FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  Galeria AvatarówGaleria Avatarów  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 8, 9, 10 ... 12, 13, 14  Następny
  Lunar & Lila quest
Wersja do druku
LunarBird Płeć:Mężczyzna
Chaos Master & WSZ


Dołączył: 30 Maj 2005
Skąd: Hellzone
Status: offline

Grupy:
Lisia Federacja
PostWysłany: 17-12-2006, 11:56   

- Chcesz powiedzieć, że JA jestem uosobiebiem dobroci, tak? - zaśmiał się niewesoło. - A poza tym co do moich przyjaciół... Byłby całkiem spory problem, bo jedynymi właściwie moim przyjaciółkami są Lila i Luna... a już wiadomo, że one nie są twoimi wrogami...

Zaczął ją głaskać po włosach z uśmieszkiem samobójcy na ustach.

- Wiem, że w tobie coś jest... Jakaś moc... Jest uśpiona, ale reaguje na mnie... Gdyby udało mi się ją zbudzić... Co o tym sądzisz?

_________________
Cytat:
- Mulder... To jest... to chyba żółć...
- Powiesz mi jak to z siebie zdjąć zanim stracę kamienną twarz?
"The X-Files", #4 "Squeeze"


Autor posta: rip LunarBird CLH
Przejdź na dół Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
5146592
 
Numer ICQ
Arashino Shiro Płeć:Kobieta
władająca czasem...


Dołączyła: 28 Mar 2006
Skąd: Poznań
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
Lisia Federacja
PostWysłany: 17-12-2006, 12:08   

Jest we mnie moc ..jest zapieczętowana. Nie wiem jak byś zdjął pieczęć..ja próbowałam ale nie mogłam...świta powoli...niepokoję się o przyjaciół w tym mieście..wczoraj u nich czekałam..już wtedy byłam obserwowana...namierzyli mnie gdy byłam u nich..później ich zgubiłam kiedy spotykałam się z informatorem...ale wiem że chodziło im o tą kartkę..bo o co innego? i muszę dokupić igieł..kończą się...czy zanim opuścimy miasto to do nich zajdziemy? to ludzie. nie stanowią jakiegokolwiek zagrożemia-zapytała-zanim ruszymy odbić Lunę.
Lunar przytaknął cicho, dalej głaskał ją po włosach
-jak zdejmiesz pieczęć?-zapytała jeszcze..później zasnęła...za kilka minut pierwsze promienie słońca błysnęły zza horyzontu ukazując w coraz jaśniejszym świetle krwawy ślad z okna do łazienki po drewnianej podłodze.

_________________
Żyj póki możesz, bo każdy twój dzień może być twoim ostatnim...
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
następne+pytanie...
LunarBird Płeć:Mężczyzna
Chaos Master & WSZ


Dołączył: 30 Maj 2005
Skąd: Hellzone
Status: offline

Grupy:
Lisia Federacja
PostWysłany: 17-12-2006, 12:18   

- Jak zdejmę pieczęć? - Lunar uśmiechnął się charakterystycznym wrednym usmieszkiem Xellosa Metalium. - Masz moc Starożytnego Smoka, moja droga. Twoja moc powinna sama przełamać pieczęć. Wystarczy podsunąć jej pod nos śmiertelnego wroga. Takiego jak ja. Już wtedy, gdy nasze palce się złączyły coś się w tobie poruszyło. Gdyby to potrwało dłużej i gdybym wezwał całą swoją moc, całkiem możliwe, że przebudziłabyś się całkowicie.

Przestał głaskać śpiącą Arashino i zapatrzył się na Lilę. Nagle zapragnął ją pocałować, ale nie mógł wstać, żeby nie budzić Arashino. Cóż, będzie musiał trochę poczekać.

_________________
Cytat:
- Mulder... To jest... to chyba żółć...
- Powiesz mi jak to z siebie zdjąć zanim stracę kamienną twarz?
"The X-Files", #4 "Squeeze"


Autor posta: rip LunarBird CLH
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
5146592
 
Numer ICQ
Arashino Shiro Płeć:Kobieta
władająca czasem...


Dołączyła: 28 Mar 2006
Skąd: Poznań
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
Lisia Federacja
PostWysłany: 17-12-2006, 12:39   

obudziła się dwie godziny później...dalej miała głowę na kolanach Lunara...ten to ma cierpliwość...
usiadła i przetarła oczy zewnętrzną stroną dłoni zaciśniętej w piąstkę. Brązowe pasma spadły jej na twarz...odgarnęła je i spojrzała na Lunara,przypomniała sobie co powiedział jak zasypiała..
-zareagowałam tak bo wtedy byłeś wrogiem..teraz już nie jesteś.
wstała...rana piekła...to nic...spojrzała na Lilę...
-połóż ją...jeszcze odpocznie trochę.
podeszła do szafy i wyjęła z niej granatową sukienkę i zniknęła w łazience...po chwili wyszła..Lunar siedział obok śpiącej na łóżku Lili...rzut oka wystarczył by właściwie oceniła sytuację...
-zejdę na dół i zamówię coś do jedzenia...wrócę za jakieś 20 minut. -powiedziała zakładając buty, chowając saie oraz sztylet.wyszła. Lunar spojrzał na śpiącą dziewczynę i delikatnie,tak by jej nie obudzić zaczął się bawić jej włosami...klęknął przed łóżkiem, jego twarz znalazła się na wysokości twarzy śpiącej postaci...

_________________
Żyj póki możesz, bo każdy twój dzień może być twoim ostatnim...
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
następne+pytanie...
LunarBird Płeć:Mężczyzna
Chaos Master & WSZ


Dołączył: 30 Maj 2005
Skąd: Hellzone
Status: offline

Grupy:
Lisia Federacja
PostWysłany: 17-12-2006, 14:44   

Lunar powoli pochylił się nad Lilą. Przez chwilę trwał tak, jakby sprawdzał swoją wytrzymałość. Potem delikatnie pocałował ją w usta. Tak delikatnie, żeby jej nie obudzić.

- Śpij... - szepnął cicho.

Zmusił się, by się od niej oderwać, choć bardzo chciał ją przytulić. Pamiętał jeszcze miękki dotyk jej włosów. Ale nie chciał ryzykować, że znowu ją zbudzi. Postanowił sobie natomiast, że pierwszą rzeczą, jaką Lila poczuje po przebudzeniu, będzie jego pocałunek. I tak będzie już zawsze...

Wstał, podszedł do okna. Wyjrzał przez nie, przeszukując okolicę wszystkimi zmysłami w poszukiwaniu Arashino. Nie miał zamiaru ponownie się spóźnić.

_________________
Cytat:
- Mulder... To jest... to chyba żółć...
- Powiesz mi jak to z siebie zdjąć zanim stracę kamienną twarz?
"The X-Files", #4 "Squeeze"


Autor posta: rip LunarBird CLH
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
5146592
 
Numer ICQ
Arashino Shiro Płeć:Kobieta
władająca czasem...


Dołączyła: 28 Mar 2006
Skąd: Poznań
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
Lisia Federacja
PostWysłany: 17-12-2006, 15:30   

dziewczyna siedziała przy stoliku..jadła śniadanie gdy usłyszała rozmowę karczmiarza:
- podobno to wampiry..-Arashi widelec zamarł w połowie drogi -nikt nie ocalał...
-jaka szkoda -biadoliła jego żona..-to była dobra restauracja...sama dostałam od nich przepis na papryczki na ostro...a ten kucharz...Sanjo? chyba tak..jeden z najlepszych w mieście...gotował lepiej ode mnie ..a wiadomo że elity kulinarne się ze mną liczą...widelec wypadł z brzdękiem...
-przepraszam-głos jej drżał- o jakiej restauracji państwo mówią?
- o Smoku na Ostro..taka tragedia...taka tragedia..
Arashi zerwała się z krzesła i dwoma łykami dopiła herbatę..
- A właśnie..już jest śniadanie...-karczmarzowa podała jej tacę.
Arashi bez słowa ją wzięła i pobiegła na górę. Trzymając tacę w jednej ręce wparowała do pokoju. Nie zwróciła uwagi że Lila i Lunar są w dość osobistej sytuacji..
postawiła tacę na stole z takim impetem że zabrzęczały filiżanki..
Lunar spojrzał na nią...wyczuwał jej zdenerwowanie rosnące z każdą chwilą...
bez słowa podeszła do plecaka i zaczęła w nim szperać. wyciągnęła ostatni komplet igieł.wyciągnęła fiolkę z kurrarą i szkiełko zegarowe. założyła gumowe rękawiczki i starając skupić się na zajęciu zatruła igły. gdy schły wzięla resztę shurikenów i schowała je przy sobie...
Lunar zastanawiał się czemu ona się uzbraja...wpięła igły w sukienkę...w ciągu 5 minut była gotowa do wyjścia...oczy jej lśniły niezdrowym blaskiem...
podeszła do drzwi i odwróciła się do Lunara...rzuciła:
-znaleźli ich...doprowadziłam te bestie do moich przyjaciół...wystawiłam ich...dopadli ich...przeze mnie... Lila mnie znienawidzi...ale oni byli dla mnie jak rodzina...właściciel traktował mnie jak córkę, której nie miał...Sanjo jak siostrę... byli dla mnie jak rodzina..-łzy spływały po policzkach- więc to jest już moja krucjata...
wyszła nim Lunar zdążył zareagować...i co on ma zrobić? iść za tą narwaną wariatką czy zostać z Lilą?

*******
Po kilku minutach biegu dobiegła do miejsca gdzie wczoraj była jeszcze restauracja...teraz tam były zgliszcza...ludzie przechodzili obok, nie ingerując co ona robi pośród pogorzeliska...
-szefie...-napłynęły wspomnienia...przygarnęli ją...-..przeszła do miejsca gdzie była kuchnia...wszędzie walały się szczątki naczyń...na palach byli nabici pracownicy...ktoś zadał sobie dużo trudu..by ich tak zmasakrować...ale ona wiedziała kto to...rozpoznała trupa właściciela...nieco dalej leżały zwłoki Sanjo..jeszcze wczoraj dla niej gotował...szczątki były poszarpane...cierpieli...stanęła nad właścicielem...opadła na kolana...brązowe włosy zawisły nad trupem a drobne, częste krople spływały po nadpalonej czaszce...wyczuła ruch za sobą...odwóciła się gwałtownie...
-byli dla mnie jak rodzina...-szlochała z nienawiści i bólu- a ja ich wystawiłam na cel...
to moja wina...-odwróciła się tyłem do postaci która do niej podeszła.

_________________
Żyj póki możesz, bo każdy twój dzień może być twoim ostatnim...
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
następne+pytanie...
LunarBird Płeć:Mężczyzna
Chaos Master & WSZ


Dołączył: 30 Maj 2005
Skąd: Hellzone
Status: offline

Grupy:
Lisia Federacja
PostWysłany: 17-12-2006, 16:11   

Gniew... Nie, więcej niż gniew. Furia. To właśnie Lunar poczuł od Arashino, kiedy wparowała do pokoju. Zerknął na śpiącą Lilę. Przez chwilę wahał się. Ale Lila na razie powinna być bezpieczna, Arashino zaś była poważnie ranna. I najwyraźniej zamierzała zrobić coś BARDZO głupiego.

Baz większego trudu za nią nadążył, sledząc ją zmysłem magicznego postrzegania. Widząc zgliszcza i czując jej reakcję zrozumiał wszystko. Podszedł do niej.

- Nie, to nie twoja wina - powiedział. - To moja wina. Moi wrogowie to zrobili. To przesądza sprawę. Tu już nie chodzi o mieszanie się tego gościa do spraw Lili. Tym razem to sprawa osobista. Nie pozwolę, żeby przeze mnie ginęli ludzie.

Położył jej dłoń na ramieniu i ścisnął je mocno.

- Nie jesteś słaba, Arashino - powiedział, a jego oczy rozbłysły krwistym szkarłatem, gdy przywołał swoją moc Mazoku, a otaczające ich głazy zaczęły się powoli unosić w powietrze pod wpływem promieniującej od niego energii. - Zajrzyj w głąb siebie. Zobacz w sobie smoka i zbudź go. On ci pomoże walczyć z wampirami. Musisz się tylko skoncentrować. Lepszej okazji nie będzie. Nie musisz uderzyć natychmiast, smoki często krążą nad ofiarą zanim uderzą. Jesteś smokiem, smok jest wewnątrz ciebie. Ale musisz rozwinąć skrzydła. Inaczej nie zdołasz wzbić się w powietrze i uderzyć z zaskoczenia.

_________________
Cytat:
- Mulder... To jest... to chyba żółć...
- Powiesz mi jak to z siebie zdjąć zanim stracę kamienną twarz?
"The X-Files", #4 "Squeeze"


Autor posta: rip LunarBird CLH
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
5146592
 
Numer ICQ
Arashino Shiro Płeć:Kobieta
władająca czasem...


Dołączyła: 28 Mar 2006
Skąd: Poznań
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
Lisia Federacja
PostWysłany: 17-12-2006, 16:35   

Słysza jego głos...te same słowa kiedyś powtórzył Valgaav...te dwa głosy nałożyły sie w jeden...silna moc mazoku...Valgaav? Nie...Lunar...smok...Przecież to była JEJ rodzina...z wyboru..traktowali ją jak rodzinę..a ona ich tak bezmyślnie wystawiła na przystawkę...a teraz leżą sobie tu..Przed oczami stanął jej obraz Sanjo..wczoraj z uśmiechem na twarzy dla niej gotował...jej brat...właściciel...traktował ją jak córkę...to były jedne z nielicznych osób na dobrze których jej zależało...zaczęła drżeć...niech ta pieczęć się wreszcie przerwie..niech ktoś ją odpieczętuje...bolało ją całe ciało....szloch przeszedł w cichy skowyt...spojrzała w niebo z którego już od kilkunastu minut spływały strugi deszczu...spojrzała złotymi oczyma i zapytała cicho..dlaczego?...zacisnęła oczy i zęby...otoczyła ją delikatna złota poświata...uderzyła pięścią w ziemię nie mogąc znieść bólu...czuła na ramieniu rękę Lunara..dobrze, że był..nie chciała być sama...nie chciała czuć tej pustki...kiedy nie ma nawet łez..bo wszystkie już dawno wylane..i ten dławiący ból...zacisnęła w pięści garść popiołu i drobnych kawałków drewna...z jej plecy wybiły się dwa ogromne czarne skrzydła...ociekające krwią...jakby jej miała za dużo...a przecież jej organizm nie uzupełnił tego co straciła wczoraj...ból był zbyt silny by go kontrolować...pieczęć pękła..ale nie rozpadła się..wyciekało przez nią trochę energii ale nie uwolniła się cała..
jednak dla niej to i tak było za dużo...sama już nie miała energii..zamiast szarości stalowego nieba widziała czerń..runęła do przodu a Lunar złapał ją w ostatniej chwili by nie padła na trupa..skrzydła podobnie jak złoty błysk oczu i aura zniknęły..zostawiając uszkodzoną sukienkę, przez którą widać było opuchliznę i dwie pionowe pręgi na łopatkach.

_________________
Żyj póki możesz, bo każdy twój dzień może być twoim ostatnim...
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
następne+pytanie...
Lila Płeć:Kobieta
BAKA Ranger


Dołączyła: 19 Wrz 2006
Skąd: [CENSORED]
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
Fanklub Lacus Clyne
Lisia Federacja
Omertà
PostWysłany: 17-12-2006, 19:25   

Tom usiadł na kancie łóżka… delikatnie pochylił się nad śpiącą dziewczyną…

- Wstawaj Kotku… Już dawno świta. Dość już spałaś… - Wampir zdjął chustę z twarzy… odsłonił kły.. oczy przestały świecić na czerwono… Czerwień z oczu jakby została wypłukana wiadrem wody, ustąpiła miejsca błękitowi, takiemu samemu jak Lily… - wstał. Lila jak dumna kotka przeciągnęła się na łóżku…

- Bracie? Co ty tu robisz? Gdzie są wszyscy? – Tom nie miał na sobie czarnego płaszcza jak wtedy w nocy. Ubrany był w zieloną bluzę z kapturem i beżowe bojówki… można by było powiedzieć, że wyglądał dobrze… Gdyby nie czarne włosy, które nie pasowały do kompletu…

- Hmm... ? A, włosy… - Przeczesał je od przodu dłonią, i w jej ślad czarne zamieniały się na jasny blond jak Lily… - Opiekuje się tobą. Twoi przyjaciele wyszli…

- Czemu zacząłeś się przebierać, gdy Chodzisz Nocą? Zacząłeś się wstydzić swojego prawdziwego wyglądu? – Dziewczyna usiadła. Chłopak postanowił pójść w jej ślady, usiadł obok i otulił ją ramieniem.

- Nie bój się o mnie, mnie nie można zabić. Wstydu też nie mam… Po prostu, tak mi łatwiej – uśmiech ukazał normalne zęby… Kły gdzieś zniknęły…

Do pokoju weszedl właśnie Lunar z Ar na rekach… Spojrzel na chłopaka siedzącego obok Lily…

_________________
" Twas brillig, and the slithy toves, did gyre and gimble in the wabe;
All mimsy were the borogoves, and the mome raths outgrabe.~ "

Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
LunarBird Płeć:Mężczyzna
Chaos Master & WSZ


Dołączył: 30 Maj 2005
Skąd: Hellzone
Status: offline

Grupy:
Lisia Federacja
PostWysłany: 18-12-2006, 00:17   

Lunar podejrzanie spokojnie ułożył Arashino na fotelu.

- Dziwi cię, że on się przebiera, Lila? - powiedział lodowatym tonem. - Powiem ci, dlaczego. Ponieważ jest mordercą. Takim samym, jak Mazoku. No dalej, Tom, opowiedz siostrze, jak twoi przyjaciele zmasakrowali Arashino. Opowiedz, jak wybiłeś do nogi całą tawernę tylko dlatego, że to byli przyjaciele Arashino. Opowiedz jak porwałeś Lunę przybierając fałszywy wygląd. Morderca...

Lila chciała coś powiedzieć, ale na widok miny swego brata zamilkła. Tom był zaszokowany i wściekły. Ale jego gniew nawet Lili wydał się niegroźny w porównaniu z niematerialną aurą furii, jaka otaczała jego oponenta.

Lunar powoli ruszył z miejsca, jego oczy rozjarzyły się straszliwym szkarłatem. Budynek zadrżał w posadach, powietrze zafalowało.

- Nie można cię zabić, powiadasz... - powiedział Shinmazok już zupełnie innym tonem. był to głos, w którym czaiła się śmierć. - Rad jestem to słyszeć. Bardzo ciekawie będzie się przekonać, jak długo wytrzymasz starcie. Bo ja mogę walczyć w nieskończoność. Za każdym razem moja magia mnie wskrzesi. A ty mi nie możesz zabrać mocy. Jesteś zbyt słaby...

- Opiekujesz się nią... - głos Lunara był jak jadowita żmija, każde słowo wydawało się być nasączone śmiercionośną trucizną. - Tak jak zaopiekowałeś się Arashino i jej przyjaciółmi... Tak jak zaopiekowałeś się Luną... Moja cierpliwość ma swoje granice, bezczelny szczeniaku. Przekonasz się, co się dzieje, kiedy walcze NA SERIO. I nie spodoba ci się to, czego się o mnie dowiesz.

Shinmazok zwrócił na Lilę swoje bezlitosne oczy.

- Ta lekcja może potrwać - powiedział. - Nie pozwól Arashino nigdzie wychodzić dopóki nie wrócę. Przekarz jej, że macie się sobą opiekować do mojego powrotu.

Lila kiwnęła głową, zbyt zaskoczona, by choćby w śladowym stopniu zrozumieć, co się właściwie dzieje. W tej samej chwili Lunar przeszedł w astral.

Tom zerwał się z miejsca, zaniepokojony. Nie był jednak w stanie wyraźnie dostrzec przebywającego na płaszczyźnie astralnej przeciwnika. Shinmazok pojawił się tuż za nim na ułamek sekundy i po chwili pociągnął ze sobą wampira w astral.

Mijał dzień za dniem. Przez ten czas nie wydarzyło się nic godnego uwagi. Arashino zupełnie wyzdrowiała. Lila zgodnie z sugestią Lunara robiła co mogła, by utrzymać ją w domu, choć obie potwornie się o niego martwiły. Lila była pewna, że jej brat zabije w końcu Lunara, ale żadna z nich nie miala pomysłu, gdzie Shinmazok mógł pociągnąć Toma.

Któregoś wieczora kiedy Lila już spała pośrodku pokoju niespodziewanie wyszedł z astrala Lunar. Byl cały zlany własną krwią, mial wiele drobnych ran i wydawał się być bardzo osłabiony. Nie utrzymał się nawet na nogach, padł na podłogę. Podbiegła do niego Arashino.

- On... osłabł pierwszy... - wydyszał Shinmazok. - Uciekł... Ja...

Szkarłatny blask jego oczu zamigotał i zgasł, jakby skończyły się baterie. Lunar stracił przytomność.

_________________
Cytat:
- Mulder... To jest... to chyba żółć...
- Powiesz mi jak to z siebie zdjąć zanim stracę kamienną twarz?
"The X-Files", #4 "Squeeze"


Autor posta: rip LunarBird CLH
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
5146592
 
Numer ICQ
Arashino Shiro Płeć:Kobieta
władająca czasem...


Dołączyła: 28 Mar 2006
Skąd: Poznań
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
Lisia Federacja
PostWysłany: 18-12-2006, 00:50   

Arashino spojrzała na śpiącą Lilę...ona raczej nic mu nie pomoże...a lepiej żeby nie wpadała teraz w panikę...nie wiedziała jak zareaguje ale podejrzewała że pewnie rzuci się Lunarowi na szyję..a to ostatnia rzecz jaka jest mu potrzebna..co jest mu potrzebne? spokój i energia...omiotła jego sylwetkę wzrokiem...gdzie jest najgroźniejsza rana? dużo ich..recovery nie pomogą...prędziej sama padnie obok niego.jest po części wampirem...co tu robić? Lili nie chce budzić...musi poradzić sobie sama...spojrzała na dostawkę którą kazała przynieść karczmarzowi..przeciągnęła go po podłodze...i jakoś udało się położyć go na łóżku...musiałby wypić trochę krwii...wzięła czystą filiżankę i swój sztylet...spojrzała na sztylet, potem na Lunara i znów na sztylet...wolała nie podawać do ugryzienia nadgarstka...z resztą nie miał on nawet siły otworzyć oczu..co dopiero gryźć...między innym dlatego Lil by się nie przydala w tym momencie...czuła jak jego aura powoli spada...zdecydowała się i zdecydowanym ruchem przecięła prawy nadgarstek...zmęła w ustach przekleństwo gdy poczuła ból...zlała już pół filiżanki....trzy czwarte...filiżanka pełna...rzuciła resurrection na nadgarstek. usiadła obok niego i delikatnie podniosła jego głowę...wlała mu trochę krwii do ust..przystawiła brzeg filiżanki i powoli przechylała by się nie zakrztusił...
- świeża dostawa, 200 ml krwii grupy 0...podobno najsmaczniejsza...najbardziej uniwersalna...
miała nadzieje że na nadgarstku nie zostanie blizna..widziała jak jego aura rośnie..rany się goją...nadal za mało...powtórzyła czynności...miała już dwie filiżanki krwii mniej..co już powoli odczuwała...podała mu drugą filiżankę..tą już wypił bez jej pomocy...otworzył oczy...dopił do końca...oblizał usta...
Arashi uśmiechnęła się...przyniosła trochę wody i ręcznik i zmyła z jego twarzy zakrzepłąc już krew...
-śpij..zregeneruj się....posłusznie przymknął oczy...
dziewczyna przykryła go swoim kocem...potem przykryła bardziej Lilę...sprzątnęła miskę z wodą. Nalała filiżankę herbaty i wypiła duszkiem...nic jej tak nie pomaga jak herbata...wyjęła z szafy ostatni koc i owinąwszy się nim usiadła na parapecie ,otwartego na oścież okna...położyła sztylet w zasięgu ręki i opierając się o ścianę przymknęła oczy nasłuchując, gotowa zerwać się na najmniejszy szmer...jednak ani z Lilą ani z Lunarem nic się nie działo...nad ranem się poddała i zasnęła.

_________________
Żyj póki możesz, bo każdy twój dzień może być twoim ostatnim...


Ostatnio zmieniony przez Arashino Shiro dnia 18-12-2006, 03:09, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
następne+pytanie...
LunarBird Płeć:Mężczyzna
Chaos Master & WSZ


Dołączył: 30 Maj 2005
Skąd: Hellzone
Status: offline

Grupy:
Lisia Federacja
PostWysłany: 18-12-2006, 01:01   

Kiedy się obudził, był już ponownie wieczór. Leżał na łóżku. Przy nim leżała Lila, wtulona ufnie w jego ramiona. Musiała się obudzić i przenieść go na łóżko. Arashino siedziała w fotelu, nie spała jednak. Obserwowała parę z dziwnym uśmiechem na twarzy.

Lunar zamrugał oczami. Dopiero teraz przypomnial sobie wczorajszy dzień. Pił krew. Arashino podała mu krew. Ale... skąd ją wzięła? Ślady na nadgarstku były niemal nie do zauważenia, ale zmysł magicznego postrzegania jednak je odszukał. Podcięła sobie żyły...

"To już druga..." - pomyślał z rezygnacją.

_________________
Cytat:
- Mulder... To jest... to chyba żółć...
- Powiesz mi jak to z siebie zdjąć zanim stracę kamienną twarz?
"The X-Files", #4 "Squeeze"


Autor posta: rip LunarBird CLH
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
5146592
 
Numer ICQ
Arashino Shiro Płeć:Kobieta
władająca czasem...


Dołączyła: 28 Mar 2006
Skąd: Poznań
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
Lisia Federacja
PostWysłany: 18-12-2006, 01:23   

Uśmiechnęła się do niego...-była tylko trochę zmęczona- upiła łyk z filiżanki którą trzymała w dłoniach..
-Lepiej się czujesz? -spytała szeptem by nie obudzić Lili...
kiwnął głową...
-herbaty? -zapytała się równie cicho, wskazując głową na dzbanek- mam pełny dzbanek..
ponownie kiwnął głową...wstał kiedy brunetka nalewała mu filiżankę herbaty..delikatnie przeczesał włosy Lili uważając by jej nie obudzić...przykrył ją dokładniej kocem..
odwrócił sie do Arashi która trzymała w wyciągniętej ręce filiżankę na spodku...podszedł i odebrał naczynie. usiadł w najbliższym fotelu...Arashi przerwała ciszę:
- dobrze że nic ci nie jest...Lila zaczynała powoli szaleć z niepokoju...-znów się uśmiechnęła- bardzo się o ciebie martwii...i wykonywała twoje polecenia...dwa razy prawie mnie przywiązała do fotela jak chciałam wyjść...ale i tak udało się mi wymknąć...zdobyłam nowe informacje dotyczące Luny...przeniesiono ją..już nie jest w tamtym miejscu...jest w kwaterze głównej klanu wampirów...jej klanu-wskazała na Lilę...nie mówiłam jej jeszcze tego...wiem że nic jej nie zrobili...jest dobrze traktowana bo sądzą że wykorzystają ją jako kartę przetargową...mam tam wtyki..tzn. jest tam wtyka..śpioch, robak, kret czy jak to nazwiesz...na dworze pracuje młoda wampirzyca..nie została nią z własnej woli..a Lili ród jej zalazł za skórę..z resztą się nie dziwię...po tym co przeszła...-zamilkła, upiła łyk i kontynuowała-mam -podała mu kartkę- dokładne plany gniazda...te przerwaną kreską to tajne przejścia...Meya- informatorka zbiera materiały dotyczące liczebności gniazda i ew. zmian w straży oraz robi charakterystykę mieszkańców...zależy mi przy odbijaniu Luny na tym by jej nic się nie stało i by nie została zdemaskowana...
- Jak odebrałaś te informacje?
-Tak jak wcześniejsze...od Lu...tylko że tym razem zaczekałam w melinie...władze miasta uprzątnęły już miejsce po Smoku na ostro...będzie tam sklep...teren już sprzedany...-panowała nad sobą...wiedziała że jej oczy się szklą ale nie pozwoliła łzie spłynąć...- Lu jest szarą eminencją tego miasta...wie o wszystkim co się tu dzieje...idąc tam zachowałam potrójne środki bezpieczeństwa..niepotrzebnie ale po tym jak wystawiłam ...-upiła łyk herbaty...niektóre rzeczy dalej nie mogły jej przejść przez gardło- kiedyś pomogłam Lu...teraz wyświadcza mi drobne przysługi...to tyle jeśli chodzi o ważniejsze informacje...sądzę że powinieneś powiedzieć mi ze szczegółami co zrobiłeś z ...bratem Lili...-chciała go określić inaczej ale się rozmyśliła- odkąd zniknęliście w mieście spokój..powiedz mi co się działo.

_________________
Żyj póki możesz, bo każdy twój dzień może być twoim ostatnim...
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
następne+pytanie...
LunarBird Płeć:Mężczyzna
Chaos Master & WSZ


Dołączył: 30 Maj 2005
Skąd: Hellzone
Status: offline

Grupy:
Lisia Federacja
PostWysłany: 18-12-2006, 02:02   

- Cóż... - Lunar również upił ostrożny łyk herbaty. - Wiedziałem, że nie dysponuję ciosami, zdolnymi go naprawdę zmęczyć w szybkim czasie. To nie było nic ciekawego. Rozrywaliśmy się nawzajem na strzępy. On równie dobrze mógł uciekać teleportem co ja w astral. Jednak nie może razić z daleka, ja tak. Ice Lances to przydatny czar. Trochę to trwało, ale nie miał żadnej krwi, której by się mógł napić, bo ja byłem w trybie Mazoku i nie był w stanie wystarczająco długo wytrzymać działania mojej aury. Tak jak przypuszczałem, w koncu zaczął słabnąć. Uciekł, kiedy się wreszcie zorientował, że nie zanosi się na to, bym osłabł tak szybko jak on. Nie przypuszczam, by próbował ponownej walki ze mną. Wie, że skończy się ona tak samo. W zasadzie byłem wykończony tylko dlatego, że nie oszczędzałem energii. Mógłbym bez problemu walczyć czterokrotnie dłużej, gdybym chciał. On zaś wykorzystał nawet najgłębsze rezerwy. Był o krok od śmierci.

Przez chwilę Lunar zastanawiał się nad tym, co mu powiedziała Arashino.

- A jak tam twoja moc smoka? - zapytał wreszcie. - Próbowałaś ją ponownie przywołać? Praktyka w posługiwaniu się nią może ci ocalić życie. We trójkę mamy szansę tego dokonać. Ale na pewno nie będzie łatwo.

_________________
Cytat:
- Mulder... To jest... to chyba żółć...
- Powiesz mi jak to z siebie zdjąć zanim stracę kamienną twarz?
"The X-Files", #4 "Squeeze"


Autor posta: rip LunarBird CLH
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
5146592
 
Numer ICQ
Arashino Shiro Płeć:Kobieta
władająca czasem...


Dołączyła: 28 Mar 2006
Skąd: Poznań
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
Lisia Federacja
PostWysłany: 18-12-2006, 02:20   

Pokiwała głową...tylko zarys skrzydeł...nie jestem w stanie przywołać mocy starożytnego na tyle by osiągnąć poziom taki jak wtedy...przy pogorzelisku...
żeby było jasne: jeśli chodzi o magię to dysponuję czarną... magię białą znam tylko podstawową..by móc się leczyć...zdecydowanie bardziej potrafię unieszkodliwić fizycznie. spojrzała na Lunara..uśmiechnęła się na widok jego scepytcznej miny...
-taka kruszynka?
-taka kurszynka potrafi naprawdę dobrze przyłożyć jeśli tego wymaga sytuacja...
tak samo jak wolę konstruować bomby...wszelkiego rodzaju ładunki..to może się przydać przy zdobywaniu gniazda...no i informacje..mam dosyć dużą sieć kontaktów...odkąd odeszłam z Omflos minęły trzy lata...-zamyśliła się...Lunar nie przerywał ciszy..pierwszy raz otwarcie powiedziała że to chodziło o nią...- w tym czasie wypracowałam sobie kontakty...tak więc dysponujemy materiałami o przeciwniku...to jest duża przewaga...
słabe strony pewnie znasz, ale przypomnę- jestem podatna na uszkodzenia...-mówiła o sobie jak o pralce czy innym urządzeniu.
Jeśli będzie potrzebne jakieś poważniejsze uzbrojenie czy szczegółowsze dane to mogę je załatwić...ale przy bezpośrednim starciu jestem ogniwem które jest najłatwiej wyeliminować.
Pozostaje jeszcze kwestia przygotowania taktycznie i technicznie ...musisz powiedzieć Lili że jedziemy zrobić w jej domu drobny sajgon...-powiedziała poważnie- zdajesz sobie sprawę że dobrowolnie nie oddadzą Luny...a Luna od wewnątrz też raczej nie pomoże chociaż Meya już zapowiedziała że zgromadziła środki na wojnę podjazdową...
kiedy ruszamy z akcją? czas nie działa na naszą korzyść..oni zdążą zebrać informacje o nas, przegrupować się, i co najgorsze-zmienić plany względem Luny...musimy działać szybko ,póki panuje tam zamęt, oraz sprawnie...nie możemy pozwolić sobie na błąd...co o tym sądzisz i jakie są pierwsze wnioski?
wypiła chłodną już herbatę.

_________________
Żyj póki możesz, bo każdy twój dzień może być twoim ostatnim...
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
następne+pytanie...
Wyświetl posty z ostatnich:   
Strona 9 z 14 Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 8, 9, 10 ... 12, 13, 14  Następny
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików
Nie możesz ściągać załączników
Dodaj temat do Ulubionych


Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group