyle wyciszającą funkcje fizjologiczne organizmu, aby ktoś niedoświadczony wziął nas za martwych... Oj, wiesz, o co chodzi!
- A co, czyżbyście mieli w scenariuszu jakąś śmierć? Czy nawet dwie? Coś mi się wydaje, że nie jesteście tak pewni siebie, jak się wydajecie...
- Możemy sobie pomóc.. - uśmiechnęła się Serika. Demon czuł, że ona wie coś więcej, niż mówi, ale nie przychodziło mu do głowy, gdzie był haczyk. Środek nasenny? Jeśli prosi o środek nasenny, to niemal na pewno są zupełnie bezsilni w otaczającej ich rzeczywistości. Niemal na pewno.
- Tak, możemy sobie pomóc... - poczekamy, zobaczymy. Jeśli ta blondyneczka naprawdę nie miała w zanadrzu, to przeczucie zawiodło go po raz pierwszy w życiu. - Żegnam, życzcie mi miłego polowania na materiał na torebkę...
Zniknął, zanim zdążyli odpowiedzieć.
- Jeden problem zgłowy - stwierdził Daerian, ale jego towarzyszka nie odpowiadała. Ze skupieniem wpatrywała się w miejsce, w którym zniknął Kropek. Zaciśnięte pięści wskazywaly na to, że cokolwiek robi, wymaga to wysiłku.
- Co...?
- Mam! - odprężyła się nagle. - Iii-ha! - aż podskoczyła, a w jej oczach szalały radosne ogniki.
- Ale...?
- Żeby się stąd wydostać, musiał otworzyć portal. Portal, który prowadzi na zewnątrz tego animowego świata.. A mi udało się go umocnić tak, aby na stałe pozostal otwarty! To oznacza...
- ... że mamy pod nosem wyjście :> Tylko co nam po tym, skoro i tak zaraz wpakowaliby nas tu z powrotem?
- Poczekamy na dobrą okazję.
- Niby skad mamy wiedzieć?...
W ręku Seriki błysnęło coś małego i metalowego.
- Kiedyś dostałam od Sat w prezencie takie miłe, małe pluskiewki. Jedna siedzi sobie grzecznie wczepiona we włosy demona. Nie zauważy, są zupełnie nieaktywne magicznie. Czysta, prosta technika. A dzięki temu wiem, że mają tam teraz niezłe zamieszanie... Naprawdę coś mi się wydaje, że Vel jest w tym momencie ich NAJMNIEJSZYM problemem :>
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź blog autora
 
Numer Gadu-Gadu
1051667
Inai Nerse Płeć:Kobieta


Dołączyła: 22 Wrz 2003
Skąd: Cytadela
Status: offline

Grupy:
House of Joy
WIP
PostWysłany: 23-07-2004, 14:39   

Inai łaziła niecierpliwie pod siatką odgradzającą plażę od ulicy, zastanawiając się, kiedy ma zacząć odgrywać słodką idiotkę... Zobaczyła coś leżące na piasku i doszła do wniosku, że już. Otworzyła gwałtownie drzwi w siatce i zbiegła na dół po schodach. Gdy już zbiegła na dół, gwałtownie padła na kolana i zaczęła sie wgapiać tępym wzrokiem w cosia.
- To pilot KB... O_o (raaaaany, dlaczego JA musze to grać ==') <zdejmuje hełm pilota> To młody chłopak... *wchodzi do umysłu Ryu, żeby paniusia nie słyszała rozmowy, równocześnie go cuci* Ryu... jak sie obudzisz, masz mnie zaatakować, potem rzucisz sie na pielęgniarzy którzy akurat przyjadą, ukradniesz karetkę i uciekniesz. Pojedziesz na ten adres *wpycha mu kartke w kombinezon pilota* i zapiszesz sie do tej szkoły. Nieważne jak, możesz prosić, grozić, rób co chcesz. Ta wariatka Relena tu chodziła, teraz ja jestem na jej miejscu, tam bedziemy mogli spokojnie porozmawiać, choćby podczas tego nieszczęsnego walca. A teraz wstawaj i wypełniaj MISJĘ! Rany... ale żenada XD No więc, po prostu masz milcząc biegać w kółko i niszczyć wszystko co napotkasz na swojej drodze. Budź sie, no już!
<Ryu sie obudził>
- Och, obudziłeś się! Jak się nazywasz? *Teraz mówisz "Moje imię nie jest ważne, omae o kurosu!"*
- Moje imię jest nieważne.... omae o kurosu =='
- *No dobra, to zasuwaj*
<Ryu leci po schodach do góry, bijąc zaskoczonych sanitariuszy, a Inai siedzi sobie na plaży i wgapia się w niego tępym wzrokiem jak na Relenę przystało>
- Kim jest ten chłopak....?
<Kiedy Ryu już się oddalił, Inai wchodzi powoli po schodach, oczywiście nie zważając na leżących na dole sanitariuszy z najprawdopodobniej połamanymi karkami. Gdy weszła już na górę...>
- <wyciąga rękę w stronę odjeżdżającej karetki> Ja nazywam się Relena Darlian... a ty? <i stoi> <i stoi> <aż po dwóch godzinach uznała że nawet Relena nie jest tak głupia by tyle tam sterczeć i poszła do domu>
(miało być w tym więcej, ale nie będę was już męczyła ^^' i tak jest długie i nudne, wiem ^^""")
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
Satsuki Płeć:Kobieta
Fioletowy Płomyczek


Dołączyła: 13 Lip 2002
Skąd: Aaxen, zamek Elieth ves Aeriei nad Morzem Płaczu
Status: offline

Grupy:
WIP
PostWysłany: 23-07-2004, 15:09   

Wszystko pięknie, słodko, miło, przesympatycznie, różowo. I miała wrażenie, że jest jedyną osobą, której te kolory.. odpowiadają. Przeciw którym nie miała na prawdę nic przeciwko... Ale coś ją cieszyło. Ta baba w rózowym, nie pasujacych do siebie ubraniach, jeszcze bardziej uwydatniajacych jej... gabaryty nie miała co do niej żadnego pomysłu. Do diabła! Niech sobie nosi jakieś ładne wesołe kolorki ale nie na TAKICH ubraniach. Wygląda jak ostatnie nieszczęście! A gdyby tak... a gdyby tak sprobować zmienić choć troszeczke jej astral...? Zapewne wkurzyłaby się gdyby w pewnym momencie została gotycką lolitą, prawda?
Siedziała sobie grzecznie i patrzyła jak wszyscy stawali się aktorami. Jak znika Bambosh w roli Zelgadissa, jak Daerian i Serika stają się Zagato i Emeraude, jak Ryu staje się... Filią? Zaraz, tej babie sie cholera cos pomyliło! ^^"". Może i by coś powiedziała ale właśnie stwierdzono, że Avellana pasuje na Atenę. "Nie ma fioletowych włosow" mruknęła cicho Satsuki. Inai jako Relena. Kim jest do cholery Relena?! A potem rzuciła się do nich! Na Arię, Noire, nią samą i żmiję. Żmiję? Kiedy on do cholery zmienił postać? Nie ważne... Żmija zwiała, schowała sie pod różwoą komodą.
Potem żałowała bo probowała się postawić i jej nie wyszło...
A potem rozpoczął sie spektakl i ludzi ubyło...

Ryuzoku zniknął jako Heero. Ha! Czyli Reelena to jakas laska z Gundam Wing. A potem z nicosci wyskoczył Yuby ubrany jak ten jełop z Rycerzy Zodiaku. Ten najbardziej kretynski, ktorego mozna bylo swatac z kretynka Atena, ktora niczego nie potrafiła zrobić sama. A potem przy swietne jakiegos bardzo ciekawego lusterka zniknal razem z Avellaną.
Widziala jak jej wlasna corka lezy u stop paniusi i zachowuje się... I brakuje jej tylko Menchi'ego. I była wsciekła.
A potem.. świat wyparował!

Duza komnata, w jakims sredniowiecznym zamku. Nie dość, że miała na sobie ciężką, niewygodną sukienkę złożoną z kilku innych, obcisłego gorsetu i wogole od cholery ciężkiego materiału to w sumie nic się nie działo. Problem w tym, że nie miała pojęcia w jakim świecie się znajduje.
Suknia szeleściła....

...I otworzył się portal. Demon nazywany Kjopkiem zamruczał coś pod nosem i chyba chciał zniknąć. Nie wyszło, za to miał teraz na sobie stroj.. zakonnicy...? I chyba nie za bardzo wiedział co zrobić z tym cholernym, drewnianym różańcem.

- No, Kjopeczek, do roboty! Należy się trzymać fabuły - zaszczebiotal znajomy glosik z gory, a raczej w glowie....

Demon z nadprogramowego ubrania zadowolony zdecydowanie nie był, warknął sobie po dnosem i z ociaganiem przybliżył się do Satsuki

- Rybko, możesz mi powiedzieć co gramy? - szepnela Sat
- Czterech muszkieterow, mam Cie udusic - demon usmiechnal sie pod nosem
- Udusic? - zakrzytusila sie - No to do roboty!

***

D'Artagne biegł na ratunek damie swego serca...

***

Zamek Różowej Damy trząsł się w posadach

***

Trzeba było się wczuć w rolę prawda? Dopiero co usłyszała, że jest Konstancją. A teraz niech jej ktoś powie jak do cholery wygląda człowiek, który się dusi?

-Kjopek! - szepnela - jak ja powinnam się dusić?
- O_o To się nie dusisz?
- Nooo.. nie...? - uśmiechnęła się przepraszajaco
- Bo ja wiem O_o Może powinnaś sfioletowieć na twarzy?

Posłuchała, skórę na twarzy miała wściekłe fioletową, jak jakiś ufol XD. Dla lepszego efektu jakimś cudem zrobiła wytrzeszcz. Kjopek znieruchomiał.

- Ah, demon. - Kjopek powrocił do twórczego zadania, ktorym jest duszenie. Przynajmniej lepsze to od sprzatania calego smietnika sprzed paru godzin...

***

Trzasnęły drzwi i do komnaty wbiegł muszkieter.

- Zeg? - krzyknęła zdezorientowana Sat wyrywajac sie przy okazji Kjopkowi.

Zamek zatrząsł się w posadach. Tracił materialność, falował, tańczył. Różaniec się rozerwał, koraliki potoczyly na wszystkie strony, stuk, stuk, stuk...
I zawaliła się podłoga.

***

- Oho, nastepne demony nam przysłali - mruknął znużony Bambosh - ASTRAL VINE! - sztuczny miecz wylądował wprost na czerwonej czuprynie...
- AŁAAAA!!! - wydarła się Sat
...która sprawiała jakieś takie znajome wrażenie.

Trawa zafalowała i zaczęła znikać

_________________
Uciekaj skoro świt, bo potem będzie wstyd
i nie wybaczy nikt chłodu ust twych
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Mai_chan Płeć:Kobieta
Spirit of joy


Dołączyła: 18 Maj 2004
Skąd: Bóg jeden raczy wiedzieć...
Status: offline

Grupy:
Fanklub Lacus Clyne
Tajna Loża Knujów
WIP
PostWysłany: 27-07-2004, 23:48   

Obrzydliwie różowy zamek wybitnie wręcz irytował Mayę Łuczniczkę, zwaną zdrobniale Mai. Taka piękna forteca! Wręcz się prosi, żeby znajdowała się w niej pożądna zbrojownia, żeby na ruszcie piekła się dziczyzna, a przy kominku siedział jakiś rycerz, albo łowczy, albo kto tam jeszcze ma coś ciekawego do powiedzenia, i opowiadał historię o wielkich czynach. Ale nie! Forteca została tak okropnie zaróżowiona, zakwiatkowana i zasłodzona, że nawet twarde serce Mai nie mogło tego znieść. Wiedziała, że nie może tego tak zostawić. Że zamek należy odbić z rąk dotychczasowej pani i zrobić z niego porządną fortecę, która zasługiwałaby na to miano! Nagle w oku dziewczyny zabłysła złowroga iskierka.
- Mam koncept. - powiedziała do siebie.
~Czy to na pewno dobry pomysł? - Rina jak zwykle miała wątpliwości.
- Rina, czy ja cię kiedyż zawiodłam?
~A czy ja umiem do tylu liczyć?

Taran był zbędny. Po pierwsze: brama była nieźle nadwerężona przez walki tączące się w zamku oraz przez działającą tam magię; a po drugie: Mai nie była sama. Brama rozpadła się w drzazgi pod naporem tysiąca i jednego kopniaka.
- Puk, puk!
Mai z obłędem w oczach stała na czele bandy drowów - pracowników A.T.A.K.-u. Dziewczyna była bliska popadnięcia w szaleństwo.
- KTO CHCE SIĘ BIĆ??
Odpowiedzi się nie doczekała, za to ujrzała Kjopka uciekającego przed czymś w niesamowitym tempie. Tok jej myśli był bardzo prosty: Kjopek ucieka, znaczy się czegoś się boi. A jak czegoś się boi, znaczy się można komuś przyfasolkować!! Chory śmiech psychopatki odbił się głośnym echem w holu.
- Follow me, drowy! Za Loth!!
I w myśl zasady "w kupie raźniej" Mai wraz z drowami pobiegła w stronę domniemanej bitwy. Za zakrętem oczom dziewczyny ukazał się niezwykły widok. Inai tańcowała sobie z Ryu ubrana w jakiś kretyński mundurek.
- Zaraz, zaraz, przecież Inai jest mężata, neh? Więc czemu tańczy walca z Ryu? Drowy a wy wiecie?
Drowy zgodnie pokręciły głowami. Mai zamyśliła się. Dopiero po chwili zauważyła detal, który jej wszystko wyjaśnił. Dwa warkoczyki!
- O do diabła, Relena! Buahaha!!!! Ej no, ta zniewaga krwi wymaga! Strzeż się Różowa Paniusiu, Mai nadchodzi!!!!

_________________
Na Wielką Encyklopedię Larousse’a w dwudziestu trzech tomach!!!
Jestem Zramolałą Biurokratką i dobrze mi z tym!

O męcę twórczej:
[23] <Mai_chan> Siedzenie poki co skończyło się na tym, że trzy razy napisałam "W ciemności" i skreśliłam i narysowałam kuleczkę XD

Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź blog autora Odwiedź galerię autora
Zegarmistrz Płeć:Mężczyzna


Dołączył: 31 Lip 2002
Skąd: sanok
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
PostWysłany: 28-07-2004, 09:56   

Zeg osiągnął Transcendecje, jak czasem mu się to podczas walki zdarzało. Stał się jednością z Wszechświatem, zaczął pojmować żeczy, które przkraczały możliwości zwykłego śmiertelnika, wzrok mu się wyostrzył, a do uszu płynęły słowa mądrości szeptane przez Wyższe Byty.
- To ja go tnę! - powiedział jeden z Wyższych Bytów, na ułamek sekundy nim Zeg, nie bacząc na to, że szpada nie ma powierzchni tnącej zamachnął się na jednego z ostatnich Gwardzistów Kardynała. Do uszu dzielnego wojownika dotarł tajemniczy pomruk, jakby kości przetaczały się po drewnianym blacie stółu i inny byt wykrzyknął radośnie:
- 78 ran!
Gwardzista upadł przecięty w pół.
- Uzywam "Popisu", żeby nabić sobie "Dramy!" - wydarł się pierwszy głos.
- Rzucaj koscią! - dodał drugi i prawie natychmioast zawturował mu tajemniczy odgłos - Podbijasz?
- Jasne! Dziesięć razy! Udało się!!! Mam już 27 kostek Dramy! - dotarło do uszu dzielnego wojownika, gdy wycinał na płaszczu zszokowanego wroga ,,Zegarmistrz - Dyslektyk vel D'artagan tu był!"
- A teraz go dobijam - ryknął wyzszy byt - I wchodzę do pokoju!
Drugi byt opisał dokładnie dantejskie sceny dziejące się w komnacie. Rzeczywistość wirowała i odkształcała się, tak, że Sat zniknęła. Pozostał za to demoniczny Kjopek z różańcem zbrodni w łapach.
- To ja go tnneeeeee!!!!!!! - ryknął transcendentny Byt z mordem w głosie.

Ryk wściekłości pani zamku zagłuszył opis sceny walki, który rozpoczął drugi z bytów. Rzeczywistość zafalowała i zataczyła.

_________________
Czas Waśni darmowy system RPG dla fanów Fantasy. Prosta, rozbudowana mechanika, duży świat, walka społeczna.
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Odwiedź blog autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
 
Numer Gadu-Gadu
1271088
Yuby Płeć:Mężczyzna
Kotosmok


Dołączył: 16 Cze 2003
Skąd: Wrocław
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
PostWysłany: 28-07-2004, 16:18   

Yuby biegł w górę długimi schodami. Zaistniała sytuacja nie podobała mu się ani trochę. Irytowała go ilość przypadkowych i bardzo specyficznych zdarzeń w ostatnich dniach ich wyprawy.

-Co za bezsens... - Pomyślał Górski Smok - Biegnę po jakichś schodach, w idiotycznym, niewygodnym i obcisłym, czerwonym trykocie z przyklejonymi kawałkami tandetnego, białego plastiku. Mam pokonać 12 rycerzy, bijąc sięz nimi na gołe pięści. Czy ten Seiya był jakiś niedorozwinięty?

Nagle za sobą odgłosy szybkich kroków. Obejrzał się i zobaczył 3 facetów, ubranych w podobne do jego, wyglądające co najmniej dziwnie, stroje. Yuby mało nie przewrócił się ze śmiechu.

-Co to ma być? Love Parade w Berlinie??? - Wrzasnął w przestrzeń ledwie powstrzymując śmiech.
-Nie, to są twoi pomocnicy, rycerze Smoka, Andromedy i Łabędzia. - odparł spływający różową słodyczą, przyprawiającą o mdłości, głos Paniusi.
-Pomocnicy? Wolne żarty... Nie będą mi inni zabierać przyjemności dania tu komuś w zęby.

Nie czekając na odpowiedź Różowej, Górski Smok wymierzył zaskoczonym rycerzom kilka efektownych ciosów, pozbawiając ich na dłuższy czas przytomności. Popatrzył na efekt swoich działań i mimowolnie uśmiechnął się.

-No tak... Oto są skutki walki toporem. - podsumował lakonicznie patrząc na mięśni jednego ze swoich ramion.

Osamotniony, Yuby pobiegł dalej w górę schodów, mląc w ustach wiązanki przekleństw pod adresem pewnej różowej osoby. Były tam bluzgi w języku smoków, elfów, tudzież krasnoludów, oraz różne zapewnienia, między innymi o zrobieniu komuś z dupy jesieni średniowiecza. Był jednak zmuszony przerwać swój monolog, gdzyż dotarł do pierwszej świątyni.

-Co za bezguście... - Skomentował Góski Smok oglądając budowlę od środka.
-Witaj Rycerzu Pegaza. - Yuby dopiero teraz zauważył Mou, Rycerza Barana.
-No nie... - Zielonowłosy był wyraźnie zażenowany. - Liczycie, że kobiety nie uderzę, czy jak?
-Jestem meżczyzną... >< - Baran wyglądal na zirytowanego.
-Tak? A wiesz, jakoś nie widać...
-Eh... T_T - Mou był wyraźnie załamany. - A myślisz że mi się taka rola podoba? Lepiej już idź, nie mam zamiaru ci przeszkadzać. Ale najpierw będziesz musiał naprawić swoją zbroję.
-Hę? - Pytanie odnosiło się tak do braku chęci do walki, jak i uwagi na temat zbroi.
-Wedle fabuły mam ci pozwolić przejść. - Wyjaśnił cierpliwie rycerz. - A twoja zbroja... Lepiej Sam ją obejrz.

W tym momencie Yuby zauważył, jak kawałek plastiku odpada od czerwonego trykotu i z cichym trzaskiem uderza o ziemię. To samo zaczęły czynić inne elementy rynsztunku.

-Mówiłem, że to tandeta. - Prychnął Górski Smok, rozrywając górną część ubrania. - Hm... Ale z recyklingiem i usuwaniem śmieci to tu kiepsko. - Dodał, rozglądając się w poszukiwaniu śmietnika. - Brr... Zimno. No ale lepsze to, niż poprzednie wdzianko. - Rzucił z odrazą za siebie pozostałości plastikowej zbroi, po czym ruszył w dalszą drogą ku szczytowi wzgórza, rozciągając zdrętwiałe od absurdalnej zbroi mięśnie górnych partii ciała, widoczne teraz "nieco" lepiej niż zwykle (:P)

Droga do następnej świątyni, świątyni Byka była co najmniej monotonna. Toteż zielonowłosy wojownik nawet ucieszył się, gdy zobaczył przed sobą mury budynku, do którego zdążał. A jeszcze bardziej ucieszył się, gdy ni stąd, ni zowąd pojawił się tuż przed nim wielki jak dąb mężczyzna w złotej zbroi, próbujący zmiażdżyć mu kości czaszki.

-Kolejna sztampa. Wielki, piekielnie silny i głupi... Za proste to wszystko.

Nasz bohater zręcznie uniknął ciosu, by chwilę później zablokować dwa następne i uskoczyć przed czwartym z serii. W nastęnym momencie odbił się od posadzki i wyskoczył w powietrze i, unikając pięści rozwścieczonego olbrzyma, wymierzył mu potężny cios w głowę. Byk zachwiał się lekko, ale szybko odzyskał rownowagę.

-Uh... Chyba go trochę nie doceniłem - Pomyślał Yuby. - Jest wytrzymalszy niż sądziłem... - Uśmiechnął się ironicznie.

Ciszę przerwał trzask kruszonej zbroi. A potem o podłoże z cichym brzdękiem udeżył róg hełmu Złotego Rycerza.

-... Czego nie można powiedzieć o jego wyposażeniu... - Dodał w myślach po chwili.
-Tego już za wiele! - Wrzasnął Rycerz - Pokonam cię Szarżą Byka!
-Yare yare... Co za głupiec. - Przemknęło Yubemu przez myśl.

Górski Smok patrzył spokojnie, jak jego przeciwnik rusza na niego z niewiarygodną szybkością. Ale zelonowłosy nawet nie drgnął.

-Ty chyba nie myślisz o zablokowaniu tego ciosu??? Żadne z Rycerzy nie był w stanie!! - Wrzasnął do niego głos Różowej.
-Szczerze mówiąc mam gdzieś Rycerzy i ich możliwości. Na drugi raz pomyśl dłużej, zanim wpakujesz mnie w takie coś...

Po tych słowach mięśnie Smoka drgnęły. Rzucił się w kierunku, z którego nadbiegał Byk. Chwilę później Świątynia zniknęła w wybuchu miniaturowej bomby. Na jej miejscu zostaly gruzy, a na gruzach Yuby, patrząc na martwego lub nieprzytomnego.

-Na wszystkich bogów chaosu... Przyśłijcie ich wszystkich naraz, albo ta zabawa skończy się szybciej niż przewidujecie...

Trzecia świątynia znacznie różniła się od pozostałych.

No... Nareszcie ktoś z charakterem. - Podsumował jej wlaściciela zielonowłosy, patrząc na wnętrze pełne czaszek. Zastanawiam się tylko, czy mu smród nie przeszkadza?

W głębi sali stała ludzka postać, której aura emanowała śmiercią, jak cała świątynia.

-Więc to jest Maska Śmierci? - Nędzna znajomość fabuły tego, w czym Smok występował, była jednak wystarczająca, by rozpoznawać przeciwników.

I nagle poczuł, że grunt usuwa mu się spod nóg. Jakaś siła ciągnęła go w inny wymiar. Świat zawirował mu w oczach, by po chwili zamienić się w ciemną, skalistą pustynię. Yuby rozejrzał się dookoła i gdzie nie popatrzył, widział tylko granatowe i czarne skały.

-Witaj w mojej świątyni... I w przestrzeni między życiem, a śmiercią. - Odezwał się grobowym głosem Rycerz Raka.
-Hm?
-Ściągnałem cię tu, żeby cię wykończyć. Żebyś nigdy nie uratował Ateny.
-Brawo... Ale znowu popełniacie błąd - Yuby uśmiechnął się na swój wredny sposób. -Ja nie jestem Seiyą. Ja nie podlegam śmierci. Dla mnie to wymiar jak każdy inny. -Mówiąc to Górski Smok podeszdł do Raka. - Wasza pani się przeliczyła. Nie doceniła swoich przeciwników.

Gdy to mówił, kawałki zbroi Złotego Rycerza spadały w nicość, a świat wracał do normalności. O ile słowo normalność miało w obecnej sytuacji wogóle rację bytu...

-A teraz... - Uśmiech na twarzy Smoka stał się wyjątkowo złośłiwy, gdy trzena ciosami posłał Maskę Śmierci na najbliższą skałę. Wygląd jego rywala wskazywał na to, że już nigdy nie stoczy ani jednej walki.
-Zaczynam mieć tego dość. - Skomentował w myślach Yuby otrzepując ręce. - Dłużej się tak nie da. Trzeba się zastanowić, jak z tego wybrnąć.
-Zapomniałeś o jednym, mój drogi. - Zauważył różowy głos. - O swoim kosmosie. Czemu go nie używasz. Co z ciebie za Rycerz?
-Hehehehehe... - Śmiech zielonowłosego był dziwny. Pełny zimna i drwiny. Kosmosu? Uważaj co mówisz, paniusiu. Ułatwiasz mi zadanie.
-Nie rób tego, tu magia nie działa. - Usłyszał w umyśle Górski Smok. Momentalnie zindendtyfikował właściciela.
-No, nareszcie. Coś długo wam to zajęło.
-Zamek jest duży. - Zauważył Burek, właściciel głosu. - Tak czy siak magii to tu nie użyjesz.
-Nie zamierzam używać magii. Zresztą, sam zobaczysz.

Yuby odgarnął włosy z twarzy i rozłożył ręce. Jego ciało pulsowało zielonym blaskiem, coraz silniejszym i silniejszym. Aż wreszcie wszystko zniknęło w jednym blasku światła.

-Co się do cholery dzieje??? - Wrzeszczałą Różowa. - Przecież tam nie można używać magii!!!
-To nie magia. - Rozległ się charakterystyczny, aczkolwiek bardziej doniosły niż zwykle głos. Nazwij to moim własnym, prywatnym, osobistym Kosmosem.

W miejscu, gdzie przed chwilą stał młody mężczyzna, teraz siedział ogromny smok o zielonym futrze. Chwilę później poderwał się do lotu, zmierzając ku szczytowi wzgórza i zostawiając za soba jedynie spaloną ziemię.

-----------------------------------

A światy drżały w posadach.

_________________
From the brightest start
Comes the blackest hole
You had so much to offer
Why did you offer your soul?
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
3010805
Daerian Płeć:Mężczyzna
Wędrowiec Astralny


Dołączył: 25 Lut 2004
Skąd: Przestrzeń Astralna (Warszawa)
Status: offline

Grupy:
Tajna Loża Knujów
PostWysłany: 28-07-2004, 19:19   

Tymczasem w świecie Sephiro Daerian wybitnie testował swój kunszt aktorski... prowadzenie zrozpaczonego monologu i gestykulacji, w których ukrywał magiczne gesty, przy konieczności odpowiedniego ustabilizowania portalu były dość trudne... Jednak się udało... dokładnie w momencie gdy na jego głowę spadło coś dużego, metalowego i ciężkiego... przypominającego kształtem człowieka z kosą i skrzydłami... Daerian starcił prztomność.
Gdy sie ocknął, czegoś już nie było... A Serika stała nad nim z dzbankiem pełnym wody... której i tak użyła.
Portal był ustabilizowany, choć ukryty... gotów o otwarcia w każdej chwili... a chwila chyba zaczynała się zbliżać, bo światy szalały... przez chwilę przez podlogę było widać Zega mordującego ludzi w trykotach... potem na ścianie Bambosha z twarzą w niebieskiej farbie... a na zakończenie na suficie hordę drowów atakujących zamek Paniusi... i co niezbyt dla nich miłe samą Paniusię wracająca do siebie po ukąszeniu Vela... A po chwili w podłodze zaczęła się otwierać szczelina prowadzącą na jakąś góre ustrzoną 13 pseudo-greckimi budowlami i chyba poroma kilometrami schodów...
Tak, czas na ewakuację był juz chyba najwyższy.
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
3291361
Aria Płeć:Kobieta
Matka Opiekunka


Dołączyła: 25 Paź 2003
Skąd: piąta cela po lewej ^^
Status: offline
PostWysłany: 28-07-2004, 20:25   

-Mai?!- Aria stała osupiała widząc Mai siedzącą na barana jednemu z drowów.
-Przyprowadziłam dzieciaki- Mai spojrzała na Paniusie której powoli mijały zawroty głowy- masz line? Zajmniemy sie nią na jakiś czas by uwolnić resztę.
Pierwsza myśl jaka przyszła Arii do głowy to żeby związać paniusie Velem, zbyt brutalne. Rzuciła sie do pułek i szafek szukając czegoś do wiazania. Rzuciła Mai nić dentystyczną.
Nic nie było.
Nie było czasu. Paniusia zaczeła dochodzić do siebie. Aria wdrapała sie na stolik, czas wykazać sie zdolnościami przywódczymi i perswazją. wyciągneła z torebki tanie wino i uniosła je wysoko w góre. Cała uwaga drowów spoczeła na ręce Arii. Jak ja ich wychowałam?
- Butelka za 10 m liny!- krzykneła a pod jej nogi padły pęczki lin. Doskonale. Mai podbiegła do Arii i zabrała liny.
- Same sobie z nią nie poradzimy- przypomniała Arii.
-ty, ty i.. ty- wzkazała na trójkę wypasionych drowów- przytrzymajcie tamtą laleczkę, ok?
Drowy zasalutowały niedbale i podeszli do Paniusi. Jeden złapał ją za ręce, drugi klęknął by przytrzymać jej nogi.
- Co ...?! PUŚĆ MNIE! KIM JESTEŚCIE?!
- dywizjon czarny, prosze pani- odpowiedział spokojnie trzeci wiążąc jej dłonie, gdy bracia starali sie ją unieruchomić.
-PROTESTUJE! jestem POTĘŻNA! ZAKLNE WAS!
- bez rąk będzie problem, prosze pani- odparł grzecznie Drow konczac wymyślny węzeł.
-mam jeszcze głos! jestem wystarczająco potężna by was wszystkich zamienić w różowy pył!- paniusia zaczeła wypowiadać zaklęcie, jeden z drowów znudzony, spojrzał pod szafę i szybkim ruchem złapał siedzącego tam węża i wepchną go w usta paniusi w roli knebla.
-i mamy ją z głowy chłopaki - błysnął białymi zębami do braci.

- Tak ich pięknie wychowałam!- do oczu Arii napłyneły łzy- Mai i Aria siedziały na stoliku i przyglądały sie pracą mrocznych elfów. Mai poklepała złotowłosego demona po plecach.
- bądź z nich dumna

_________________
http://niziolek.deviantart.com/
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
2496391
Avellana Płeć:Kobieta
Lady of Autumn


Dołączyła: 22 Kwi 2003
Status: offline
PostWysłany: 29-07-2004, 10:15   

To nawet okazał się lepszy pomysł, niż sądziła. Powylegiwała się, nabrała trochę opalenizny, a inni przez ten czas rozwalili ten wymiar na proszek. Niestety, nie aż taki proszek, jak by należało, skonstatowała, uchylając się przed kolejnym kamiennym głazem. Co, jest, do licha? Żaden rycerz na białym koniu nie przybywa na ratunek? A nie, ci rycerze Ateny nawet białych koni nie mieli... Trudno, kobieta musi sama umieć o siebie zadbać. Przez szczelinę rzeczywistości wpadł nieduży, rudy smok, ciągnąc zieloną torbę. A zaraz za nim lama, bardzo niezadowolona, ale i bardzo zdeterminowana. Avellana/Atena niezwłocznie wdrapała się na laminy grzbiet.
- Wiejemy! - ryknął Odem, który był smokiem roztropnym.
- Do zamku - zakomenderowała Avellana. - Już ja tej różowej pindzie kłaki powyrywam...

***


Wyglądało na to, że sytuacja w zamku jest pod kontrolą. Pod kontrolą drowów, ale lepsze to (chyba) niż nic. Chyba, że wmiesza się w to jakiś dodatkowy czynnik... Na przykład czarny demon, który właśnie zmaterializował się w komnacie i zainteresowaniem obserwował zastaną scenę.
- No, wreszcie jesteś! - Paniusia jakoś zdołała wypluć knebel. - Rozwiąż mnie i pozabijaj ich!
Demon uśmiechnął się wrednawo.
- Przepraszam, ale nie. Mam pewne zobowiązania.
Paniusię zatchnęło (może dlatego, że drowy pospiesznie poprawiały knebel). A potem uśmiechnęła się równie wrednie. Mimo knebla i sznurów. I nagle zaczęła się rozpływać... Dosłownie. Zamieniła się w strumień różowej mazi, który po prostu przeciekł między więzami. Zmaterializowała się kilka metrów dalej, otoczona czymś, co wyglądało jak bańka mydlana, ale odrzuciło zarówno drowy, jak i magiczny atak Arii.
- Nie znoszę tego! - oznajmiła skarżącym się tonem, po czym zwróciła z powrotem uwagę na towarzystwo. - Myśleliście, że mnie tak łatwo pokonacie! Nic z tego! Ja jeszcze was odnajdę i zemszczę się! Hahahahaa!
- Sztampa - jęknęła Mai. - Nie mogłaby wymyśleć czegoś oryginalnego?
Paniusia ją zignorowała.
- Ale na TOBIE zemszczę się od razu - zwróciła się do nieszczęsnego Kjopka.
Pstryknęła tylko palcami i powłoka demona zaczęła drgać jak obraz w zepsutym telewizorze. Nie próbował uciekać, wiedząc zapewne, że to bezskuteczne. Po prostu rozpływał się coraz bardziej w zakłóceniach, aż w końcu zmienił się w kłębek czarnego dymu...
...Który to dym Avellana złapała i wepchnęła w najbliższy z eleganckich flakoników na perfumy, który jakimś cudem pozostał niestłuczony (i nie wychlany przez drowy) w całym tym zamieszaniu. Paniusia prychnęła jak rozzłoszczony kot i nie czekając, aż nadciągną pozostali aktorzy jej przedstawienia, przeniosła się w nieznany wymiar. Cały zamek tymczasem sypał się w najlepsze i nie wyglądał jak siedziba, w której warto zostawać dłużej... Aria, Mai, Avellana oraz co inteligentniejsze drowy ewakuowały się na zewnątrz.

Tam czekało już kilka osób...
- Kjopek! - krzyknęła Miya (która właśnie tłumaczyła Bamboshowi, że trzeba go niestety wymoczyć w rozpuszczalniku, żeby farba i kamyki puściły). - Co się z nim stało?
- Nic ciekawego - wzruszyła ramionami Avellana. - Trzeba go jakoś ustabilizować...
Rozejrzała się. Serika, klnąc i przysięgając, że to ostatni raz, rozplątywała ucukrzone włosy, Inai fukała na Ryuzoka za podeptane w tańcu nogi... Szorowany acetonem przez Miyę Bambosh gromkim głosem domagał się wyjaśnienia, co właściwie jego żona robiła w towarzystwie Złotego Smoka... Krótko mówiąc, wyglądali na zajętych.
Avellana wskoczyła na grzbiet lamy i szturchnęła ją. Lamy potrafią biegać. Nawet całkiem szybko. A takie lamy jak ta w razie potrzeby umieją nawet latać. To tylko kwestia odpowiedniej motywacji.

***


Krasnoludy nie były zachwycone. Do ich tradycji należało wytwarzanie morderczych broni, ale nie... Ale od tradycji można odstąpić zdecydowały szybko, prosząc gościa, by zechciał wyjść na zewnątrz i zająć się wypasem lamy, dopóki nie skończą. Pracowały szybko, co nie znaczy, że byle jak. To już na pewno byłoby sprzeczne z tradycją.

***


- Co to jest? - jęknęła Serika, która tymczasem wypłukała z włosów resztkę białka i cukru i wyglądała jak mokra kura.
Avellana podawała jej matowoczarny kij, lekki, zrobiony z nieznanej substancji i ozdobiony na końcach znajomymi skąd inąd pieczęciami.
- Kij do miotły.
- Ale... Kjopek? Zapieczętowałaś w tym Kjopka!
- Tylko na 1000 lat, i tak musi odbudować strukturę energetyczną. Przynajmniej nie będzie mu się nudzić...
Serika z wahaniem wzięła podany jej kijek. Był lekki i poręczny. Teraz wystarczyło znaleźć coś na ogon miotły, ale na ile to mogło być skomplikowane?

Obok gruzowiska, które do niedawna było różowym zamkiem, zgromadziła się cała ekipa.
- Wszyscy są, można ruszać dalej? - zapytała Satsuki.
- Jasne... A nie widział ktoś Xenipha? - zapytała Aria.

Zapadła głucha cisza... Mały, zielonkawy smoczek omal nie pękł ze złości.

1. Paniusi nie można tak łatwo utłuc, skoro wcześniej dała sobie radę ze stworami bardziej przepakowanym od drowów. Ale zakładałabym, że w tej opowieści już się nie pojawi.
2. Kij od miotły mamy, pozostaje znaleźć jakiegoś dobrego chabazia...

_________________
Hey, maybe I'll dye my hair, maybe I move somewhere...
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Odwiedź galerię autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
Zegarmistrz Płeć:Mężczyzna


Dołączył: 31 Lip 2002
Skąd: sanok
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
PostWysłany: 01-08-2004, 12:04   

Parę dni później, parę mil dalej...

Port Royal, gniazd występku i piractwa!
- Ha! Kulawy Jimmy - ryknął jakiś przepity głos w tawernie - Pod kilem bym cię przeciągną za te Widnowsy XP, które mi sprzedałeś!
- Nasza krypa płynie, bryza dmie w nasze żagle, stu majtków uwija się przy nagrywarkach, a tu nagle ten w bocianim gnieździe krzyczy, że dostrzega królewski okret! Ludzie gubernatora ida na nas... Pomyślałem, że jesteśmy juz skończeni... - opowiadał inny.
- Mordercza Maskra 13 Deluxe! Mordercza Masakra Deluxe! - krzyczał ktoś - Prace koncepcyjne ruszą jutro!
- Ha! Mordercza masakra 13? Jak pływałem pod kapitanem Flintem, to złupiliśmy cały okręt Diablo 17 dwa dni przed premierą jedynki...
- Ech ta ruska mafia! Żyć spokojnym piratom nie dają... Wynajmują programistów, żeby kontynuacje gier im pisali jeszcze przed premierami pierwszych części...

Nie mniej jednak nie jest to opowieść o piratach, tylko o dzielnych ludziach, którzy siedzieli przy jednym ze środkowych stolików i śmieli zamówić wodę (i jedno banananana diakry) zamiast tradycyjnego rumu.
- To jest jedna z trzech części mapy skarbów Kapitana Hulka... Ukrywa ona niesamowitą ilość kopi Cyvilization I złupionych na hiszpańskim galeonie. Mapa ta została wykonana na liściu takiej rosliny, jakiej własnie szukamy. Wniosek z tąd, że moga one rosnąć tam, gdzie Hulk ukrył swój łup. - powiedziała ta z nich, która jeździła na groteskowym, plujcym zwierzaku, ani chybi pomiocie Chtulchu. - Musimy tylko skompletowac całośc mapy.
- A inni piraci? Nie przyjdą po skarb?
- Przecież to stare gry... Kto chciałby w nie grać? - powiedział Zeg. Nie wiedział, że w tej chwili do portu zawitał Abbadon, okręt kapitana Undera Doga, krwiożerczego bukaniera i znanego łowcy starych gier.

_________________
Czas Waśni darmowy system RPG dla fanów Fantasy. Prosta, rozbudowana mechanika, duży świat, walka społeczna.
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Odwiedź blog autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
 
Numer Gadu-Gadu
1271088
Wyświetl posty z ostatnich:   
Strona 7 z 8 Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Następny
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików
Nie możesz ściągać załączników
Dodaj temat do Ulubionych


Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group